04.10.2026
Pokój i dobro!


Drodzy bracia i siostry, zgromadzeni w Domu Matki Bolesnej na Oborskiej Kalwarii!

I

„Musimy popatrzeć na Jezusa na krzyżu, żeby ponownie zrozumieć, czym jest Serce Boga” (o. Jan Chrzciciel Bashobora).

„Bóg wyznał na krzyżu swoją miłość. Wyznał miłość nie słowem, lecz umęczonym ciałem; nie ustną deklaracją, lecz krwią płynącą z ran” (o. Mariusz Więckiewicz, redemptorysta).

Św. Augustyn mówi: „Chcesz wiedzieć, ile warta jest twoja dusza? Spójrz na krzyż! Chcesz poznać całą złość i powagę grzechu? Medytuj cierpienie i śmierć krzyżową Pana! Chcesz wiedzieć, jak bardzo Bóg nas kocha? Kontempluj krzyż Chrystusa”.

„Z wysokości krzyża miłość Boga spływa na człowieka i ogrzewa jak promienie słońca. Bóg dotyka miłością bolesnych ran ludzkiego życia. Człowiek doznaje przebaczenia, uzdrowienia, odpuszczenia grzechów za cenę ofiary Chrystusa” (o. Mariusz Więckiewicz).

Jak uczy św. Jan Paweł II właśnie Krzyż jest tym "uprzywilejowanym miejscem", na którym ukazała się nam miłość Boża. Na krzyżu spotyka się ludzka nędza i miłosierdzie Boga. (…) Krzyż wyrasta z ziemi, jakby zapuszcza korzenie w ludzkiej złości. Ale jest wzniesiony w górę, ku niebu, jakby palcem wskazywał na dobroć Bożą”.

„Do iluż nawróceń doszło w ciągu wieków właśnie dzięki wymownemu orędziu miłości, jakie otrzymuje ten, kto kieruje wzrok na Jezusa ukrzyżowanego!” – powie papież Benedykt XVI.

Przykładem może być dla nas św. Franciszek z Asyżu, który dokładnie 800 lat temu – w sobotę 3 października 1226 r. – zakończył swoją ziemską pielgrzymkę i przeszedł do Domu Ojca.

Papież Franciszek powiedział o nim: „Skąd zaczyna się droga Franciszka ku Chrystusowi? Wychodzi ona od spojrzenia Jezusa na krzyżu. Pozwolić, aby On na nas patrzył w chwili, kiedy oddaje za nas swoje życie i pociąga nas do Siebie. Franciszek przeżył to doświadczenie w sposób szczególny w kościele świętego Damiana, modląc się przed krucyfiksem (…) Na tym krzyżu Jezus nie wydaje się martwy, lecz żywy! Krew wypływa z ran rąk, stóp i boku, ale owa krew wyraża życie. Jezus nie ma oczu zamkniętych, lecz otwarte, szeroko otwarte: jest to spojrzenie, które przemawia do serca. A Ukrzyżowany nie mówi nam o porażce, o niepowodzeniu. Paradoksalnie mówi nam o śmierci, która jest życiem, która rodzi życie, ponieważ mówi nam o miłości, ponieważ jest miłością Boga wcielonego, a miłość nie umiera, wręcz przeciwnie – zwycięża zło i śmierć. Ten, kto pozwala, by spojrzał na niego ukrzyżowany Jezus, zostanie stworzony na nowo, staje się „nowym stworzeniem”. Stąd wynika wszystko: jest to doświadczenie łaski, która przemienia, bycia kochanym bez zasługi, choć jesteśmy grzesznikami. (…)” (Asyż, 4.10.2013).

Pewnego dnia Pan Jezus powiedział do siostry Faustyny: „Córko Moja, dziś rozważ Moją bolesną mękę, cały jej ogrom; rozważaj w ten sposób, jakoby ona była wyłącznie dla ciebie podjęta”.

Bracia i Siostry! Razem ze św. Franciszkiem z Asyżu wpatrujmy się dzisiaj w Jezusa wywyższonego na krzyżu i prośmy Go:

„Wyryj, Panie, w naszych sercach uczucia wiary, nadziei, miłości, ubolewania z powodu naszych grzechów i doprowadź nas do skruchy za nasze grzechy, które Ciebie ukrzyżowały. Doprowadź nas do przekształcenia naszego nawrócenia wyrażanego słowami w nawrócenie życiem i czynami. Spraw, abyśmy zachowywali w sobie żywą pamięć Twojego oszpeconego oblicza, byśmy nigdy nie zapomnieli, jak straszliwą cenę zapłaciłeś, aby nas wyzwolić. (…)

Naucz nas, że krzyż jest drogą do zmartwychwstania. Naucz nas, że Wielki Piątek jest drogą do Paschy światła. Naucz nas, że Bóg nigdy nie zapomina o żadnym ze swych dzieci i niestrudzenie nam przebacza, i bierze nas w ramiona w swoim nieskończonym miłosierdziu. Ale naucz nas także prosić niestrudzenie o przebaczenie i wierzyć w bezgraniczne miłosierdzie Ojca” (pap. Franciszek).

Papież Benedykt XVI w katechezie wygłoszonej podczas Audiencji Generalnej w dniu 27 stycznia 2010 r. nawiązał do polecenia Ukrzyżowanego Chrystusa jakie otrzymał św. Franciszek w kościółku św. Damiana. Ojciec Święty powiedział: „Trzy razy Chrystus na krzyżu ożył i powiedział: «Idź, Franciszku, i napraw mój zrujnowany Kościół». W tym prostym wydarzeniu — usłyszeniu przez Franciszka w kościele św. Damiana słów Pana, kryje się głęboki symbolizm. Św. Franciszek w tamtej chwili zostaje wezwany do odbudowania tego zrujnowanego kościółka, który symbolizuje dramatyczną i niepokojącą sytuację Kościoła tamtej epoki — powierzchownej wiary, która nie kształtowała i nie przemieniała życia, mało gorliwego duchowieństwa, stygnącej miłości; wewnętrznego zniszczenia Kościoła, prowadzącego również do rozpadu jedności, powstawania ruchów heretyckich. Jednakże w centrum tego zrujnowanego Kościoła jest Ukrzyżowany, który mówi: wzywa do odnowy, wzywa Franciszka, by pracą swoich rąk naprawił w sensie dosłownym kościółek św. Damiana, symbolizujący głębsze powołanie do odnowienia Kościoła Chrystusowego poprzez radykalną wiarę i pełną entuzjazmu miłość do Chrystusa. To wydarzenie, które miało miejsce prawdopodobnie w 1205 r., przywodzi na pamięć inny, podobny fakt z 1207 r.: sen papieża Innocentego III. Zobaczył on we śnie bazylikę św. Jana na Lateranie, matkę wszystkich kościołów, która chyliła się ku upadkowi, i małego, niepozornego zakonnika, podpierającego ją swoimi ramionami, żeby nie runęła. Interesujące jest w tym z jednej strony, że to nie papież podtrzymuje kościół, żeby nie runął, ale mały, niepozorny zakonnik, w którym papież rozpoznaje przybyłego do niego Franciszka. Innocenty III był papieżem potężnym, miał ogromną wiedzę teologiczną oraz wielką władzę polityczną, jednakże to nie on odnowił Kościół, ale mały, niepozorny zakonnik: św. Franciszek, powołany przez Boga. Z drugiej strony, ważne jest też, że św. Franciszek nie odnawia Kościoła bez papieża bądź wbrew papieżowi, ale w jedności z nim. Te dwie rzeczy idą z sobą w parze: następca Piotra, biskupi, Kościół oparty na sukcesji apostolskiej i nowy charyzmat, który Duch Święty wzbudza w owej chwili, by odnowić Kościół. Razem tworzą one prawdziwą odnowę. (…) Biedaczyna z Asyżu zrozumiał, że każdy charyzmat otrzymany od Ducha Świętego musi być oddany na służbę Ciała Chrystusa, jakim jest Kościół; dlatego działał zawsze w pełnej jedności z władzami kościelnymi”.

Nasz wielki Rodak Św. Jan Paweł II nawiedzając 17 września 1993 r. Kaplicę Stygmatów na Alwerni modlił się takimi słowami:

„O Święty Franciszku, na Alwerni naznaczony stygmatami, świat tęskni za tobą jako ikoną Jezusa ukrzyżowanego. Potrzebuje twojego serca otwartego na Boga i na człowieka, twoich stóp bosych i zranionych, twoich rąk przebitych i błagających. Tęskni za twoim głosem słabym, lecz silnym mocą Ewangelii.

Pomóż, Franciszku, dzisiejszym ludziom rozpoznać zło grzechu i szukać oczyszczenia z niego w pokucie. Pomóż im uwolnić się od samych struktur grzechu, które gnębią dzisiejsze społeczeństwo. Rozbudź w świadomości rządzących potrzebę pokoju w ich krajach i między narodami. Zaszczep w młodych twoją świeżość życia, zdolną przeciwstawiać się zasadzkom wielorakich kultur śmierci. Urażonym przez podłość wszelkiego rodzaju, udziel, Franciszku, twojej radości z umiejętności przebaczania. Wszystkim ukrzyżowanym przez cierpienie, przez głód i wojnę, otwórz na nowo bramy nadziei”. Amen.

II

Drodzy w Sercu Jezusa, bracia i siostry!

Drodzy Przyjaciele Bożego Pokoju, zgromadzeni w Domu Matki Bolesnej!

Św. Franciszek z Asyżu pod koniec życia w swoim Testamencie wyznał: „Pan mi objawił, abyśmy używali pozdrowienia: «Pan niech cię obdarzy pokojem»” (T 23). Przypomnijmy też drugie serdeczne wezwanie Świętego Asyżanina wypowiedziane pod wieczór życia: „Bracia, póki mamy czas, czyńmy dobrze!”.

Wchodząc do niektórych kościołów i klasztorów franciszkańskich można spotkać nad bramą wejściową słowa pozdrowienia: „Pokój i dobro!” (łac. Pax et bonum!). Napis ten stanowi znak, że każdy wchodzący – bez względu na swoją przeszłość czy status – jest witany jako brat i siostra w duchu Chrystusowej miłości i pokoju.

Pod koniec września, będąc w rodzinnych stronach, odwiedziłem kościół ojców kapucynów w Gdańsku. Zaraz po wejściu moją uwagę zwróciły uchylne drzwi do pomieszczenia, gdzie znajdował się duży konfesjonał oraz napis umieszczony nad drzwiami: „Pokój spowiedzi”.

Myślę, że te słowa odnoszą się nie tylko do tego pomieszczenia przy wejściu do kościoła, ale o wiele bardziej mówią nam one o owocu dobrze przeżytego przez nas sakramentu pojednania, jakim jest pokój serca w którym króluje Boża miłość.

Bracia i Siostry! „Pokój światowy zaczyna się od pokoju naszego serca" – przypominał niestrudzenie koronator Oborskiej Piety bł. Stefan Wyszyński.

Prymas Tysiąclecia uczy: „Pokój buduje się przez zachowanie Ewangelii Chrystusowej. Pokój nie jest tylko ozdobnym kwiatem, który rośnie na drzewie, czy sztucznym kwiatem z bibułki i celofanu. Pokój wyrasta z serca człowieka, z tego, co jest w jego duszy. A serce dopiero wtedy rodzi owoce pokoju, gdy żyje Ewangelią Chrystusową”.

Św. Jan Paweł II przypomina, że „pokój może przetrwać tylko wówczas, gdy jest (…) oparty na normach moralnych i otwarty na Boga. Rodzi się on w sercu ludzkim i w życiu społeczeństwa z ładu moralnego, porządku etycznego, zachowania Bożych przykazań”.

Drodzy Bracia i Siostry!

„Nikt nie może nam dać takiego pokoju, jaki daje Chrystus. Bo jest to pokój płynący z uporządkowanego serca. Uporządkowanego przez Niego w sakramencie pokuty i pojednania, oczyszczonego ze zła, które burzy pokój, które niepokoi i drażni. Człowiek wewnętrznie nieuporządkowany, rozdrażniony, nigdy nie będzie nosicielem prawdziwego pokoju. Raczej będzie niepokoił, niszczył pokój i dobro, czy to w rodzinie, czy w społeczeństwie. Tak bardzo potrzeba nam dzisiaj pokoju w naszych sercach, w naszych rodzinach i w naszej Ojczyźnie” (Biskup Siedlecki Kazimierz Gurda).

Nasz wielki Rodak Św. Jan Paweł II w homilii o pokoju, wygłoszonej w Toruniu w 1999 r., mówił: „Chrystus jest naszym pokojem, jest naszym pojednaniem. To On zburzył wrogość, jaka powstała po grzechu człowieka i pojednał z Ojcem wszystkich ludzi przez śmierć na krzyżu. (…) Podczas gdy ludzie rozumieli pokój na płaszczyźnie doczesności, Chrystus mówi, że wypływa on z dóbr nadprzyrodzonych, że jest wynikiem zjednoczenia z Bogiem w miłości”.

Bracia i Siostry! W szczególny sposób doświadczamy tego pokoju mającego swe źródło w miłosiernym Sercu Zbawiciela, gdy pojednani z Bogiem i Kościołem wstajemy od kratek konfesjonału.

To tutaj doświadczamy ciągle na nowo cudu Bożego Miłosierdzia, radości otrzymanego przebaczenia i prawdziwego pokoju, który przynosi nam Zmartwychwstały Chrystus.

Bł. Ks. Michał Sopoćko, spowiednik św. Faustyny i wielki apostoł Bożego Miłosierdzia, uczy: „Tylko Chrystus przynosi pokój trwały, bo wewnętrzny, prawdziwy, który polega na usunięciu głównej przyczyny niepokoju, jakim jest grzech. (…) Pokój, jaki Sakrament Pokuty wprowadza do duszy przez pogodzenie jej z Bogiem i z sumieniem własnym, jest koniecznym warunkiem pokoju z bliźnim”.

O. Slavko Barbarić, chorwacki franciszkanin z Medjugorie, zmarły w opinii świętości, w jednej z konferencji do pielgrzymów mówił:

„Prawdziwy pokój może przyjść jedynie z serca, które jest pojednane z Bogiem, które wybacza, kocha, staje się miłosierne i delikatne, które jest gotowe chronić dobro i walczyć z tym, co złe i niszczące. (…) Jest wiele przyczyn, z powodu których twierdzimy, że nie możemy przebaczyć, bo rany są głębokie, a wróg jest niegodny naszego przebaczenia i miłości, ale nie możemy mieć pokoju bez wewnętrznego uzdrowienia przez przebaczenie”.

Wprowadzanie i umacnianie Bożego pokoju w sobie, promieniowanie nim na otoczenie, wiąże się zatem z pewnym trudem. Dotyczy on serca, które we wszelkich okolicznościach życia jednoczy się nieustannie z Sercem Jezusa przebitym na krzyżu.  

„Ci naprawdę przynoszą pokój – mówi św. Franciszek – którzy wśród wszystkich cierpień, jakie ich spotykają na tym świecie, dla miłości Pana naszego Jezusa Chrystusa zachowują pokój duszy i ciała” (NP 15,2). Oto okazuje się, że nie warunki zewnętrzne – krzywdy, cierpienia, niekorzystne układy, prześladowania – mają decydować o postawie człowieka, ale miłość Chrystusa, ta miłość, która wg św. Pawła „nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, wszytko znosi, wszystko przetrzyma” (1 Kor 13, 5.7). W tej Chrystusowej miłości szukać trzeba źródła pokoju duszy i ciała” (o. Tadeusz Słotwiński OFM).

Drodzy bracia i siostry!

Bądźmy zawsze tymi, którzy modlitwą i osobistym nawróceniem, a przede wszystkim wzajemną miłością i darem przebaczenia, burzą mury uprzedzeń i nienawiści, a wznoszą mosty pokoju i pojednania.

Niech nasze serca zjednoczone z Sercem Jezusa staną się dla wszystkich oazą pokoju i domem prawdziwego braterstwa.

III

Papież Franciszek w jednym z Orędzi na Światowy Dzień Pokoju (2014 r.) pisał:

„Człowiek pojednany widzi w Bogu Ojca wszystkich, a tym samym jest wewnętrznie mobilizowany do życia braterstwem otwartym na wszystkich. W Chrystusie drugi człowiek jest przyjmowany i miłowany jako Boży syn czy córka, jako brat lub siostra, a nie jako obcy, ani tym bardziej jako rywal czy nawet wróg. W Bożej rodzinie, w której wszyscy są dziećmi tego samego Ojca i – ponieważ wszczepieni są w Chrystusa – są synami w Synu, nie ma „życia do odrzucenia". Wszyscy cieszą się równą i nienaruszalną godnością. Wszyscy są miłowani przez Boga, wszyscy zostali odkupieni krwią Chrystusa, który umarł na krzyżu i zmartwychwstał za każdego. To jest powód, dla którego nie można pozostać obojętnym na los braci. To, co powiedzieliśmy, pomaga zrozumieć, że braterstwo jest podstawą i drogą do pokoju.”.

„Miłosierdzie Syna Bożego nie zna granic i dociera do wszystkich, nikogo nie wykluczając” – podkreśla papież Franciszek. „Każda osoba – naprawdę każda – jest ważna w oczach Boga”.

Pan Jezus uczył, że prawdziwa miłość jest silniejsza od lęku, obojętności i egoizmu. Uczył miłości, która pochyla się z szacunkiem i czułością, opatruje rany i buduje prawdziwą wspólnotę dzieci Bożych.

Przywołajmy w tym miejscu jedną z kart niezwykłej hagiografii Biedaczyny z Asyżu. Pewnego dnia młody Franciszek po szalonym galopie zsiadł z konia. Nagle stanął przed nim człowiek trędowaty, którego widok i zapach były odpychające. Pierwszym odruchem u Franciszka była chęć ucieczki. Pokonując wstręt podszedł do owego trędowatego i pocałował go. Dał mu także jałmużnę i równocześnie zaczął pojmować, że sam otrzymał jeszcze większy dar – w twarzy trędowatego brata rozpoznał oblicze samego Chrystusa. To spotkanie całkowicie zmieniło życie Franciszka. Od tej pory zaczął odwiedzać przytułki dla trędowatych, aby ofiarować im żywność, jałmużnę i opiekę, a przede wszystkim, by znów spotkać swego Pana.

W czasach św. Franciszka z Asyżu trędowaci byli wyrzuceni poza obręb świata żywych. Mieszkali poza murami miast, nosili znaki ostrzegawcze, by zdrowi mogli w porę usunąć się z drogi. Uważano ich za nieczystych, naznaczonych karą Boga. Ich choroba dotykała ciała, ale prawdziwą raną była samotność i odrzucenie. Społeczeństwo usprawiedliwiało swój lęk religijnym językiem i społecznym porządkiem.

Św. Franciszek – młody, wrażliwy, wychowany w dostatku – reagował jak inni. Czuł wstręt. Omijał ich. Bał się. I właśnie dlatego moment, w którym nie zawrócił konia, lecz z niego zszedł, stał się początkiem jego wewnętrznej przemiany. Podszedł do trędowatego. Dał jałmużnę. Ucałował jego zranioną dłoń. W trędowatym zobaczył nie zagrożenie, lecz brata. W swoim Testamencie wyznał później, że to, co wydawało mu się gorzkie, stało się słodyczą duszy i ciała.

To nie była sentymentalna scena. To było duchowe pęknięcie. Franciszek odkrył, że większą chorobą niż trąd ciała jest trąd serca – lęk przed bliskością z tym, kto burzy nasz porządek i komfort.

Jeżeli dziś pytamy, gdzie jest nasz współczesny trędowaty, odpowiedź jest wymagająca: jest tam, gdzie odruchowo skracamy rozmowę; tam, gdzie w myślach ustawiamy kogoś niżej; tam, gdzie różnicujemy szacunek; tam, gdzie miłość przestaje być bezwarunkowa.

Przełom nie zaczyna się od wielkich reform społecznych. Zaczyna się w sercu, które przestaje selekcjonować. W spojrzeniu, które nie redukuje osoby do jednej cechy. W decyzji, by zejść z konia własnej wyższości.

Św. Franciszek pokazuje, że kiedy przestajemy omijać człowieka, zaczynamy naprawdę żyć Ewangelią. A tam, gdzie kończy się podział, zaczyna się braterstwo. I to jest droga, która – choć wymagająca – wciąż pozostaje jedyną drogą do uzdrowienia naszych rodzin, wspólnot i świata”.

Dla Franciszka nie było człowieka, którym by gardził. W napisanej przez siebie regule dla zakonu wzywał do naśladowania Jezusa ubogiego i pokornego, podkreślając przy tym, że "wszyscy bracia powinni się cieszyć, gdy przebywają wśród ludzi prostych i wzgardzonych, ubogich i słabych, chorych i trędowatych, i żebraków przy drogach".

„W całym życiu św. Franciszka miłość do ubogich i naśladowanie Chrystusa ubogiego stanowią dwa elementy połączone ze sobą nierozerwalnie, są dwoma stronami tego samego medalu” – podkreśla papież Franciszek.

Drodzy Moi! Także i my, ożywieni miłością Chrystusa, „dążmy do tego celu i sprawmy, aby nikt nie został pozostawiony sam sobie, aby nikt nie czuł się wykluczony lub opuszczony”.

„Braterska miłość w Chrystusie rodzi wspólnotę, która potrafi leczyć, która nikogo nie opuszcza, która włącza i przyjmuje przede wszystkim najsłabszych”.

„Poczujmy się wezwani, słysząc ich wołanie o pomoc. Nasze ręce niech ścisną ich ręce, przyciągnijmy ich do siebie, aby poczuli ciepło naszej obecności, przyjaźni i braterstwa” – zachęca papież Franciszek i przypomina: „W każdym z tych «najmniejszych» jest obecny sam Chrystus. Jego ciało staje się znów widoczne..., abyśmy mogli Go rozpoznać, dotknąć i troskliwie Mu pomóc”.

Do tego zachęca nas dzisiaj przykład św. Franciszka z Asyżu, który za Św. Pawłem, Apostołem Narodów, zdaje się mówić: „Czyńcie to, (…) co usłyszeliście i co zobaczyliście u mnie, a Bóg pokoju będzie z wami”.

IV

Papież Benedykt XVI w jednej z katechez powiedział:

„Wieczorem 3 października 1226 roku w Porcjunkuli nastąpiła śmierć Franciszka – jego transitus. Pobłogosławiwszy swoich duchowych synów, umarł, leżąc na gołej ziemi. Dwa lata później papież Grzegorz IX wpisał go w poczet świętych. (…)

Mówiono, że Franciszek był alter Christus, prawdziwą, żywą ikoną Chrystusa. Nazywano go także „bratem Jezusa”. Był to rzeczywiście jego ideał: być jak Jezus, kontemplować Chrystusa z Ewangelii, żarliwie Go kochać, naśladować Jego cnoty. Przypisywał on podstawową wartość zwłaszcza wewnętrznemu i zewnętrznemu ubóstwu i uczył go również swoich duchowych synów. Pierwsze błogosławieństwo z Kazania na Górze – „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5,3) – w świetlany sposób urzeczywistniło się w życiu i w słowach św. Franciszka.

Drodzy Przyjaciele, święci doprawdy najlepiej odczytują Biblię; Słowo Boże, które wcielają w czyn we własnym życiu, staje się wyjątkowo pociągające i rzeczywiście do nas przemawia.

Świadectwo Franciszka, który pokochał ubóstwo, by iść w ślady Chrystusa, będąc całkowicie Mu oddany i wolny, również dla nas jest ciągłym wezwaniem do pogłębiania wewnętrznego ubóstwa, potrzebnego, by wzrastać w ufności Bogu, żyjąc w sposób wstrzemięźliwy i w oderwaniu od dóbr materialnych.

We Franciszku miłość do Chrystusa wyraziła się w sposób szczególny w adoracji Najświętszego Sakramentu w Eucharystii. W Źródłach franciszkańskich czytamy takie wzruszające słowa: „Jakaż to łaska niezwykła! Jakaż wzniosłość pokorna: Pan wszechświata, Bóg i Syn Boży, tak się uniża, że dla naszego zbawienia kryje się pod skromną postacią chleba” (Francesco di Assisi, Scritti, Editrici Francescane, Padova 2002, s. 401).

Franciszek był wielkim świętym i wesołym człowiekiem. Jego prostota, pokora, wiara, miłość do Chrystusa, dobroć w stosunku do każdego mężczyzny i każdej kobiety powodowały, że w każdej sytuacji był radosny. (…)

Świętość i radość pozostają bowiem w wewnętrznym i nierozerwalnym związku. Pewien francuski pisarz powiedział, że na świecie tylko ten jest smutny, kto nie jest święty, czyli nie przebywa blisko Boga. Patrząc na świadectwo św. Franciszka, rozumiemy, że sekret prawdziwego szczęścia polega właśnie na tym, by stawać się świętymi, bliskimi Bogu!”.

Bracia i Siostry!

Nasze rozważanie zakończmy modlitwą z początku XX wieku, która trafnie i pięknie wyraża życie i przesłanie św. Franciszka.

„O Panie, uczyń z nas narzędzia Twego pokoju,
abyśmy siali miłość tam, gdzie panuje nienawiść;
wybaczenie, tam gdzie panuje krzywda;
wiarę, tam gdzie panuje zwątpienie;
nadzieję, tam gdzie panuje rozpacz;
światło, tam gdzie panuje mrok;
radość, tam gdzie panuje smutek.
Spraw abyśmy mogli
nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać;
nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć;
nie tyle szukać miłości, co kochać;
albowiem dając ‑ otrzymujemy;
wybaczając ‑ zyskujemy przebaczenie;
a umierając, rodzimy się do wiecznego życia,
przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego”. Amen
.

                    o. Piotr Męczyński O.Carm.

 

Obory, 4 października 2026 r.


« Wszystkie wiadomości   « powrót  

 



  Klasztor karmelitów z XVII w. oraz Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach położone są 20 km od Golubia-Dobrzynia w diecezji płockiej. Jest to miejsce naznaczone szczególną obecnością Maryi w znaku łaskami słynącej figury Matki Bożej Bolesnej. zobacz więcej »


  Sobotnie Wieczerniki mają charakter spotkań modlitewno- ewangelizacyjnych. Gromadzą pielgrzymów u stóp MB Bolesnej. zobacz więcej »
 
     
 
  ©2006 Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej

  Obory 38; 87-645 Zbójno k. Rypina; tel. (0-54) 280 11 59; tel./fax (0-54) 260 62 10;
  oprzeor@obory.com.pl

  Opiekun Pielgrzymów: O. Piotr Męczyński; tel. (0-54) 280 11 59 w. 33; (0-606) 989 710;
  opiotr@obory.com.pl

 
KEbeth Studio