23.01.2026
Była tam Matka Jezusa (J 2,1) - część druga.


III

Drodzy bracia i siostry! Pełni radości gromadzimy się dzisiaj w Oborskim Karmelu.

Ewangelia mówi nam, że na wesele w Kanie „zaproszono także Jezusa i Jego uczniów” (por. J 2, 1). Dzięki temu nowożeńcy zaraz na początku swojej wspólnej drogi doświadczyli troskliwej miłości i bliskości Boga, Jego czułej opieki i błogosławieństwa.

Tak było w Kanie, tak jest także dzisiaj. Zmartwychwstały Chrystus, Dobry Pasterz, przychodzi do nas w swoich kapłanach, aby przez ich namaszczone dłonie wylewać na nas swoje miłosierne błogosławieństwo. Pan Jezus przychodzi do naszego domu z „kolędowym” błogosławieństwem udzielanym przez naszych duszpasterzy. Obdarza nim nasze dzieci, uświęca małżonków i wspiera rodziców, uzdrawia i pociesza chorych, podtrzymuje starców napełniając ich pokojem i pogodną nadzieją sięgającą Nieba, ochrania nasze domostwa i uświęca naszą pracę. Pragnie, by to błogosławieństwo związane z wizytą duszpasterską kapłana towarzyszyło nam przez cały rok, aż do następnej „kolędy”. Tak bardzo my słabi ludzie potrzebujemy tego Chrystusowego błogosławieństwa, potrzebujemy Jego łaski, aby wiernie podążać Jego śladami „od betlejemskiej groty aż na szczyt Golgoty”, drogą doskonałej miłości Boga i ludzi. Bez Niego, bez pomocy Jego łaski, jest to niemożliwe. Dlatego też przez siostrę Faustynę mówi Pan Jezus do każdego z nas: „złączona z moją prawicą dokonasz wszystkiego" (Dz. 1374). Drodzy Moi! Podobnie jak Faustyna, także i my, uchwyćmy się mocno i ufnie Jego prawicy.

Błogosławiony ks. Michał Sopoćko, spowiednik i kierownik duchowy s. Faustyny, naucza:

Błogosławić to znaczy wyjednywać łaski boskie dla ciała i duszy wiernych, dla ich doczesnego i wiecznego dobra. Błogosławić może tylko ten, kto jest zastępcą i przedstawicielem Boga. Kapłan jest właśnie takim zastępcą i dlatego błogosławi w takiej rozciągłości, że wierni cisną się do niego, by otrzymać te błogosławieństwa dla siebie i swoich. Jest to wielkie miłosierdzie Boże, o którym Kościół wspomina w modlitwach liturgicznych, odmawianych podczas tych czynności, np. modlitwy nad ciężko chorymi”.

Można powiedzieć, że kapłani, którzy udzielają chorym Chrystusowego błogosławieństwa są jak słudzy weselni z Kany do których Maryja rzekła: „Zróbcie wszystko, cokolwiek Syn mój wam powie”. Słudzy umocnieni wiarą Maryi i posłuszni Panu swoimi rękami napełnili stągwie wodą i zanieśli ucztującym, kapłani natomiast posłuszni Chrystusowi, w Jego imię kładą z wiarą swoje ręce na chorych. Tam Chrystus dokonał cudu przemiany wody w wino. Tutaj Boski lekarz dokonuje cudu uzdrowienia chorych. Słudzy napełniają stągwie wodą, kapłani kładą swoje ręce na chorych, a sam Chrystus Pan dokonuje przemiany swoją Boską mocą. Albowiem Jezus Boski Lekarz obiecał: „Tym zaś, którzy uwierzą te znaki towarzyszyć będą. W Imię Moje na chorych ręce kłaść będą, a ci odzyskają zdrowie”. Kapłan pełen miłości do chorego kładzie z wiarą swoje namaszczone dłonie, a Chrystus uzdrawia, pociesza i umacnia w niesieniu krzyża. Nie patrz zatem na kapłana, którym Jezus się jedynie zasłania i posługuje, ale oczami wiary rozpoznaj w przychodzącym do ciebie słudze ołtarza miłujące Oblicze Tego, który wyciąga ku tobie swoje miłosierne dłonie i mówi: Nie bój się, wierz tylko!

Nie bój się Tego, który cię kocha. Niech Cię nie przestraszy twoja słabość i słabość tego, którym miłosierny Zbawiciel jedynie się zasłania i posługuje. Przyjdź do Niego taki jaki jesteś, w całej prawdzie swego sumienia, z całą historią swego życia, ze wszystkimi swoimi brakami, całą swoją nędzą i swoim poranionym sercem. Dla Niego, tak jak dla Maryi, nie jesteś beznadziejnym przypadkiem, ale Jego umiłowanym dzieckiem. On kocha Ciebie i wszystko może przemienić, tak jak w Kanie, gdzie przemienił wodę w wino. Jego wszechmocna miłość i czuła troska to sprawiła, bezsilna wobec wiary i pokornej prośby niepokalanego serca Jego Matki, przynosząc wszystkim pokój i radość wspólnego świętowania. A zatem nie lękaj się niczego. Przyjdź do Jezusa i ofiaruj Mu swoje biedne serce, biegnij do Niego, jak dziecko do matki, aby wtulić się w Jego ramiona i zawołać: „Jezu, ufam Tobie!”. Czyń tak codziennie, a nie zabraknie Ci „wina” Jego miłości. Przyjmij dzisiaj Jego błogosławieństwo, przyjmij to nowe wylanie Ducha Świętego, Pocieszyciela, którym pragnie opatrzyć i uleczyć twoje zranione serce oraz udzielić Ci duchowego i fizycznego pokrzepienia.

Marianna z Baranowa napisała:

„Urodziłam się i mieszkam na Kurpiach. Należę do parafii pod wezwaniem św. Bartłomieja Apostoła w Baranowie, diecezja łomżyńska.

W 1999 roku miałam poważny wypadek. Tydzień po śmierci mojego ojca, razem z moją koleżanką szłyśmy publiczną drogą na parafialny cmentarz. Tego dnia nie osiągnęliśmy celu naszej drogi, ponieważ niespodziewanie uderzył w nas z tyłu szkolny autobus. Ja dostałam się pod środek tego pojazdu, a moja koleżanka dostała się pod same koła i zginęła na miejscu. Mnie przewieziono do szpitala.

Dziękuje Panu Bogu i Matce Najświętszej, że dane mi było żyć dalej. Zawsze modlę się za moją koleżankę. W mojej pamięci pozostał trwały obraz tego tragicznego zdarzenia.

Od chwili wypadku czułam niepokój, byłam bardzo płaczliwa, zamknięta w sobie, czułam lęk. Po wyjściu ze szpitala zaczął się w moim życiu koszmar. Od tego momentu już byłam osobą bardzo znerwicowaną. Jeździłam do wielu lekarzy, ale to nie pomogło mi. W końcu dostałam udaru głowy, niedowład lewostronny, a później doświadczyłam depresji.

Jestem osobą samotną. W pewnym momencie zdecydowałam brać udział w autokarowych pielgrzymkach. Znajomi zaproponowali mi Obory. Tutaj po gorącej modlitwie i błogosławieństwie z nałożeniem rąk kapłańskich „zasnęłam” w Duchu Świętym i doznałam łaski uzdrowienia. Głowa przestała boleć, minął niedowład i depresja. Teraz czuję się bardzo dobrze i nie biorę leków. Jestem bardzo szczęśliwa i dziękuję Panu Bogu i Matce Najświętszej za ten cud w moim życiu. Od tamtego pamiętnego czasu postanowiłam odwiedzać Obory każdego roku”. Pod świadectwem p. Marianny swój podpis umieścił ks. Proboszcz.

Małgorzata pisze: „Zachorowałam w styczniu 2010 roku. Na nogach pojawił się rumień guzowaty, bóle stawów, leczenie sterydami, potem 3 miesiące leczenia szpitalnego na trzech oddziałach. W końcu stwierdzono – sarkoidoza. Szybko się u mnie rozprzestrzeniała, było z czasem coraz gorzej. W Warszawie, w Poradni Sarkoidozy, poddano mnie badaniu mechaniki oddychania. Dr Saszka stwierdziła, że mam nieodwracalnie bardzo zniszczone oskrzela, a z czasem choroba zaatakuje cały organizm. Uznano, że mój stan jest na tyle krytyczny, że trzeba podawać najmocniejsze leki.

(…) W kwietniu 2012 roku pojechałam do Obór z pielgrzymką autokarową. Modliłam się gorąco o moje zdrowie. Podczas błogosławieństwa chorych dostąpiłam „zaśnięcia w Duchu Świętym” i poczułam ciepło w klatce piersiowej.

Po tym pojechałam do Warszawy na badania. Pani doktor była zaskoczona moimi wynikami, jak stwierdziła „są rewelacyjne”. Po dodatkowych badaniach dodała, że choroby nigdzie nie ma, a parametry oskrzeli uległy znacznemu polepszeniu. Już się nie dusiłam. Dla niej była to dziwna sytuacja. Dla mnie nie, to moc Boża.

Za wstawiennictwem Matki Bożej Bolesnej odzyskałam zdrowie. Staram się teraz co miesiąc przyjeżdżać do Obór i proszę o łaski uzdrowienia dla moich bliskich i znajomych, bo tu, w Oborach wszystko można wyprosić”.

Hanna, lekarz stomatolog z Gdańska, pisze:

„Od 2007 roku należę do Wspólnoty „Marana tha”. W pierwszą niedzielę marca 2013 roku nawiedziliśmy Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach. Po Mszy świętej sprawowany był liturgiczny obrzęd błogosławieństwa chorych. Ojciec karmelita modlił się nad każdym indywidualnie, a przed modlitwą zachęcał, że jeśli ktoś na coś choruje może poprosić Pana Jezusa o uzdrowienie. Nie zamierzałam prosić o uleczenie, ale zachęcona słowami kapłana, zaraz na początku modlitwy powiedziałam: „Proszę Cię, Panie Jezu, o uzdrowienie z bólu kręgosłupa, bólu lewego stawu barkowego i łokciowego” Na bóle kręgosłupa uskarżałam się od wielu, wielu lat, a przez ostatnie miesiące brałam tabletki i stosowała maść na bark i staw łokciowy. I dalej mówiłam: „Panie Jezu, oddaję Ci moje życie, moją wolę, oddaję Ci się cała”. I wówczas po raz pierwszy zasnęłam w Duchu Świętym. Czułam niesamowitą Miłość, Dobroć, Błogość. Nie mogłam otworzyć oczu, a jednocześnie miałam zachowaną pełną świadomość. Słyszałam głosy modlących się osób, nawet zimno posadzki. Po 3 tygodniach zorientowałam się, że zupełnie nie boli mnie ani ręka, ani kręgosłup. Ale czekałam ze świadectwem, myśląc, że to może chwilowa poprawa. Ale już po miesiącu dawałam świadectwo, wiedząc, że zostałam uzdrowiona. Jest lipiec i ani razu nie bolało. Mam nowy kręgosłup i nową lewą rękę. Mogę dźwigać ciężary. Chwała Panu i dzięki Matce Przenajświętszej”.

Drodzy bracia i siostry!

To spotkanie z Matką Bolesną niesie zawsze łaskę duchowego pokrzepienia, przywraca pokój i nadzieję, umacnia i dodaje odwagi do dalszej drogi, przemienia i rozpala serca ogniem Bożej miłości, wprowadza na drogę przebaczenia i pojednania, a chorych obdarza łaską ufnego przyjęcia i poddania się woli Ojca Niebieskiego oraz uzdrawiającą mocą Jezusowego błogosławieństwa.

Maryja, tak jak w Kanie Galilejskiej, prowadzi nas do Swego Syna i zawierza Jego Najsłodszemu Sercu. Zachęceni przykładem i wstawiennictwem naszej Niebieskiej Matki wołajmy: Jezu, ufam Tobie!

„Od Niego uczymy się wrażliwości na człowieka chorego, niepełnosprawnego. To On pochylał się nad ich cierpieniem, uzdrawiał i wskrzeszał. To On utożsamiał się z chorymi i cierpiącymi, mówiąc: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (por. Mt 25, 40)” (Bp Stefan Regmunt).

„Tobie, Jezu, który poprzez swoją mękę obdarzyłeś nas nadzieją życia wiecznego, zawierzamy wszystkich chorych, starszych, niepełnosprawnych, słabych i opuszczonych.

Wspieraj swoją łaską i obdarzaj potrzebnymi mocami tych, którzy w domach, hospicjach i szpitalach, jednoczą się z Tobą przez cierpienia fizyczne lub duchowe.

Spraw, aby nie zabrakło im odwagi do dźwigania krzyża, tak by przeżywali swe cierpienia w duchu miłości i ofiary za zbawienie świata.

Błogosław, Panie, także wszystkim, którzy leczą chorych i opiekują się nimi. Wypełnij ich serca cierpliwością i łagodnością, aby w cierpiących odkrywali Twoje, pełne blasku i świętości, Oblicze”. Amen.

IV

Drodzy bracia i siostry!

Maryja, tak jak w Kanie Galilejskiej, zawsze przychodzi i prowadzi nas do swego Syna. Uczy nas całkowitego zaufania Jezusowi i Jego Ewangelii. Mówi: „zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (por. J 2, 5). „To ostatnie Jej słowa zapisane w Ewangeliach: są Jej testamentem, który przekazuje każdemu z nas. To jest spadek, jaki nam pozostawiła i jest on piękny!” – mówi papież Franciszek.

Maryja pragnie, by Jezus był zawsze na pierwszym miejscu w naszym sercu, w naszym życiu, w naszym małżeństwie, w naszym domu rodzinnym.

Sylwester i Luiza z Warszawy napisali:

„Do Sanktuarium Oborskiego przyjechaliśmy pierwszy raz w lipcu 2012 roku. Od tego dnia co miesiąc pielgrzymujemy do Matki Boskiej Bolesnej. Przyjęliśmy Ją do siebie, całą rodziną w znaku Szkaplerza Świętego, jesteśmy pod Jej płaszczem. Ona przemieniła nasze życie. Od wielu lat żyliśmy [bez ślubu kościelnego] w związku niesakramentalnym. W naszym życiu zaistniał „cud nad cudy” Matka Boska Szkaplerzna skutecznie zadziałała i zaradziła naszej grzeszności. Rozpaliła nasze serca i oczyściła jak dobra Mama i doprowadziła do momentu że 22 kwietnia 2013 r. zostaliśmy pobłogosławieni  sakramentem małżeństwa w Sanktuarium Bł. Ks. Jerzego Popiełuszki na Żoliborzu. Przyjęliśmy też Sakrament Bierzmowania. Na nowo zostaliśmy zrodzeni. Nie opuszczamy Mszy Św. niedzielnej. Jesteśmy szczęśliwą rodziną pod opieką Królowej Szkaplerza Świętego”.

Drodzy Moi! Nasza niebieska Matka pragnie byśmy zaprosili Jezusa i budowali nasz dom, nasze życie, na mocnej skale Jego Ewangelii: „zróbcie wszystko, cokolwiek [mój Syn] wam powie”. A wtedy niczego nam nie zabraknie, nie zabraknie „dobrego wina” wzajemnej miłości, bo będzie z nami Chrystus, będzie Jego łaska i błogosławieństwo.

Kilka lat temu zadzwonił do klasztoru Stefan z Braniewa informując, że razem ze swoją żoną pragną nawiedzić oborskie sanktuarium. Kiedy następnego dnia rano otwierałem kościół on już był pod drzwiami.

- Ojcze, przyjechaliśmy – powiedział.

- No to wejdźcie, zapraszam.

- Zaraz ją przyniosę.

- Pójdę z Panem.

Poszliśmy na plac przed bramę kościelną. W samochodzie siedziała Krystyna, drobna, szczuła osoba. Od dziesięciu lat chora na stwardnienie rozsiane. Stefan delikatnie wziął żonę na ręce i przyniósł do kościoła.

Mój Boże, jak oni się kochają – pomyślałem, patrząc jak niesie ją przez kościół do samego ołtarza.

Krystyna znalazła się na krześle u stóp Matki Bolesnej. Tutaj modliła się na różańcu, przyjęła sakramenty święte i szkaplerz Maryi. Pokrzepiona na duchu, pełna pokoju i nadziei wracała do domu, okryta płaszczem opieki Matki Bożej. Była szczęśliwa i wdzięczna mężowi, że przyniósł ją tutaj do Domu Maryi, ponad 200 kilometrów. 

Drodzy Moi! Właśnie tutaj, przy Sercu Maryi Bolesnej, która z pełnym miłości oddaniem towarzyszyła swemu Ciepiącemu Synowi na kalwaryjskiej drodze, która pod Jego krzyżem wiernie stała (por. J 19,25), uczymy się tej pięknej miłości, prawdziwej miłości, wiernej i ofiarnej, tej ślubowanej przy ołtarzu: "...oraz, że cię nie opuszczę, aż do śmierci".

Dlatego wśród wotów dziękczynnych umieszczonych wokół Cudownej Figury Matki Bożej Bolesnej znajduje się tak wiele obrączek ślubnych, wiele z nich zostało wykorzystanych do wykonania złotych koron dla Pana Jezusa i Matki Bolesnej.

Maryja, tak jak w Kanie Galilejskiej niestrudzenie prowadzi nas do Jezusa, powierza Jego Sercu i zwraca z macierzyńskim wezwaniem: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie!”

Niedawno pewien młody chłopak pochodzący z naszej oborskiej parafii, obecnie od kilku lat mieszkający i pracujący w Anglii, poprosił mnie o egzemplarz Pisma Świętego. On tym Słowem Bożym żyje, czyta w domu i w kościele, jako lektor podczas niedzielnej Eucharystii w Polskiej Misji Katolickiej, pragnie by ono zawsze go prowadziło i kształtowało jego życie i życie jego młodej rodziny.

Papież Franciszek zachęca „do nawiązania bliskiej więzi z Ewangelią i noszenia jej przy sobie, aby była jak kompas wskazujący drogę, którą należy podążać”.

Piękne świadectwo życia Słowem Bożym spotkałem niedawno odwiedzając chorych w naszej Parafii. To starsze małżeństwo z Obór, które w tym roku przeżywa 65 rocznicę ślubu. Pani Genowefa podeszła do mnie, aby pokazać Biblię, którą otrzymali 40 lat temu od ojca karmelity z okazji srebrnego jubileuszu swego małżeństwa. Zauważyłem, że ich małżeńska Księga Pisma Świętego miała już mocno pociemniałe i wytarte karty i okładkę. Pani Genowefa ze szczęściem na twarzy mówiła, że często ją otwierali i wspólnie czytali. To Słowo Boże ich prowadziło, pocieszało i umacniało przez 40 lat wspólnej drogi. 

Bracia i Siostry! Wsłuchując się w słowo Boże widzimy, jak ono wytycza i wyświetla nam niczym nadprzyrodzony GPS drogę zbawienia – drogę do świętego życia, a ostatecznie do Nieba.

Dobrze by było, gdybyśmy codziennie czytali, słuchali i rozważali Słowo Boże przez przynajmniej 15 min. Któryś ze świętych powiedział, że taka praktyka pomaga nam zrozumieć wszystkie problemy świata. Jeśli nie będę się wsłuchiwał w Słowo Boże, to będę na ślepo przyjmował to, co głosi świat. A dziś głosi on wiele rzeczy, które są niezgodne z Ewangelią. Dlatego muszę się zastanawiać: Ludzie tak mówią, ale czy Pan Bóg tak mówi i czy tego chce? Wtedy, gdy jesteśmy posłuszni Bożemu Słowu, ono prowadzi nas Bożymi drogami i stajemy się uczniami Chrystusowymi. Bł. Stefan Wyszyński przypomina: „Nie Kościół ma się przystosować do świata, tylko świat ma się przystosować do Ewangelii. Nie wystarczy w Boga wierzyć, trzeba jeszcze Bogu zawierzyć. Nie wystarczy o Bogu słyszeć, trzeba Go jeszcze usłyszeć.

Tego uczy nas Maryja, Matka Słowa Wcielonego, gdy zwraca się do nas z serdeczną zachętą: „Zróbcie wszystko, cokolwiek Mój Syn, wam powie!”. Tą matczyną zachętę potwierdziła całym swoim życiem, jako Jego pierwsza i najwierniejsza uczennica, jako Matka i Służebnica Słowa Wcielonego.

Do tego wzywa nas Piękna Pani z Medjugorie mówiąc: „Drogie dzieci, żyjcie radośnie przesłaniami Ewangelii, które powtarzam wam od czasu, kiedy jestem z wami”(25 grudnia 1996). „Wzywam was, byście w swoich domach każdego dnia czytali Biblię i niechaj będzie ona na widocznym miejscu, tak by was zawsze pobudzała do jej czytania i do modlitwy” (18 października 1984). „Umieśćcie Pismo święte na widocznym miejscu dla swojej rodziny, czytajcie je, rozmyślajcie i uczcie się jak Bóg miłuje swój lud” (25 stycznia 1999). „Każda rodzina powinna się wspólnie modlić i czytać Biblię” (14 luty 1985).

Ojciec Jozo Zovko, chorwacki franciszkanin, dawny proboszcz z Medjugorie, podczas spotkania z Polakami mówił:

„Kiedy wrócisz do domu, wtedy zetrzyj kurz zapomnienia z twojej Biblii i pojednaj się ze Słowem Jezusa, pojednaj się ze Słowem Bożym. Poproś, aby tobie przebaczył, że ty o nim zapomniałeś. I zacznij z miłością i ogniem czytać Biblię, tak jak tego pragnie Matka Boża. Ona pragnie, abyś umieścił Biblię na szczególnym miejscu. Abyś codziennie otworzył Biblię i udzielił głosu Jezusowi. A kiedy skończysz czytać, zawsze ją pocałuj. A kiedy twój synek zapyta: Tato, dlaczego pocałowałeś Biblie? Ty odpowiedz, że ten pocałunek jest dla Jezusa. My pragniemy dzisiaj powiedzieć: Panie Jezu, my kochamy Twoje Słowo. Będziemy go nosić w swoim sercu. Dziękujemy, że do nas mówisz”.

V

Drodzy bracia i siostry!

Odczytując uważnie ewangeliczną scenę z Kany Galilejskiej widzimy jak Maryja swoimi słowami i osobistym przykładem prowadzi wszystkich do Chrystusa. On – jako prawdziwy Syn Boży i jedyny Zbawiciel świata – jest w centrum całego wydarzenia.

Drodzy Moi! Także tutaj, w ciszy Oborskiego Karmelu, Mater Dolorosa obejmuje nas swoim czułym spojrzeniem i prowadzi do swego Najmilszego Syna, obecnego i działającego w Kościele, czekającego na nas w osobie kapłana przy kratkach konfesjonału. Zawierza nas Sercu Niebieskiego Lekarza i składa w ramionach Jego miłosierdzia. Wzywa do prawdziwej przemiany naszego serca i odnowy naszego życia, aż dojdziemy wraz z Chrystusem na szczyt Bożej Chwały.

Teresa z Warszawy o swoim pielgrzymowaniu do Matki Bolesnej napisała: „Mogę powiedzieć, że w Oborach narodziłam się dla Boga. To nie był przypadek, że trafiłam do Oborskiego Sanktuarium. To Matka Boża upomniała się o swoją „zabłąkaną owieczkę”, zaprosiła do Siebie i otuliła Swą karmelitańską szatą – Szkaplerzem świętym. Tu otrzymałam skuteczną pomoc.

Przez lata „zafascynowana byłam kulturą i filozofią Dalekiego Wschodu, co spowodowało, że oddaliłam się od Kościoła. (…)

W okultyzmie tkwiłam po uszy, nie mając świadomości, że te bezwartościowe i szkodliwe starania niosą duchowe zagrożenia. (…)

Jestem pewna, że od złego chroniły mnie modlitwy Mamy, która jak się później dowiedziałam, modliła się i zamawiała nawet msze św. w moich intencjach. (…)

W niedługim czasie [po jej śmierci] otrzymałam propozycję autokarowej pielgrzymki do Sanktuarium w Oborach. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tym miejscu. (…)

Oczywiście odbyłam spowiedź świętą z mojej „przygody” z okultyzmem, pozbyłam się licznych książek i gadżetów typu pierścienie Atlantów, amulety, posążki. (…)

Pielgrzymowanie do Matki Bolesnej przyniosło zmianę mojego życia, (…) wkroczyłam na drogę ku dojrzałości chrześcijańskiej, uczestniczę we mszach świętych, regularnie przystępuje do sakramentów św., szczególnie Pokuty i Eucharystii, dołączam wytrwałą modlitwę różańcową, czytam Pismo Święte, staram się być użyteczna dla innych.

Teraz już wiem, że nie ma drogi na skróty, jak czyniłam to wcześniej, szukając technik do szczęścia. Zewnętrzny świat nie jest w stanie zaspokoić naszych najgłębszych pragnień. Prawdziwego szczęścia i pokoju nie da się uzyskać przez stosowanie zewnętrznych metod udoskonalających. Tylko Bóg może dać nam pociechę i wewnętrzny pokój. To Bóg ma najlepszy plan na nasze życie. Musi jednak nastąpić przemiana naszego serca i sposobu myślenia, a w konsekwencji przemiana naszego postępowania. Podjęłam ten trud przemiany, trud duchowej wędrówki z Bogiem. Nigdy nie jest za późno, aby poprawić swoją relację z Panem Bogiem i bliźnimi. To Maryja jest Matką mojej duchowej odnowy, to Maryja jest drogą do Chrystusa, Jej prowadzenie czuję nieustannie. (…)

Maryjo, bądź mi nadal Przewodniczką na drodze wiary!”.

Drodzy bracia i siostry, zgromadzeni w Oborskim Sanktuarium! Maryja, tak jak w Kanie Galilejskiej, obejmuje nas swoim czułym spojrzeniem i miłością swego serca, oręduje za nami i wzywa do wiernego podążania śladami Jej Syna: „Zróbcie wszystko cokolwiek wam powie”.

Możemy z całym przekonaniem stwierdzić, że to wezwanie Maryi dotyczy nie tylko wszystkich słów Jezusa zapisanych na kartach Ewangelii, ale także Jego czynów, a w sposób szczególny i najbardziej istotny odnosi się ono do „misterium paschalnego Chrystusa”, a więc do „godziny” Jego zbawczej męki, śmierci i chwalebnego zmartwychwstania. Nasza Niebieska Matka niestrudzenie wzywa nas do wierności naszemu chrzcielnemu powołaniu – do codziennego podążania śladami Jej Syna: „przez krzyż do Nieba”. Ona pierwsza przeszła tę jedyną drogę i bramę zbawienia, zjednoczona z Ofiarą Miłości swego najdroższego Syna, o czym w przejmujący sposób przypomina nam Pieta umieszczona w ołtarzowym tronie Oborskiego Sanktuarium.

Na jednym z kamieni ofiarowanych i umieszczonych u stóp Ukrzyżowanego Zbawiciela przy XII Stacji na Oborskiej Kalwarii umieszczono napis: „W łączności z Chrystusem Cierpiącym – Pielgrzymi z Gdańska”.

Bracia i Siostry! To jest bardzo ważne, aby podczas naszych życiowych doświadczeń za przykładem Maryi łączyć się z Chrystusem i Jego zbawczą Ofiarą Krzyża, która uobecnia się sakramentalnie na ołtarzu w każdej Mszy świętej, aby z wiarą i miłością łączyć się ze Zbawicielem dźwigającym krzyż na Kalwarię, aby trwać w zjednoczeniu z Nim, jak latorośl w winnym krzewie, poprzez codzienną modlitwę i sakramenty święte – szczególnie regularną spowiedź i częstą komunię świętą. Nigdy sami, ale zawsze z Jezusem, podtrzymywani Jego ramionami i pocieszeni czułością Jego Serca. Prowadzeni przez światło Jego Krzyża pod płaszczem opieki naszej Niebieskiej Matki.

Matka Bolesna jest naszą najczulszą Matką i pewną Przewodniczką w wędrówce śladami ofiarnej miłości Jezusa na szczyt Bożej Chwały, i przypomina obietnicę Syna: „Smutek wasz przemieni się w radość, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać” (por. J 16, 20.22). Ku tej radości paschalnej prowadzi nas Maryja, gdy mówi: „Zróbcie wszystko cokolwiek mój Syn wam powie”. Amen.

o. Piotr Męczyński OCarm.


« Wszystkie wiadomości   « powrót  

 



  Klasztor karmelitów z XVII w. oraz Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach położone są 20 km od Golubia-Dobrzynia w diecezji płockiej. Jest to miejsce naznaczone szczególną obecnością Maryi w znaku łaskami słynącej figury Matki Bożej Bolesnej. zobacz więcej »


  Sobotnie Wieczerniki mają charakter spotkań modlitewno- ewangelizacyjnych. Gromadzą pielgrzymów u stóp MB Bolesnej. zobacz więcej »
 
     
 
  ©2006 Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej

  Obory 38; 87-645 Zbójno k. Rypina; tel. (0-54) 280 11 59; tel./fax (0-54) 260 62 10;
  oprzeor@obory.com.pl

  Opiekun Pielgrzymów: O. Piotr Męczyński; tel. (0-54) 280 11 59 w. 33; (0-606) 989 710;
  opiotr@obory.com.pl

 
KEbeth Studio