Posłuchajmy
najpierw fragmentu Ewangelii według Świętego Mateusza.
„Gdy tłum
został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i
wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam
jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał.
Łódź zaś była
już o wiele stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny.
Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze.
Uczniowie,
zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się, myśląc, że to zjawa, i ze
strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: «Odwagi! To Ja jestem, nie
bójcie się!»
Na to odezwał
się Piotr: «Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!» A
On rzekł: «Przyjdź!» Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, podszedł do
Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął:
«Panie, ratuj mnie!»
Jezus
natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: «Czemu zwątpiłeś, człowiecze
małej wiary?»
Gdy wsiedli do
łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim,
mówiąc: «Prawdziwie jesteś Synem Bożym».” (Mt 14, 22-33).
Drodzy bracia
i siostry, kochani chorzy, zgromadzeni przy Eucharystycznym Sercu Jezusa,
Niebieskiego Lekarza, w Oborskim Wieczerniku!
Życie to
płynąca łódź, miotana falami z przeciwnym wiatrem. Chrześcijanin wie, że żyje
nieustannie pośród pokus. Wie, że do chwili dopłynięcia do drugiego brzegu
życia będzie zmagał się z cierpieniem, chorobą, krzyżem, samotnością,
przeszkodami, starością i śmiercią.
Czy jest
możliwe płynąć pośród fal, zwyciężać pokusy, wchodzić w cierpienie i mieć w
sercu głęboki pokój? Jest możliwe! Bo chrześcijanin nigdy nie jest sam. Jezus
jest z nim! Kiedy jesteśmy z Nim zjednoczeni, wtedy nawet o czwartej straży
nocnej, słyszymy Jego zapewnienie: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się”.
W Gdyni blisko
portu, przy ruchliwej ulicy w centrum miasta, znajduje się niewielki kościołek
w którym od lat trwa wieczysta adoracja Najświętszego Sakramentu.
Złocista
monstrancja ma kształt steru, jaki spotkać można na każdym statku i który
trzyma w swoich rękach kapitan kierujący statkiem. W środku tej niezwykłej
monstrancji znajduje się specjalne miejsce, gdzie kapłan umieszcza Świętą
Hostię przypominając w ten sposób, że Jezus jest prawdziwym i jedynym Panem i
Sternikiem naszego życia.
Wcześniej
przez wiele lat do adoracji wykorzystywana była złocista monstrancja, która miała
kształt historycznego polskiego żaglowca „Daru Pomorza”. Na głównym maszcie żaglowca
jaśniał - jak gwiazda – Pan Jezus ukryty w Świętej Hostii. Tutaj, w spotkaniu z
żywym Jezusem, wierni odnajdywali i nadal odnajdują wewnętrzny pokój, radość i
siłę do zmagania z trudami codziennego życia, tutaj spotykają żywego Boga,
Tego, który z miłością kieruje łodzią ich życia, ucisza burze, wskazuje drogę
jak latarnia morska i prowadzi do Portu zbawienia wiecznego.
Najmilsi
bracia i siostry, pozwólcie że przywołam jeszcze jeden obraz. Blisko Gdańska na
brzegu wyspy Sobieszewo znajdującej się przy ujściu Wisły do Bałtyku znajduje
się mała kaplica wieczystej adoracji Najświętszego Sakramentu. Złocista
monstrancja ma kształt wielkiej muszli, w której niczym drogocenna perła
spoczywa Jezus ukryty w śnieżnobiałej Hostii. Tutaj na brzegu Wisły, w tej
małej kaplicy, gromadzą się wierni na cichej adoracji. Tutaj każdy może wejść,
aby odnaleźć tę drogocenna perłę, jaką jest nasz Pan Jezus Chrystus, obecny w
sakramencie Miłości. Obok tej monstrancji zawierającej perłę Eucharystii
umieszczony został na ścianie wizerunek Jezusa Miłosiernego stojącego na brzegu
z darem błogosławieństwa dla wszystkich, którzy z ufnością zbliżają się do Jego
stóp, aby spojrzeć w Jego oczy i uchwycić Jego prawicy jak tonący Piotr.
Drodzy bracia
i siostry, kochani chorzy!
Z każdego
ołtarza Najświętszej Ofiary, z każdego tabernakulum i z każdej monstrancji
wieczystej adoracji miłosierny Zbawiciel wyciąga do nas swoje ramiona i
powtarza: «Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!» (Mt 14, 27).
Z wiarą i
ufnością wyjdźmy Mu na spotkanie, przyjmujmy do serca w częstej Komunii świętej
i uchwyćmy Jego dłoni wyciągniętej do nas z miłością.
Nasz Pan Jezus
Chrystus obecny w sakramencie Eucharystii nie oślepia nas blaskiem swojego
Boskiego Majestatu, nie przeraża nas, nie budzi lęku, nie jest jak „gwałtowna
wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały (…) jak „trzęsienie ziemi” czy
niszczący wszystko „ogień”, który widział prorok Eliasz na górze Horeb, ale
przypomina raczej „szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał,
zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty”. Eliasz
spotkał żywego Boga, doświadczył Jego bliskości i troskliwej miłości, mimo, że
nie ujrzał Go oczami ciała. Także i my nie widzimy Jezusa zmysłami ciała, ale
oczami wiary rozpoznajemy Oblicze Zmartwychwstałego Pana przychodzącego do nas
w pokorze konsekrowanej Hostii, zstępującego cicho i delikatnie na ołtarz, jak
szmer łagodnego powiewu Bożej Obecności.
Drodzy Moi!
Kochani Chorzy!
Gdy znajdziemy
się w nocy cierpienia, gdy – jak Eliasz – przeżywać będziemy godzinę próby,
trzeba nam wyjść z ciemnej groty naszego leku, aby z ufnością stanąć przed
Obliczem Pana nieba i ziemi, obecnego w pokorze Świętej Hostii na ołtarzu i
powierzyć się Jego Sercu. Gdy wiatr będzie nam przeciwny i łodzią naszego życia
miotać będzie wzburzone morze, trzeba nam iść do Jezusa obecnego w Sakramencie
Miłości, który mówi: „Przyjdź!”. Trzeba nam wyjść z łodzi naszego lęku i iść po
wodzie jak Piotr, tzn. iść do Jezusa z wiarą i ufnością. W całkowitym oddaniu,
posłuszeństwie i zawierzeniu Jego świętej woli i miłości Jego Serca. Iść z
wiarą w Jego otwarte ramiona i śpiewać Mu całym sercem: „Pokładam nadzieję w
Panu, ufam Jego słowu”. On nas nigdy nie opuści, On z każdego ołtarza mówi do
nas: „Przyjdź”. On umie współczuć naszym słabościom doświadczony we wszystkim
na nasze podobieństwo.
Gdy spadnie na
nas ogrom cierpienia, poczujemy się bezradni i ogarnie nas zwątpienie, wołajmy
do Niego: „Panie ratuj mnie!”. Miłosierny Zbawiciel szybko poda nam rękę, jak
tonącemu Piotrowi i uciszy wzburzone fale. On jest pokojem w naszych lękach i
mocą w naszych słabościach, On jest naszym ocaleniem i zwycięstwem w walce z
pokusami Złego, naszymi słabościami i zniewoleniem wszelkim nałogiem. On jest
wczoraj i dziś ten sam. To „Chrystus według ciała, który jest ponad wszystkim,
Bóg błogosławiony na wieki”. On jest „ponad szum wód rozległych, od morskich
fal mocniejszy” (Ps 93). To Ten, przed którym uczniowie upadli na kolana,
mówiąc: „Prawdziwie jesteś Synem Bożym”. Także i my obecni w Piotrowej Łodzi
Kościoła, zgromadzeni dzisiaj wokół Chrystusowego ołtarza, pragniemy patrząc na
Świętą Hostię uniesioną w dłoniach kapłana wyznać z wiarą i pełnym miłości
oddaniem: „Jezu, ufam Tobie. Prawdziwie jesteś Synem Bożym”.
Bł. ks. Michał
Sopoćko, spowiednik świętej siostry Faustyny, pisze: „W jakim celu Zbawiciel
chodził po morzu? Przede wszystkim, by pocieszyć uczniów swoich i pomóc im w
potrzebie. Chciał również zwiększyć ich wiarę w swoją potęgę nad żywiołami i
prawami natury. Mocna wiara była dla nich konieczna wobec mającego nastąpić
zapowiedzenia Przenajświętszego Sakramentu”.
O. James
Manjackal, znany i ceniony ewangelizator z Indii, którego kilkakrotnie
gościliśmy w Oborskim Sanktuarium, mówi: „Jezus uzdrawia bezpośrednio przez
Swoją Boską Obecność [w Eucharystii], gdy przychodzi się do Niego z wiarą”.
Kapłan ten podkreśla, że podczas swojej 50 – letniej posługi w ponad stu
krajach świata najwięcej cudów i uzdrowień widział podczas Mszy świętej i
Adoracji Najświętszego Sakramentu.
Drodzy bracia
i siostry, kochani chorzy!
Z każdego
ołtarza, z każdego tabernakulum Boski Zbawiciel wyciąga do nas swoje ramiona i
powtarza: «Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się».
„Przyjdźcie do
Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”.
Drodzy Moi!
Kiedy czujemy się słabi, chorzy duchowo, gdy brak nam sił do życia, do
wytrwania w łasce, gdy doświadczamy strapienia i zranienia przez innych ludzi,
gdy lękamy się o nasze zbawienie, gdy przechodzimy próbę wiary i wierności
zasadom chrześcijańskiej moralności, gdy dotyka nas ciężka choroba, idźmy do
Jezusa obecnego w sakramencie Miłości.
On sam nas do
tego zachęca, gdy mówi do św. Gertrudy: „Tu, w Eucharystii, w hojnej dobroci
mego Serca, uzdrawiam rany każdego człowieka: podnoszę na duchu grzesznika,
duchowe ubóstwo wzbogacam darem cnót i pocieszam każdego w jego utrapieniach”.
Z głębi swej
wiary w uzdrawiającą moc Eucharystii św. Jan Chryzostom tak przemawiał do
wiernych: „Przybliżając się do Eucharystii, niech każdy przystąpi ze swoją
chorobą, ponieważ dostąpić tu możemy także uzdrowienia ciała”.
Niebieski
Lekarz z każdego tabernakulum i z każdego ołtarza nieustannie zwraca się do nas
z serdecznym wezwaniem: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i
obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”. On w chwili cichej adoracji i w
komunii świętej da nam moc i siłę na trudy dalszej wędrówki „przez krzyż do
Nieba”.
On, jak czuły
i troskliwy Ojciec, będzie trzymał nas za rękę i przeprowadzi przez każdą próbę
życia, doda odwagi i umocni nadzieją przyszłego zmartwychwstania.
Przykładem
może być dla nas św. Siostra Faustyna. 20 kwietnia 1938 roku ciężko chora na
gruźlicę płuc i przewody pokarmowego wyjechała do szpitala zakaźnego na
Prądniku w Krakowie. Kiedy trochę poprawiło się jej zdrowie, próbowała
chodzić na Mszę św. do kaplicy. Widząc, jak się męczyła w drodze,
niektórzy donieśli o tym dyrektorowi szpitala, dr. Adamowi Silbergowi,
który jednakże odpowiedział: – To jest nadzwyczajna siostra, widziałem, jak
szła do kaplicy trzymając się muru. Inna by tak nie potrafiła, ale ja jej tego
zabronić mogę.
Niezwykle
wymowny będzie w tym miejscu fragment Rozmowy miłosiernego Boga
z duszą cierpiącą, który święta Mistyczka umieściła w swoim
Dzienniczku:
Dusza
cierpiąca jest najbliżej Mego Serca – mówi Jezus. – Wiedz, że tę siłę, którą
masz w sobie do znoszenia cierpień, musisz zawdzięczać częstej Komunii
św., a więc przychodź często do tego źródła miłosierdzia i czerp
naczyniem ufności cokolwiek ci potrzeba (Dz 1487).
Jezus
Eucharystyczny, podobnie jak do Piotra, mówi dzisiaj do nas: „Przyjdź!”.
Rozpoznaj Moją żywą obecność i przyjdź z wiarą i ufnością do Mego Serca
otwartego dla Ciebie.
O. Emilien
Tardif, dzieli się z nami takim świadectwem: „W lutym 1987 przeprowadzaliśmy
trzydniowe rekolekcje charyzmatyczne w Vega, w Republice Dominikańskiej. Były
to rekolekcje bardzo poruszające, które kończyły się na stadionie w obecności
wielkiego tłumu. W niedzielne popołudnie celebrowana była końcowa Eucharystia,
połączona z modlitwą o uzdrowienie. Pewna kobieta z sąsiedniej wioski chciała
wziąć udział w Mszy i poprosić Boga o uzdrowienie z raka piersi. Aby tam
przybyć, musiała przekroczyć rzekę w bród. Niestety, nocą ulewny deszcz
sprawił, że rzeka niezwykle wezbrała. Kiedy kobieta ta przyszła nad rzekę, nie
mogła już jej przekroczyć. Dlatego też nie była w stanie wziąć udziału w
modlitwie za chorych. Jednak modliła się z wiarą, mówiąc Panu: - Ty
jesteś obecny wszędzie, Ty możesz mnie uzdrowić tutaj. Trwała na modlitwie,
zjednoczona w duchu z tłumem zgromadzonym na Mszy świętej osiem kilometrów
dalej. Kobieta ta oddała swą chorobę Panu i wróciła do domu. Nazajutrz, kiedy
się obudziła, nie czuła już bólu, gruczoły rakowe całkowicie zniknęły. W
miesiąc później złożyła swoje świadectwo wszystkim, opowiadając o tym, jak nie
mogła przejść przez rzekę i jak Pan sam ją przekroczył, aby ja odszukać i
uzdrowić. Teraz wszyscy przekraczający tę rzekę wiedzą, że tędy przeszedł Pan
ze swą miłością, dla której nie ma granic ani przeszkód”.
Drodzy Moi! To
świadectwo jest piękną ilustracją do dzisiejszej Ewangelii. Pomaga nam
zrozumieć co to znaczy wyjść na spotkanie Pana kroczącego po wodzie i zaufać Mu
całkowicie.
Choć wiatr
jest przeciwny i potężne fale uderzają w łódź naszego życia, naszego
małżeństwa, naszej rodziny – wyjdźmy Mu na spotkanie, przez wiarę i całkowite
zawierzenie Jego miłującemu Sercu, jak Piotr kroczący po falach. A w chwilach
naszej ludzkiej słabości nie rozpaczajmy, nie rezygnujmy z walki o świętość i
coraz większą miłość, ale z pokorą i ufnością przyjdźmy do Jezusa, który przy
kratkach konfesjonału czeka na nas w osobie kapłana. Miłosierny Zbawiciel
usłyszy nasze wołanie, jak usłyszał wołanie tonącego Piotra: „Panie, ratuj
mnie!”. „Tylko w Tobie moja nadzieja i moje zbawienie”. Chrystus przez kapłana
w sakramencie spowiedzi wyciągnie nad nami swoją prawicę, obdarzy
miłosierdziem, nie pozwoli utonąć, ale ocali nas, przywróci chrzcielną szatę
łaski i godność umiłowanego dziecka Bożego, uleczy rany serca, napełni pokojem
i odwagą na drogę wiary do dalszego pięknego chrześcijańskiego życia. Pamiętajmy,
że bez Chrystusa nic nie możemy uczynić. A zarazem jak mówi św. Paweł:
„Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”. Dlatego przez św. Faustynę Zbawiciel
mówi do każdego z nas: „złączona z moją prawicą dokonasz wszystkiego" (Dz.
1374).
Przyjdźmy
zatem do Boskiego Odkupiciela, który ze swoją zbawczą miłością czeka na nas w
konfesjonale. Uchwyćmy się Jego miłosiernej prawicy i powiedzmy Mu: „Jezu, ufam
Tobie!’.
Papież
Franciszek kieruje naszą uwagę na miłosierne oblicze Zbawiciela mówiąc:
„Nie bójcie
się spojrzeć Mu w oczy pełne nieskończonej miłości i pozwólcie, aby On ogarnął
was swoim miłosiernym spojrzeniem gotowym przebaczyć każdy wasz grzech.
Spojrzeniem, które może przemienić wasze życie i uleczyć rany waszych dusz.
Przyjdźcie do Niego i nie bójcie się! Przyjdźcie, by powiedzieć Mu z głębi
waszych serc: „Jezu ufam Tobie!”. Pozwólcie, by dotknęło was Jego bezgraniczne
Miłosierdzie”.
Przez świętą
Faustynę Chrystus mówi:
„Mam
szczególne upodobanie w duszy, która zaufała dobroci Mojej”.
„Dusza, która
zaufa Mojemu miłosierdziu, jest najszczęśliwsza, bo Ja sam mam o nią
staranie”.
Do tego
zachęca nas św. Teresa z Karmelu w Lisieux. W chwilach doświadczania strasznych
prób wiary i udręk duchowych oraz ogromnych cierpień związanym z gruźlicą,
która coraz bardziej wyniszczała jej młody organizm, powie: „Dziś jedyną moją
busolą jest zawierzenie Bogu”.
Podobnie nasza
Święta Faustyna w godzinie życiowej Kalwarii napisze: Z ufnością dziecka rzucam
się w objęcia Twoje, Ojcze miłosierdzia (…) Prowadź mnie, drogami jakimi
Ci się podoba, zaufałam całkowicie woli Twojej, która jest dla mnie miłością
i miłosierdziem samym. Od tej chwili żyję w najgłębszym spokoju, bo
sam Pan niesie mnie na ręku swoim (Dz 1264).
Katarzyna z Tczewa wspomina sytuację, gdy znalazła się w obliczu
głębokiego kryzysu duchowego, choroby i trudności życiowych: „Pamiętam dzień, (…) kiedy wyszłam
na balkon mojego domu, spojrzałam w niebo i zawołałam na cały głos: „ Boże mój,
czy Ty już całkowicie zapomniałeś o mnie...gdzie jesteś? Przecież to ja….nie
pamiętasz mnie?” Nastała głucha cisza, przez którą przedzierał się tylko mój
płacz. I wtedy poczułam w sercu pragnienie pójścia na wieczorną Eucharystię.
Pomysł ten wydawał mi się trochę absurdalny ale potrzeba serca stawała się tak
silna, ze postanowiłam posłuchać wewnętrznego pragnienia. Poszłam do kościoła
ale Eucharystię przesiedziałam jako słuchacz, z oczu którego sączyły się łzy.
Wychodząc z Kościoła pomyślałam, że tak naprawdę nic się nie wydarzyło, nic nie
poczułam jednak w pewnej chwili mój wzrok przykuł pewien plakat wiszący w
gablocie przy drzwiach wyjściowych. Był to obraz przedstawiający ślady stóp na
piasku i słowa anonimowego autora: „Po każdym z minionych dni zostawały na
piasku dwa ślady mój i Pana. Czasem jednak widziałem tylko jeden
ślad odciśnięty w najcięższych dniach mego życia. I
rzekłem: “Panie postanowiłem iść zawsze z Tobą przyrzekłeś być zawsze
ze mną; czemu zatem zostawiłeś mnie samego wtedy, gdy mi było tak
ciężko?” Odrzekł Pan: “Wiesz synu, że Cię kocham i nigdy Cię nie
opuściłem. W te dni, gdy widziałeś jeden tylko ślad ja niosłem Ciebie
na moich ramionach.”
To był moment
mojego nawrócenia. Zrozumiałam, ze to nie Bóg odwrócił się ode mnie zapominając o mnie ale że to Ja
dokonałam tego wyboru odsunięcia się od
Miłości Boga… Przez tyle lat mój Bóg, mój Ojciec, cierpliwie czekał na mnie z
otwartymi ramionami i Sercem pełnym Miłości, żeby jak tylko zapragnę przemiany
życia, przywrócić mi godność dziecka Bożego”.
Najmilsi
bracia i siostry!
Za chwilę
Jezus Żywy obecny w sakramencie Miłości, w darze Najświętszej Eucharystii,
przyjdzie do naszego serca. Jak dziecko biegnie do matki, tak my biegnijmy w
Jego ramiona, wołając dzisiaj, jutro i zawsze: „Jezu, ufam Tobie!”.
Spraw, abyśmy
z miłością przyjmowali Twoją wolę, zawierzając się każdego dnia Twoim
miłosiernym dłoniom.
Zachęca nas do
tego Sługa Boży ks. Dolindo Ruotolo, neapolitański tercjarz franciszkański,
charyzmatyczny kapłan, mistyk, który przekazuje nam słowa Pana:
„Zaprawdę
powiadam wam, każdy akt prawdziwego oddania i zawierzenia mi przyniesie owoc i
rozwiąże napięte sytuacje. (…) Wiele łask spada na was, jeśli tylko modlitwa
wasza staje się pełnym zawierzeniem i oddaniem się Mi. W bólu i cierpieniu
prosisz, bym działał, ale tak jak ty tego chcesz... Nie zwracasz się do Mnie, a
chcesz jedynie, bym się dopasował do twoich potrzeb i zamysłów. Nie jesteś
chory, skoro prosząc lekarza o pomoc, sugerujesz mu leczenie.
Módlcie się
tak, jak was nauczyłem: »Bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi«, czyli
to Ty wejdź i działaj w tej mojej potrzebie, (…) Jeśli powiesz mi naprawdę:
»bądź wola Twoja«, czyli jakbyś mówił: »Ty się tym zajmij«, wkroczę z całą moją
mocą i rozwiążę najtrudniejsze sytuacje. (…)
Powiadam ci,
że się tym zajmę i podejmę działania jak lekarz. Uczynię nawet cud, jeśli
będzie to potrzebne. Masz wrażenie, że sytuacja się pogarsza? Nie burz się;
zamknij oczy i mów: »Jezu, Ty się tym zajmij«. Powtarzam ci, że się tym zajmę,
że nie ma potężniejszego lekarstwa niż moje działanie z miłości”. Amen.
o. Piotr
Męczyński OCarm. Obory, 9 sierpnia A. D. 2026
|