23.01.2026
Była tam Matka Jezusa (J 2,1) - część pierwsza.


I

Apostoł Jan, umiłowany uczeń Pana, zaraz na początku odczytanej przed chwilą Ewangelii informuje nas, że „Była tam Matka Jezusa” (J 2,1).

Te słowa Janowej Ewangelii odnoszące się do obecności Maryi na weselu w Kanie Galilejskiej, stały się radosnym wyznaniem jakże wielu pielgrzymów nawiedzających Oborskie Sanktuarium. Jakże wielu z nich powracając do domu i dzieląc się świadectwem tego co przeżyli w Domu Matki Bolesnej, może dziś ze wzruszeniem powiedzieć o tym miejscu: „Była tam Matka Jezusa”. Liczne świadectwa nawrócenia, wyzwolenia z nałogów, uzdrowienia i innych łask otrzymanych przez ręce Maryi Bolesnej wyrażają to doświadczenie Jej żywej obecności i macierzyńskiej miłości oraz mocy wstawiennictwa zjednującego błogosławieństwo Chrystusa dla wszystkich, którzy z ufnością gromadzą się pod Jej opiekuńczym płaszczem na oborskim wzgórzu.

Maryja, której serce zawsze jest zjednoczone z sercem Syna, zna nasze prawdziwe i najgłębsze potrzeby, wie czego nam brakuje.

Papież Franciszek mówi, że „Maryja jest czujna, jest zatroskana o potrzeby nowożeńców. Nie pogrąża się w zadumie, nie zamyka się w swoim świecie, jej miłość sprawia, że jest Ona „dla innych” (…) jest blisko, czujna i troskliwa”.

Tego właśnie doświadczamy w Oborskim Sanktuarium.

„Matko Boża Bolesna dzięki Tobie nawróciłam się i moja dusza została uleczona. Ty Matko uczyniłaś ten cud” – napisała Urszula.

„Dużo słyszałam o tym cudownym miejscu – pisze Karolina. Któregoś dnia babcia zaproponowała mi żebym się z nią wybrała. Matka Boża Bolesna dokonała we mnie zmiany, teraz modlę się codziennie, moja dusza jest spokojna, zmieniłam się, przestałam przeklinać i ranić najbliższych”.

Pamiętam jak kiedyś pewien mężczyzna podszedł do mnie w zakrystii i powiedział:

„Proszę Ojca, trzy miesiące temu pierwszy raz przyjechałem do Obór i przyjąłem brązowy szkaplerz Matki Bożej. Zacząłem modlić się codziennie na różańcu. Od tego czasu nie wypiłem ani kieliszka, jestem nałogowym alkoholikiem. Wiem, że to Maryja okryła mnie swoim macierzyńskim płaszczem i pomaga mi wytrwać w trzeźwości i stać się nowym człowiekiem”.

Drodzy bracia i siostry!

„Kiedy [Maryja] na nas spogląda, widzi nie grzeszników, ale dzieci – mówi Papież Franciszek.  Oczy Matki Bożej potrafią rozświetlać każdą ciemność, rozpalając wszędzie na nowo nadzieję. Jej spojrzenie zwrócone na nas mówi: "Drogie dzieci, odwagi; jestem tutaj, wasza matka!".

Tutaj Mater Dolorosa obejmuje nas swoim czułym spojrzeniem i prowadzi do swego Syna, zawierza nas Jego Sercu i składa w ramionach Jego miłosierdzia.

Piotr z Warszawy napisał: „Mam 29 lat. Z zawodu jestem kucharzem. Pragnę podziękować Matce Bożej Bolesnej za to, że zajęła się mną zniewolonym narkotykami. Przez 6 lat zażywałem heroinę, byłem w niemocy. Podnosiłem się i upadałem.

Otrzymałem łaskę z Nieba - pragnienie pojechać na pielgrzymkę do Matki Boskiej Bolesnej, na którą wybierała się moja Mama. Uradowałem się bo było dla mnie miejsce w autokarze.

Gdy znalazłem się przed Oborską Pietą ogarnęło mnie wzruszenie, odczułem, że Matka Boża bierze mnie na Swoje kolana i przytula do Swego Serca. Zrozumiałem, że Matka Boża pragnie mi pomóc wyzwolić się z sideł zła. Przystąpiłem do Sakramentu Spowiedzi Świętej i z radością przyjąłem Szkaplerz Święty.

(…) Dziękuje Ci Matko że pomogłaś i pomagasz mi, prowadzisz  do Jezusa przez Sakrament Pokuty, który jest moim uzdrowieniem. Stajesz na drodze mojej codzienności poprzez życzliwych wspomagających mnie ludzi, którzy ratują mnie od zagłady ciała i duszy.

Pragnę podziękować  Matce Bożej Szkaplerznej za Jej opiekę, wyprowadzenie z nałogu i czuwanie nade mną. Jestem wolnym człowiekiem, Twoim dzieckiem Maryjo”.

Papież Franciszek, w jednej z homilii powiedział: „Kiedy jesteśmy utrudzeni, zniechęceni, przygnieceni problemami, spoglądamy na Maryję, odczuwamy Jej spojrzenie, które mówi naszemu sercu: „Odwagi, synu, ja ciebie wspieram!”. Matka Boża dobrze nas zna, jest Matką, dobrze wie, jakie są nasze radości i trudności, nasze nadzieje i rozczarowania. Gdy odczuwamy ciężar naszych słabości, grzechów, spoglądamy na Maryję, która mówi naszemu sercu: „Wstań, idź do mojego Syna, Jezusa, On cię przyjmie, okaże miłosierdzie i da nową siłę, by iść dalej”. Bracia i Siostry! „Miejmy odwagę, by powrócić do Jezusa, aby spotkać Jego miłość i miłosierdzie w sakramentach” (pap. Franciszek).

Święty Proboszcz z Ars w jednym ze swoich kazań poświęconych sakramentowi pojednania uczył: „Kiedy człowiek popadnie w grzech śmiertelny, musi szukać pomocy u lekarza, jakim jest kapłan, i musi zastosować lekarstwo w postaci spowiedzi. (…) Jak to dobrze, że mamy w zasięgu ręki sakrament leczący rany duszy”.

"Prawdziwie to zdrój chorych i cierpiących. Lekarze stwierdzają poprawę zdrowia u chorego po odbytej spowiedzi” – zauważa Bł. Ks. Michał Sopoćko.

Przypomina o tym świadectwo Marii z Poznania, która kilka lat temu nawiedziła Oborskie Sanktuarium. Chora na stwardnienie rozsiane ledwo poruszała się o kulach. Była załamana stanem swego zdrowia, ale miała wspaniałych przyjaciół, którzy w jedną z sobót przywieźli ją na Wieczernik do Matki Bolesnej.

Najpierw przystąpiła do spowiedzi generalnej z całego życia i jak podkreśla to było dla niej najważniejsze uzdrowienie – uzdrowienie duchowe, a popołudniu podczas liturgicznego obrzędu błogosławieństwa chorych Pan Jezus, Boski Lekarz, przyszedł do niej z drugą łaską – łaską uzdrowienia fizycznego. Po trzech miesiącach powróciła podziękować Matce Bożej ofiarując jako wotum dwie kule związane kokardą. Powiedziała: „Maryjo, weź te kule. One nie są mi już potrzebne”.

Drogi bracie, droga siostro! Ofiaruj swoje serce Temu, „który przytula, który przyjmuje, który pochyla się, by przebaczyć. Jezus powiedział, że nie przyszedł do sprawiedliwych, ale do grzeszników! Nie przyszedł do zdrowych, którzy nie potrzebują lekarza, ale do chorych!”.

Nie bój się Tego, który cię kocha. Zaufaj Mu! Pozwól Mu opatrzyć i uleczyć rany Twego serca.

Emilia z Chwaszczyna, pielgrzymująca do Matki Bolesnej, napisała: „Do 28 roku życia byłam osobą bardzo błądzącą. W moim życiu bogiem stał się pieniądz, wygląd i szukanie szczęścia w świecie. Tak bardzo pragnęłam miłości iż poddałam się operacjom plastycznym myśląc iż jeśli zmienię to czy tamto w końcu osiągnę szczęście. Idąc bez Pana Boga pogrążałam się tylko coraz bardziej. Mimo iż patrząc z boku prowadziłam życie, którego niejedni mi zazdrościli, w moim sercu panowała wielka rozpacz.

Pewnego dnia zupełnie niespodziewanie Bóg postawił na mojej drodze dziewczynę. Jedna rozmowa o Panu Bogu zmieniła moje życie. Kilka dni później udałam się do spowiedzi z całego życia. Podczas tej spowiedzi czułam jak przyszedł do mnie sam Pan Jezus mówiąc iż jestem tą zagubioną owieczką, której szukał”.

Drodzy bracia i siostry! „Pozwólmy się odnowić przez miłosierdzie Boga, pozwólmy, aby Jezus nas kochał, niech moc Jego miłości przekształci także nasze życie”.

Edward z Zielonej Góry przez wiele lat był zniewolony przez alkohol. Wiosną 2011 roku przyjechał z żoną do Obór. Doświadczył uzdrawiającej mocy sakramentu spowiedzi świętej.

„To była moja spowiedź po bardzo wielu latach – napisał. Przyjąłem Komunię Świętą, a potem przyjąłem szkaplerz Matki Bożej. Od tego dnia zacząłem z żoną chodzić do kościoła. Czułem, że Matka Boża Szkaplerzna mnie chroniła. Nie wziąłem do ust żadnego alkoholu i nie ciągnie mnie do niego do dziś. Jezus oczyszcza również moją mowę. Dziękuję Matce Bolesnej za Jej wstawiennictwo w moim uzdrowieniu z nałogu i uzdrowieniu mojej żony Marii z choroby Parkinsona”.

Św. Jan Vianney, Proboszcz z Ars, zachęca:

„We wszelkich potrzebach zwracajmy się do Boga za przyczyną Matki Chrystusowej, zwracajmy się z całą ufnością, a będziemy z pewnością wysłuchani. Jeżeli pragniemy powstać z grzechów, idźmy do Maryi, Ona nas weźmie za rękę. Poprowadzi do Syna swego i wyjedna przebaczenie. Jeżeli pragniemy wytrwać w dobru, również zwracajmy się do Matki Bożej. Ona nas okryje płaszczem swej opieki tak, iż nam piekło wcale nie zaszkodzi”.

Drodzy bracia i siostry!

Tej mocy macierzyńskiego wstawiennictwa Maryi doświadczają tutaj liczni pielgrzymi o czym wymownie zaświadczają wszystkie wota zdobiące ściany prezbiterium oraz Księga Łask i Cudów Oborskiego Sanktuarium. Ta Księga pozostaje ciągle otwarta – jak Serce Maryi – zapełniając się nowymi świadectwami prawdziwych cudów duchowej przemiany, otrzymanej łaski nawrócenia, uwolnienia z nałogu i uzdrowienia.

Drodzy Moi! Tutaj, w szczególny sposób doświadczamy czułej bliskości i opieki oraz mocy wstawiennictwa naszej Niebieskiej Matki. Tutaj, za Jej przyczyną, Miłosierny Zbawca, Boski Lekarz, nasz Pan Jezus Chrystus, nieustannie przychodzi nam z pomocą, lituje się nad nami, pociesza i uzdrawia nasze chore dusze i ciała.

Halina z Warszawy napisała:

„Pragnę swoim świadectwem podziękować Matce Bożej Oborskiej za dar uzdrowienia ze złośliwego guza lewego płata tarczycy.

Był sierpień 2000 r., pewnego dnia poczułam się bardzo źle, oznaki przeziębienia. Pracowałam w przychodni lekarskiej i pomyślałam, wejdę do lekarza. Lekarka miała specjalizację z endokrynologii, zbadała tarczycę, zleciła zrobienie USG. Wynik wykazał na obu płatach tarczycy: lewym i prawym guzki. Zlecono wykonanie biopsji. Wynik – na lewym płacie tarczycy rak złośliwy. Byłam spokojna, ufałam Panu Bogu i Matce Najświętszej. Lekarze przygotowywali mnie do operacji.

W niedzielę po Mszy Św. spotkałam Panią, która organizowała pielgrzymki do Obór. We wrześniu 2000 roku pierwszy raz pojechałam do Matki Bożej Bolesnej. W czasie podróży czułam się bardzo szczęśliwa. W Sanktuarium uczestniczyłam w adoracji Najświętszego Sakramentu i modlitwie różańcowej. Po Mszy przyjęłam dar Matki – Szkaplerz Święty.

Po powrocie z pielgrzymki w wyznaczonym terminie zgłosiłam się do szpitala. Oczekując na operację odmawiałam różaniec, uczestniczyłam we Mszy Św. w Kaplicy Szpitalnej. Byłam bardzo spokojna. Lekarz zaprosił mnie do gabinetu. Powiedział, że odkąd pracuje 34 lata w zawodzie nie miał takiego przypadku. Oświadczył, że stał się cud. Guzek rakowy zaginął. Ostateczny wynik potwierdził, że nie ma komórek rakowych.

Od tego czasu minęło 15 lat. Nie ma nawrotu choroby. Jestem zdrowa, dzięki wstawiennictwu Matki Bożej Oborskiej” - kończy Halina.

Drodzy bracia i siostry!

Drodzy Moi! Tutaj, w szczególny sposób doświadczamy czułej bliskości i opieki oraz mocy wstawiennictwa naszej Niebieskiej Matki. Tutaj, za Jej przyczyną, Miłosierny Zbawca, Boski Lekarz, nasz Pan Jezus Chrystus, nieustannie przychodzi nam z pomocą, lituje się nad nami, pociesza i uzdrawia nasze chore dusze i ciała.

Jerzy, lekarz z Zielonej Góry uzdrowiony z choroby nowotworowej, napisał:

„Był rok 2005. Po przyjeździe naszej grupy autokarowej do Obór uczestniczyłem we Mszy Świętej i adoracji Najświętszego Sakramentu.

Na koniec Adoracji kapłan szedł z Najświętszym Sakramentem między klęczącymi pielgrzymami, zatrzymując się przy kolejnych grupach i błogosławił. W ten sposób przybliżał się do mnie i do mojej żony klęczącej obok mnie. Wpatrywałem się cały czas w Hostię niesioną w monstrancji przez ojca karmelitę.

Gdy Najświętszy Sakrament był ok. 1,5 m ode mnie widziałem jedynie ogromny jasny blask  i niczego więcej nie widziałem. Wtedy zacząłem się trząść i dygotać na całym ciele i oblał mnie rzęsisty pot, tak, że koszulka w którą byłem ubrany, była całkowicie mokra. Nagle osłabłem i prosiłem żonę, aby mnie podtrzymała. To trwało ok. 1-2 minuty.

Odzyskałem widzenie otaczającego mnie świata, a kapłan przeszedł z Najświętszym Sakramentem do następnej grupy pielgrzymów. W tym momencie miałem niezachwianą pewność, że jestem zdrowy. Od tamtego czasu minęło 19 lat i jestem ciągle pod obserwacją lekarzy, ale nie ma objawów choroby nowotworowej.”.

Maryja, tak jak w Kanie Galilejskiej, prowadzi nas do Swego Syna i zawierza Jego Najsłodszemu Sercu. Zachęceni przykładem naszej Niebieskiej Matki wołajmy:

„Jezu, pełen miłosierdzia i dobroci dla dźwigających krzyż choroby, starości lub niepełnosprawności, obdarz swoją łaską i błogosławieństwem wszystkich cierpiących oraz tych, którzy im pomagają i leczą.

Umacniaj wiarę w sercach doświadczanych bólem i samotnością. Spraw, aby chorzy z nadzieją oczekiwali ulgi w cierpieniu i pociechy. Udziel im łaski głębokiej radości, pokoju serca, i odwagi, by dźwiganie krzyża było dla nich czasem wzrastania w wierze i chrześcijańskiej nadziei.

Chroń nas wszystkich przed rezygnacją i zwątpieniem w miłość Bożą. Tobie cześć i chwała, przez wszystkie wieki wieków. Amen”.

II

Drodzy bracia i siostry, zgromadzeni u stóp Matki Bożej Bolesnej!

Papież Leon XIV zwraca się do nas ze słowem serdecznej zachęty: „Wznieśmy naszą modlitwę do Najświętszej Maryi Panny, Uzdrowienia Chorych; prośmy o Jej pomoc dla wszystkich cierpiących, potrzebujących współczucia, wysłuchania i pocieszenia, i błagajmy o Jej wstawiennictwo.”.

Prośmy Maryję, Matkę Jezusa, aby pomagała nam wiernie towarzyszyć i służyć Mu z pełnym miłości oddaniem, gdy każdego dnia spotykamy Go w naszych cierpiących braciach i siostrach – chorych i starszych, samotnych i opuszczonych, dotkniętych biedą materialną i zranionych nałogami.

Oczami wiary rozpoznajmy w każdym z nich Cierpiącego Pana. Ocierajmy w nich Jego umęczone oblicze, pocieszajmy Jego Serce, „ofiarujmy wraz z naszym gestem miłości słowo ufności, i sprawmy, by bliźni poczuł się kochany przez Boga jak dziecko”. Podążajmy razem jako „Pielgrzymi Nadziei”.

Krystyna z Pułtuska w dniu 14 lipca 2012 roku nawiedziła sanktuarium Matki Bożej Bolesnej. Stojąc przy tej ambonce, wzruszonym głosem powiedziała: „Z chorobą skórną stóp walczyłam ponad 25 lat, a dłoni około 15 lat. Pękała mi skóra na stopach i dłoniach, wyciekała krew i ropa. Ból nie pozwalał chodzić, rękoma nie mogłam nic robić. Leczyłam się prywatnie i w różnych lecznicach. Stosowałam różne maści, zawijałam nogi bandażami, plastrem zaklejałam dłonie. Stosowałam wszystko co mi kto doradził. Nic nie pomagało. Zawsze chodziłam w skarpetkach. Przez sen drapałam chore miejsca aż do krwi bo strasznie swędziało. Najgorzej było w upalne lata bo maści cuchnęły. Moja koleżanka Janeczka znała moją chorobę i zaproponowała mi wyjazd z pielgrzymką do Sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej. Przyjechałam do Obór wiosną 2009 roku. Byłam blisko ołtarza Matki Boskiej, modliłam się gorąco i strasznie płakałam. Przyjęłam Komunię świętą oraz szkaplerz Maryi. Jej brązową szatę przyjął także mój mąż, moje dzieci i wnuki – czyli wszyscy, którzy ze mną byli. Po Mszy świętej ojciec karmelita udzielił chorym błogosławieństwa.

W ciągu pół roku zauważyłam jak ustępują mi rany na nogach i dłoniach. Odstawiłam wszystkie leki i maści, zdjęłam bandaże i plastry. 13 marca 2010 roku ponownie przyjechałam do Obór, aby złożyć podziękowanie. Wtedy ze łzami, które dławiły mi gardło przeczytałam przed Ołtarzem Matki Boskiej Bolesnej świadectwo mojego uzdrowienia jakiego doznałam od Tej Matki przez ręce kapłana. Mija już 3 lata jak choroba mnie opuściła”.

Bracia i Siostry! Zwróćmy uwagę, że wszystko zaczęło się od rozmowy z koleżanką, która pełna współczucia i miłości, zaproponowała Krystynie udział w pielgrzymce autokarowej do Obór.

„W trosce Maryi odzwierciedla się czułość Boga – mówi papież Franciszek. Ta czułość uobecnia się w życiu licznych osób, które są blisko chorych i potrafią zrozumieć ich potrzeby, nawet najbardziej niedostrzegalne, ponieważ patrzą oczami pełnymi miłości”.

Pielgrzym Andrzej uzdrowiony z depresji pisze: „O sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej w Oborach dowiedziała się przypadkiem moja żona. Już po dwóch nawiedzeniach tego świętego miejsca objawy choroby ustąpiły. To prawdziwy cud! Nie biorę już leków i czuję się dobrze. Jestem ogromnie wdzięczny Matce Boskiej i noszę na sercu Jej brązowy szkaplerz”.

Maria z Warszawy napisała:

„Na moje pierwsze spotkanie z Matką Bożą Bolesną w Oborach, przyjechałam autokarem z grupą pielgrzymkową z Warszawy - Białołęki. Było to 13 października 2012 roku. Tego dnia przyjęłam Szkaplerz Matki Bożej.

Koleżanki widząc jak płaczę podpowiedziały mi abym przed błogosławieństwem chorych, powiedziała kapłanowi o tym co mnie gnębi. Wtedy ze łzami w oczach powiedziałam o swoim żalu i rozpaczy która mnie męczyła od ponad 20 lat.

Kiedyś miałam dwoje dzieci. Miałam, bo po 9 latach leczenia na białaczkę, Pan Bóg zabrał mi synka. Miał 12 lat. Mógł żyć, bo miał całe życie przed sobą. Gdy odszedł, chodziłam jak w amoku, moje serce napełniło się czarą goryczy. Wtedy zwątpiłam. Moje serce skamieniało bo nie potrafiłam nawet przytulić młodszej córki, która wtedy bardzo potrzebowała ciepła i miłości. Byłam tak zrozpaczona, że nie widziałam tego co ona przeżywa po odejściu brata. Kiedyś powiedziała mi, że też chciałaby być taka chora jak jej brat, to może wtedy bym ją przytulia do siebie. Wówczas nie zdawałam sobie z tego sprawy jaką ogromną krzywdę nieświadomie jej wyrządziłam. Żal do Pana Boga trochę ustąpił jak zostałam babcią. Mam dwie wspaniałe wnusie. A mimo to, jak zbliżał się dzień odejścia synka, wszystko wracało jak bumerang. Żal, rozpacz, zwątpienie i pytanie "dlaczego"  na które nie ma odpowiedzi. Pielgrzymując do Sanktuarium w Oborach, prosiłam Matkę Bolesną o uwolnienie mnie z więzów rozpaczy.

Podczas modlitwy o uzdrowienie podeszłam do kapłana. Stojąc przede mną ojciec karmelita poprosił mnie abym z ufnością podała mu swoje dłonie i powtarzała za nim słowa modlitwy, której nie pamiętam, a która zaczynała się słowami "Jezu, ufam Tobie". Zasnęłam w Duchu Świętym. Od tego momentu czułam się lekką, jakby ktoś zdjął mi ciężar z pleców.

11 kwietnia ubiegłego roku minęło 25 lat od odejścia mojego synka. Pierwszy raz od 25 lat nie płakałam. Teraz wiem i wierzę w to że to Matka Bolesna w Oborach wysłuchała mojej modlitwy i zdjęła ze mnie kajdany rozpaczy”.

Papież Franciszek nawiązując do obecności Maryi na weselu w Kanie Galilejskiej pięknie napisał: „Ileż nadziei dla nas wszystkich w tym wydarzeniu! Mamy Matkę, której oczy są czujne i dobre jak oczy Syna; Jej macierzyńskie serce jest pełne miłosierdzia, jak On; Jej ręce chcą pomagać, jak ręce Jezusa, (…) które dotykały chorych i ich uzdrawiały. Napełnia nas to ufnością i otwiera na łaskę i miłosierdzie Chrystusa. Wstawiennictwo Maryi pozwala nam zaznać pociechy (…). Maryja jest Matką pocieszenia, która pociesza swoje dzieci”.

Drodzy Moi! Postawa Maryi w Kanie Galilejskiej, Jej słowa i gest, są dla nas wezwaniem: „Wszystkie troski wasze przerzućcie na Pana, złóżcie w Jego rękach, gdyż Jemu zależy na was (por. 1P 5, 7). On umie współczuć waszym słabościom. Zaufajcie Jezusowi! Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie! (por. J 2, 5)”.

Postawa Maryi jest wzorem dla nas wszystkich, wzorem czujnej obecności i troskliwej miłości, wzorem otwartego serca i prawdziwej wyobraźni miłosierdzia, wzorem serdecznej bliskości i pokornej służby bliźniemu.

„Jej Słowa: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2,5) skierowane do sług, są także zachętą dla nas, abyśmy oddali się do dyspozycji Jezusowi, który przyszedł nie po to, aby mu służono, lecz aby służyć” – mówi papież Franciszek.

Ojciec Święty zwraca uwagę, że cud w Kanie „następuje za sprawą Chrystusa, jednakże do dokonania nadzwyczajnego znaku chce On posłużyć się ludzką pomocą. Mógłby sprawić, by wino pojawiło się bezpośrednio w stągwiach, lecz chce włączyć we współpracę ludzi i prosi sługi, by napełnili je wodą. Jak cenne i miłe Bogu jest bycie sługami drugich! Bardziej niż cokolwiek innego upodabnia nas to do Jezusa, który „nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć” (Mk 10, 45). Te bezimienne postaci z Ewangelii uczą nas bardzo wiele. Nie tylko okazują posłuszeństwo, ale okazują je wielkodusznie: napełniają stągwie po brzegi (por. J 2, 7). Ufają Matce Jezusa i wykonują szybko i dobrze to, o co są proszone, bez narzekania, bez kalkulacji. (…)

My także – mówi papież, możemy prosić Jezusa miłosiernego, przez wstawiennictwo Maryi, Jego i naszej Matki, aby obdarzył nas wszystkich gotowością służby potrzebującym, a konkretnie naszym braciom i siostrom chorym. Niekiedy posługa ta może być męcząca, ciężka, ale jesteśmy pewni, że Chrystus Pan nie omieszka przeobrazić naszego ludzkiego wysiłku w coś boskiego. My również możemy być rękami, ramionami, sercami, które pomagają Bogu w dokonywaniu cudów, często ukrytych. My również, zdrowi lub chorzy, możemy ofiarować nasze trudy i cierpienia, jak tę zwykłą wodę, która wypełniła stągwie na weselu w Kanie Galilejskiej i została przemieniona w najlepsze wino. (…)

Jeśli będziemy umieli słuchać głosu Tej, która mówi również do nas: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”, Jezus zawsze będzie przemieniał wodę naszego życia w wyborne wino”.

Maryja niestrudzenie swoim przykładem i wstawiennictwem uczy i pomaga nam być prawdziwymi świadkami codziennych małych cudów Bożej miłości i czułej bliskości Boga.

„Wszystkim, którzy służą chorym i cierpiącym, życzę, by ożywiał ich duch Maryi, Matki Miłosierdzia” – mówi papież Franciszek.

„Słodycz Jej spojrzenia niech nam towarzyszy, abyśmy wszyscy potrafili odkryć radość z czułości Boga i aby odzwierciedlała się ona w naszych sercach i w naszych gestach”.

Dlatego, drodzy bracia i siostry, odnówmy dzisiaj nasze całkowite oddanie Niepokalanemu Sercu Maryi i pozwólmy Jej działać w nas i przez nas. W jej wierze szukajmy oparcia i umocnienia dla naszej wiary, i naszej posługi bliźniemu. Bądźmy przedłużeniem Jej ramion, aby mogła wszystkie swoje dzieci przynieść w radości do Serca Jezusa, naszego Niebieskiego Lekarza i Zbawiciela. 

o. Piotr Męczyński OCarm


« Wszystkie wiadomości   « powrót  

 



  Klasztor karmelitów z XVII w. oraz Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach położone są 20 km od Golubia-Dobrzynia w diecezji płockiej. Jest to miejsce naznaczone szczególną obecnością Maryi w znaku łaskami słynącej figury Matki Bożej Bolesnej. zobacz więcej »


  Sobotnie Wieczerniki mają charakter spotkań modlitewno- ewangelizacyjnych. Gromadzą pielgrzymów u stóp MB Bolesnej. zobacz więcej »
 
     
 
  ©2006 Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej

  Obory 38; 87-645 Zbójno k. Rypina; tel. (0-54) 280 11 59; tel./fax (0-54) 260 62 10;
  oprzeor@obory.com.pl

  Opiekun Pielgrzymów: O. Piotr Męczyński; tel. (0-54) 280 11 59 w. 33; (0-606) 989 710;
  opiotr@obory.com.pl

 
KEbeth Studio