Drodzy w Sercu Jezusa, bracia i siostry!
Pełni radości gromadzimy się dzisiaj w
Oborskim Sanktuarium aby wspólnie wyśpiewywać chwałę Imienia Maryi.
I
Wprowadzenie święta Imienia Maryi do liturgii
Kościoła związane jest z wielkim wydarzeniem historycznym, mianowicie
zwycięstwem króla polskiego Jana III Sobieskiego nad Turkami pod Wiedniem w
dniu 12 września 1683 r.
W drugiej połowie XVII wieku chrześcijańska Europa stanęła przed
śmiertelnym niebezpieczeństwem. Potężna armia muzułmańska, pod wodzą Kara
Mustafy, ruszyła pod Wiedeń, grożąc, że ''kto się nie podda i nie przyjmie
islamu, poniesie śmierć, a kraj ulegnie całkowitemu zniszczeniu''.
W obliczu tak wielkiego zagrożenia, papież Innocenty
XI wołał do polskiego monarchy: ''Synu, ratuj chrześcijaństwo, ratuj Europę''.
Jednak sejm polski, mając na uwadze pusty
skarb i wyczerpany wojnami kraj, wahał się... Wtedy to szalę przechylił
świątobliwy o. Stanisław Papczyński, spowiednik króla. Modląc się, błagał
Maryję o radę. Matka Boża ukazał się swemu czcicielowi i zapewniła
o zwycięstwie. Kazała iść pod Wiedeń i walczyć. Ojciec Papczyński
wystąpił wobec króla, senatu, legata papieskiego i przemówił tymi słowami:
–
Zapewniam cię, królu, Imieniem Dziewicy Maryi, że zwyciężysz i okryjesz
siebie, rycerstwo polskie i Ojczyznę nieśmiertelną chwałą.
Sobieski, słysząc, że sama Królowa wyraziła
swą wolę, 29 lipca 1863 r. wyruszył na odsiecz Wiednia, zabierając ze sobą
około dwadzieścia siedem tysięcy wojska. Przedtem jednak zatrzymał się na
Jasnej Górze. Przez cały dzień gorąco się modlił i służył do Mszy świętej.
Wstępował też po drodze do innych sanktuariów maryjnych, aby błagać Najświętszą
Pannę o pomoc. Modlił się Godzinkami: Przybądź nam, Miłościwa Pani ku
pomocy, a wyrwij nas z potężnych nieprzyjaciół mocy! W Krakowie król odbył
pielgrzymkę do siedmiu kościołów (m.in. do kościoła karmelitów, gdzie w
cudownej kaplicy modlił się u stóp Pani Krakowa i przyjął brązowy szkaplerz
Królowej Karmelu). Dnia 15 sierpnia, w samo święto Wniebowzięcia
Najświętszej Panny Maryi, opuścił miasto, aby dołączyć do wojska, które wyszło
wcześniej pod dowództwem hetmanów Sieniawskiego i Jabłonowskiego.
W święto Narodzenia NMP, tj. 8 września
wojska polskie przybyły pod Wiedeń.
Na widok ponad stutysięcznej armii
nieprzyjacielskiej znużeni i wygłodniali rycerze polscy zadrżeli. Król
jednak wprawnym okiem dostrzegł błędy w rozporządzeniach wodza
nieprzyjaciół i uznał to za pierwszy znak pomocy Bożej. Nazajutrz, 12 września
1683 r. polski król uczestniczył w trzech Mszach świętych. Przystąpił do
Komunii świętej i – leżąc krzyżem – wraz z całym wojskiem ufnie polecał
się Matce Najświętszej. Chcąc, aby wszystko działo się pod Jej znakiem, dał
rycerstwu hasło: W imię Panny Maryi
– Panie Boże, dopomóż!
Król Polski na chorągwiach rycerskich polecił
wypisać imię „Maryja”. O godzinie drugiej po południu ruszono do ataku,
śpiewając Bogurodzicę.
Sobieski stał na wzgórzu, błogosławiąc
walczących drzewem Krzyża świętego i relikwiami świętych,
a w rozstrzygającym momencie sam dowodził husarią. I co się
stało? Rozsypała się w proch muzułmańska potęga. Tego dnia zginęło
dwadzieścia pięć tysięcy Turków, a Polaków tylko jeden tysiąc.
W tym czasie, kiedy nasi rycerze walczyli pod
Wiedniem, w Krakowie wyruszył z katedry na Wawelu w kierunku kościoła
Mariackiego procesjonalny pochód „wojska duchowego”. Ze śpiewem różańca
niesiono Najświętszy Sakrament i cudowny obraz Matki Bożej Różańcowej
Zwycięskiej z kościoła Ojców Dominikanów. Nieprzeliczone rzesze ludzi brały
udział w tej uroczystości. Za Najświętszym Sakramentem szła królowa Marysieńka
w czarnej pokutnej sukni, a za nią dwór składający się z przeszło tysiąca osób.
Następnie około sześciuset zakonników niosło relikwie różnych świętych, a
pięćdziesięciu patrycjuszów z płonącymi świecami otaczało obraz Matki Bożej.
Tego dnia wszyscy mieszkańcy Krakowa zmobilizowali się do gorącej modlitwy
różańcowej. Ustał handel, nie myślano o pracy zarobkowej ani nawet o
przygotowaniu posiłków. Ważne było tylko jedno: wymodlić zwycięstwo!
Tak jak wcześniej przepowiedział Pan Jezus
św. Małgorzacie, nasz pokorny władca nie przypisał tego zwycięstwa sobie, lecz
Bogu i Jego Matce, pisząc do papieża pamiętne słowa: Venimus, vidimus,
Deus vicit! Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył! Te słowa
możemy odczytać u stóp obrazu Jana Matejki Bitwa pod Wiedniem,
znajdującego się w Muzeach Watykańskich.
Papież Innocenty XI obdarzył Jana III
Sobieskiego tytułem „defensor fidei” – obrońca wiary i odpowiadając na prośbę
polskiego króla ustanowił dzień 12 września świętem Imienia Maryi. Miał to być
znak wdzięczności i świadectwo dla wszystkich pokoleń, że mocą tego
Imienia osiągnięto tak wielkie zwycięstwo, które ochroniło chrześcijańska
Europę od zalewu barbarzyńców spod znaku półksiężyca. To święto do dzisiejszego
dnia obchodzone jest w całym Kościele.
Drodzy Czciciele Matki Najświętszej,
zgromadzeni w Oborskim Sanktuarium!
Jakże aktualne są słowa naszego wielkiego
Rodaka – św. Jana Pawła II – o tym, że nasza Ojczyzna i współczesna Europa
odrywająca się coraz bardziej od swoich chrześcijańskich korzeni potrzebuje
dzisiaj mocnego świadectwa wiary Polaków. Europa potrzebuje od polskich
katolików świadectwa życia zgodnego z wiarą i moralnością chrześcijańską. Tak
było w minionych wiekach i tak jest także dzisiaj. Trzeba, aby także w naszym
pokoleniu było wielu Sobieskich, ludzi całkowicie oddanych Maryi i odważnie
wyznających swoją wiarę i miłość do Chrystusa i Jego Kościoła.
Prośmy o to dzisiaj, zgromadzeni w imię
Maryi, w Oborskim Sanktuarium; prośmy o to Matkę Bolesną, stojącą wiernie pod
krzyżem Syna; prośmy o to w naszej wspólnej modlitwie różańcowej, adorując i
uwielbiając Jezusa w sakramencie Miłości.
II
Drodzy bracia i siostry, zgromadzeni w
to sobotnie południe w ciszy Oborskiego Karmelu!
Wielkie rzeczy uczynił nam Bóg przez Maryję, Jej
imię błogosławią pokolenia.
O tym przypomina nam przypadające dzisiaj (12
września) liturgiczne wspomnienie Najświętszego Imienia Maryi.
O imieniu Matki Bożej dowiadujemy się z
Ewangelii św. Łukasza w jego relacji o zwiastowaniu: „Bóg posłał anioła
Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi,
imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja” (Łk 1,26-27).
Św. Łukasz to imię wymienia jeszcze kilka razy w swojej Ewangelii. Również św.
Mateusz podaje imię Matki Jezusa w Ewangelii przez siebie napisanej.
Imię Maryi czcimy w Kościele w
sposób szczególny, ponieważ należy ono
do Świętej Bożej Rodzicielki, Matki naszego Pana i Odkupiciela, Królowej nieba
i ziemi, Matki miłosierdzia. Dzisiejsze "imieniny" Matki Bożej
przypominają nam o przywilejach nadanych Maryi przez Boga i wszystkich łaskach,
jakie otrzymaliśmy od Boga za Jej pośrednictwem, wzywając Jej Imienia.
Imię Maryja – po aramejsku Mariam, a po
hebrajsku Miriam, ma wielorakie znaczenie. Święty Bernard imię to przekładał
na: Gwiazda morza, Gwiazda poranna,
Jutrzenka poranna.
Powszechnie tłumaczy się znaczenie imienia
Maryja jako Pani. Tak już uważał św.
Hieronim, gdy pisał: „Wiedzieć należy, że Maryja w języku syryjskim znaczy Pani”.
Może znaczyć też Piękna. Inni Maryja tłumaczą jako Ukochana przez Boga lub też Napawająca
radością.
Św. Ludwik Grignon de Montfort tak tłumaczy
Jej imię: „Bóg Ojciec zebrał wszystkie wody i nazwał je maria, co [w języku łacińskim] znaczy morza. Utworzył On też
zbiornik wszystkich łask swoich i nazwał go MARIĄ”.
Bardzo wielu świętych wyróżniało się
szczególnym nabożeństwem do Imienia Maryi, wiele razy wypowiadając je z największą radością i słodyczą serca.
Święty German tak zwracał się do Maryi:
"Jak
oddech jest sprawdzianem, czy nasze ciało ma jeszcze energię ożywiającą, tak
Twoje święte imię, nieustannie wymawiane ustami Twoich sług – w każdym
czasie, w każdym miejscu i na wszelki sposób – jest czymś więcej niż
sprawdzianem, jest przyczyną życia, radości, pomocy dla nas".
Święty Bernard wołał znów do Maryi:
"Dał Ci Bóg, o Maryjo, imię, aby na to
imię wszelkie klękało kolano: niebieskie, ziemskie i piekielne".
Ten sam święty w jednej ze swych modlitw
wyznawał:
"O wielka i łaskawa, o wszelkiej
chwały godna Dziewico Maryjo. Twoje imię jest tak słodkie i miłe, że
niepodobna go wymówić, żeby się nie zapalić miłością dla Ciebie i Boga.
Dla Twych czcicieli dosyć jest wspomnieć Twe imię, by zapalić się miłością
i napełnić pociechą – ono przynosi nam więcej pociech w tym życiu,
niżby mogły nam przynieść wszystkie skarby ziemi".
Duch Święty poprzez biblijną Księgę Pieśni
nad Pieśniami porównuje Jej imię do BALSAMU, co wiele razy wyśpiewaliśmy w
nabożeństwie Godzinek. Czytamy: „Jako olej wylany imię Twoje” (Pnp 1,2). Dlatego św.
Ambroży określał je mianem: wonnego olejku, który rozlewa wokoło zapach
łaski Bożej.
Jak podkreśla jeden ze współczesnych autorów:
„Imię Maryja od czasu, gdy je nadano dziecięciu Joachima i Anny, wywołuje i
będzie zawsze wywoływało wrażenie niezwykłe - to imię tak słodkie, czyste,
wdzięczne i święte; imię, co choć nadane tym, którzy je noszą, nigdy do nich
nie przywiera, nigdy do nich właściwie nie należy, tak dalece jest ono wyłączną
własnością Matki Chrystusa”.
W pierwszych wiekach chrześcijaństwa imię
Maryi otaczano czcią tak wielką, że – chcąc uniknąć profanacji – nie nadawano
tego imienia dzieciom ani dorosłym. W późniejszych wiekach wprowadzono
podwójną pisownię: Maryja – zastrzeżono dla Najświętszej Panny, Maria – dla
wszystkich innych, którzy obierać będą to imię.
W 1600 r. jeden z kaznodziei
katedry krakowskiej tak mówił:
"Niech więc te niewiasty, które imię Jej
noszą, starają się godnie mu odpowiedzieć, naśladując w każdej chwili
życiem swoim te cnoty, którymi jaśniała ich Patronka Maryja".
Jeszcze w XIX wieku poeta Stefan
Witwicki posądzał o profanację tych, co będąc grzeszni, używali tego
imienia, na którego cześć i sławę każdy uczciwy Polak życie by sto razy
gotów ważyć.
Czciciele Matki Najświętszej wiele razy na
przestrzeni całej historii Kościoła doznawali cudownego ocalenia z różnych
zagrożeń duszy i ciała wzywając Maryję na pomoc. Tak dzieje się także
w naszym życiu, gdy całkowicie oddamy się i zawierzymy Maryi.
Wzywając Jej imienia otrzymujemy moc od Boga do zwyciężania pokus złego ducha i
odwrócenia się od brzydoty grzechu, moc do przezwyciężania samych siebie
i wybierania woli Bożej. A jeśli nasza małość daleka jeszcze jest od
autentycznego stylu czci dla Maryi, prośmy razem z poetą:
"Ty coś
stopami wsparła się o księżyc, poradź nam, jak w Twoje imię mamy
zwyciężyć".
Św. Maksymilian
Kolbe zachęcał, aby „często zwracać się do
Niepokalanej aktami strzelistymi – co chwila, co moment. To bardzo oczyszcza
duszę i uświęca... Niekoniecznie z książeczki, ale po prostu, jak
dziecko do matki.
Nie ma
życia bez matki. I życie nadnaturalne ma Matkę, Matkę Łaski Bożej. Dlatego
tak często wymawiamy imię Maryja, by zaczerpnąć z tego źródła łaski,
nabrać energii życia nadprzyrodzonego, zbliżyć się do Niej. Od
stopnia zbliżenia się do Niepokalanej zależy nasza świętość. Musimy często
zwracać się do Najświętszej Maryi Panny, modlić się o siłę i łaskę".
Ojciec Maksymilian zachęcając swoich
współbraci – franciszkanów do odświeżania sobie aktu oddania się Matce Bożej,
mówił:
"Dobrze
jest przed ważniejszymi trudnościami, pracami, ponawiać ten akt, chociażby
przez imię Maryja!
Wystarczy
jedno westchnienie Maryja sercem wzbudzone, o ile dusza znajdzie się
w takich warunkach, które nie pozwalają dłużej się zastanowić. Przypominać
sobie i odnawiać akt, żeśmy Jej własnością.
Zamiłowanie
w używaniu słodkiego imienia Matki Bożej jest oznaką życia duszy... Na
przykład przed rozpoczęciem jakiejś pracy i po jej zakończeniu. Im to
wzywanie będzie częstsze, tym więcej będziemy kochać Matkę Bożą.
-
A jak my powiemy Maryja, to Matka Boża, co mówi? – pytają bracia.
- Jak my
do Niej po imieniu, to i Ona po imieniu – odpowiada o.
Maksymilian.
Jak
przyjdzie smutek i zniechęcenie, wtedy powiedziawszy imię Maryja wszystko
oddać Niepokalanej i iść dalej naprzód. Oddajmy się
Mamusi.
Niepokalana
miażdży łeb szatana, a on syczy, ale nic nie zrobi, bo nie ma takiej siły jak nasza Mamusia".
Dlatego pisał Tomasz a Kempis, że „szatani boją się Królowej Nieba i zaledwie usłyszą Jej imię,
natychmiast uciekają, jakby ogniem porażone”.
Kto oglądał film dokumentalny o egzorcyzmach
dokonywanych na Anneliese Michele – dziewczynie opętanej przez pięć złych
duchów, mógł usłyszeć wielki popłoch, jaki wśród demonów wywołała przybliżająca
się obecność Maryi. Z jak wielką trudnością wymawiały one imię Maryi, niejako przymuszone
mocą Chrystusowego kapłaństwa egzorcyzmujących.
Znamienne jest to, że podczas wielu
egzorcyzmów złe duchy nigdy nie używają Jej imienia, lecz posługują się
bezimiennymi zwrotami: ONA, TA Z GÓRY…
Pewien kapłan egzorcysta tak wspomina jedno
ze swoich pierwszych spotkań z człowiekiem zniewolonym przez złego ducha.
„Był to
pewien młody człowiek, który mówił, że coś mu przeszkadza się modlić, po prostu
coś go w czasie modlitwy zaczyna szarpać.
Gdy
tylko uczyniłem znak krzyża, jakaś siła zaczęła gwałtownie przekręcać mu głowę
w lewo i w prawo. Po chwili upadł i zaczął tarzać się po posadzce kaplicy. Modlitwy się przeciągały. Trzeba było
cały czas trzymać go za ręce. Co jakiś czas przytomniał, wtedy można było
z nim rozmawiać. Ale kiedy znowu zaczynaliśmy się modlić, konwulsje
powracały. Nie mógł słuchać modlitwy Ojcze nasz. Najbardziej jednak działała na
niego modlitwa różańcowa. Słysząc Zdrowaś Maryjo, wpadał jakby w szał.
Poprzez zaciśnięte zęby powtarzał: – Tylko nie Maryja! Objawy zniewolenia
opuściły go dopiero po wyspowiadaniu się i otrzymaniu rozgrzeszenia. Co
mnie wtedy uderzyło? Jego lęk przed imieniem Maryi”.
Drodzy Bracia i Siostry! Umocnieni
i zachęceni jesteśmy tymi świadectwami zwycięstwa Niepokalanej.
W prefacji dzisiejszej Mszy Kościół ustami
kapłana zwraca się do Boga:
„Ty w
swej dobroci postanowiłeś, aby także imię Dziewicy Maryi rozbrzmiewało na ustach wiernych. Oni
bowiem z ufnością na Nią spoglądają jako na jasną gwiazdę, w
niebezpieczeństwach wzywają Maryję jako Matkę, a w potrzebach uciekają się pod
Jej obronę”.
I my z ufnością wzywajmy Jej
imienia, szczególnie w codziennej modlitwie różańcowej. Idźmy przez życie
w Imię Maryi.
Święty Bernard zachęca: „W niebezpieczeństwach, w uciskach, w wątpliwościach – myśl o Maryi,
Maryję przyzywaj. Niech nie schodzi z ust i nie znika z serca Jej imię, nie
trać z oczu wzoru Jej postępowania, aby wybłagać Jej modlitewną pomoc”.
We wrześniu 1939 roku o. Maksymilian,
żegnając się ze współbraćmi powiedział:
„Pamiętajcie:
kochajcie Niepokalaną i we wszystkich trudnościach do Niej się zwracajcie,
a Ona na pewno Was wysłucha i przeprowadzi szczęśliwie przez wszelkie
trudności.
Ona,
Pośredniczka łask wszelkich, musi łaską swoją nas oświecać i dusze nasze
wzmacniać. Ten tylko przejdzie dobrze przez życie, kto do Niej ustawicznie się
zwraca. Tylko w Niej jest gwarancja naszego wytrwania i uświęcenia”.
Bł. Amadeusz, biskup Lozanny mówi:
„Z
niezbadanych wyroków Bożej Opatrzności nazwano Ją Maryją, czyli Gwiazdą morza,
a imię to wyraża Jej dobroczynne działanie.
Na
wysokościach niebios króluje wraz ze swoim Synem, jaśniejąca pięknem, ale i
pełna mocy, i jednym skinieniem ucisza potężny szum fal morskich.
Ci,
którzy przemierzają burzliwe szlaki tego świata i z ufnością wzywają Jej
pomocy, są przez Nią wybawieni z groźnego zamętu rozpętanych żywiołów i
doprowadzeni do wybrzeży tej ojczyzny, w której z radością uczestniczą w Jej
zwycięstwie”.
Umiłowani w Panu, Bracia i Siostry,
zgromadzeni w Imię Maryi na oborskim wzgórzu!
Wznieśmy nasze oczy na drogą nam Pietę w
ołtarzowym tronie, spójrzmy z ufnością w oblicze Matki Bolesnej, pochylonej
nad Jezusem i nad każdym z nas, i za świętym Bonawenturą wołajmy: „Szczęśliwy, kto kocha twe imię, Maryjo!” Amen.
o. Piotr Męczyński O.Carm.
Obory, 12 września A. D. 2026
|