Dzień 29 kwietnia decyzją Konferencji
Episkopatu Polski obchodzony jest jako Dzień Męczeństwa Duchowieństwa Polskiego
II Wojny Światowej. Tego dnia przypada rocznica wyzwolenia hitlerowskiego obozu
zagłady w Dachau. W powszechnym przekonaniu kapłanów więzionych w Dachau
wydarzenie to nosi znamiona cudownej Bożej interwencji za przyczyna św. Józefa,
którego opiece polecali się kapłani podczas 9 – dniowej nowenny zakończonej
„Aktem oddania się w opiekę św. Józefowi” dnia 22 kwietnia 1945 roku.
Kapłani w Dachau złożyli uroczyste ślubowanie,
że w rocznicę wyzwolenia odbędą zbiorową pielgrzymkę do cudami wsławionego
obrazu św. Józefa w Kaliszu, oraz będą szerzyć kult Opiekuna św. Rodziny. Na
zakończenie tej nowenny niespodziewanie wkroczyła na teren obozu Armia
Amerykańska, przynosząc wyzwolenie obozu.
O. Urbański w referacie wygłoszonym w Kaliszu,
dnia 28 kwietnia 1970 roku, powiedział: „W liczbie ocalałych znajdowało się
ponad ośmiuset duchownych polskich. Oswobodzenie obozu nastąpiło po odprawieniu
przez kapłanów 9 – dniowej nowenny i oddaniu się pod opiekę św. Józefa.
Amerykańscy żołnierze wyzwolili i ocalili więźniów obozu na kilka godzin przed
planowanym przez władze hitlerowskie zgładzeniem więźniów i spaleniem
zamieszkałego przez nich terenu. Można zaryzykować twierdzenie, że fakt ten
nosił cechy niezwykłej interwencji Opatrzności Bożej. Świadkowie i uczestnicy
tego wydarzenia byli i są najgłębiej przekonani o niezwykłości tego faktu i
swoje ocalenie przypisują wstawiennictwu św. Józefa”.
W dalszej części swego referatu o. Urbański
mówił: „My, księża polscy byliśmy i jesteśmy przekonani, że ocalenie uprosił
nam św. Józef, do którego ustawicznie zwracaliśmy się z prośbą o ratunek.
Wierzyliśmy zawsze, że tak, jak niegdyś uratował Syna Bożego przed siepaczami
Heroda, tak i nas, którzy jesteśmy członkami Mistycznego Ciała Chrystusa,
uratuje przed oprawcami hitlerowskimi. Bóg nie zawiódł naszej ufności. W
przedziwnej mądrości swojej tak pokierował wypadkami i czynami ludzkimi, że ich
rezultatem stało się zwycięstwo prawdy i ocalenie skazanych na zagładę”.
W maju 1970 roku o. Albert uczestniczył w
pielgrzymce byłych więźniów obozu w Dachau do Rzymu. W kazaniu wygłoszonym 24
maja 1970 roku w kaplicy Seminarium Regionalnego w Bolonii, powiedział: „Pamiętamy,
najmilsi, że w dniu wyzwolenia w Dachau dokonywano aktów brutalnej, okrutnej
zemsty. Nikt jednak z kapłanów w tych aktach nie uczestniczył – przeciwnie
wszyscy pragnęliśmy im zapobiec w miarę naszych sił i możliwości. Świadczy to o
tym, że już tam, w obozie dzięki łasce Bożej przejęci byliśmy usposobieniem,
jakim kierowali się nasi biskupi i kardynałowie na Soborze Watykańskim II, a
którego owocem jest głośny list głoszący: ”przebaczamy”, i , co więcej,
”prosimy o przebaczenie”. To czego wówczas nie mogło pojąć i nie chciało
przyjąć wielu Polaków, Episkopat podjął odważnie i sugerował spokojnie narodowi
jako konieczność praktykowania chrześcijańskiej miłości. Dziękujemy Bogu za
wielką łaskę, że już tam, w obozie, poprzez cierpienia nauczył nas przebaczać i
prowadził nas po trudnej, krzyżowej ale Chrystusowej drodze miłości
nieprzyjaciół”.
W tych słowach o. Urbańskiego ukazuje się całe
piękno jego kapłańskiej duszy – pasterza według Bożego Serca.
W życiu i pracy duszpasterskiej o. Alberta znajdujemy
liczne świadectwa jego miłości do Kościoła i Ojczyzny, pasterskiej troski i
gorliwości o zbawienie każdego człowieka, o uszanowanie godności, świętości i
nienaruszalności ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci, o Polskę
wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii.
W jego duchowych notatkach znajdujemy
poruszające świadectwo. Dnia 21 lutego 1950 roku, w wigilię Popielca, w czasie
gdy komunizm całą swoją siłą uderzył na Kościół, o. Albert napisał: „Boże w
Trójcy Przenajświętszej Jedyny, ofiaruję Ci przez Matkę Jezusową swoje życie w
intencji, o ile taka jest wola Twoja, zachowania Kościoła Świętego w Polsce. W
tym celu proszę Cię o wszelkie cierpienia wewnętrzne i zewnętrzne wraz z łaską
wytrwania przy Tobie, aż do śmierci i przez wieczność całą. Ufam, że przez
przyczynę Matki Bożej dasz mi moc potrzebną do spełnienia tego, co Ci teraz
nieodwołalnie ofiaruję. Wszystko w połączeniu i dzięki zasługom Pana Jezusa na
krzyżu. Amen”.
W tych słowach aktu ofiarowania o. Alberta
odnaleźć można tę samą gorliwość i miłość jego kapłańskiego serca, która ma
swoje źródło w Sercu Jezusa Dobrego Pasterza, i która poprowadziła go w Dachau
do chorych zakażonych tyfusem, samotnie konających na odizolowanych blokach.
Zakończył swoją ziemską pielgrzymkę w opinii
świętości dnia 1 marca 1985 r. w klasztorze karmelitów w Krakowie.
Drodzy
Parafianie i Pielgrzymi Oborskiego Sanktuarium!
Papież
Franciszek często mówił o świętych z sąsiedztwa, których imiona nie zostały
jeszcze wpisane do katalogu świętych, ale którzy żyjąc wśród nas, ukazali
piękno życia Ewangelią i pozostawili nam pociągające świadectwo prawdziwej
chrześcijańskiej miłości Boga i ludzi.
Z pewnością do
ich grona należał o. Albert Zenon Urbański O.Carm., urodzony w niedalekim
Frankowie k. Zbójna. W okresie dzieciństwa i młodości wiele razy podążał
polnymi drogami do stóp Matki Bożej Bolesnej tronującej w ciszy Oborskiego
Karmelu, ukrytego w sercu tej malowniczej krainy zwanej Szwajcarią Dobrzyńską. Tutaj,
pod czułym spojrzeniem Mater Dolorosa, zrodziło się i dojrzewało jego powołanie
do kapłaństwa i życia zakonnego w Karmelu. Z pewnością jako mały chłopiec wiele
słyszał od swoich bliskich, a może nawet osobiście zetknął się ze zmarłym w
opinii świętości o. Wincentym Kruszewskim (1843 – 1922) z Obór.
O. Albert wpatrzony
był nieustannie w przykład Boskiego Mistrza, Pasterza i Stróża dusz naszych.
W tym miejscu
pragnę zaświadczyć, że spotkanie z o. Albertem w Krakowie, mimo, że dotyczyło ostatniego
okresu jego życia, gdy schorowany poruszał się już tylko na wózku, a potem
leżał w łóżku, pozostało we mnie bardzo silne i żywe. Jego świadectwo życia
zakonnego i kapłańskiego było dla mnie ogromnym światłem i wsparciem na drodze
życia zakonnego w Karmelu i decyzji o kapłaństwie. Myślę, że właśnie jemu
zawdzięczam moją ostateczną odpowiedź na Jezusowe wezwanie: „Pójdź za Mną!”.
Pomogło mi w tym osobiste spotkanie z O. Albertem w jego ubogiej celi zakonnej
i posługa podczas Mszy św. którą sprawował na wózku. Pamiętam jak poruszyła
wtedy moje młode serce lektura jego wspomnień dotyczących pobytu w hitlerowskim
obozie zagłady w Dachau. Po jego śmierci (1 marca 1985 r.) zamieszkałem w jego
celi zakonnej. Pracując wtedy w archiwum klasztornym miałem bezpośredni dostęp
do jego bogatej spuścizny naukowej, listów i dokumentów dotyczących jego życia
i posługi duszpasterskiej. Studiując na Papieskiej Akademii Teologicznej w
Krakowie zdecydowałem wtedy o pisaniu pracy magisterskiej z zakresu teologii
dogmatycznej poświęconej mariologii i józefologii o. Alberta. Zająłem się nim,
a On z wysokości Nieba zajął się mną i moją drogą do kapłaństwa. Doświadczałem
mocno jego opieki i pomocy. Dzisiaj jako kapłan jestem u Matki Bolesnej w
Oborach do której o. Albert przychodził jako dziecko.
Dzisiaj, u
stóp zmartwychwstałego Chrystusa obecnego w sakramencie Miłości, dziękujemy za świadectwo
życia o. Alberta, i prosimy: „Mane nobiscum, Domine” – Zostań z nami, Panie.
Poślij nowych
i świętych kapłanów do Twego Kościoła, odważnych heroldów Ewangelii, gorliwych
szafarzy sakramentów i pasterzy według Twojego Serca, służących i strzegących z
miłością Twojej owczarni, gotowych oddać życie za owce. Amen.
o. Piotr
Męczyński OCarm.
Obory – 29 kwietnia A. D. 2026
|