Drodzy bracia
i siostry, zgromadzeni w Domu Matki Bolesnej na Oborskiej Kalwarii!
I
„Musimy
popatrzeć na Jezusa na krzyżu, żeby ponownie zrozumieć, czym jest Serce Boga” (o. Jan Chrzciciel Bashobora).
„Bóg wyznał na
krzyżu swoją miłość. Wyznał miłość nie słowem, lecz umęczonym ciałem; nie ustną
deklaracją, lecz krwią płynącą z ran” (o.
Mariusz Więckiewicz, redemptorysta).
Św. Augustyn
mówi: „Chcesz wiedzieć, ile warta jest twoja dusza? Spójrz na krzyż! Chcesz
poznać całą złość i powagę grzechu? Medytuj cierpienie i śmierć krzyżową Pana!
Chcesz wiedzieć, jak bardzo Bóg nas kocha? Kontempluj krzyż Chrystusa”.
„Z wysokości
krzyża miłość Boga spływa na człowieka i ogrzewa jak promienie słońca. Bóg
dotyka miłością bolesnych ran ludzkiego życia. Człowiek doznaje przebaczenia,
uzdrowienia, odpuszczenia grzechów za cenę ofiary Chrystusa” (o. Mariusz Więckiewicz).
Jak uczy św.
Jan Paweł II właśnie Krzyż jest tym "uprzywilejowanym miejscem", na
którym ukazała się nam miłość Boża. Na krzyżu spotyka się ludzka nędza i
miłosierdzie Boga. (…) Krzyż wyrasta z ziemi, jakby zapuszcza korzenie w
ludzkiej złości. Ale jest wzniesiony w górę, ku niebu, jakby palcem wskazywał
na dobroć Bożą”.
„Do iluż
nawróceń doszło w ciągu wieków właśnie dzięki wymownemu orędziu miłości, jakie
otrzymuje ten, kto kieruje wzrok na Jezusa ukrzyżowanego!” – powie papież
Benedykt XVI.
Przykładem
może być dla nas św. Franciszek z Asyżu, który dokładnie 800 lat temu – w
sobotę 3 października 1226 r. – zakończył swoją ziemską pielgrzymkę i przeszedł
do Domu Ojca.
Papież
Franciszek powiedział o nim: „Skąd zaczyna się droga Franciszka ku Chrystusowi?
Wychodzi ona od spojrzenia Jezusa na krzyżu. Pozwolić, aby On na nas patrzył w
chwili, kiedy oddaje za nas swoje życie i pociąga nas do Siebie. Franciszek
przeżył to doświadczenie w sposób szczególny w kościele świętego Damiana,
modląc się przed krucyfiksem (…) Na tym krzyżu Jezus nie wydaje się martwy,
lecz żywy! Krew wypływa z ran rąk, stóp i boku, ale owa krew wyraża życie.
Jezus nie ma oczu zamkniętych, lecz otwarte, szeroko otwarte: jest to
spojrzenie, które przemawia do serca. A Ukrzyżowany nie mówi nam o porażce, o
niepowodzeniu. Paradoksalnie mówi nam o śmierci, która jest życiem, która rodzi
życie, ponieważ mówi nam o miłości, ponieważ jest miłością Boga wcielonego, a
miłość nie umiera, wręcz przeciwnie – zwycięża zło i śmierć. Ten, kto pozwala,
by spojrzał na niego ukrzyżowany Jezus, zostanie stworzony na nowo, staje się
„nowym stworzeniem”. Stąd wynika wszystko: jest to doświadczenie łaski, która
przemienia, bycia kochanym bez zasługi, choć jesteśmy grzesznikami. (…)” (Asyż,
4.10.2013).
Pewnego dnia
Pan Jezus powiedział do siostry Faustyny: „Córko Moja, dziś rozważ Moją bolesną mękę, cały jej ogrom; rozważaj
w ten sposób, jakoby ona była wyłącznie dla ciebie podjęta”.
Bracia i
Siostry! Razem ze św. Franciszkiem z Asyżu wpatrujmy się dzisiaj w Jezusa
wywyższonego na krzyżu i prośmy Go:
„Wyryj, Panie,
w naszych sercach uczucia wiary, nadziei, miłości, ubolewania z powodu naszych
grzechów i doprowadź nas do skruchy za nasze grzechy, które Ciebie ukrzyżowały.
Doprowadź nas do przekształcenia naszego nawrócenia wyrażanego słowami w
nawrócenie życiem i czynami. Spraw, abyśmy zachowywali w sobie żywą pamięć
Twojego oszpeconego oblicza, byśmy nigdy nie zapomnieli, jak straszliwą cenę
zapłaciłeś, aby nas wyzwolić. (…)
Naucz nas, że
krzyż jest drogą do zmartwychwstania. Naucz nas, że Wielki Piątek jest drogą do
Paschy światła. Naucz nas, że Bóg nigdy nie zapomina o żadnym ze swych dzieci i
niestrudzenie nam przebacza, i bierze nas w ramiona w swoim nieskończonym
miłosierdziu. Ale naucz nas także prosić niestrudzenie o przebaczenie i wierzyć
w bezgraniczne miłosierdzie Ojca” (pap. Franciszek).
Papież
Benedykt XVI w katechezie wygłoszonej podczas Audiencji Generalnej w dniu 27
stycznia 2010 r. nawiązał do polecenia Ukrzyżowanego Chrystusa jakie otrzymał
św. Franciszek w kościółku św. Damiana. Ojciec Święty powiedział: „Trzy razy
Chrystus na krzyżu ożył i powiedział: «Idź, Franciszku, i napraw mój zrujnowany
Kościół». W tym prostym wydarzeniu — usłyszeniu przez Franciszka w kościele św.
Damiana słów Pana, kryje się głęboki symbolizm. Św. Franciszek w tamtej chwili
zostaje wezwany do odbudowania tego zrujnowanego kościółka, który symbolizuje
dramatyczną i niepokojącą sytuację Kościoła tamtej epoki — powierzchownej
wiary, która nie kształtowała i nie przemieniała życia, mało gorliwego
duchowieństwa, stygnącej miłości; wewnętrznego zniszczenia Kościoła,
prowadzącego również do rozpadu jedności, powstawania ruchów heretyckich.
Jednakże w centrum tego zrujnowanego Kościoła jest Ukrzyżowany, który mówi:
wzywa do odnowy, wzywa Franciszka, by pracą swoich rąk naprawił w sensie
dosłownym kościółek św. Damiana, symbolizujący głębsze powołanie do odnowienia
Kościoła Chrystusowego poprzez radykalną wiarę i pełną entuzjazmu miłość do
Chrystusa. To wydarzenie, które miało miejsce prawdopodobnie w 1205 r.,
przywodzi na pamięć inny, podobny fakt z 1207 r.: sen papieża Innocentego III.
Zobaczył on we śnie bazylikę św. Jana na Lateranie, matkę wszystkich kościołów,
która chyliła się ku upadkowi, i małego, niepozornego zakonnika, podpierającego
ją swoimi ramionami, żeby nie runęła. Interesujące jest w tym z jednej strony,
że to nie papież podtrzymuje kościół, żeby nie runął, ale mały, niepozorny
zakonnik, w którym papież rozpoznaje przybyłego do niego Franciszka. Innocenty
III był papieżem potężnym, miał ogromną wiedzę teologiczną oraz wielką władzę
polityczną, jednakże to nie on odnowił Kościół, ale mały, niepozorny zakonnik:
św. Franciszek, powołany przez Boga. Z drugiej strony, ważne jest też, że św. Franciszek
nie odnawia Kościoła bez papieża bądź wbrew papieżowi, ale w jedności z nim. Te
dwie rzeczy idą z sobą w parze: następca Piotra, biskupi, Kościół oparty na
sukcesji apostolskiej i nowy charyzmat, który Duch Święty wzbudza w owej
chwili, by odnowić Kościół. Razem tworzą one prawdziwą odnowę. (…) Biedaczyna z
Asyżu zrozumiał, że każdy charyzmat otrzymany od Ducha Świętego musi być oddany
na służbę Ciała Chrystusa, jakim jest Kościół; dlatego działał zawsze w pełnej
jedności z władzami kościelnymi”.
Nasz wielki
Rodak Św. Jan Paweł II nawiedzając 17 września 1993 r. Kaplicę Stygmatów na
Alwerni modlił się takimi słowami:
„O Święty
Franciszku, na Alwerni naznaczony stygmatami, świat tęskni za tobą jako ikoną
Jezusa ukrzyżowanego. Potrzebuje twojego serca otwartego na Boga i na
człowieka, twoich stóp bosych i zranionych, twoich rąk przebitych i
błagających. Tęskni za twoim głosem słabym, lecz silnym mocą Ewangelii.
Pomóż,
Franciszku, dzisiejszym ludziom rozpoznać zło grzechu i szukać oczyszczenia z
niego w pokucie. Pomóż im uwolnić się od samych struktur grzechu, które gnębią
dzisiejsze społeczeństwo. Rozbudź w świadomości rządzących potrzebę pokoju w
ich krajach i między narodami. Zaszczep w młodych twoją świeżość życia, zdolną
przeciwstawiać się zasadzkom wielorakich kultur śmierci. Urażonym przez podłość
wszelkiego rodzaju, udziel, Franciszku, twojej radości z umiejętności
przebaczania. Wszystkim ukrzyżowanym przez cierpienie, przez głód i wojnę, otwórz
na nowo bramy nadziei”. Amen.
II
Drodzy w Sercu
Jezusa, bracia i siostry!
Drodzy
Przyjaciele Bożego Pokoju, zgromadzeni w Domu Matki Bolesnej!
Św. Franciszek
z Asyżu pod koniec życia w swoim Testamencie wyznał: „Pan mi objawił,
abyśmy używali pozdrowienia: «Pan niech cię obdarzy pokojem»” (T 23). Przypomnijmy
też drugie serdeczne wezwanie Świętego Asyżanina wypowiedziane pod wieczór
życia: „Bracia, póki mamy czas, czyńmy
dobrze!”.
Wchodząc do
niektórych kościołów i klasztorów franciszkańskich można spotkać nad bramą
wejściową słowa pozdrowienia: „Pokój i dobro!” (łac. Pax et bonum!).
Napis ten stanowi znak, że każdy wchodzący – bez względu na swoją przeszłość
czy status – jest witany jako brat i siostra w duchu Chrystusowej miłości i pokoju.
Pod koniec
września, będąc w rodzinnych stronach, odwiedziłem kościół ojców kapucynów w
Gdańsku. Zaraz po wejściu moją uwagę zwróciły uchylne drzwi do pomieszczenia,
gdzie znajdował się duży konfesjonał oraz napis umieszczony nad drzwiami:
„Pokój spowiedzi”.
Myślę, że te
słowa odnoszą się nie tylko do tego pomieszczenia przy wejściu do kościoła, ale
o wiele bardziej mówią nam one o owocu dobrze przeżytego przez nas sakramentu
pojednania, jakim jest pokój serca w którym króluje Boża miłość.
Bracia i
Siostry! „Pokój światowy zaczyna się od pokoju naszego serca" – przypominał
niestrudzenie koronator Oborskiej Piety bł. Stefan
Wyszyński.
Prymas Tysiąclecia uczy: „Pokój buduje się przez
zachowanie Ewangelii Chrystusowej. Pokój nie jest tylko ozdobnym kwiatem, który
rośnie na drzewie, czy sztucznym kwiatem z bibułki i celofanu. Pokój wyrasta z
serca człowieka, z tego, co jest w jego duszy. A serce dopiero wtedy
rodzi owoce pokoju, gdy żyje Ewangelią Chrystusową”.
Św. Jan Paweł II
przypomina, że „pokój może przetrwać tylko wówczas, gdy jest (…) oparty na
normach moralnych i otwarty na Boga. Rodzi się on w sercu ludzkim i w życiu
społeczeństwa z ładu moralnego, porządku etycznego, zachowania Bożych
przykazań”.
Drodzy Bracia i Siostry!
„Nikt nie może
nam dać takiego pokoju, jaki daje Chrystus. Bo jest to pokój płynący z
uporządkowanego serca. Uporządkowanego przez Niego w sakramencie pokuty i
pojednania, oczyszczonego ze zła, które burzy pokój, które niepokoi i drażni.
Człowiek wewnętrznie nieuporządkowany, rozdrażniony, nigdy nie będzie
nosicielem prawdziwego pokoju. Raczej będzie niepokoił, niszczył pokój i dobro,
czy to w rodzinie, czy w społeczeństwie. Tak bardzo potrzeba nam dzisiaj pokoju
w naszych sercach, w naszych rodzinach i w naszej Ojczyźnie” (Biskup
Siedlecki Kazimierz Gurda).
Nasz wielki
Rodak Św. Jan Paweł II w homilii o pokoju, wygłoszonej w Toruniu w 1999 r.,
mówił: „Chrystus jest naszym pokojem, jest naszym pojednaniem. To On zburzył
wrogość, jaka powstała po grzechu człowieka i pojednał z Ojcem wszystkich ludzi
przez śmierć na krzyżu. (…) Podczas gdy ludzie rozumieli pokój na płaszczyźnie
doczesności, Chrystus mówi, że wypływa on z dóbr nadprzyrodzonych, że jest
wynikiem zjednoczenia z Bogiem w miłości”.
Bracia i
Siostry! W szczególny sposób doświadczamy tego pokoju mającego swe źródło w
miłosiernym Sercu Zbawiciela, gdy pojednani z Bogiem i Kościołem wstajemy od
kratek konfesjonału.
To tutaj
doświadczamy ciągle na nowo cudu Bożego Miłosierdzia, radości otrzymanego
przebaczenia i prawdziwego pokoju, który przynosi nam Zmartwychwstały Chrystus.
Bł. Ks. Michał
Sopoćko, spowiednik św. Faustyny i wielki apostoł Bożego Miłosierdzia, uczy:
„Tylko Chrystus przynosi pokój trwały, bo wewnętrzny, prawdziwy, który polega
na usunięciu głównej przyczyny niepokoju, jakim jest grzech. (…) Pokój, jaki
Sakrament Pokuty wprowadza do duszy przez pogodzenie jej z Bogiem i z sumieniem
własnym, jest koniecznym warunkiem pokoju z bliźnim”.
O. Slavko Barbarić, chorwacki franciszkanin z
Medjugorie, zmarły w opinii świętości, w jednej z konferencji do pielgrzymów
mówił:
„Prawdziwy pokój może przyjść jedynie z serca, które
jest pojednane z Bogiem, które wybacza, kocha, staje się miłosierne i
delikatne, które jest gotowe chronić dobro i walczyć z tym, co złe i niszczące.
(…) Jest wiele przyczyn, z powodu których twierdzimy, że nie możemy przebaczyć,
bo rany są głębokie, a wróg jest niegodny naszego przebaczenia i miłości, ale
nie możemy mieć pokoju bez wewnętrznego uzdrowienia przez przebaczenie”.
Wprowadzanie i umacnianie Bożego pokoju w sobie,
promieniowanie nim na otoczenie, wiąże się zatem z pewnym trudem. Dotyczy on
serca, które we wszelkich okolicznościach życia jednoczy się nieustannie z
Sercem Jezusa przebitym na krzyżu.
„Ci naprawdę
przynoszą pokój – mówi św. Franciszek – którzy wśród wszystkich cierpień, jakie
ich spotykają na tym świecie, dla miłości Pana naszego Jezusa Chrystusa
zachowują pokój duszy i ciała” (NP 15,2). Oto okazuje się, że nie warunki
zewnętrzne – krzywdy, cierpienia, niekorzystne układy, prześladowania – mają
decydować o postawie człowieka, ale miłość Chrystusa, ta miłość, która wg św.
Pawła „nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, wszytko znosi, wszystko
przetrzyma” (1 Kor 13, 5.7). W tej Chrystusowej miłości szukać trzeba źródła
pokoju duszy i ciała” (o. Tadeusz Słotwiński OFM).
Drodzy bracia
i siostry!
Bądźmy zawsze
tymi, którzy modlitwą i osobistym nawróceniem, a przede wszystkim wzajemną
miłością i darem przebaczenia, burzą mury uprzedzeń i nienawiści, a wznoszą
mosty pokoju i pojednania.
Niech nasze
serca zjednoczone z Sercem Jezusa staną się dla wszystkich oazą pokoju i domem
prawdziwego braterstwa.
III
Papież
Franciszek w jednym z Orędzi na Światowy Dzień Pokoju (2014 r.) pisał:
„Człowiek
pojednany widzi w Bogu Ojca wszystkich, a tym samym jest wewnętrznie
mobilizowany do życia braterstwem otwartym na wszystkich. W Chrystusie drugi
człowiek jest przyjmowany i miłowany jako Boży syn czy córka, jako brat lub
siostra, a nie jako obcy, ani tym bardziej jako rywal czy nawet wróg. W Bożej
rodzinie, w której wszyscy są dziećmi tego samego Ojca i – ponieważ wszczepieni
są w Chrystusa – są synami w Synu, nie ma „życia do odrzucenia". Wszyscy
cieszą się równą i nienaruszalną godnością. Wszyscy są miłowani przez Boga,
wszyscy zostali odkupieni krwią Chrystusa, który umarł na krzyżu i
zmartwychwstał za każdego. To jest powód, dla którego nie można pozostać
obojętnym na los braci. To, co powiedzieliśmy, pomaga zrozumieć, że braterstwo
jest podstawą i drogą do pokoju.”.
„Miłosierdzie
Syna Bożego nie zna granic i dociera do wszystkich, nikogo nie wykluczając” –
podkreśla papież Franciszek. „Każda osoba – naprawdę każda – jest ważna w
oczach Boga”.
Pan Jezus
uczył, że prawdziwa miłość jest silniejsza od lęku, obojętności i egoizmu.
Uczył miłości, która pochyla się z szacunkiem i czułością, opatruje rany i
buduje prawdziwą wspólnotę dzieci Bożych.
Przywołajmy w
tym miejscu jedną z kart niezwykłej hagiografii Biedaczyny z Asyżu. Pewnego
dnia młody Franciszek po szalonym galopie zsiadł z konia. Nagle stanął przed
nim człowiek trędowaty, którego widok i zapach były odpychające. Pierwszym
odruchem u Franciszka była chęć ucieczki. Pokonując wstręt podszedł do owego
trędowatego i pocałował go. Dał mu także jałmużnę i równocześnie zaczął
pojmować, że sam otrzymał jeszcze większy dar – w twarzy trędowatego brata
rozpoznał oblicze samego Chrystusa. To spotkanie całkowicie zmieniło życie
Franciszka. Od tej pory zaczął odwiedzać przytułki dla trędowatych, aby
ofiarować im żywność, jałmużnę i opiekę, a przede wszystkim, by znów spotkać
swego Pana.
W czasach św. Franciszka z Asyżu trędowaci
byli wyrzuceni poza obręb świata żywych. Mieszkali poza murami miast, nosili
znaki ostrzegawcze, by zdrowi mogli w porę usunąć się z drogi. Uważano ich za
nieczystych, naznaczonych karą Boga. Ich choroba dotykała ciała, ale prawdziwą
raną była samotność i odrzucenie. Społeczeństwo usprawiedliwiało swój lęk
religijnym językiem i społecznym porządkiem.
Św.
Franciszek – młody, wrażliwy, wychowany w dostatku – reagował jak inni. Czuł
wstręt. Omijał ich. Bał się. I właśnie dlatego moment, w którym nie zawrócił
konia, lecz z niego zszedł, stał się początkiem jego wewnętrznej przemiany.
Podszedł do trędowatego. Dał jałmużnę. Ucałował jego zranioną dłoń. W
trędowatym zobaczył nie zagrożenie, lecz brata. W swoim Testamencie
wyznał później, że to, co wydawało mu się gorzkie, stało się słodyczą duszy i
ciała.
To nie
była sentymentalna scena. To było duchowe pęknięcie. Franciszek odkrył, że
większą chorobą niż trąd ciała jest trąd serca – lęk przed bliskością z tym,
kto burzy nasz porządek i komfort.
Jeżeli
dziś pytamy, gdzie jest nasz współczesny trędowaty, odpowiedź jest wymagająca:
jest tam, gdzie odruchowo skracamy rozmowę; tam, gdzie w myślach ustawiamy
kogoś niżej; tam, gdzie różnicujemy szacunek; tam, gdzie miłość przestaje być
bezwarunkowa.
Przełom
nie zaczyna się od wielkich reform społecznych. Zaczyna się w sercu, które
przestaje selekcjonować. W spojrzeniu, które nie redukuje osoby do jednej
cechy. W decyzji, by zejść z konia własnej wyższości.
Św.
Franciszek pokazuje, że kiedy przestajemy omijać człowieka, zaczynamy naprawdę
żyć Ewangelią. A tam, gdzie kończy się podział, zaczyna się braterstwo. I to
jest droga, która – choć wymagająca – wciąż pozostaje jedyną drogą do
uzdrowienia naszych rodzin, wspólnot i świata”.
Dla
Franciszka nie było człowieka, którym by gardził. W napisanej przez siebie
regule dla zakonu wzywał do naśladowania Jezusa ubogiego i pokornego,
podkreślając przy tym, że "wszyscy bracia powinni się cieszyć, gdy
przebywają wśród ludzi prostych i wzgardzonych, ubogich i słabych, chorych i
trędowatych, i żebraków przy drogach".
„W całym
życiu św. Franciszka miłość do ubogich i naśladowanie Chrystusa ubogiego
stanowią dwa elementy połączone ze sobą nierozerwalnie, są dwoma stronami tego
samego medalu” – podkreśla papież Franciszek.
Drodzy Moi!
Także i my, ożywieni miłością Chrystusa, „dążmy do tego celu i sprawmy, aby
nikt nie został pozostawiony sam sobie, aby nikt nie czuł się wykluczony lub
opuszczony”.
„Braterska
miłość w Chrystusie rodzi wspólnotę, która potrafi leczyć, która nikogo nie
opuszcza, która włącza i przyjmuje przede wszystkim najsłabszych”.
„Poczujmy się
wezwani, słysząc ich wołanie o pomoc. Nasze ręce niech ścisną ich ręce,
przyciągnijmy ich do siebie, aby poczuli ciepło naszej obecności, przyjaźni i
braterstwa” – zachęca papież Franciszek i przypomina: „W każdym z tych
«najmniejszych» jest obecny sam Chrystus. Jego ciało staje się znów
widoczne..., abyśmy mogli Go rozpoznać, dotknąć i troskliwie Mu pomóc”.
Do tego
zachęca nas dzisiaj przykład św. Franciszka z Asyżu, który za Św. Pawłem, Apostołem
Narodów, zdaje się mówić: „Czyńcie to, (…) co
usłyszeliście i co zobaczyliście u mnie, a Bóg pokoju będzie z wami”.
IV
Papież
Benedykt XVI w jednej z katechez powiedział:
„Wieczorem 3
października 1226 roku w Porcjunkuli nastąpiła śmierć Franciszka – jego
transitus. Pobłogosławiwszy swoich duchowych synów, umarł, leżąc na gołej
ziemi. Dwa lata później papież Grzegorz IX wpisał go w poczet świętych. (…)
Mówiono, że
Franciszek był alter Christus, prawdziwą, żywą ikoną Chrystusa. Nazywano go
także „bratem Jezusa”. Był to rzeczywiście jego ideał: być jak Jezus,
kontemplować Chrystusa z Ewangelii, żarliwie Go kochać, naśladować Jego cnoty.
Przypisywał on podstawową wartość zwłaszcza wewnętrznemu i zewnętrznemu ubóstwu
i uczył go również swoich duchowych synów. Pierwsze błogosławieństwo z Kazania
na Górze – „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo
niebieskie” (Mt 5,3) – w świetlany sposób urzeczywistniło się w życiu i w
słowach św. Franciszka.
Drodzy
Przyjaciele, święci doprawdy najlepiej odczytują Biblię; Słowo Boże, które
wcielają w czyn we własnym życiu, staje się wyjątkowo pociągające i
rzeczywiście do nas przemawia.
Świadectwo
Franciszka, który pokochał ubóstwo, by iść w ślady Chrystusa, będąc całkowicie
Mu oddany i wolny, również dla nas jest ciągłym wezwaniem do pogłębiania
wewnętrznego ubóstwa, potrzebnego, by wzrastać w ufności Bogu, żyjąc w sposób
wstrzemięźliwy i w oderwaniu od dóbr materialnych.
We Franciszku
miłość do Chrystusa wyraziła się w sposób szczególny w adoracji Najświętszego
Sakramentu w Eucharystii. W Źródłach franciszkańskich czytamy takie wzruszające
słowa: „Jakaż to łaska niezwykła! Jakaż wzniosłość pokorna: Pan wszechświata,
Bóg i Syn Boży, tak się uniża, że dla naszego zbawienia kryje się pod
skromną postacią chleba” (Francesco di Assisi, Scritti, Editrici Francescane,
Padova 2002, s. 401).
Franciszek był
wielkim świętym i wesołym człowiekiem. Jego prostota, pokora, wiara, miłość do
Chrystusa, dobroć w stosunku do każdego mężczyzny i każdej kobiety powodowały,
że w każdej sytuacji był radosny. (…)
Świętość i
radość pozostają bowiem w wewnętrznym i nierozerwalnym związku. Pewien
francuski pisarz powiedział, że na świecie tylko ten jest smutny, kto nie jest
święty, czyli nie przebywa blisko Boga. Patrząc na świadectwo św. Franciszka,
rozumiemy, że sekret prawdziwego szczęścia polega właśnie na tym, by stawać się
świętymi, bliskimi Bogu!”.
Bracia i
Siostry!
Nasze
rozważanie zakończmy modlitwą z początku XX wieku, która trafnie i pięknie
wyraża życie i przesłanie św. Franciszka.
„O Panie, uczyń z nas narzędzia
Twego pokoju,
abyśmy siali miłość tam, gdzie panuje nienawiść;
wybaczenie, tam gdzie panuje krzywda;
wiarę, tam gdzie panuje zwątpienie;
nadzieję, tam gdzie panuje rozpacz;
światło, tam gdzie panuje mrok;
radość, tam gdzie panuje smutek.
Spraw abyśmy mogli
nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać;
nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć;
nie tyle szukać miłości, co kochać;
albowiem dając ‑ otrzymujemy;
wybaczając ‑ zyskujemy przebaczenie;
a umierając, rodzimy się do wiecznego życia,
przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego”. Amen.
o.
Piotr Męczyński O.Carm.
Obory, 4 października 2026 r.
|