I
Apostoł Jan,
umiłowany uczeń Pana, zaraz na początku odczytanej przed chwilą Ewangelii
informuje nas, że „Była tam Matka Jezusa” (J 2,1).
Te słowa
Janowej Ewangelii odnoszące się do obecności Maryi na weselu w Kanie
Galilejskiej, stały się radosnym wyznaniem jakże wielu pielgrzymów
nawiedzających Oborskie Sanktuarium. Jakże wielu z nich powracając do domu i
dzieląc się świadectwem tego co przeżyli w Domu Matki Bolesnej, może dziś ze
wzruszeniem powiedzieć o tym miejscu: „Była tam Matka Jezusa”. Liczne
świadectwa nawrócenia, wyzwolenia z nałogów, uzdrowienia i innych łask
otrzymanych przez ręce Maryi Bolesnej wyrażają to doświadczenie Jej żywej
obecności i macierzyńskiej miłości oraz mocy wstawiennictwa zjednującego
błogosławieństwo Chrystusa dla wszystkich, którzy z ufnością gromadzą się pod
Jej opiekuńczym płaszczem na oborskim wzgórzu.
Maryja, której
serce zawsze jest zjednoczone z sercem Syna, zna nasze prawdziwe i najgłębsze
potrzeby, wie czego nam brakuje.
Papież Franciszek mówi, że „Maryja jest czujna, jest zatroskana o potrzeby
nowożeńców. Nie pogrąża się w zadumie, nie zamyka się w swoim świecie, jej
miłość sprawia, że jest Ona „dla innych” (…) jest blisko, czujna i troskliwa”.
Tego właśnie
doświadczamy w Oborskim Sanktuarium.
„Matko Boża
Bolesna dzięki Tobie nawróciłam się i moja dusza została uleczona. Ty Matko
uczyniłaś ten cud” – napisała Urszula.
„Dużo
słyszałam o tym cudownym miejscu – pisze Karolina. Któregoś dnia babcia
zaproponowała mi żebym się z nią wybrała. Matka Boża Bolesna dokonała we mnie
zmiany, teraz modlę się codziennie, moja dusza jest spokojna, zmieniłam się,
przestałam przeklinać i ranić najbliższych”.
Pamiętam jak
kiedyś pewien mężczyzna podszedł do mnie w zakrystii i powiedział:
„Proszę Ojca, trzy miesiące temu pierwszy raz
przyjechałem do Obór i przyjąłem brązowy szkaplerz Matki Bożej. Zacząłem
modlić się codziennie na różańcu. Od tego czasu nie wypiłem ani kieliszka,
jestem nałogowym alkoholikiem. Wiem, że to Maryja okryła mnie swoim
macierzyńskim płaszczem i pomaga mi wytrwać w trzeźwości i stać
się nowym człowiekiem”.
Drodzy bracia
i siostry!
„Kiedy
[Maryja] na nas spogląda, widzi nie grzeszników, ale dzieci – mówi Papież
Franciszek. Oczy Matki Bożej potrafią
rozświetlać każdą ciemność, rozpalając wszędzie na nowo nadzieję. Jej
spojrzenie zwrócone na nas mówi: "Drogie dzieci, odwagi; jestem tutaj,
wasza matka!".
Tutaj Mater
Dolorosa obejmuje nas swoim czułym spojrzeniem i prowadzi do swego Syna,
zawierza nas Jego Sercu i składa w ramionach Jego miłosierdzia.
Piotr z
Warszawy napisał: „Mam 29 lat. Z zawodu jestem kucharzem. Pragnę podziękować
Matce Bożej Bolesnej za to, że zajęła się mną zniewolonym narkotykami. Przez 6
lat zażywałem heroinę, byłem w niemocy. Podnosiłem się i upadałem.
Otrzymałem
łaskę z Nieba - pragnienie pojechać na pielgrzymkę do Matki Boskiej Bolesnej,
na którą wybierała się moja Mama. Uradowałem się bo było dla mnie miejsce w
autokarze.
Gdy znalazłem
się przed Oborską Pietą ogarnęło mnie wzruszenie, odczułem, że Matka Boża
bierze mnie na Swoje kolana i przytula do Swego Serca. Zrozumiałem, że Matka
Boża pragnie mi pomóc wyzwolić się z sideł zła. Przystąpiłem do Sakramentu
Spowiedzi Świętej i z radością przyjąłem Szkaplerz Święty.
(…) Dziękuje
Ci Matko że pomogłaś i pomagasz mi, prowadzisz do Jezusa przez Sakrament
Pokuty, który jest moim uzdrowieniem. Stajesz na drodze mojej codzienności
poprzez życzliwych wspomagających mnie ludzi, którzy ratują mnie od zagłady
ciała i duszy.
Pragnę
podziękować Matce Bożej Szkaplerznej za Jej opiekę, wyprowadzenie z
nałogu i czuwanie nade mną. Jestem wolnym człowiekiem, Twoim dzieckiem Maryjo”.
Papież
Franciszek, w jednej z homilii powiedział: „Kiedy jesteśmy utrudzeni,
zniechęceni, przygnieceni problemami, spoglądamy na Maryję, odczuwamy Jej
spojrzenie, które mówi naszemu sercu: „Odwagi, synu, ja ciebie wspieram!”.
Matka Boża dobrze nas zna, jest Matką, dobrze wie, jakie są nasze radości i
trudności, nasze nadzieje i rozczarowania. Gdy odczuwamy ciężar naszych
słabości, grzechów, spoglądamy na Maryję, która mówi naszemu sercu: „Wstań, idź
do mojego Syna, Jezusa, On cię przyjmie, okaże miłosierdzie i da nową siłę, by
iść dalej”. Bracia i Siostry! „Miejmy odwagę, by powrócić do Jezusa, aby
spotkać Jego miłość i miłosierdzie w sakramentach” (pap. Franciszek).
Święty
Proboszcz z Ars w jednym ze swoich kazań poświęconych sakramentowi pojednania
uczył: „Kiedy człowiek popadnie w grzech śmiertelny, musi szukać pomocy u
lekarza, jakim jest kapłan, i musi zastosować lekarstwo w postaci spowiedzi.
(…) Jak to dobrze, że mamy w zasięgu ręki sakrament leczący rany duszy”.
"Prawdziwie
to zdrój chorych i cierpiących. Lekarze stwierdzają poprawę zdrowia u chorego
po odbytej spowiedzi” – zauważa Bł. Ks. Michał Sopoćko.
Przypomina o
tym świadectwo Marii z Poznania, która kilka lat temu nawiedziła Oborskie
Sanktuarium. Chora na stwardnienie rozsiane ledwo poruszała się o kulach. Była
załamana stanem swego zdrowia, ale miała wspaniałych przyjaciół, którzy w jedną
z sobót przywieźli ją na Wieczernik do Matki Bolesnej.
Najpierw
przystąpiła do spowiedzi generalnej z całego życia i jak podkreśla to było dla
niej najważniejsze uzdrowienie – uzdrowienie duchowe, a popołudniu podczas
liturgicznego obrzędu błogosławieństwa chorych Pan Jezus, Boski Lekarz,
przyszedł do niej z drugą łaską – łaską uzdrowienia fizycznego. Po trzech
miesiącach powróciła podziękować Matce Bożej ofiarując jako wotum dwie kule
związane kokardą. Powiedziała: „Maryjo, weź te kule. One nie są mi już
potrzebne”.
Drogi bracie,
droga siostro! Ofiaruj swoje serce Temu, „który przytula, który przyjmuje,
który pochyla się, by przebaczyć. Jezus powiedział, że nie przyszedł do
sprawiedliwych, ale do grzeszników! Nie przyszedł do zdrowych, którzy nie
potrzebują lekarza, ale do chorych!”.
Nie bój się
Tego, który cię kocha. Zaufaj Mu! Pozwól Mu opatrzyć i uleczyć rany Twego
serca.
Emilia z
Chwaszczyna, pielgrzymująca do Matki Bolesnej, napisała: „Do 28 roku życia
byłam osobą bardzo błądzącą. W moim życiu bogiem stał się pieniądz, wygląd i
szukanie szczęścia w świecie. Tak bardzo pragnęłam miłości iż poddałam się
operacjom plastycznym myśląc iż jeśli zmienię to czy tamto w końcu osiągnę
szczęście. Idąc bez Pana Boga pogrążałam się tylko coraz bardziej. Mimo iż
patrząc z boku prowadziłam życie, którego niejedni mi zazdrościli, w moim sercu
panowała wielka rozpacz.
Pewnego dnia
zupełnie niespodziewanie Bóg postawił na mojej drodze dziewczynę. Jedna rozmowa
o Panu Bogu zmieniła moje życie. Kilka dni później udałam się do spowiedzi z
całego życia. Podczas tej spowiedzi czułam jak przyszedł do mnie sam Pan Jezus
mówiąc iż jestem tą zagubioną owieczką, której szukał”.
Drodzy bracia
i siostry! „Pozwólmy się odnowić przez miłosierdzie Boga, pozwólmy, aby Jezus
nas kochał, niech moc Jego miłości przekształci także nasze życie”.
Edward z
Zielonej Góry przez wiele lat był zniewolony przez alkohol. Wiosną 2011 roku
przyjechał z żoną do Obór. Doświadczył uzdrawiającej mocy sakramentu spowiedzi
świętej.
„To była moja
spowiedź po bardzo wielu latach – napisał. Przyjąłem Komunię Świętą, a potem
przyjąłem szkaplerz Matki Bożej. Od tego dnia zacząłem z żoną chodzić do
kościoła. Czułem, że Matka Boża Szkaplerzna mnie chroniła. Nie wziąłem do ust
żadnego alkoholu i nie ciągnie mnie do niego do dziś. Jezus oczyszcza również
moją mowę. Dziękuję Matce Bolesnej za Jej wstawiennictwo w moim uzdrowieniu z
nałogu i uzdrowieniu mojej żony Marii z choroby Parkinsona”.
Św. Jan
Vianney, Proboszcz z Ars, zachęca:
„We wszelkich
potrzebach zwracajmy się do Boga za przyczyną Matki Chrystusowej, zwracajmy się
z całą ufnością, a będziemy z pewnością wysłuchani. Jeżeli pragniemy powstać z
grzechów, idźmy do Maryi, Ona nas weźmie za rękę. Poprowadzi do Syna swego i
wyjedna przebaczenie. Jeżeli pragniemy wytrwać w dobru, również zwracajmy się
do Matki Bożej. Ona nas okryje płaszczem swej opieki tak, iż nam piekło wcale
nie zaszkodzi”.
Drodzy bracia
i siostry!
Tej mocy
macierzyńskiego wstawiennictwa Maryi doświadczają tutaj liczni pielgrzymi o
czym wymownie zaświadczają wszystkie wota zdobiące ściany prezbiterium oraz
Księga Łask i Cudów Oborskiego Sanktuarium. Ta Księga pozostaje ciągle otwarta
– jak Serce Maryi – zapełniając się nowymi świadectwami prawdziwych cudów
duchowej przemiany, otrzymanej łaski nawrócenia, uwolnienia z nałogu i
uzdrowienia.
Drodzy Moi!
Tutaj, w szczególny sposób doświadczamy czułej bliskości i opieki oraz mocy
wstawiennictwa naszej Niebieskiej Matki. Tutaj, za Jej przyczyną, Miłosierny
Zbawca, Boski Lekarz, nasz Pan Jezus Chrystus, nieustannie przychodzi nam z
pomocą, lituje się nad nami, pociesza i uzdrawia nasze chore dusze i ciała.
Halina z Warszawy napisała:
„Pragnę swoim
świadectwem podziękować Matce Bożej Oborskiej za dar uzdrowienia ze złośliwego
guza lewego płata tarczycy.
Był sierpień
2000 r., pewnego dnia poczułam się bardzo źle, oznaki przeziębienia. Pracowałam
w przychodni lekarskiej i pomyślałam, wejdę do lekarza. Lekarka miała
specjalizację z endokrynologii, zbadała tarczycę, zleciła zrobienie USG. Wynik
wykazał na obu płatach tarczycy: lewym i prawym guzki. Zlecono wykonanie
biopsji. Wynik – na lewym płacie tarczycy rak złośliwy. Byłam spokojna, ufałam
Panu Bogu i Matce Najświętszej. Lekarze przygotowywali mnie do operacji.
W niedzielę po
Mszy Św. spotkałam Panią, która organizowała pielgrzymki do Obór. We wrześniu
2000 roku pierwszy raz pojechałam do Matki Bożej Bolesnej. W czasie podróży
czułam się bardzo szczęśliwa. W Sanktuarium uczestniczyłam w adoracji
Najświętszego Sakramentu i modlitwie różańcowej. Po Mszy przyjęłam dar Matki –
Szkaplerz Święty.
Po powrocie z
pielgrzymki w wyznaczonym terminie zgłosiłam się do szpitala. Oczekując na
operację odmawiałam różaniec, uczestniczyłam we Mszy Św. w Kaplicy Szpitalnej.
Byłam bardzo spokojna. Lekarz zaprosił mnie do gabinetu. Powiedział, że odkąd
pracuje 34 lata w zawodzie nie miał takiego przypadku. Oświadczył, że stał się
cud. Guzek rakowy zaginął. Ostateczny wynik potwierdził, że nie ma komórek
rakowych.
Od tego czasu
minęło 15 lat. Nie ma nawrotu choroby. Jestem zdrowa, dzięki wstawiennictwu
Matki Bożej Oborskiej” - kończy Halina.
Drodzy bracia
i siostry!
Drodzy Moi!
Tutaj, w szczególny sposób doświadczamy czułej bliskości i opieki oraz mocy
wstawiennictwa naszej Niebieskiej Matki. Tutaj, za Jej przyczyną, Miłosierny
Zbawca, Boski Lekarz, nasz Pan Jezus Chrystus, nieustannie przychodzi nam z
pomocą, lituje się nad nami, pociesza i uzdrawia nasze chore dusze i ciała.
Jerzy, lekarz
z Zielonej Góry uzdrowiony z choroby nowotworowej, napisał:
„Był rok 2005.
Po przyjeździe naszej grupy autokarowej do Obór uczestniczyłem we Mszy Świętej
i adoracji Najświętszego Sakramentu.
Na koniec
Adoracji kapłan szedł z Najświętszym Sakramentem między klęczącymi
pielgrzymami, zatrzymując się przy kolejnych grupach i błogosławił. W ten
sposób przybliżał się do mnie i do mojej żony klęczącej obok mnie. Wpatrywałem
się cały czas w Hostię niesioną w monstrancji przez ojca karmelitę.
Gdy
Najświętszy Sakrament był ok. 1,5 m ode mnie widziałem jedynie ogromny jasny
blask i niczego więcej nie widziałem.
Wtedy zacząłem się trząść i dygotać na całym ciele i oblał mnie rzęsisty pot,
tak, że koszulka w którą byłem ubrany, była całkowicie mokra. Nagle osłabłem i
prosiłem żonę, aby mnie podtrzymała. To trwało ok. 1-2 minuty.
Odzyskałem
widzenie otaczającego mnie świata, a kapłan przeszedł z Najświętszym
Sakramentem do następnej grupy pielgrzymów. W tym momencie miałem niezachwianą
pewność, że jestem zdrowy. Od tamtego czasu minęło 19 lat i jestem ciągle pod
obserwacją lekarzy, ale nie ma objawów choroby nowotworowej.”.
Maryja, tak
jak w Kanie Galilejskiej, prowadzi nas do Swego Syna i zawierza Jego
Najsłodszemu Sercu. Zachęceni przykładem naszej Niebieskiej Matki wołajmy:
„Jezu, pełen
miłosierdzia i dobroci dla dźwigających krzyż choroby, starości lub
niepełnosprawności, obdarz swoją łaską i błogosławieństwem wszystkich
cierpiących oraz tych, którzy im pomagają i leczą.
Umacniaj wiarę
w sercach doświadczanych bólem i samotnością. Spraw, aby chorzy z nadzieją
oczekiwali ulgi w cierpieniu i pociechy. Udziel im łaski głębokiej radości,
pokoju serca, i odwagi, by dźwiganie krzyża było dla nich czasem wzrastania w
wierze i chrześcijańskiej nadziei.
Chroń nas
wszystkich przed rezygnacją i zwątpieniem w miłość Bożą. Tobie cześć i chwała,
przez wszystkie wieki wieków. Amen”.
II
Drodzy bracia
i siostry, zgromadzeni u stóp Matki Bożej Bolesnej!
Papież Leon
XIV zwraca się do nas ze słowem serdecznej zachęty: „Wznieśmy naszą modlitwę do
Najświętszej Maryi Panny, Uzdrowienia Chorych; prośmy o Jej pomoc dla
wszystkich cierpiących, potrzebujących współczucia, wysłuchania i pocieszenia,
i błagajmy o Jej wstawiennictwo.”.
Prośmy Maryję,
Matkę Jezusa, aby pomagała nam wiernie towarzyszyć i służyć Mu z pełnym miłości
oddaniem, gdy każdego dnia spotykamy Go w naszych cierpiących braciach i
siostrach – chorych i starszych, samotnych i opuszczonych, dotkniętych biedą
materialną i zranionych nałogami.
Oczami wiary
rozpoznajmy w każdym z nich Cierpiącego Pana. Ocierajmy w nich Jego umęczone
oblicze, pocieszajmy Jego Serce, „ofiarujmy wraz z naszym gestem miłości słowo
ufności, i sprawmy, by bliźni poczuł się kochany przez Boga jak dziecko”.
Podążajmy razem jako „Pielgrzymi Nadziei”.
Krystyna z
Pułtuska w dniu 14 lipca 2012 roku nawiedziła sanktuarium Matki Bożej Bolesnej.
Stojąc przy tej ambonce, wzruszonym głosem powiedziała: „Z chorobą skórną stóp
walczyłam ponad 25 lat, a dłoni około 15 lat. Pękała mi skóra na stopach i
dłoniach, wyciekała krew i ropa. Ból nie pozwalał chodzić, rękoma nie mogłam
nic robić. Leczyłam się prywatnie i w różnych lecznicach. Stosowałam różne
maści, zawijałam nogi bandażami, plastrem zaklejałam dłonie. Stosowałam
wszystko co mi kto doradził. Nic nie pomagało. Zawsze chodziłam w skarpetkach.
Przez sen drapałam chore miejsca aż do krwi bo strasznie swędziało. Najgorzej
było w upalne lata bo maści cuchnęły. Moja koleżanka Janeczka znała moją
chorobę i zaproponowała mi wyjazd z pielgrzymką do Sanktuarium Matki Boskiej
Bolesnej. Przyjechałam do Obór wiosną 2009 roku. Byłam blisko ołtarza Matki
Boskiej, modliłam się gorąco i strasznie płakałam. Przyjęłam Komunię świętą
oraz szkaplerz Maryi. Jej brązową szatę przyjął także mój mąż, moje dzieci i
wnuki – czyli wszyscy, którzy ze mną byli. Po Mszy świętej ojciec karmelita
udzielił chorym błogosławieństwa.
W ciągu pół
roku zauważyłam jak ustępują mi rany na nogach i dłoniach. Odstawiłam wszystkie
leki i maści, zdjęłam bandaże i plastry. 13 marca 2010 roku ponownie
przyjechałam do Obór, aby złożyć podziękowanie. Wtedy ze łzami, które dławiły
mi gardło przeczytałam przed Ołtarzem Matki Boskiej Bolesnej świadectwo mojego
uzdrowienia jakiego doznałam od Tej Matki przez ręce kapłana. Mija już 3 lata
jak choroba mnie opuściła”.
Bracia i
Siostry! Zwróćmy uwagę, że wszystko zaczęło się od rozmowy z koleżanką, która
pełna współczucia i miłości, zaproponowała Krystynie udział w pielgrzymce
autokarowej do Obór.
„W trosce
Maryi odzwierciedla się czułość Boga – mówi papież Franciszek. Ta czułość
uobecnia się w życiu licznych osób, które są blisko chorych i potrafią
zrozumieć ich potrzeby, nawet najbardziej niedostrzegalne, ponieważ patrzą
oczami pełnymi miłości”.
Pielgrzym
Andrzej uzdrowiony z depresji pisze: „O sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej w
Oborach dowiedziała się przypadkiem moja żona. Już po dwóch nawiedzeniach tego
świętego miejsca objawy choroby ustąpiły. To prawdziwy cud! Nie biorę już leków
i czuję się dobrze. Jestem ogromnie wdzięczny Matce Boskiej i noszę na sercu
Jej brązowy szkaplerz”.
Maria z
Warszawy napisała:
„Na moje
pierwsze spotkanie z Matką Bożą Bolesną w Oborach, przyjechałam autokarem z
grupą pielgrzymkową z Warszawy - Białołęki. Było to 13 października 2012 roku.
Tego dnia przyjęłam Szkaplerz Matki Bożej.
Koleżanki
widząc jak płaczę podpowiedziały mi abym przed błogosławieństwem chorych,
powiedziała kapłanowi o tym co mnie gnębi. Wtedy ze łzami w oczach powiedziałam
o swoim żalu i rozpaczy która mnie męczyła od ponad 20 lat.
Kiedyś miałam
dwoje dzieci. Miałam, bo po 9 latach leczenia na białaczkę, Pan Bóg zabrał mi
synka. Miał 12 lat. Mógł żyć, bo miał całe życie przed sobą. Gdy odszedł,
chodziłam jak w amoku, moje serce napełniło się czarą goryczy. Wtedy zwątpiłam.
Moje serce skamieniało bo nie potrafiłam nawet przytulić młodszej córki, która
wtedy bardzo potrzebowała ciepła i miłości. Byłam tak zrozpaczona, że nie
widziałam tego co ona przeżywa po odejściu brata. Kiedyś powiedziała mi, że też
chciałaby być taka chora jak jej brat, to może wtedy bym ją przytulia do
siebie. Wówczas nie zdawałam sobie z tego sprawy jaką ogromną krzywdę
nieświadomie jej wyrządziłam. Żal do Pana Boga trochę ustąpił jak zostałam
babcią. Mam dwie wspaniałe wnusie. A mimo to, jak zbliżał się dzień odejścia
synka, wszystko wracało jak bumerang. Żal, rozpacz, zwątpienie i pytanie
"dlaczego" na które nie ma
odpowiedzi. Pielgrzymując do Sanktuarium w Oborach, prosiłam Matkę Bolesną o
uwolnienie mnie z więzów rozpaczy.
Podczas
modlitwy o uzdrowienie podeszłam do kapłana. Stojąc przede mną ojciec karmelita
poprosił mnie abym z ufnością podała mu swoje dłonie i powtarzała za nim słowa
modlitwy, której nie pamiętam, a która zaczynała się słowami "Jezu, ufam
Tobie". Zasnęłam w Duchu Świętym. Od tego momentu czułam się lekką, jakby
ktoś zdjął mi ciężar z pleców.
11 kwietnia
ubiegłego roku minęło 25 lat od odejścia mojego synka. Pierwszy raz od 25 lat
nie płakałam. Teraz wiem i wierzę w to że to Matka Bolesna w Oborach wysłuchała
mojej modlitwy i zdjęła ze mnie kajdany rozpaczy”.
Papież
Franciszek nawiązując do obecności Maryi na weselu w Kanie Galilejskiej pięknie
napisał: „Ileż nadziei dla nas wszystkich w tym wydarzeniu! Mamy Matkę, której
oczy są czujne i dobre jak oczy Syna; Jej macierzyńskie serce jest pełne
miłosierdzia, jak On; Jej ręce chcą pomagać, jak ręce Jezusa, (…) które
dotykały chorych i ich uzdrawiały. Napełnia nas to ufnością i otwiera na łaskę
i miłosierdzie Chrystusa. Wstawiennictwo Maryi pozwala nam zaznać pociechy (…).
Maryja jest Matką pocieszenia, która pociesza swoje dzieci”.
Drodzy Moi!
Postawa Maryi w Kanie Galilejskiej, Jej słowa i gest, są dla nas wezwaniem:
„Wszystkie troski wasze przerzućcie na Pana, złóżcie w Jego rękach, gdyż Jemu
zależy na was (por. 1P 5, 7). On umie współczuć waszym słabościom. Zaufajcie
Jezusowi! Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie! (por. J 2, 5)”.
Postawa Maryi
jest wzorem dla nas wszystkich, wzorem czujnej obecności i troskliwej miłości,
wzorem otwartego serca i prawdziwej wyobraźni miłosierdzia, wzorem serdecznej
bliskości i pokornej służby bliźniemu.
„Jej Słowa:
„Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2,5) skierowane do sług, są także
zachętą dla nas, abyśmy oddali się do dyspozycji Jezusowi, który przyszedł nie
po to, aby mu służono, lecz aby służyć” – mówi papież Franciszek.
Ojciec Święty zwraca uwagę, że cud w Kanie „następuje za sprawą
Chrystusa, jednakże do dokonania nadzwyczajnego znaku chce On posłużyć się
ludzką pomocą. Mógłby sprawić, by wino pojawiło się bezpośrednio w stągwiach,
lecz chce włączyć we współpracę ludzi i prosi sługi, by napełnili je wodą. Jak
cenne i miłe Bogu jest bycie sługami drugich! Bardziej niż cokolwiek innego
upodabnia nas to do Jezusa, który „nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby
służyć” (Mk 10, 45). Te bezimienne postaci z Ewangelii uczą nas bardzo
wiele. Nie tylko okazują posłuszeństwo, ale okazują je wielkodusznie:
napełniają stągwie po brzegi (por. J 2, 7). Ufają Matce Jezusa i
wykonują szybko i dobrze to, o co są proszone, bez narzekania, bez kalkulacji.
(…)
My także – mówi papież, możemy prosić Jezusa miłosiernego, przez
wstawiennictwo Maryi, Jego i naszej Matki, aby obdarzył nas wszystkich
gotowością służby potrzebującym, a konkretnie naszym braciom i siostrom chorym.
Niekiedy posługa ta może być męcząca, ciężka, ale jesteśmy pewni, że Chrystus
Pan nie omieszka przeobrazić naszego ludzkiego wysiłku w coś boskiego. My
również możemy być rękami, ramionami, sercami, które pomagają Bogu w
dokonywaniu cudów, często ukrytych. My również, zdrowi lub chorzy, możemy ofiarować
nasze trudy i cierpienia, jak tę zwykłą wodę, która wypełniła stągwie na weselu
w Kanie Galilejskiej i została przemieniona w najlepsze wino. (…)
Jeśli będziemy umieli słuchać głosu Tej, która mówi również do nas:
„Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”, Jezus zawsze będzie przemieniał wodę
naszego życia w wyborne wino”.
Maryja
niestrudzenie swoim przykładem i wstawiennictwem uczy i pomaga nam być
prawdziwymi świadkami codziennych małych cudów Bożej miłości i czułej bliskości
Boga.
„Wszystkim,
którzy służą chorym i cierpiącym, życzę, by ożywiał ich duch Maryi, Matki
Miłosierdzia” – mówi papież Franciszek.
„Słodycz Jej
spojrzenia niech nam towarzyszy, abyśmy wszyscy potrafili odkryć radość z
czułości Boga i aby odzwierciedlała się ona w naszych sercach i w naszych
gestach”.
Dlatego,
drodzy bracia i siostry, odnówmy dzisiaj nasze całkowite oddanie Niepokalanemu
Sercu Maryi i pozwólmy Jej działać w nas i przez nas. W jej wierze szukajmy
oparcia i umocnienia dla naszej wiary, i naszej posługi bliźniemu. Bądźmy
przedłużeniem Jej ramion, aby mogła wszystkie swoje dzieci przynieść w radości
do Serca Jezusa, naszego Niebieskiego Lekarza i Zbawiciela. o. Piotr Męczyński OCarm.
|