III
Drodzy bracia
i siostry! Pełni radości gromadzimy się dzisiaj w Oborskim Karmelu.
Ewangelia mówi
nam, że na wesele w Kanie „zaproszono także Jezusa i Jego uczniów” (por. J 2,
1). Dzięki temu nowożeńcy zaraz na początku swojej wspólnej drogi doświadczyli
troskliwej miłości i bliskości Boga, Jego czułej opieki i błogosławieństwa.
Tak było w
Kanie, tak jest także dzisiaj. Zmartwychwstały Chrystus, Dobry Pasterz,
przychodzi do nas w swoich kapłanach, aby przez ich namaszczone dłonie wylewać
na nas swoje miłosierne błogosławieństwo. Pan Jezus przychodzi do naszego domu
z „kolędowym” błogosławieństwem udzielanym przez naszych duszpasterzy. Obdarza
nim nasze dzieci, uświęca małżonków i wspiera rodziców, uzdrawia i pociesza
chorych, podtrzymuje starców napełniając ich pokojem i pogodną nadzieją
sięgającą Nieba, ochrania nasze domostwa i uświęca naszą pracę. Pragnie, by to
błogosławieństwo związane z wizytą duszpasterską kapłana towarzyszyło nam przez
cały rok, aż do następnej „kolędy”. Tak bardzo my słabi ludzie potrzebujemy
tego Chrystusowego błogosławieństwa, potrzebujemy Jego łaski, aby wiernie
podążać Jego śladami „od betlejemskiej groty aż na szczyt Golgoty”, drogą
doskonałej miłości Boga i ludzi. Bez Niego, bez pomocy Jego łaski, jest to
niemożliwe. Dlatego też przez siostrę Faustynę mówi Pan Jezus do każdego z nas:
„złączona z moją prawicą dokonasz
wszystkiego" (Dz. 1374). Drodzy Moi! Podobnie jak Faustyna,
także i my, uchwyćmy się mocno i ufnie Jego prawicy.
Błogosławiony
ks. Michał Sopoćko, spowiednik i kierownik duchowy s. Faustyny, naucza:
„Błogosławić to znaczy wyjednywać łaski
boskie dla ciała i duszy wiernych, dla ich doczesnego i wiecznego dobra.
Błogosławić może tylko ten, kto jest zastępcą i przedstawicielem Boga. Kapłan
jest właśnie takim zastępcą i dlatego błogosławi w takiej rozciągłości, że
wierni cisną się do niego, by otrzymać te błogosławieństwa dla siebie i swoich.
Jest to wielkie miłosierdzie Boże, o którym Kościół wspomina w modlitwach
liturgicznych, odmawianych podczas tych czynności, np. modlitwy nad ciężko
chorymi”.
Można
powiedzieć, że kapłani, którzy udzielają chorym Chrystusowego błogosławieństwa
są jak słudzy weselni z Kany do których Maryja rzekła: „Zróbcie wszystko,
cokolwiek Syn mój wam powie”. Słudzy umocnieni wiarą Maryi i posłuszni Panu
swoimi rękami napełnili stągwie wodą i zanieśli ucztującym, kapłani natomiast
posłuszni Chrystusowi, w Jego imię kładą z wiarą swoje ręce na chorych. Tam
Chrystus dokonał cudu przemiany wody w wino. Tutaj Boski lekarz dokonuje cudu
uzdrowienia chorych. Słudzy napełniają stągwie wodą, kapłani kładą swoje ręce
na chorych, a sam Chrystus Pan dokonuje przemiany swoją Boską mocą. Albowiem
Jezus Boski Lekarz obiecał: „Tym zaś, którzy uwierzą te znaki towarzyszyć będą.
W Imię Moje na chorych ręce kłaść będą, a ci odzyskają zdrowie”. Kapłan pełen
miłości do chorego kładzie z wiarą swoje namaszczone dłonie, a Chrystus
uzdrawia, pociesza i umacnia w niesieniu krzyża. Nie patrz zatem na kapłana,
którym Jezus się jedynie zasłania i posługuje, ale oczami wiary rozpoznaj w
przychodzącym do ciebie słudze ołtarza miłujące Oblicze Tego, który wyciąga ku
tobie swoje miłosierne dłonie i mówi: Nie bój się, wierz tylko!
Nie bój się
Tego, który cię kocha. Niech Cię nie przestraszy twoja słabość i słabość tego,
którym miłosierny Zbawiciel jedynie się zasłania i posługuje. Przyjdź do Niego
taki jaki jesteś, w całej prawdzie swego sumienia, z całą historią swego życia,
ze wszystkimi swoimi brakami, całą swoją nędzą i swoim poranionym sercem. Dla
Niego, tak jak dla Maryi, nie jesteś beznadziejnym przypadkiem, ale Jego
umiłowanym dzieckiem. On kocha Ciebie i wszystko może przemienić, tak jak w
Kanie, gdzie przemienił wodę w wino. Jego wszechmocna miłość i czuła troska to
sprawiła, bezsilna wobec wiary i pokornej prośby niepokalanego serca Jego
Matki, przynosząc wszystkim pokój i radość wspólnego świętowania. A zatem nie
lękaj się niczego. Przyjdź do Jezusa i ofiaruj Mu swoje biedne serce, biegnij
do Niego, jak dziecko do matki, aby wtulić się w Jego ramiona i zawołać: „Jezu,
ufam Tobie!”. Czyń tak codziennie, a nie zabraknie Ci „wina” Jego miłości.
Przyjmij dzisiaj Jego błogosławieństwo, przyjmij to nowe wylanie Ducha Świętego,
Pocieszyciela, którym pragnie opatrzyć i uleczyć twoje zranione serce oraz
udzielić Ci duchowego i fizycznego pokrzepienia.
Marianna z
Baranowa napisała:
„Urodziłam się
i mieszkam na Kurpiach. Należę do parafii pod wezwaniem św. Bartłomieja
Apostoła w Baranowie, diecezja łomżyńska.
W 1999 roku
miałam poważny wypadek. Tydzień po śmierci mojego ojca, razem z moją koleżanką
szłyśmy publiczną drogą na parafialny cmentarz. Tego dnia nie osiągnęliśmy celu
naszej drogi, ponieważ niespodziewanie uderzył w nas z tyłu szkolny autobus. Ja
dostałam się pod środek tego pojazdu, a moja koleżanka dostała się pod same
koła i zginęła na miejscu. Mnie przewieziono do szpitala.
Dziękuje Panu
Bogu i Matce Najświętszej, że dane mi było żyć dalej. Zawsze modlę się za moją
koleżankę. W mojej pamięci pozostał trwały obraz tego tragicznego zdarzenia.
Od chwili
wypadku czułam niepokój, byłam bardzo płaczliwa, zamknięta w sobie, czułam lęk.
Po wyjściu ze szpitala zaczął się w moim życiu koszmar. Od tego momentu już
byłam osobą bardzo znerwicowaną. Jeździłam do wielu lekarzy, ale to nie pomogło
mi. W końcu dostałam udaru głowy, niedowład lewostronny, a później
doświadczyłam depresji.
Jestem osobą
samotną. W pewnym momencie zdecydowałam brać udział w autokarowych
pielgrzymkach. Znajomi zaproponowali mi Obory. Tutaj po gorącej modlitwie i
błogosławieństwie z nałożeniem rąk kapłańskich „zasnęłam” w Duchu Świętym i
doznałam łaski uzdrowienia. Głowa przestała boleć, minął niedowład i depresja.
Teraz czuję się bardzo dobrze i nie biorę leków. Jestem bardzo szczęśliwa i
dziękuję Panu Bogu i Matce Najświętszej za ten cud w moim życiu. Od tamtego
pamiętnego czasu postanowiłam odwiedzać Obory każdego roku”. Pod świadectwem p.
Marianny swój podpis umieścił ks. Proboszcz.
Małgorzata
pisze: „Zachorowałam w styczniu 2010 roku. Na nogach pojawił się rumień
guzowaty, bóle stawów, leczenie sterydami, potem 3 miesiące leczenia
szpitalnego na trzech oddziałach. W końcu stwierdzono – sarkoidoza. Szybko się
u mnie rozprzestrzeniała, było z czasem coraz gorzej. W Warszawie, w Poradni
Sarkoidozy, poddano mnie badaniu mechaniki oddychania. Dr Saszka stwierdziła,
że mam nieodwracalnie bardzo zniszczone oskrzela, a z czasem choroba zaatakuje
cały organizm. Uznano, że mój stan jest na tyle krytyczny, że trzeba podawać
najmocniejsze leki.
(…) W kwietniu
2012 roku pojechałam do Obór z pielgrzymką autokarową. Modliłam się gorąco o
moje zdrowie. Podczas błogosławieństwa chorych dostąpiłam „zaśnięcia w Duchu
Świętym” i poczułam ciepło w klatce piersiowej.
Po tym
pojechałam do Warszawy na badania. Pani doktor była zaskoczona moimi wynikami,
jak stwierdziła „są rewelacyjne”. Po dodatkowych badaniach dodała, że choroby
nigdzie nie ma, a parametry oskrzeli uległy znacznemu polepszeniu. Już się nie
dusiłam. Dla niej była to dziwna sytuacja. Dla mnie nie, to moc Boża.
Za
wstawiennictwem Matki Bożej Bolesnej odzyskałam zdrowie. Staram się teraz co
miesiąc przyjeżdżać do Obór i proszę o łaski uzdrowienia dla moich bliskich i
znajomych, bo tu, w Oborach wszystko można wyprosić”.
Hanna, lekarz
stomatolog z Gdańska, pisze:
„Od 2007 roku
należę do Wspólnoty „Marana tha”. W pierwszą niedzielę marca 2013 roku
nawiedziliśmy Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach. Po Mszy świętej
sprawowany był liturgiczny obrzęd błogosławieństwa chorych. Ojciec karmelita
modlił się nad każdym indywidualnie, a przed modlitwą zachęcał, że jeśli ktoś
na coś choruje może poprosić Pana Jezusa o uzdrowienie. Nie zamierzałam prosić
o uleczenie, ale zachęcona słowami kapłana, zaraz na początku modlitwy
powiedziałam: „Proszę Cię, Panie Jezu, o uzdrowienie z bólu kręgosłupa, bólu
lewego stawu barkowego i łokciowego” Na bóle kręgosłupa uskarżałam się od
wielu, wielu lat, a przez ostatnie miesiące brałam tabletki i stosowała maść na
bark i staw łokciowy. I dalej mówiłam: „Panie Jezu, oddaję Ci moje życie, moją
wolę, oddaję Ci się cała”. I wówczas po raz pierwszy zasnęłam w Duchu Świętym.
Czułam niesamowitą Miłość, Dobroć, Błogość. Nie mogłam otworzyć oczu, a
jednocześnie miałam zachowaną pełną świadomość. Słyszałam głosy modlących się
osób, nawet zimno posadzki. Po 3 tygodniach zorientowałam się, że zupełnie nie
boli mnie ani ręka, ani kręgosłup. Ale czekałam ze świadectwem, myśląc, że to
może chwilowa poprawa. Ale już po miesiącu dawałam świadectwo, wiedząc, że
zostałam uzdrowiona. Jest lipiec i ani razu nie bolało. Mam nowy kręgosłup i
nową lewą rękę. Mogę dźwigać ciężary. Chwała Panu i dzięki Matce
Przenajświętszej”.
Drodzy bracia
i siostry!
To spotkanie z Matką Bolesną niesie zawsze łaskę
duchowego pokrzepienia, przywraca pokój i nadzieję, umacnia i dodaje odwagi do
dalszej drogi, przemienia i rozpala serca ogniem Bożej miłości, wprowadza na
drogę przebaczenia i pojednania, a chorych obdarza łaską ufnego przyjęcia i
poddania się woli Ojca Niebieskiego oraz uzdrawiającą mocą Jezusowego
błogosławieństwa.
Maryja, tak jak w Kanie Galilejskiej, prowadzi nas do
Swego Syna i zawierza Jego Najsłodszemu Sercu. Zachęceni przykładem i
wstawiennictwem naszej Niebieskiej Matki wołajmy: Jezu, ufam Tobie!
„Od Niego uczymy się wrażliwości na człowieka chorego,
niepełnosprawnego. To On pochylał się nad ich cierpieniem, uzdrawiał i
wskrzeszał. To On utożsamiał się z chorymi i cierpiącymi, mówiąc: „Cokolwiek
uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (por.
Mt 25, 40)” (Bp Stefan Regmunt).
„Tobie, Jezu, który poprzez swoją mękę obdarzyłeś nas
nadzieją życia wiecznego, zawierzamy wszystkich chorych, starszych,
niepełnosprawnych, słabych i opuszczonych.
Wspieraj swoją łaską i obdarzaj potrzebnymi mocami
tych, którzy w domach, hospicjach i szpitalach, jednoczą się z Tobą przez
cierpienia fizyczne lub duchowe.
Spraw, aby nie zabrakło im odwagi do dźwigania krzyża,
tak by przeżywali swe cierpienia w duchu miłości i ofiary za zbawienie świata.
Błogosław, Panie, także wszystkim, którzy leczą
chorych i opiekują się nimi. Wypełnij ich serca cierpliwością i łagodnością,
aby w cierpiących odkrywali Twoje, pełne blasku i świętości, Oblicze”. Amen.
IV
Drodzy bracia
i siostry!
Maryja, tak
jak w Kanie Galilejskiej, zawsze przychodzi i prowadzi nas do swego Syna. Uczy
nas całkowitego zaufania Jezusowi i Jego Ewangelii. Mówi: „zróbcie wszystko,
cokolwiek wam powie” (por. J 2, 5). „To ostatnie Jej słowa zapisane w
Ewangeliach: są Jej testamentem, który przekazuje każdemu z nas. To jest
spadek, jaki nam pozostawiła i jest on piękny!” – mówi papież Franciszek.
Maryja
pragnie, by Jezus był zawsze na pierwszym miejscu w naszym sercu, w naszym
życiu, w naszym małżeństwie, w naszym domu rodzinnym.
Sylwester i
Luiza z Warszawy napisali:
„Do
Sanktuarium Oborskiego przyjechaliśmy pierwszy raz w lipcu 2012 roku. Od tego
dnia co miesiąc pielgrzymujemy do Matki Boskiej Bolesnej. Przyjęliśmy Ją do
siebie, całą rodziną w znaku Szkaplerza Świętego, jesteśmy pod Jej płaszczem.
Ona przemieniła nasze życie. Od wielu lat żyliśmy [bez ślubu kościelnego] w
związku niesakramentalnym. W naszym życiu zaistniał „cud nad cudy” Matka Boska
Szkaplerzna skutecznie zadziałała i zaradziła naszej grzeszności. Rozpaliła
nasze serca i oczyściła jak dobra Mama i doprowadziła do momentu że 22 kwietnia
2013 r. zostaliśmy pobłogosławieni
sakramentem małżeństwa w Sanktuarium Bł. Ks. Jerzego Popiełuszki na
Żoliborzu. Przyjęliśmy też Sakrament Bierzmowania. Na nowo zostaliśmy zrodzeni.
Nie opuszczamy Mszy Św. niedzielnej. Jesteśmy szczęśliwą rodziną pod opieką
Królowej Szkaplerza Świętego”.
Drodzy Moi!
Nasza niebieska Matka pragnie byśmy zaprosili Jezusa i budowali nasz dom, nasze
życie, na mocnej skale Jego Ewangelii: „zróbcie wszystko, cokolwiek [mój Syn]
wam powie”. A wtedy niczego nam nie zabraknie, nie zabraknie „dobrego wina”
wzajemnej miłości, bo będzie z nami Chrystus, będzie Jego łaska i
błogosławieństwo.
Kilka lat temu
zadzwonił do klasztoru Stefan z Braniewa informując, że razem ze swoją żoną
pragną nawiedzić oborskie sanktuarium. Kiedy następnego dnia rano otwierałem
kościół on już był pod drzwiami.
- Ojcze,
przyjechaliśmy – powiedział.
- No to
wejdźcie, zapraszam.
- Zaraz ją
przyniosę.
- Pójdę z
Panem.
Poszliśmy na
plac przed bramę kościelną. W samochodzie siedziała Krystyna, drobna, szczuła
osoba. Od dziesięciu lat chora na stwardnienie rozsiane. Stefan delikatnie
wziął żonę na ręce i przyniósł do kościoła.
Mój Boże, jak
oni się kochają – pomyślałem, patrząc jak niesie ją przez kościół do samego
ołtarza.
Krystyna
znalazła się na krześle u stóp Matki Bolesnej. Tutaj modliła się na różańcu,
przyjęła sakramenty święte i szkaplerz Maryi. Pokrzepiona na duchu, pełna
pokoju i nadziei wracała do domu, okryta płaszczem opieki Matki Bożej. Była
szczęśliwa i wdzięczna mężowi, że przyniósł ją tutaj do Domu Maryi, ponad 200 kilometrów.
Drodzy Moi!
Właśnie tutaj, przy Sercu Maryi Bolesnej, która z pełnym miłości oddaniem
towarzyszyła swemu Ciepiącemu Synowi na kalwaryjskiej drodze, która pod Jego
krzyżem wiernie stała (por. J 19,25), uczymy się tej pięknej miłości,
prawdziwej miłości, wiernej i ofiarnej, tej ślubowanej przy ołtarzu:
"...oraz, że cię nie opuszczę, aż do śmierci".
Dlatego wśród
wotów dziękczynnych umieszczonych wokół Cudownej Figury Matki Bożej Bolesnej
znajduje się tak wiele obrączek ślubnych, wiele z nich zostało wykorzystanych
do wykonania złotych koron dla Pana Jezusa i Matki Bolesnej.
Maryja, tak jak w Kanie Galilejskiej niestrudzenie prowadzi nas do
Jezusa, powierza Jego Sercu i zwraca z macierzyńskim wezwaniem: „Zróbcie
wszystko, cokolwiek wam powie!”
Niedawno
pewien młody chłopak pochodzący z naszej oborskiej parafii, obecnie od kilku
lat mieszkający i pracujący w Anglii, poprosił mnie o egzemplarz Pisma
Świętego. On tym Słowem Bożym żyje, czyta w domu i w kościele, jako lektor
podczas niedzielnej Eucharystii w Polskiej Misji Katolickiej, pragnie by ono
zawsze go prowadziło i kształtowało jego życie i życie jego młodej rodziny.
Papież
Franciszek zachęca „do nawiązania bliskiej więzi z Ewangelią i noszenia jej
przy sobie, aby była jak kompas wskazujący drogę, którą należy podążać”.
Piękne świadectwo życia Słowem Bożym spotkałem
niedawno odwiedzając chorych w naszej Parafii. To starsze małżeństwo z Obór,
które w tym roku przeżywa 65 rocznicę ślubu. Pani Genowefa podeszła do mnie,
aby pokazać Biblię, którą otrzymali 40 lat temu od ojca karmelity z okazji
srebrnego jubileuszu swego małżeństwa. Zauważyłem, że ich małżeńska Księga
Pisma Świętego miała już mocno pociemniałe i wytarte karty i okładkę. Pani
Genowefa ze szczęściem na twarzy mówiła, że często ją otwierali i wspólnie
czytali. To Słowo Boże ich prowadziło, pocieszało i umacniało przez 40 lat
wspólnej drogi.
Bracia i
Siostry! Wsłuchując się w słowo Boże widzimy, jak ono wytycza i wyświetla nam
niczym nadprzyrodzony GPS drogę zbawienia – drogę do świętego życia,
a ostatecznie do Nieba.
Dobrze by
było, gdybyśmy codziennie czytali, słuchali i rozważali Słowo Boże przez
przynajmniej 15 min. Któryś ze świętych powiedział, że taka praktyka pomaga nam
zrozumieć wszystkie problemy świata. Jeśli nie będę się wsłuchiwał w Słowo
Boże, to będę na ślepo przyjmował to, co głosi świat. A dziś głosi on wiele
rzeczy, które są niezgodne z Ewangelią. Dlatego muszę się zastanawiać: Ludzie tak mówią, ale czy Pan Bóg tak mówi i
czy tego chce? Wtedy, gdy
jesteśmy posłuszni Bożemu Słowu, ono prowadzi nas Bożymi drogami i stajemy się
uczniami Chrystusowymi. Bł. Stefan Wyszyński przypomina: „Nie Kościół ma się przystosować do
świata, tylko świat ma się przystosować do Ewangelii. Nie wystarczy w Boga wierzyć, trzeba jeszcze
Bogu zawierzyć. Nie
wystarczy o Bogu słyszeć, trzeba Go jeszcze usłyszeć.
Tego uczy nas
Maryja, Matka Słowa Wcielonego, gdy zwraca się do nas z serdeczną zachętą:
„Zróbcie wszystko, cokolwiek Mój Syn, wam powie!”. Tą matczyną zachętę
potwierdziła całym swoim życiem, jako Jego pierwsza i najwierniejsza uczennica,
jako Matka i Służebnica Słowa Wcielonego.
Do tego wzywa
nas Piękna Pani z Medjugorie mówiąc: „Drogie dzieci, żyjcie radośnie
przesłaniami Ewangelii, które powtarzam wam od czasu, kiedy jestem z wami”(25
grudnia 1996). „Wzywam was, byście w swoich domach każdego dnia czytali
Biblię i niechaj będzie ona na widocznym miejscu, tak by was zawsze pobudzała
do jej czytania i do modlitwy” (18 października 1984). „Umieśćcie Pismo
święte na widocznym miejscu dla swojej rodziny, czytajcie je, rozmyślajcie i
uczcie się jak Bóg miłuje swój lud” (25 stycznia 1999). „Każda rodzina
powinna się wspólnie modlić i czytać Biblię” (14 luty 1985).
Ojciec Jozo
Zovko, chorwacki franciszkanin, dawny proboszcz z Medjugorie, podczas spotkania
z Polakami mówił:
„Kiedy wrócisz
do domu, wtedy zetrzyj kurz zapomnienia z twojej Biblii i pojednaj się ze
Słowem Jezusa, pojednaj się ze Słowem Bożym. Poproś, aby tobie przebaczył, że
ty o nim zapomniałeś. I zacznij z miłością i ogniem czytać Biblię, tak jak tego
pragnie Matka Boża. Ona pragnie, abyś umieścił Biblię na szczególnym miejscu.
Abyś codziennie otworzył Biblię i udzielił głosu Jezusowi. A kiedy skończysz
czytać, zawsze ją pocałuj. A kiedy twój synek zapyta: Tato, dlaczego
pocałowałeś Biblie? Ty odpowiedz, że ten pocałunek jest dla Jezusa. My
pragniemy dzisiaj powiedzieć: Panie Jezu, my kochamy Twoje Słowo. Będziemy go
nosić w swoim sercu. Dziękujemy, że do nas mówisz”.
V
Drodzy bracia
i siostry!
Odczytując uważnie ewangeliczną scenę z Kany
Galilejskiej widzimy jak Maryja swoimi słowami i osobistym przykładem prowadzi
wszystkich do Chrystusa. On – jako prawdziwy Syn Boży i jedyny Zbawiciel świata
– jest w centrum całego wydarzenia.
Drodzy Moi! Także tutaj, w ciszy Oborskiego Karmelu,
Mater Dolorosa obejmuje nas swoim czułym spojrzeniem i prowadzi do swego
Najmilszego Syna, obecnego i działającego w Kościele, czekającego na nas w
osobie kapłana przy kratkach konfesjonału. Zawierza nas Sercu Niebieskiego
Lekarza i składa w ramionach Jego miłosierdzia. Wzywa do prawdziwej przemiany
naszego serca i odnowy naszego życia, aż dojdziemy wraz z Chrystusem na szczyt
Bożej Chwały.
Teresa z Warszawy o swoim pielgrzymowaniu do Matki
Bolesnej napisała: „Mogę powiedzieć, że w Oborach narodziłam się dla Boga. To
nie był przypadek, że trafiłam do Oborskiego Sanktuarium. To Matka Boża
upomniała się o swoją „zabłąkaną owieczkę”, zaprosiła do Siebie i otuliła Swą
karmelitańską szatą – Szkaplerzem świętym. Tu otrzymałam skuteczną pomoc.
Przez lata „zafascynowana byłam kulturą i filozofią
Dalekiego Wschodu, co spowodowało, że oddaliłam się od Kościoła. (…)
W okultyzmie tkwiłam po uszy, nie mając świadomości,
że te bezwartościowe i szkodliwe starania niosą duchowe zagrożenia. (…)
Jestem pewna, że od złego chroniły mnie modlitwy Mamy,
która jak się później dowiedziałam, modliła się i zamawiała nawet msze św. w
moich intencjach. (…)
W niedługim czasie [po jej śmierci] otrzymałam
propozycję autokarowej pielgrzymki do Sanktuarium w Oborach. Nigdy wcześniej
nie słyszałam o tym miejscu. (…)
Oczywiście odbyłam spowiedź świętą z mojej „przygody”
z okultyzmem, pozbyłam się licznych książek i gadżetów typu pierścienie
Atlantów, amulety, posążki. (…)
Pielgrzymowanie do Matki Bolesnej przyniosło zmianę
mojego życia, (…) wkroczyłam na drogę ku dojrzałości chrześcijańskiej,
uczestniczę we mszach świętych, regularnie przystępuje do sakramentów św.,
szczególnie Pokuty i Eucharystii, dołączam wytrwałą modlitwę różańcową, czytam
Pismo Święte, staram się być użyteczna dla innych.
Teraz już wiem, że nie ma drogi na skróty, jak
czyniłam to wcześniej, szukając technik do szczęścia. Zewnętrzny świat nie jest
w stanie zaspokoić naszych najgłębszych pragnień. Prawdziwego szczęścia i
pokoju nie da się uzyskać przez stosowanie zewnętrznych metod udoskonalających.
Tylko Bóg może dać nam pociechę i wewnętrzny pokój. To Bóg ma najlepszy plan na
nasze życie. Musi jednak nastąpić przemiana naszego serca i sposobu myślenia, a
w konsekwencji przemiana naszego postępowania. Podjęłam ten trud przemiany,
trud duchowej wędrówki z Bogiem. Nigdy nie jest za późno, aby poprawić swoją
relację z Panem Bogiem i bliźnimi. To Maryja jest Matką mojej duchowej odnowy,
to Maryja jest drogą do Chrystusa, Jej prowadzenie czuję nieustannie. (…)
Maryjo, bądź mi nadal Przewodniczką na drodze wiary!”.
Drodzy bracia
i siostry, zgromadzeni w Oborskim Sanktuarium! Maryja, tak jak w Kanie
Galilejskiej, obejmuje nas swoim czułym spojrzeniem i miłością swego serca,
oręduje za nami i wzywa do wiernego podążania śladami Jej Syna: „Zróbcie
wszystko cokolwiek wam powie”.
Możemy z całym
przekonaniem stwierdzić, że to wezwanie Maryi dotyczy nie tylko wszystkich słów
Jezusa zapisanych na kartach Ewangelii, ale także Jego czynów, a w sposób
szczególny i najbardziej istotny odnosi się ono do „misterium paschalnego
Chrystusa”, a więc do „godziny” Jego zbawczej męki, śmierci i chwalebnego
zmartwychwstania. Nasza Niebieska Matka niestrudzenie wzywa nas do wierności
naszemu chrzcielnemu powołaniu – do codziennego podążania śladami Jej Syna:
„przez krzyż do Nieba”. Ona pierwsza przeszła tę jedyną drogę i bramę
zbawienia, zjednoczona z Ofiarą Miłości swego najdroższego Syna, o czym w
przejmujący sposób przypomina nam Pieta umieszczona w ołtarzowym tronie
Oborskiego Sanktuarium.
Na jednym z
kamieni ofiarowanych i umieszczonych u stóp Ukrzyżowanego Zbawiciela przy XII
Stacji na Oborskiej Kalwarii umieszczono napis: „W łączności z Chrystusem
Cierpiącym – Pielgrzymi z Gdańska”.
Bracia i
Siostry! To jest bardzo ważne, aby podczas naszych życiowych doświadczeń za
przykładem Maryi łączyć się z Chrystusem i Jego zbawczą Ofiarą Krzyża, która
uobecnia się sakramentalnie na ołtarzu w każdej Mszy świętej, aby z wiarą i
miłością łączyć się ze Zbawicielem dźwigającym krzyż na Kalwarię, aby trwać w
zjednoczeniu z Nim, jak latorośl w winnym krzewie, poprzez codzienną modlitwę i
sakramenty święte – szczególnie regularną spowiedź i częstą komunię świętą.
Nigdy sami, ale zawsze z Jezusem, podtrzymywani Jego ramionami i pocieszeni
czułością Jego Serca. Prowadzeni przez światło Jego Krzyża pod płaszczem opieki
naszej Niebieskiej Matki.
Matka Bolesna
jest naszą najczulszą Matką i pewną Przewodniczką w wędrówce śladami ofiarnej
miłości Jezusa na szczyt Bożej Chwały, i przypomina obietnicę Syna: „Smutek
wasz przemieni się w radość, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać” (por.
J 16, 20.22). Ku tej radości paschalnej prowadzi nas Maryja, gdy mówi: „Zróbcie
wszystko cokolwiek mój Syn wam powie”. Amen.
o. Piotr
Męczyński OCarm.
|