22.09.2026
Pielgrzymując do stóp Oborskiej Matki – homilia br. diakona Kacpra Galińskiego O.Carm. wygłoszona w sanktuarium M. B. Bolesnej 19 września 2026 r.


Drogie Siostry, Drodzy Bracia!

Kobieta, która nas dzisiaj gromadzi jest niezwykle tajemnicza. To prawda, że znamy Ją, wydaje nam się, że jest nam bliska. Od dziecka rozpoznajemy Jej oblicze i odróżniamy wyjątkowość Tej jednej Pani pomiędzy innymi. Całujemy Jej obrazy, pielgrzymujemy do Jej sanktuariów – tak jak tu w Oborach – śpiewamy pieśni ku Jej czci, rozważamy tajemnice różańca, odmawiamy litanię, w której czcimy Ją wieloma pięknymi tytułami. Na co dzień jednak raczej nie zastanawiamy się szczególnie nad Jej osobą. Jest dla nas codzienna, a przez to bliska, zwyczajna, a więc nasza, moja i twoja. Jak Mama, ona jest, w sposób jakiś oczywisty. Kiedy jednak wpatrujemy się w Jej twarz dłużej, z pewną niecodzienną ciekawością, musi nas przejmować ten wyjątkowy rodzaj powagi i dostojeństwa. Choć Maryja nigdy nie przytłacza nas sobą, nie koncentruje na sobie, trudno przejść obok Jej oblicza nieporuszonym. Myślę, że wielu z nas doświadczyło tego szczególnego poruszenia w trakcie niedawnych uroczystości jubileuszowych, kiedy figura Maryi Bolesnej była wyjątkowo b l i s k o. Jednak, przy głębszym zastanowieniu, trzeba nam przyznać, że Maryja jest rzeczywiście pełna tajemnic. Tak tę prawdę wyraża św. Ludwik Grignon de Montfort:

„Bóg w dobroci swojej zasłonił przed wzrokiem ludzkim Jej Poczęcie i Narodzenie, tajemnice Jej życia, Jej Zmartwychwstanie i Wniebowzięcie. Nawet rodzice nie znali Jej dobrze: aniołowie zaś często pytali siebie nawzajem: Quae est ista? Kim jest Ta? Albowiem i przed nimi Ją ukrył Najwyższy; a jeśli czasem odsłaniał im rąbek tajemnic, to jeszcze większe wspaniałości przed nimi ukrywał. Bóg Ojciec zgodził się na to, by za życia nie zdziałała żadnego mającego rozgłos cudu, choć dał Jej ku temu władzę. Bóg Syn zgodził się na to, by nie wypowiadała się prawie wcale, choć Ją wzbogacił swoją mądrością. Bóg Duch Święty – mimo że Maryja była Jego wierną Oblubienicą – Sprawił, iż Apostołowie i Ewangeliści mówią o Niej bardzo mało, tyle tylko, ile było konieczne, Ażeby świat poznał Jezusa Chrystusa” (Traktat, I, 3-4).

Pewnym kluczem do odgadnięcia tożsamości osoby jest poznanie jej imienia. Nie wiem ilu z was zna znaczenie swojego imienia, jednak w rozumieniu biblijnym to właśnie imię i jego znaczenie stanowi skrót życia osoby, jej powołanie, tajemnice jej relacji z Bogiem. O ile więc ważne musi być imię Maryi! W naszym polskim języku podkreślamy to w sposób szczególny, rezerwując wyłącznie dla Niej tę staropolską wersję „Maryja”, szczególnie dostojna Maria, Maryja.

Imię to, w opinii większości biblistów tłumaczyć należy według pochodzenia egipskiego. To w Księdze Liczb poznajemy pierwszą Marię, siostrę Mojżesza. Miriam moglibyśmy przetłumaczyć wtedy jako „ukochana”, „napawająca radością”, „będąca upragnionym dzieckiem”. Nie dziwi nas to, że podeszli w latach, jak poucza nas tradycja Kościoła, Joachim i Anna, napełnieni niezwykłą radością z cudownego poczęcia i narodzenia upragnionego dziecka, wykrzyczeli może to imię: „Miriam! Upragniona, ukochana!”

Sięgając jednak głębiej do języka egipskiego moglibyśmy powiedzieć nawet, że Meri-Yam oznacza tyle, co „ukochana przez Boga Jahwe”. To w końcu Ona, zapowiedziana już w raju, wyczekiwana, wybrana przez Boga, zachowana od grzechu, cała piękna, cała czysta, cała Bogu oddana, wydała na świat Bożego Syna. Tak w jednej ze swoich Mów wołał do Niej św. Augustyn:

„Kimże jesteś Ty, która porodzisz? Skądże sobie na to zasłużyłaś? Skądże to wzięłaś? Skąd staje się w Tobie Ten, który Cię uczynił? Skądże – mówię – masz dobro w sobie? Jesteś dziewicą, jesteś święta, złożyłaś ślub: ogromne jest to, na co zasłużyłaś, ale także ogromne to, co otrzymałaś. A skądże zasłużyłaś? […] Odpowiedz, Aniele, skąd to Maryi? Ja to już powiedziałem, gdy wyrzekłem pozdrowienie: Bądź pozdrowiona, łaski pełna” (Mowa 291,6).

Nie jest to jednak jest jedyne możliwe wyjaśnienie znaczenia imienia Maryi. W języku Żydów, w języku hebrajskim rdzeń „mar” znaczy tyle, co „gorzki”, „marar” znaczyłoby „napełniony goryczą”. Jeżeli dodamy do niego człon „jam”, znaczący tyle, co „morze”, „wody”, powstanie w ten sposób imię o znaczeniu „gorzkie morze”, „morze goryczy”. Wracając do historii Mojżesza, łatwo możemy zrozumieć, że to imię bardzo wymowne dla pierwszego dziecka narodzonego w niewoli egipskiej. Jednak, szczególnie dziś, rozpoznajemy w tym znaczeniu imienia także naszą Matkę Bolesną. Cierpienie i gorycz było częścią życia Maryi.

Figura Matki Bolesnej, wokół której dziś szczególnie się gromadzimy jest wyjątkowa. Chociaż przedstawia jedną scenę, złożenie martwego ciała Jezusa w ramionach Matki, zawiera w sobie jakby całość, całą historię boleści, „morze goryczy”. Wpatrując się w pełne powagi oblicze Maryi wspominamy Jej spotkanie z Synem na drodze krzyżowej, Jego bolesną mękę i śmierć, rozważamy bliskie już złożenie do grobu… To jednak nie wszystko, co widzimy w Oborskiej Pieta corpusculum. Chociaż Matka trzyma na swoim łonie dorosłego mężczyznę, widzimy, że postać Jego jest nieproporcjonalnie mała, to ciało małego chłopca. Przypomina nam to już ofiarowanie w świątyni, kiedy Jezus, jako niemowlę na ramionach Maryi, został ogłoszony Izraelowi przez Symeona: „Oto ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu; znak, któremu sprzeciwiać się będą…” Już wtedy Maryja usłyszała zapowiedź: „Twoją duszę miecz przeniknie”. Patrząc na oborską figurę, widzimy małego Jezusa, którego Maryja podtrzymuje na osiołku w czasie ucieczki do Egiptu. Wreszcie, postać Syna, jakby dwunastoletniego, odsyła nas do poszukiwania zaginionego Jezusa: „Synu, czemuś nam to uczynił? Z bólem serca szukaliśmy Ciebie…”

Chociaż Oborska Pani zastygła w jednej z najpiękniejszych scen męki Pańskiej, chyba najbardziej nas poruszającej i poruszającej licznych artystów na przestrzeni wieków, wiemy, że Syna nie ma już w Jej ramionach. Maryja nie trzyma już Jezusa, On został złożony do grobu, zmartwychwstał, wstąpił do nieba i zabrał Ją ze sobą tam, gdzie nie ma już „morza goryczy”. Tak też modli się Kościół w to święto Matki Bożej Bolesnej w Jutrzni, w modlitwie porannej, w najważniejszej antyfonie: Raduj się, Matko Bolesna, po wielkich cierpieniach królujesz ze swoim Synem w niebieskiej chwale.

Pozostały puste ręce Maryi. I może to właśnie tłumaczy naszą obecność tutaj, tak liczną – czy przybywamy z bliska, czy z daleka – puste ręce Maryi i Jej pietá, Jej litość, miłosierdzie, współczucie. Od testamentu z krzyża to miejsce dla mnie i miejsce dla ciebie, bracie i siostro. Chyba dobrze o tym wiemy, zwłaszcza ci, którzy noszą na sobie szkaplerz, jakby Jej ręce, zatroskane o każdy nasz krok. „Oto syn Twój, oto córka Twoja” – „Oto Matka wasza”.

Jednak miłość do tej Matki nie może ograniczać się tylko do uczuć, chociaż szczerych, nie tylko do modlitw, pielgrzymek, kwiatów i śpiewów…

Tak jak każdy z nas usłyszał w trakcie ceremonii przyjęcia szkaplerza świętego, sensem nabożeństwa jest  n a ś l a d o w a n i e. Spójrz dziś, bracie i siostro, na swoje ręce. Czy są one tak właśnie otwarte jak ręce Matki Bolesnej? Czy masz w sobie pietá, to miłosierdzie, z którym mógłbyś wychodzić na spotkanie drugiego człowieka bez uprzedzeń, bez wypominania tego, co było, może i złe, ale już było, już minęło. Nie każdą sytuację w naszym życiu da się rozwiązać, nie ze wszystkim „da się coś zrobić”, ale każdą sytuację można wziąć w ramiona z pietá, ze współczuciem, wysłuchaniem, przyjęciem drugiego takim jakim jest, a nie takim, jakim chcielibyśmy aby był. A jeśli nawet to jest za trudne, bo rzeczywiście jest trudne, każdą osobę, każdą sytuację możemy przyjąć z pietá, z litością w rękach wyciągniętych do modlitwy.

Tak, można z piety uczynić drogę swojego życia… Byłoby to życie niezwykle piękne, niezwykle płodne, owocne, bo Maryja i Jej dzieci nie rozkładają rąk z bezradności, pietá to nie apatia, rezygnacja, rozpaczanie, beznadzieja. Pietá to ramiona wyciągnięte po to, aby drugi był bliżej mojego serca, abym mu to serce okazał.

Złóżmy więc dzisiaj samych siebie w ramionach Maryi, Ona naprawdę czeka na nas z wyciągniętymi rękami. Maryja, samym swoim imieniem przypomina ci, że ty też jesteś „miriam – umiłowany, upragniony, ukochany przez Boga Jahwe”. Czeka z wyciągniętymi rękami… Może zbyt często przynosimy Jej tylko stosy naszych spraw, jak nowennowe kartki złożone na ołtarzu każdego piątku. Bo każdego z nas w życiu spotyka gorycz, jeśli nie morza, oceany goryczy. Ona naszych próśb, intencji, błagań nigdy nie odrzuca, jest nimi żywo zainteresowana, a l e może dzisiaj, może o d  d z i s i a j, dajmy Jej najpierw siebie, dajmy Jej naszą miłość, nasze serca rozpalone wdzięcznością, oddajmy Jej nasze życie, takie, jakie ono jest, dziś, teraz, takie nieumalowane, może nieuczesane, bez ozdobnych formułek i litanii potrzeb.

I uczmy się, uczmy się od Bolesnej Nauczycielki, wsłuchując się w bicie Jej Serca. W ramionach Matki słychać bicie Jej Serca. Zabierz ten rytm do swojej codzienności, „zabierz Maryję do siebie”, jak Jan, stawaj się Jej dzieckiem, i legitymuj się nie tylko szkaplerzem, medalikiem, legitymuj się sercem, które pod szkaplerzem bije, które bije w rytm Serca Matki i przygarniaj innych w wyciągnięte ramiona w geście pomocy, przyjęcia, modlitwy, miłości.

Wreszcie, tak jak Maryja, przyjmijmy Jezusa. Uczmy się od Niej, jak przyjmować Go sercem rozpalonym miłością. Uczmy się, jak przyjmować Jego Ciało – już nie Ciało martwe, ściągnięte z krzyża, ale Ciało Żywe, Jego Serce, bijące w Najświętszym Sakramencie.

O Maryjo, wyciągnij swoje ręce, przyjmij Jezusa w nas, przyjmij nas z Nim i przytul nas do swojego Serca. Amen.


« Wszystkie wiadomości   « powrót  

 



  Klasztor karmelitów z XVII w. oraz Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach położone są 20 km od Golubia-Dobrzynia w diecezji płockiej. Jest to miejsce naznaczone szczególną obecnością Maryi w znaku łaskami słynącej figury Matki Bożej Bolesnej. zobacz więcej »


  Sobotnie Wieczerniki mają charakter spotkań modlitewno- ewangelizacyjnych. Gromadzą pielgrzymów u stóp MB Bolesnej. zobacz więcej »
 
     
 
  ©2006 Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej

  Obory 38; 87-645 Zbójno k. Rypina; tel. (0-54) 280 11 59; tel./fax (0-54) 260 62 10;
  oprzeor@obory.com.pl

  Opiekun Pielgrzymów: O. Piotr Męczyński; tel. (0-54) 280 11 59 w. 33; (0-606) 989 710;
  opiotr@obory.com.pl

 
KEbeth Studio