Drodzy bracia i siostry!
Nasz Pan Jezus Chrystus, miłosierny Zbawiciel wszystkich ludzi, podczas swojej publicznej działalności „głosił Ewangelię o
królestwie i leczył wszelkie choroby wśród ludu” (aklamacja).
Św. Mateusza Apostoł mówi nam dzisiaj (XX
Niedziela Zwykła, Rok A) jak „Jezus podążył w okolice Tyru i Sydonu. A oto
kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych stron, wołała: «Ulituj się nade mną,
Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko nękana przez złego ducha». Lecz On
nie odezwał się do niej ani słowem.
Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go:
«Odpraw ją, bo krzyczy za nami». Lecz On odpowiedział: «Jestem posłany
tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela».
A ona przyszła, padła Mu do nóg i prosiła:
«Panie, dopomóż mi». On jednak odparł: «Niedobrze jest zabierać chleb
dzieciom, a rzucać szczeniętom». A ona odrzekła: «Tak, Panie, lecz i
szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu ich panów».
Wtedy Jezus jej odpowiedział: «O niewiasto,
wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz!» Od tej chwili jej
córka była zdrowa” (Mt 15, 21-28).
Drodzy bracia i siostry!
W odczytanym przed chwilą fragmencie Ewangelii
według Św. Mateusza usłyszeliśmy słowa: «O niewiasto, wielka jest twoja
wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz!»
Tymi słowami Jezus
pochwalił wiarę kobiety kananejskiej, która mimo iż nie była Żydówką, wzywała
Go jako obiecanego i oczekiwanego Mesjasza, wyznała w Nim swojego Pana i
Zbawiciela, a padając przed Nim na kolana z pokorą i ufnością prosiła o
uzdrowienie dla swojej córki.
Drodzy Moi! Wiele
podobnych świadectw takiej właśnie ufnej i wytrwałej modlitwy pełnej wiary
spotykamy także w Oborskim Sanktuarium.
W Księdze Łask
i Cudów Matki Bożej Bolesnej znajdujemy takie świadectwo:
„Było to
w 1751 roku. Pewna kobieta z Płonka, mając ciężko chorą córkę Teresę,
przybyła do Obór. W czasie, gdy zakonnicy śpiewali litanię loretańską do
NMP, ona ofiarowała Maryi swoje dziecko, leżąc krzyżem przed Cudowną Figurą
Matki Bolesnej. Natychmiast też wielka choroba ustała i córka powróciła do
zdrowia”.
W roku 1776
przybyła do Obór Marianna z Ruża i „zeznała, jako córka jej Agnieszka tak
zapadła na ręce i nogi, iż ani stać, ani ruszyć się nie mogła. Zasmucona nie
mając innego środka do uleczenia dziecka, ofiarowała je opiece Matki Bolesnej w
kościele oborskim sławionej. W 3 dni, gdy dziecię zupełnie wyzdrowiało,
pospieszyła na podziękowanie wraz z uzdrowioną córką i o zapisanie doznanego
cudu prosiła”.
„Dnia 16 lipca
1779 r., czyli na odpust Matki Bożej Szkaplerznej, przybyła do naszego kościoła
Marianna Drozdowska ze Skępego na podziękowanie Matce Bożej Bolesnej za
ocalenie życia i powrót do zdrowia swej córki Elżbiety. Dziewczynka,
6-letnia, była nieuleczalnie chora na wrzód w gardle. Leżąca, prawie
konająca, opłakiwana była tak od rodziców, jak i od krewnych,
i sąsiadów. Wówczas matka pod natchnieniem Bożym, weszła na górę pod dach
swego domu, gdzie obróciwszy się w stronę ku Oborom, Matce Bolesnej
z wielką nadzieją i mocną wiarą, z jakim tylko mogła uczuciem
i prośbą konającą córkę polecała. Wtem usłyszała głos mówiący do niej
wyraźnie te słowa: Wstań, nie płacz, nic jej nie będzie. Pocieszona tymi
słowami zeszła z góry, przyszła do izby i zobaczyła córkę
uśmiechającą się i o własnych siłach z łóżka wstającą”.
Jakże głęboka
była jej wiara i zaufanie w macierzyńską miłość i pomoc Maryi. Do
Niej zwróciła się pełna nadziei. Wiedziała, że w Sercu Matki Bolesnej
znajdzie największe zrozumienie i współczucie. Ta, która patrzyła na
konanie Syna na krzyżu była jej szczególnie bliska.
Kolejne świadectwo
z Księgi Łask i Cudów Oborskiego Sanktuarium dobitnie przypomina nam, że pełna
i prawdziwa troska rodziców katolickich o dzieci dotyczyć powinna nie tylko ich
zdrowia fizycznego, ale przede wszystkim ich zdrowia moralnego i zbawienia
wiecznego.
Było to w roku
1585, gdy Pieta znajdowała się jeszcze w kościele karmelitów w Bydgoszczy.
Cytuję: „Mieszczka
bydgoska z córki swej swawolnej będąc wielce strapioną, że się na żywot
niechwalebny i sprośny udała, gdy jej ni prośby, ni groźby, ni karania
macierzyńskie, odwieźć od złego nie mogły, idzie z płaczem do tej Ucieczki
grzesznych, córkę Jej swoją zgubioną na cnocie i duszy zalecając. W krótkim
czasie ujrzała odmianę i poprawę życia, żal serdeczny i pokutę za grzechy córki
swej opłakanej z wielką pociechą duchowną. Co wszystko Pannie Najświętszej
przypisała za dobrodziejstwo dziękując do zgonu życia”.
O. dr Albert
Urbański, karmelita, urodzony w niedalekim Frankowie k. Zbójna, który od
dziecka przychodził na to Święte Miejsce, napisał:
„Z woli Jezusa
Maryja jest i naszą Matką. Jako najlepsza i najczulsza z Matek rozumie ból i
cierpienie, pragnie i umie nieść pomoc i ulgę, leczyć i uzdrawiać ludzkie rany
i niedomagania.
Ale
nie tylko nad słabością naszych ciał pochyla się Matka Boża. Ze szczególniejszą
troską i miłością pochyla się nad ranami i schorzeniami ludzkich dusz. Wszyscy
jesteśmy duchowo słabi lub chorzy, wszyscy jako skutek grzechu pierworodnego
nosimy w naszym człowieczeństwie skazy, blizny i rany, które wciąż trzeba
opatrywać, pielęgnować i leczyć, by nie stały się groźne dla życia duszy, by
nie spowodowały w nas śmierci łaski uświęcającej. Stąd też wszyscy powinniśmy
zwracać się często do Jezusowej Matki, którą Kościół czci od wieków imieniem
Uzdrowienia chorych, by zechciała ochraniać nasze życie duchowe i leczyć rany
jakie duszy zadaje każdy grzech. Szczególniej zaś powinniśmy wzywać Jej pomocy
wówczas, gdy te grzechowe rany są ciężkie i niebezpieczne”.
„Kiedy
[Maryja] na nas spogląda, widzi nie grzeszników, ale dzieci – mówi Papież
Franciszek. Oczy Matki Bożej potrafią
rozświetlać każdą ciemność, rozpalając wszędzie na nowo nadzieję. Jej
spojrzenie zwrócone na nas mówi: "Drogie dzieci, odwagi; jestem tutaj,
wasza matka!".
Tutaj Mater
Dolorosa obejmuje nas swoim czułym spojrzeniem i prowadzi do swego Syna, czekającego
na nas w osobie kapłana przy kratkach konfesjonału, zawierza nas Jego Sercu i
składa w ramionach Jego miłosierdzia.
Padając przed
Nim na kolana z ufnością wołajmy: „Panie, ulituj się nade mną (…)”.
Święty Jan
Maria Vianney w jednym ze swoich kazań poświęconych sakramentowi pojednania
uczył: „Kiedy człowiek popadnie w grzech śmiertelny, musi szukać pomocy u
lekarza, jakim jest kapłan, i musi zastosować lekarstwo w postaci spowiedzi.
(…) Jak to dobrze, że mamy w zasięgu ręki sakrament leczący rany duszy”.
Piękne
świadectwo wiary i zaufania Bogu oraz opiece Maryi pozostawiła nam także rodzina
Dziewanowskich z niedalekiego Płonnego.
We wszystkich
sprawach życiowych, tych małych i wielkich, dotyczących rodziny i gospodarstwa
oraz umiłowanej Ojczyzny, przychodzili zawsze do Oborskiego Sanktuarium i z
ufnością powierzali się Opatrzności Ojca Niebieskiego oraz czułej opiece i
orędownictwu Matki Bolesnej.
W 1740
roku przy kościele oborskim utworzone zostało Bractwo Opatrzności Bożej.
Powstało ono z inicjatywy Juliusza Dziewanowskiego (1700 - 1772),
właściciela dóbr Płonne, posła na sejm Rzeczypospolitej (w 1733 r.), kasztelana
chełmińskiego i elbląskiego. Przy południowej ścianie nawy oborskiego
kościoła ufundował kaplicę i ołtarz Opatrzności Bożej, jako wotum za
cudowne uzdrowienie swej córki Teresy.
W księdze Łask
i Cudów Oborskiego Sanktuarium znajdujemy liczne świadectwa ukazujące jak silna
i żywa wiara była w tej rodzinie, jak wielkie zaufanie w pomoc i opiekę Matki
Bożej Bolesnej.
W 1747 r.
w dobrach Juliusza Dziewanowskiego niebezpiecznie chorowało bydło. Wówczas
poradził on ludziom, aby się do Tej Lekarki w cudownej figurze oborskiej
udali i złożyli się na wotum. Skoro to postanowili natychmiast choroba
ustała.
Rok później
w dobrach Dziewanowskiego w Płonnem, powstał pożar podczas nocy we
dworze i już się len będący w pokoju zapalił. Wtedy krzyknął ten pan,
pełen serdecznej ufności: «Bolesna Matko Oborska, ratuj!» i natychmiast
gdzie się oczywistego spodziewano niebezpieczeństwa, łatwym sposobem ogień
został ugaszony.
W 1750 roku
Juliusz Dziewanowski zeznał, jak jego czteroletni syn Marcin bardzo ciężko
zachorował i już prawie konając, nie dawał znaku życia. Będąc w tak
ciężkim utrapieniu ojciec ofiarował go Najświętszej Matce Bolesnej, łaskami
słynącej w Oborach, z taką oto intencją: «Matko Najświętsza! ofiaruję
Ci to dziecię, któremu, jeżeli Bóg przejrzał dłuższe życie na chwałę swoją,
uproś mu zdrowie, jeżeliby zaś żyć miało na obrazę Boską, uproś mu skonanie
prędsze». Z taką intencją, wiarą i ufnością przyjechał do Obór,
pozostawiwszy w domu chore dziecko. Tu intencję przed ołtarzem ponowił,
nabożeństwa wysłuchał, a wróciwszy do domu zastał dziecko powracające
szybko do zdrowia.
Drodzy Bracia
i Siostry! Tak dobry Ojciec nasz niebieski w swej słodkiej
Opatrzności czuwa i troszczy się o nas przez Maryję, naszą najmilszą
Matkę. Sam Juliusz Dziewanowski na podziękowanie Matce Oborskiej złożył
dodatkowe wotum w postaci ułożonej przez siebie pieśni do Maryi:
Matko Bolesna słynąca cudami!
W Twojej opiece ufność pokładamy (...)
Twojej się wszyscy oddajem obronie
i Tego, który w niebie jest na tronie.
Należy
podkreślić, że w rodzinie Dziewanowskich wielka była miłość do Ojczyzny, a ich
wiara w Bożą Opatrzność obejmowała także sprawy narodowe. Dzisiaj szkoła
podstawowa w Płonnem nosi imię „Rodziny Dziewanowskich”. Przypomina nam, że
rodzina katolicka jest pierwszą szkołą patriotyzmu i strażą Niepodległej
Polski, wiernej Bogu, Krzyżowi i Ewangelii.
Bł. Stefan Wyszyński
podkreślał wielką godność powołania małżeńskiego i rodzicielskiego. Wiąże się z
tym powołaniem ogromna odpowiedzialność i zadanie. Jeżeli rodzina nie wypełni
swojego powołania rodzicielskiego i wychowawczego Naród zginie, przestanie
istnieć. Jeżeli rodzina będzie rozbita – zdegradowane będzie także
społeczeństwo.
Prymas
Tysiąclecia świadomy zagrożeń wołał:
„Rodzicie,
pamiętajcie! Przyszła w Polsce wasza godzina! Jesteśmy w tak trudnym położeniu,
że często nie wiemy, jak ubezpieczyć nasz byt narodowy, jakich sił szukać, na
jakiej skale się oprzeć. Jesteśmy wśród lotnych piasków zmieniających się
sytuacji i koniunktur i nie znajdziemy ani dla naszego bytu narodowego, ani dla
kultury chrześcijańskiej innego oparcia, jak tylko zdrową rodzinę. Rodzice!
Wasza godzina w Polsce nadeszła. Nie myślcie, że kto inny uratuje nasz Naród.
Nas uratuje zdrowa rodzina katolicka”.
Przez łaskę sakramentu małżeństwa rodzice otrzymali zadanie i przywilej
ewangelizowania swoich dzieci. Powinni być zatem dla swoich dzieci: „pierwszymi
zwiastunami” wiary, ucząc modlitwy i włączając je już od wczesnego dzieciństwa
w życie Kościoła poprzez uczestnictwo w życiu parafii, która jest podstawowym
miejscem katechizacji rodziców i dzieci. Rodzice są dla dzieci obrazem i
świadectwem Bożej miłości, ucząc rodzinnego stylu życia zgodnego z Ewangelią i
rozwijając przez to zdolność do miłości. Pomagają oni dzieciom w korzystaniu z
łask płynących z sakramentów świętych, wyrabiając w nich dobre nawyki i
wzbudzając pragnienie przyjmowania sakramentów.
Rodzice służą dzieciom także pomocą w wyborze i realizacji drogi
życiowej, własnym zaś życiem dają świadectwo przyjmowania krzyża z pokorą i
dziękczynieniem, jako nieodłącznego w życiu człowieka.
Drodzy bracia i siostry!
Pamiętajmy, że
„rodzina to najwspanialsza, cudowna instytucja stworzona przez samego Pana
Boga. Żadna ludzka organizacja, żadna ludzka wspólnota nie dorównuje rodzinie
pięknem i znaczeniem. To naturalna wspólnota życia i miłości, o wiele
ważniejsza od wszystkich tylko ludzkich związków, partii czy stowarzyszeń.
Rodzina daje
początek życiu. Jest kolebką społeczeństwa i narodu. Jest też najwspanialszą
szkołą życia, najważniejszym uniwersytetem. Odpowiedzialny ojciec i
kochająca matka to najlepsi wychowawcy. W rodzinie młode pokolenie wzrasta
w wierze, szlachetności, pracowitości, odpowiedzialności. Rodzina daje
młodym moralny kompas, pozwalający odróżniać dobro od zła. Rodzina umożliwia
pełny rozwój człowieka. Jest niczym kuźnia cnót moralnych, ale także tych
społecznych i patriotycznych. (…)
Potrzeba nam
dzisiaj rodzin odważnych, pięknych, dzielnie świadczących o swojej misji.
Potrzeba nam rodzin budujących swoje szczęście na ewangelicznym
fundamencie. Rodzin świętych, wiernych Bogu i przykazaniom. Rodzin, które
będą domowymi Kościołami, w których panować będzie miłość, jedność
i wzajemny szacunek. W których fundamentem życia będzie Eucharystia
i wierność Chrystusowi” (Biskup Tadeusz Bronakowski).
Błogosławiony
Stefan Wyszyński z przekonaniem powtarzał: „Jakie będą rodziny, taki będzie i
Naród. Gdy rodziny będą zwarte, wierne, nierozerwalne – Narodu nikt nie
zniszczy”.
Ciągle
aktualne pozostaje też wezwanie Sługi Bożego Kardynała Augusta Hlonda:
„Trzeba usunąć
z rodziny polskiej niewierność małżeńską, walkę z nie narodzonymi i rozwody.
Niech się pojednają małżonkowie i członkowie rodzin. Niech zostaną naprawione
krzywdy. Tylko te narody obronią się przed zagładą, które w rodzinach będą żyć
Bogiem”.
Tej prawdy
uczył nas św. Jan Paweł II gdy niestrudzenie powtarzał:
„Nie ma innej
drogi ocalenia ojczyzny, jak ochrona każdego życia ludzkiego, od poczęcia do
naturalnej śmierci, jak gościnność dla dziecka, mającego począć się i narodzić,
jak przyjaźń dla człowieka odchodzącego do wieczności".
„Dziś potrzeba
nam wierności: zarówno naszemu duchowi narodowemu, jak i Ewangelii
Chrystusowej” – apelował Prymas Wyszyński.
Dziś i my
także, pociągnięci przykładem kobiety kananejskiej i tych, którzy przed nami
przychodzili na to Święte Miejsce, z wiarą i ufnością padamy do stóp Zbawiciela
ukrytego w Świętej Hostii, zawierzamy Mu nasze rodziny i pokornie prosimy: „Panie,
dopomóż nam!”. Amen.
o. Piotr
Męczyński O.Carm.
|