10.06.2026
11.06.2026 - ostatnia aktualizacja
Dar Wujka Leona


Papież Leon XIV w sobotę 6 czerwca br. rozpoczął swoją Pielgrzymkę Apostolską do Hiszpanii pod hasłem „Podnieście Oczy”.

W środę 10 czerwca br. Ojciec Święty nawiedził leżące na terenie Katalonii sanktuarium Matki Bożej w benedyktyńskim opactwie Montserrat niedaleko Barcelony, gdzie razem z licznie zgromadzonymi wiernymi odmówił Różaniec i litanię do NMP.

Opactwo Matki Bożej w Montserrat, założone w 1025 r., od wieków jest jednym z duchowych centrów Katalonii. W bazylice czczona jest romańska figura Matki Bożej z XII w., nazywana Morenetą („Czarnulką”) i uznawana za patronkę Katalonii.

W swoim przemówieniu Leon XIV wskazywał, że szczególnym owocem tego spotkania z Matką Bożą w Montserrat są „głębokie nawrócenia, jak to, którego doświadczył św. Ignacy Loyola, który w tym niezwykłym miejscu, po nocy spędzonej na modlitwie przed Maryją Panną, złożył swoją rycerską broń – wydarzenie to wyznaczyło początek nowego życia w służbie Jezusowi Chrystusowi”.

Ojciec Święty zachęca: „Kontemplujmy Maryję z Montserrat, która ukazuje nam Jezusa jako bezbronne Dziecię spoczywające na Jej kolanach; Ona jest tutaj, przy swoim Synu, zapraszając nas, abyśmy się wzajemnie miłowali. Złóżmy dziś u Jej stóp pancerze, które stopniowo uczyniły nasze serce zatwardziałym.

Dziecię Boże, które Maryja trzyma w swoich ramionach, nie nosi żadnej zbroi, a później to właśnie Ono, obnażone na krzyżu, całkowicie zawierzy się Ojcu, aby nas zbawić nieuzbrojoną i rozbrajającą mocą miłości. (…)

Rozważmy również, jak Maryja Panna w swojej prawej dłoni trzyma kulę ziemską, znak swojej macierzyńskiej troski, ponieważ cały świat znajduje miejsce w Jej sercu. Zachęca nas Ona do uznania się za braci i siostry, tak aby nikt nie został wykluczony i aby komunia była silniejsza niż wszelki podział.

Prośmy Maryję, Królową Pokoju, aby uczyła nas wyrzekać się raniących słów, pochopnego osądu, obmowy i oszczerstw. I abyśmy nauczyli się strzec i pielęgnować miłość w rodzinie, wśród przyjaciół, w miejscu pracy, w mediach społecznościowych, w debatach politycznych oraz we wspólnotach chrześcijańskich, tak aby nienawiść ustąpiła miejsca nadziei i pokojowi”.

Bracia i Siostry!

Widzialnym znakiem naszej duchowej łączności z Ojcem Świętym i katalońskim sanktuarium maryjnym jest figura umieszczona dzisiaj na głównym ołtarzu, będąca wierną kopią wizerunku Czarnej Madonny z Montserrat.

Pozwólcie, że przedstawię krótko niezwykłą historię tej kopii. 23 maja 2010 r., w Niedzielę Zesłania Ducha Świętego, 74 – letni p. Leon z Kartuz ofiarował dla Oborskiego Sanktuarium własnoręcznie wykonaną kopię Figury Matki Bożej z Montserrat. Do tego niezwykłego wotum dołączył następujące świadectwo:

„Moja siostrzenica przywiozła mi z Hiszpanii, z góry Montserrat, zdjęcie z opisem Czarnej Madonny. Po pewnym czasie dostałem natchnienie wyrzeźbienia w drewnie figurki Matki Bożej na wzór otrzymanej fotografii. Tę figurkę wykonałem w czasie mojej ciężkiej choroby – rak płuc.

Wykonałem ją z twardego drewna gruszy, natomiast części czarne tzn. twarze Jezusa i Maryi, ich dłonie, owoc granatu trzymany przez Jezusa i stopy Dzieciątka są wykonane z drewna dębowego, liczącego ok. 600 lat, pochodzącego z kartuskiej kolegiaty (tzn. dawnego kościoła i klasztoru kartuzów).

Od trzech lat, prawie co miesiąc (o ile pozwalało mi na to zdrowie) przyjeżdżałem z pielgrzymką do Obór, do Matki Bożej Bolesnej, która dodawała mi sił i radości w zmaganiu się z moją chorobą. Wracając z Obór z jednej pielgrzymki niecierpliwie czekałem na wyjazd następnej.

Jestem bardzo szczęśliwy, że Matka Boża zaprosiła mnie do swojego Sanktuarium i od tego czasu wiem, że nie jestem sam w swoim cierpieniu, które przyjmuję za łaskę od Boga i ofiarowuję je za wszystkich chorych i cierpiących [przebywających] w domach, hospicjach i szpitalach.

W dowód wdzięczności pragnę ofiarować przeze mnie wykonaną rzeźbę do Sanktuarium Matki Bożej w Oborach”.

Pan Leon po raz ostatni był w Oborach w listopadzie 2009 r. Przez trzy lata chorował na nowotwór płuc.

6 listopada 2010 roku pani Kornelia napisała o nim świadectwo, które przekazała do Obór:

„Mój wujek Leon Piotrowski urodził się 27 lipca 1936 roku. Przez całe życie ciężko pracował, aby utrzymać rodzinę. W maju 2007 roku zachorował i po zrobieniu zleconych badań usłyszał wyrok – rak płuc.

Razem z jego rodziną - żoną i synami - starałam się być blisko niego i w tych ciężkich dla niego chwilach, jakoś go wspierać – dobrym słowem, modlitwą. Zaproponowałam mu wyjazd do Obór. Starałam się mu jak najwięcej opowiedzieć o tym przepięknym miejscu, w którym byłam już wielokrotnie, i o miłości Matki Bożej do nas wszystkich tam przybywających. Na początku niezbyt był do tego wyjazdu przekonany, ale prosiłam – jedź tylko jeden raz i zobaczysz, a potem zdecydujesz, czy warto tu wracać. Pojechał! I od tego czasu – o ile mu zdrowie pozwalało – jeździł z nami, pielgrzymami z Gdańska, co miesiąc. Wszyscy polubiliśmy go i nazwaliśmy Wujkiem Leonem nas wszystkich. Wujek Leon, mimo swojej choroby, tryskał zawsze dobrym humorem i energią, i mimo cierpienia i bólu, jakie nieraz w drodze pielgrzymowania doznawał, nie mógł się doczekać następnego wyjazdu, następnego spotkania z Matką Bożą w Oborach.

W drodze dużo rozmawialiśmy o jego chorobie, cierpieniu, a nawet o śmierci, ale Wujek będąc w międzyczasie w szpitalach (na chemii, radioterapii) widział nie swoje cierpienia, lecz cierpienia innych ludzi – a przede wszystkim dzieci. Za każdym razem kiedy jechaliśmy do Obór, w drodze prosił bym głośno odmawiała różaniec w jego imieniu (bo sam nie mógł ze wzruszenia) właśnie za chore dzieci, osoby samotne i cierpiące. Mówił do mnie, że swoje cierpienie ofiaruje za te dzieci w szpitalach i hospicjach, i wtedy jest mu lepiej uporać się z tą chorobą.

Ostatni raz do Obór pojechał z naszą grupą w listopadzie 2009 roku. Podczas przerwy po Mszy świętej, stanął przed kościołem na placu, obejmując wzrokiem całą Drogę Krzyżową i plac przed kościołem, i powiedział – ja jestem tutaj ostatni raz – po czym bardzo się rozpłakał. Od tego czasu coraz bardziej podupadał na zdrowiu i był coraz słabszy, ale nas pielgrzymów, wyjeżdżających na następne pielgrzymki, prosił o modlitwę i o szczęśliwą śmierć dla niego. Po każdym moim powrocie z Obór niecierpliwie czekał na mnie kiedy przyjadę do niego i mu wszystko opowiem o naszych przeżyciach. I wtedy mówił, że był tam z nami (na Wieczerniku), całą swoją duszą minuta po minucie. Mimo swojej słabości zawsze tryskał dobrym humorem i uśmiechem, w ręku trzymał różaniec, a na piesiach tulił Szkaplerz przyjęty w Oborach 29 września 2007 roku. Mówił do mnie, że wie iż musi umrzeć, stąd odejść, i się tego nie boi. (…) Mówił, że był szczęśliwy, że najpiękniejszy czas w jego życiu – to czas jego choroby, to czas pięknie przeżytych chwil w Oborach, bo dzięki chorobie dotarł właśnie do Obór, poznał ludzi z autokaru, których polubił i za którymi zawsze tęsknił.

Pasją wujka Leona było rzeźbienie w drewnie. W 2009 roku dostał od swojej siostrzenicy obrazek z postacią Matki Bożej – Czarnej Madonny z Montserrat (w Hiszpanii). Patrząc na ten obrazek dostał takie natchnienie, aby wyrzeźbić w drewnie taką figurkę. Udało mu się wydobyć całe piękno tej przepięknej Pani z Dzieciątkiem na kolanach. Po wykonaniu tej figurki Wujek prosił, abym zawiozła ją do Obór w podziękowaniu za opiekę Matki Bożej nad nim przez te wszystkie trudne chwile, za to, że Matka Boża zaprosiła go do Obór, gdzie czuł się naprawdę szczęśliwy. Przyjeżdżając z jednej pielgrzymki, przygotowywał się i tęsknił już za następnym wyjazdem.

Wujek Leon odszedł od nas 20 sierpnia 2010 roku o godzinie 14.30, był w pełni świadomy do samego końca. Odszedł cichutko, spokojnie… Po otrzymaniu wiadomości o odejściu wujka, pojechałam do niego natychmiast, czułam wielką ulgę, bo wiedziałam, że jest już szczęśliwy i bezpieczny, a potwierdzeniem tego była jego twarz, z której emanował niesamowity spokój i radość…”.

Drodzy bracia i siostry, przyjrzyjmy się przez chwilę figurze Czarnej Madonny, wykonanej przez p. Leona z Kartuz. Ta piękna figura jest przesłaniem, swoistym testamentem Leona Piotrowskiego. Przede wszystkim zdumiewa fakt, że artysta dysponując jednym zdjęciem potrafił wykonać tak wierną kopię figury Matki Bożej z Montserrat. Wykonując kopię artysta wykorzystał drewno gruszy i stare, 600 – letnie, drewno dębowe z kartuskiej świątyni, ofiarowane mu przez proboszcza. W ten sposób rzeźba ta w symboliczny sposób łączy i zespala, staje się znakiem wierności i ciągłości, tego, co stare (symbolizowane przez 600 – letnie, czarne już, drewno dębowe z dawnego opactwa kartuzów) z tym co nowe (twarde drewno gruszy). Dzięki temu sama kopia Czarnej Madonny nabiera szczególnej wymowy. Maryja jest tą, która stoi na straży naszej wierności dziedzictwu wiary ojców, broni naszej chrześcijańskiej tożsamości.

Czarna twarz Madonny z Montserrat wykonana przez p. Leona z dębowej deski liczącej ponad 600 lat przypomina nam Czarną Madonnę z Częstochowy do której lud polski śpiewa:

„Sześćset lat, Maryjo, z nami jesteś,

Z Jasnej Góry wiecznie trzymasz straż.

Sześćset lat już bronisz nas od nieszczęść,

By nie zginął polski naród nasz”.

Figura wykonana przez p. Piotrowskiego wpisuje się w ciąg historycznych związków łączących Montserrat z Jasną Górą. Warto przypomnieć, że w 1939 roku pewien hiszpański polityk z Barcelony napisał poemat pt. „Rozmowa Czarnych Madonn, polskiej i katalońskiej”.

W tymże poemacie Madonna z Montserrat głosi, że one obie są strażniczkami Europy: „My dwie na straży, jako warty czujne na krańcach ziemi przez wieki stworzonej, ja na Zachodzie, Ty gdzie zorze wstają”.

Łączą je zarówno miejsca (obie znajdują się w sanktuariach, które powstały na wzniesieniach, przy czym góra Montserrat z powodu białych skał kojarzona jest z Jasną Górą). Łączy to, że obie są patronkami swoich narodów. Podobne są też cuda, jakie miały się dokonać za ich wstawiennictwem. Czarna Madonna z Montserrat oparła się bowiem Maurom (muzułmanom), tak jak nasza Madonna – Szwedom. Maurowie nigdy nie zdobyli ani nie zajęli klasztoru na skalistej górze, który stał się symbolem chrześcijańskiego oporu i hiszpańskiej tożsamości.

Na figurze z benedyktyńskiego opactwa na Montserrat widzimy Maryję z koroną na głowie, siedzącą na tronie. Na Jej kolanach mały Jezus, także w koronie. Ona, pokorna służebnica Pańska, jest prawdziwym tronem Boga – Człowieka, Jezusa Chrystusa, Króla serc i dusz ludzkich. Taką też od sześciu wieków tronuje na Jasnej Górze, pragnąc by Najświętsze Serce Jezusa zawsze królowało w naszych sercach, rodzinach i w całym Narodzie.

Pan Leon z Kartuz był jednym z tych wiernych synów Czarnej Madonny, prawdziwych świadków miłości Bożej i cichych budowniczych Królestwa Chrystusowego. Dawał świadectwo żywej wiary, wrażliwości na cierpienia bliźnich, chorych dzieci, oraz piękny przykład pielęgnowania chrześcijańskich i narodowych tradycji w polskim domu. Pamiętam, że pani Kornelia podczas naszego ostatniego spotkania w Oborach, pokazała mi zdjęcie płaskorzeźby wykonanej przez wujka Leona, której tematem była modlitwa rodziny przed posiłkiem.

Drodzy bracia i Siostry!

Należy podkreślić, że w dziele obrony wiary, budowania Kościoła, rozszerzania Królestwa Chrystusowego, szczególną i niezastąpioną rolę odgrywają ludzie chorzy, tacy jak p. Leon, którzy wielkodusznie, z wiarą i miłością, łączą swoje ludzkie cierpienia ze zbawczą męką Chrystusa. Są oni najważniejszymi współpracownikami Chrystusa w dziele odkupienia, są prawdziwym skarbem Maryi Bolesnej, źrenicą Jej oczu, radością Jej Serca.

Jesteście największym skarbem Kościoła! – mówił do chorych św. Jan Paweł II. Papież w swoim nauczaniu wielokrotnie podkreślał godność ludzi chorych, już na początku swojego pontyfikatu zwrócił się do nich z prośbą, aby go wspierali, ofiarując Bogu swoje cierpienia jako gwarancję skuteczności Jego posługi Kościołowi i ludzkości. Podkreślał również ogromną wartość świadectwa ludzi chorych:

„Waszym bólem możecie umocnić chwiejnych, wezwać do poprawy upadających, napełnić spokojem i ufnością tych, którzy wątpią i są przerażeni. Wasze cierpienia przyjęte i połączone z cierpieniami Ukrzyżowanego, mogą stać się wyjątkową mocą w walce o zwycięstwo dobra nad mocami zła, które na różne sposoby zagrażają współczesnemu człowiekowi”.

Drodzy w Sercu Jezusa, bracia i siostry!

Kochani chorzy, zgromadzeni przed obliczem Matki Bolesnej!

Niech czas życiowej Kalwarii będzie dla Was sposobnością do składania świadectwa miłości wobec Chrystusa i ludzi.

Niech przywołane dzisiaj świadectwo Leona z Kartuz pomoże Wam odkryć, jak wspaniała jest wasza misja w Kościele!

Jak cenni jesteście w oczach Matki Bożej i jak bardzo miłuje Was Chrystus Pan, Boski Odkupiciel i Niebieski Lekarz naszych dusz i ciał. Jemu wszelka cześć i chwała na wieki wieków. Amen.

o. Piotr Męczyński O.Carm.

 

Obory, 10 czerwca A. D. 2026


« Wszystkie wiadomości   « powrót  

 



  Klasztor karmelitów z XVII w. oraz Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach położone są 20 km od Golubia-Dobrzynia w diecezji płockiej. Jest to miejsce naznaczone szczególną obecnością Maryi w znaku łaskami słynącej figury Matki Bożej Bolesnej. zobacz więcej »


  Sobotnie Wieczerniki mają charakter spotkań modlitewno- ewangelizacyjnych. Gromadzą pielgrzymów u stóp MB Bolesnej. zobacz więcej »
 
     
 
  ©2006 Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej

  Obory 38; 87-645 Zbójno k. Rypina; tel. (0-54) 280 11 59; tel./fax (0-54) 260 62 10;
  oprzeor@obory.com.pl

  Opiekun Pielgrzymów: O. Piotr Męczyński; tel. (0-54) 280 11 59 w. 33; (0-606) 989 710;
  opiotr@obory.com.pl

 
KEbeth Studio