Matka Boża Bolesna
Matką i Wzorem dla wszystkich chorych
Temat Matki Bożej
Bolesnej (Stabat Mater) jako Matki i wzoru dla wszystkich chorych i cierpiących
zajmuje miejsce wyjątkowe, głęboko zakotwiczone w teologii Krzyża i Misterium
Paschalnego. Cierpienie nie jest absurdem ani ślepym losem, lecz sakramentalną
drogą uświęcenia, na której Maryja staje się najpewniejszą Przewodniczką i
Towarzyszką każdej osoby dotkniętej bólem.
Kiedy patrzymy na obraz
Golgoty, nasz wzrok najpierw pada na Ukrzyżowanego. Ale Ewangelia mówi nam
także o Tej, która tam stała: „A obok krzyża Jezusowego stały: Matka
Jego..." (J 19,25). Nie klęczała złamana, nie leżała w omdleniu – stała. I
to jedno słowo kryje w sobie całą teologię cierpienia, jaką dziś chcę wam
przybliżyć. I. Stabat Mater – mężne
stanie w bólu Maryja pod krzyżem
cierpiała mocą całej swojej osoby – Niepokalanej duszy i ciała. Jej ból był
inny niż ból każdej matki, bo inna była Jej miłość i inna świętość. A jednak
nie ma w Niej histerii, nie ma buntu, nie ma rozpaczy. Jest milczące trwanie,
jest zgoda serca na to, co niepojęte – że Owoc Jej łona zostaje wydany na
śmierć.
To jest pierwsza
lekcja, jaką Maryja daje każdemu z nas: można stać w cierpieniu, nie uciekając
od niego i nie dając się mu zniszczyć. Stać potrafi tylko ten, w kim płynie
żywy strumień nadziei, że życie zwycięży śmierć. Maryja wie, co będzie za trzy
dni. My często tego nie wiemy – i dlatego tak trudno nam stać, a tak łatwo
upadać. „Trzeba na wzór Niepokalanej nie histeryzować w cierpieniu, lecz w
cierpieniu stać”. Histeria, bunt czy ucieczka przed rzeczywistością są wyrazem
wewnętrznego rozbicia i niedojrzałości. Maryja pod krzyżem nie mdleje, nie
krzyczy w rozpaczy, nie oskarża oprawców; Ona stoi, współcierpiąc z Synem w
milczeniu i pełnej godności. Postawa ta jest opisywana jako szkoła radykalnej
wiary, posłuszeństwa i nadziei. Sprawia ona, że chrześcijanin nie pozwala ugiąć
się i złamać pod ciężarem najtrudniejszych chwil życia i bolesnych doświadczeń.
„Stanie w cierpieniu”
nie jest możliwe do zrealizowania o czysto ludzkich siłach. Kryje się za nim
głęboki dynamizm nadprzyrodzony. „Stać w boleści potrafi tylko ten, w którego
głębinach życia wewnętrznego płynie autentyczny strumień radości, nadziei zwycięstwa
życia nad śmiercią”. Bez tego zakotwiczenia w nadziei zmartwychwstania
cierpienie staje się destrukcyjną siłą, która rozbija psychikę i prowadzi do
rozpaczy. II. Ona nie przestała
cierpieć wraz z nami
Kalwaria się skończyła,
ale współcierpienie Maryi nie skończyło się wraz z Nią. Kiedy cierpi Kościół,
kiedy cierpi choćby jeden z nas, Jej macierzyńskie serce nie pozostaje
obojętne.
Radości i cierpienia
Ludu Bożego nie są Jej obce – Ona w nich uczestniczy. Każda nasza łza, każda
samotna noc, każdy krzyż niesiony po cichu w domu, w szpitalu, w sercu –
wszystko to dotyka Matki. Nie patrzy na nas z dystansu nieba. Patrzy oczami,
które kiedyś realnie płakały pod krzyżem, i kocha sercem, które realnie zostało
przebite mieczem boleści. III. Matka Miłosierdzia
w naszych ciemnych nocach
Dlatego od wieków lud
chrześcijański ucieka się do Niej w chwilach zagrożenia – w najstarszej znanej
modlitwie wołamy: „Pod Twoją obronę uciekamy się". Nie jest to pobożny
zwyczaj bez pokrycia. To odpowiedź wiary na to, kim Ona naprawdę jest: Matką,
która nie zostawia samych tych, którzy cierpią razem z Jej Synem. To pod
krzyżem, w godzinie konania Jezusa, wysłużyła nam łaskę, która i dziś, za Jej
pośrednictwem, spływa na nasze życie – przynosząc pokój tam, gdzie go brakuje,
i uzdrowienie tam, gdzie rana wydaje się nie do zagojenia. IV. Jak przyjąć własny
krzyż Cierpienie bez
Chrystusa jest absurdem. Prowadzi do rozpaczy albo do prób jego brutalnego
usunięcia za wszelką cenę. Ale cierpienie przyjęte razem z Ukrzyżowanym, u stóp
Matki, przestaje być bezsensownym ciężarem – staje się udziałem w dziele
zbawienia świata.
Popatrzcie więc dziś na
Maryję stojącą pod krzyżem. Wpatrujcie się w Nią wtedy, gdy własny krzyż wyda
się wam za ciężki. Ona nie zdejmuje go z naszych ramion mocą magii. Ona stoi
obok – tak jak stała obok swojego Syna – i prowadzi nas bezpiecznie przez ciemność
nocy wiary ku porankowi zmartwychwstania. Nowy człowiek uczy się od Maryi
traktowania własnego cierpienia (cielesnego, psychicznego czy duchowego) jako
żertwy ofiarnej złączonej z Misterium Paschalnym Chrystusa. Nie jest to
bezsensowny ból, lecz charyzmatyczny wkład w budowanie i uświęcanie Ciała
Mistycznego, czyli Kościoła (por. Kol 1, 24).
W życiu duchowym
nieuchronnie pojawiają się momenty oschłości, kryzysów, bolesnego osamotnienia
i „nocy ducha. Kiedy po ludzku brakuje namacalnych dowodów bliskości Boga, a
uczucia i pociechy religijne ulatują, wierne trwanie ma wymiar zbawczy. Stać
pod krzyżem z Maryją oznacza uczyć się patrzeć na świat, cierpienie i grzech
nie poprzez pryzmat własnych, neurotycznych lęków czy ziemskich ideologii, lecz
w czystym świetle Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego Pana V. Rozróżnienie między
bólem a smutkiem w chrześcijańskim cierpieniu To kluczowe
rozróżnienie, które stanowi fundamentalną lekcję dla każdego chorego: ból nie
jest tożsamy ze smutkiem.
* Ból i cierpienie fizyczne dotykają ludzkiej
cielesności i są nieuniknioną częścią ziemskiego pielgrzymowania każdego
człowieka.
* Smutek z kolei bywa sygnałem braku świętości
lub szukania radości w doczesnych namiastkach.
Na obliczu Maryi
stojącej pod krzyżem (Stabat Mater dolorosa) nie widać paraliżującego smutku
czy rozpaczy. Choć Jej duszę przeszywa prorokowany przez Symeona miecz boleści,
Maryja uczy chorych trwania w cierpieniu z heroiczną, cichą uległością wobec
woli Ojca. Pokazuje, że autentyczna świętość i chrześcijańska radość mogą
współistnieć z najgłębszym bólem, a cierpienie nie musi odbierać człowiekowi
wewnętrznego pokoju. VI. Maryja jako Matka
Miłosierdzia i czuła powiernica chorych
Maryja nie jest daleką,
historyczną postacią, lecz Matką Miłosierdzia, w której ręce Jezus złożył swoje
zmiłowanie nad każdym cierpiącym człowiekiem.
* Jako Niepokalana, Maryja doskonale rozumie i
współczuje każdemu ludzkiemu udręczeniu, chorobie i grzeszności. Jej
macierzyńskie Serce uczy wiernych dostrzegania potrzebujących, współczucia oraz
aktywnego dążenia do ich duchowego i cielesnego dobra.
* Towarzyszka w szpitalnej samotności.
Człowiek doświadczony chorobą i operacją, zauważa, że w chwilach szpitalnego
osamotnienia i fizycznej słabości, zmysły uduchowione przez Boga pozwalają
dostrzec w Maryi najczulszą opiekunkę. Ona "trzyma dłoń chorego w swojej
dłoni" i uczy go, jak z dziecięcą prostotą i bez lęku oddawać swoje
cierpienie Bogu.
* Maryja uczy chorych, by nie żądać od
Chrystusa doczesnego raju na ziemi, lecz by w swojej słabości stawać się
świadkami jedynego, prawdziwego życia w Chrystusie. To na Krzyżu poznaje się
najgłębszą naukę miłości. Przyjęte z wiarą cierpienie przestaje być
bezużyteczną udręką, a staje się drogą uświęcenia, ekspiacją za grzechy innych
i głębokim zjednoczeniem z Chrystusem eucharystycznym. VII. Pieta – ufność do
samego końca Poruszającym obrazem
dla każdego chorego i umierającego jest Stacja XIII Drogi Krzyżowej (Pietà) –
Jezus zdjęty z krzyża i złożony na łonie Maryi. Maryja trzyma w objęciach
skatowane Ciało swojego Boga, nie tracąc wiary, że On ostatecznie zwycięży. Spróbujmy
wczuć się w scenę Matki Boga, która trzyma na swoim łonie skatowane ciało Boga!
Jeżeli wytrwamy na krzyżu aż do końca, na krzyżu naszego powołania, wtedy
aniołowie zdejmą nasze ciało z krzyża i złożą je na łonie Matki Niepokalanej.
Niepokalana Matka Boga, łaski Pełna, jest ucieczka grzesznych ludzi, bramą do
Królestwa Jej Syna.
Jeśli chory wytrwa z
wiarą na swoim własnym krzyżu cierpienia i powołania, u kresu ziemskiej drogi
aniołowie zdejmują jego zmęczone ciało i złożą je bezpiecznie na macierzyńskim
łonie Niepokalanej, która jest dla nas wszystkich bramą do Królestwa Jej Syna.
Świadectwo
"Siostry Katarzyny" (Kasi) – urzeczywistnienie maryjnego wzoru
Postać **Kasi** –
osoby, która od dzieciństwa niosła krzyż ciężkich chorób i cierpień, nie
wiedząc, co to znaczy być "zdrową".
* Jej postawa była pełna głębokiej wiary i
nieustannego, cichego uśmiechu, pod którym ukrywała ból przed ludźmi, by nie
obciążać ich swoimi problemami.
* Idąc na niezwykle ciężką, ośmiogodzinną
operację guza mózgu, trzymała w dłoni różaniec i nie prosiła Boga o zdrowie czy
ulżenie w bólu, lecz modliła się o **"radość w cierpieniu"** (w
Krzyżu). Ta postawa wolna od buntu, skupiona na miłości, jest najwspanialszym
dowodem na to, że w Krzyżu Chrystusa i w zjednoczeniu z Maryją cierpienie
zostaje przemienione w ostateczne zwycięstwo Miłości. Podsumowanie Najświętsza
Maryja Panna jest najdoskonalszym wzorem dla ludzi chorych, cierpiących i
przeżywających wewnętrzne kryzysy.
- Wzór przeżywania cierpienia w „ciemności wiary” i udręce
Maryja jest dla chorych i strapionych przewodniczką, ponieważ sama
doświadczyła najgłębszych boleści i udręki, zwłaszcza u stóp krzyża.
Teresa pisała do Maryi, że Jezus chciał, aby Jego Matka była „przykładem
duszy, która szuka Boga w ciemności wiary” oraz że sam „Król nieba
chciał, aby Jego Matka była pogrążona w udręce”. Pokazuje to chorym, że
cierpienie oraz stany wewnętrznego opuszczenia nie są oznaką odrzucenia
przez Boga, ale próbą, przez którą Maryja przeszła jako pierwsza.
- Zwyczajność życia i bliskość cierpiącemu człowiekowi Życie
Maryi w Nazarecie było proste, ubogie i naznaczone codzienną pracą. Św.
Teresa z Lisieux kochała Ją za to, że była „łatwa do naśladowania”
i pisała o Niej bezpośrednio: „Żyłaś, cierpiałaś jak ja, Matko
Zbawiciela!”. Dzięki temu chory człowiek może odnaleźć w Maryi kogoś,
kto doskonale rozumie fizyczne wycieńczenie, ból i ograniczenia ludzkiego
ciała.
- Cierpienie jako dar składany z miłości
Maryja uczy chorych, jak nadawać cierpieniu głęboki sens zbawczy poprzez
miłość. Skoro Bóg nie oszczędził swojej Matce ogromnego bólu (tak iż
„konała z bólu i goryczy”), cierpienie przeżywane w jedności z Bogiem
staje się łaską. Maryja jest wzorem doskonałego, ufnego wypowiadania „tak”
wobec trudnej woli Bożej, co przemienia ból w narzędzie miłości.
- Doświadczenie czułości, ukojenia i uzdrowienia Dla
chorych Maryja jest nie tylko wzorem do naśladowania, ale przede wszystkim
czułą Matką, u której można szukać ratunku. Sama Teresa
doświadczyła tego w najtrudniejszym momencie swojego dzieciństwa, gdy jako
dziesięcioletnia dziewczynka zapadła na ciężką, niewyjaśnioną chorobę
psychosomatyczną. Została wtedy uzdrowiona przez „Uśmiech Maryi” ze
statuetki stojącej przy jej łóżku, co przyniosło jej natychmiastowe
uwolnienie od cierpienia i lęku. Uczy to chorych, że w swoich zmaganiach
zawsze mogą liczyć na matczyne wstawiennictwo i pocieszenie.
Chory, patrząc na Maryję Bolesną, uczy się, że
ból fizyczny i słabość ciała mogą stać się "ołtarzem", na którym
składa się najcenniejszą ofiarę z samego siebie. Maryja jako Matka nie tylko
współczuje chorym, ale jako ich Wzór uczy ich cierpieć bez buntu, przekuwając
trudności w radosne świadectwo wiary.
|