Drodzy w Sercu Jezusa, bracia i siostry!
Matka Boża zwracając się w Wielką Sobotę do
ks. Stefano Gobbiego, włoskiego kapłana, mistyka, założyciela Kapłańskiego
Ruchu Maryjnego i kandydata na ołtarze, powiedziała:
„Najmilsi synowie, pozostańcie blisko
waszej bolejącej Mamy w tym jedynym dniu, kiedy pozostałam bez Swojego Syna.
Jego ciało ułożone w pośpiechu i okryte
najczystszym płótnem spoczywa martwe w nowym grobie. Ja czuwam w boleści i na
modlitwie, w ufności i nadziei, w pewnym oczekiwaniu Jego zmartwychwstania.
Pocieszcie Mnie w bólu. Popatrzcie, czy
jest boleść podobna do boleści Mojej? Moje oczy widzą ponownie z przerażeniem
całe okrucieństwo, złośliwość, nieludzkie bestialstwo ukrzyżowania i śmierci
Jezusa na Krzyżu.
W myślach powracam do radosnej chwili
Zwiastowania; do śpiewów anielskich i do – przekazanego małym i ubogim –
radosnego ogłoszenia Jego narodzenia się w Grocie; do szczęśliwego czasu Jego
dzieciństwa, Jego dorastania i wieku młodzieńczego, kiedy pochylał się nad Swą
codzienną pracą; do krótkich i intensywnych lat publicznej misji, kiedy głosił
Dobrą Nowinę i kiedy mali, ubodzy, chorzy i grzeszni słuchali Go i podążali za
Nim.
Moje życie było zawsze naznaczone
obecnością przy Mnie Mojego Syna Jezusa.
– Pocieszcie Mnie w bólu. To właśnie po to,
by Mi dotrzymać słodkiego towarzystwa w Mojej samotności, rozszerzyła się od
pierwszych czasów Kościoła pobożna praktyka traktowania soboty jako dnia
szczególnej czci waszej Niebieskiej Mamy. W Fatimie prosiłam o ofiarowanie Mi
pięciu pierwszych sobót miesiąca na znak dziecięcego i pełnego miłości
wynagradzania. (…)
Uczcie się ode Mnie wierzyć, ufać, kochać.
Uczcie się ode Mnie powierzać się z pewną
ufnością Prawdzie Słowa Bożego. W chwilach wątpliwości i w ciemności proście
Mnie o pomoc, aby czuwać na modlitwie i w oczekiwaniu.
Kiedy Jezus powróci do was w blasku Swej
Boskiej chwały, wtedy ta biedna, grzeszna i zraniona ludzkość, która leży we
wnętrzu grobu zepsucia i śmierci, wyjdzie, aby wreszcie rozpocząć nowe czasy
swego odrodzonego życia.” (Capoliveri (Livorno), 6.04.1996, Wielka Sobota).
Bł. Anna Katarzyna Emmerich, augustianka,
mistyczka i stygmatyczka z Dulmen, pisze: „Następnego dnia była Wielka Sobota.
Najświętsza Panna, przepełniona miłością i tęsknotą, (…) obchodziła samotna
całą Drogę Krzyżową Jezusa, mijała jedną opustoszałą ulicę za drugą,
zatrzymując się na wszystkich miejscach, gdzie Jezus doznał cierpienia i
jakiejkolwiek katuszy. (…) Często przyklękała na ziemi i wokół dotykała ręką
kamieni, a potem przykładała ją do ust, jak gdyby, dotknąwszy się świętych
śladów krwi Jezusa, ze czcią je całowała. Choć była noc, jednak Maryja widziała
jasno wszystkie miejsca, uświęcone męką Jezusa, więc obchodziła je, przejęta
miłością i czcią...”.
Pewność, że Jezus zmartwychwstanie w
chwale, czyniła lżejszym Jej ból tego dnia: po sobocie grobu nastąpi niedziela zmartwychwstania.
Nasz wielki Rodak Św. Jan Paweł II uczy: „Oczekiwanie,
które wypełniło Wielką Sobotę, jest jednym z najwznioślejszych momentów w
dziejach wiary Matki Bożej: w ciemnościach spowijających wszechświat zawierza
się Ona całkowicie Bogu życia i rozważając słowa Syna z nadzieją czeka na pełną
realizację Boskich obietnic” (21 maja 1997).
„W tej sobotniej ciszy płomyk wiary całej
ludzkości płonął jedynie u Maryi. To prawda, że w swoim sercu pragnęła umrzeć
wraz z Synem, ale musiała zacząć nową misję naszej Matki, powierzoną Jej pod
krzyżem przez umierającego Syna. Bez chwili wahania powtórzyła swoje fiat, a
jej misja zaczęła się właśnie od Wielkiej Soboty, kiedy ofiarowała Bogu swoją
niezachwianą wiarę. Tylko Ona wierzyła. Tylko Ona przygotowywała się na wielkie
wydarzenie, którego nikt inny się nie spodziewał. Być może medytowała nad symbolem
„trzeciego dnia”, w którym odnalazła dwunastoletniego Jezusa w świątyni. Być
może rozważała przekazane Jej słowa, którymi Jezus kończył zawsze zapowiedź
swojej męki: „... a trzeciego dnia zmartwychwstanie” (zob. Łk 9,22).
Apostołowie tych słów nie rozumieli, ale zapewne Jej serce było pełne nadziei i
ufności” (Gabriele Amorth).
Św. Jan Paweł II wzywa: „Przyjmijmy
Maryję, którą umierający Syn uczynił duchową Matką swych uczniów, i powierzmy
się Jej, abyśmy pozostali wierni Bogu w pielgrzymce od chrztu do chwały”.
Ona nauczy nas modlić się z ufnością,
cierpieć z uległością, kochać w czystości serca, wierzyć wiarą niewzruszoną,
ufać heroicznie, nawet wbrew dostrzeganym faktom. Tylko Ona może bezpiecznie
przeprowadzić nas w wierze i nadziei przez życiową kalwarię do światła
wielkanocnego poranka.
Pani Józefa z Twardogóry wspomina: „Byłam
zabrana do więzienia, gdzie przebywałam przez dziewięć miesięcy, a następnie
zabrano mnie do obozu koncentracyjnego w Rawensbruck. Tam żyłam zawsze nadzieją
i ufnością zawierzoną Bogu, że przetrwam. Było nas w obozie 18.000 osób.
Niektórzy upadali na duchu i umierali z nędzy i głodu, a my, Polki, miałyśmy na
bloku siostrę przełożoną, z którą zawsze odmawiałyśmy różaniec i śpiewałyśmy
„Kto się w opiekę...”. Byłam wycieńczona z głodu, ale nie traciłam nadziei. W
obozie nie wolno było się modlić, bo za to więźniowie byli bici, a nawet karani
śmiercią. Modliłam się więc w duchu. Kiedy zauważyłam, że grozi nam
niebezpieczeństwo, poleciłam siebie i siostrę Tobie Matko i Twojemu Synowi, i
wytrwałam, a także i moja siostra. Po czterech latach wyszłyśmy na wolność.
Jako wotum składam różaniec, na którym się modliłam w obozie...”.
Bł. Kardynał Stefan Wyszyński mówi: „Może
człowiekowi wydawać się niekiedy, że wszystko w nim zamarło, że znikąd żadnej
nadziei i pomocy – nawet Bóg milczy – a jednak i w takim momencie jest przy nas
Maryja. Ona stoi nie tylko pod krzyżem Chrystusa, ale pod krzyżem każdego z
nas. Jest naszą Nadzieją jedyną”.
Tak, Maryja jest Matką naszej nadziei. Ona
pokazała siłę swojej nadziei w najtrudniejszych chwilach życia. Brak nadziei
nie zranił nigdy Jej matczynego Serca.
Arcybiskup Mediolanu Carlo Maria Martini
mówi: „Maryja przeżywa swoją Wielką Sobotę we łzach, lecz jednocześnie mocą
swej wiary wspiera kruchą nadzieję uczniów. To w czasie tej soboty, między
cierpieniem Krzyża i radością Paschy, uczniowie doświadczają milczenia Boga,
ciężaru Jego pozornej porażki, rozpaczy z powodu nieobecności Nauczyciela,
który – po ludzku sądząc – dostał się do niewoli śmierci. To w czasie tej
Wielkiej Soboty Maryja czuwa w oczekiwaniu. Nie traci wiary w spełnienie
obietnicy Bożej. I mocy nadziei, która wskrzesza zmarłych.
Wielką Sobotę uczniowie przeżywają w
wielkiej samotności po śmierci Jezusa, a więc Tego, który był opoką ich
wspólnoty. Maryja pozostaje z uczniami, pociesza ich, jednoczy, dodaje odwagi.
W czasie milczenia Boga i pozornej porażki ukrzyżowanej Miłości jest łączącym
ogniwem, świadkiem współczującej miłości i mającej wkrótce nastąpić nowej
przyszłości. Pełna Ducha Świętego przygotowuje się w Wieczerniku, wraz z
uczniami, na przyjęcie daru nowego początku, który stał się możliwy dzięki
zmartwychwstaniu Jezusa.
Wiara, nadzieja i miłość Maryi mogą nam
pomóc zrozumieć, że czas – także nasz czas – jest jakby jedną, wielką „sobotą”.
Żyjemy między „już” pierwszego przyjścia Pana i „jeszcze nie” Jego powtórnego
przyjścia – jako pielgrzymi podążający w stronę „ósmego dnia”, niekończącej się
niedzieli, którą On sam rozpocznie na końcu czasów.
Nie możemy zatrzymywać się w mroku
Wielkiego Piątku, w swego rodzaju „chrześcijaństwie bez zbawienia”. Nie możemy
jednak także przyśpieszać pełni objawienia paschalnego zwycięstwa, które dokona
się z chwilą powtórnego przyjścia Syna Człowieczego.
Powinniśmy żyć jak pielgrzymi w nocy
rozjaśnionej nadzieją wiary i ogrzewanej autentycznością miłości. Tak jak
Maryja w Wielką Sobotę Jej wiary przepełnionej miłością. A wtedy, w „sobotę
czasów”, oczy nasze dostrzegą przebłyski obiecanego świtu. Rozjaśnią się
pierwszymi promieniami dnia, który nie przemija, Ósmego i Ostatniego,
pierwszego dnia życia wiecznego dla wszystkich zmartwychwstałych w
Zmartwychwstałym” (Arcybiskup Mediolanu Carlo Maria Martini, 6 sierpnia 2000
r.).
W tej „Wielkiej Sobocie Dziejów”, którą
przeżywamy Maryja jest więc po macierzyńsku obecna i mówi do każdego z nas, jak
do siostry Łucji w Fatimie: „Moje Niepokalane Serce będzie twoim
schronieniem i drogą, która cię zaprowadzi do Boga”.
Prymas Tysiąclecia przypominał: „Radość
Matki Chrystusowej przeplatała się z niepokojem i cierpieniem. Musiała przeżyć
tragedię Kalwarii, ale smutek Maryi odmienił się w radość Zmartwychwstania. I
nasze smutki odmienią się kiedyś w radość. Każdy z nas będzie miał w swoim życiu
najradośniejszą chwilę – zmartwychwstania”.
Pięknie zdaje się przypominać o tym Piesza
Nocna Pielgrzymka Pokutna, która już od blisko 22 lat w każdą trzecią sobotę
miesiąca wyrusza z sanktuarium Matki Bożej Brzemiennej w Skępem do sanktuarium
Matki Bożej Bolesnej w Oborach. 23 – kilometrowa pielgrzymka zaczyna się w
sobotni wieczór, a kończy w niedzielny poranek. O czy nam ona przypomina? Maryja
pozostała wierna Chrystusowi „od betlejemskiej groty aż na szczyt Golgoty”, aż
do niedzielnego poranka Jego chwalebnego zmartwychwstania. Tą paschalną drogę –
„przez krzyż do chwały zmartwychwstania” – Maryja przeszła razem z Jezusem jako
pierwsza i pragnie poprowadzić tą jedyną drogą zbawienia wszystkie swoje dzieci
przekazane Jej w testamencie z krzyża.
Biskup Płocki Stanisław Wielgus udzielając
pielgrzymom swojego błogosławieństwa napisał: „Wasza pielgrzymka jest
szczególna: trud pieszej wędrówki podejmujecie bowiem nocą. Biorąc na siebie to
dodatkowe obciążenie pokazujecie też, że ludzkie życie przypomina współcześnie
bardziej, niż kiedykolwiek wędrówkę, w której ciemności i mgławice fałszywych
ideologii, rozświetla Jedyne prawdziwe światło, jakim jest Zmartwychwstały
Chrystus”.
Każda sobota w liturgii Kościoła
poświęcona jest Matce Bożej i stanowi podziękowanie za Jej Wielką Sobotę, gdy
Maryja jako jedyna zachowała w sercu płomień wiary i nadziei na chwalebne
zmartwychwstanie Chrystusa. Był to zarazem pierwszy dzień Jej misji duchowego
macierzyństwa wobec odkupionej ludzkości. Wtedy Jej Niepokalane Serce po raz
pierwszy stało się dla wszystkich bezpiecznym schronieniem i światłem
prowadzącym w ramiona Zmartwychwstałego Pana.
W tym miejscu ze wzruszeniem i
wdzięcznością wspominam Mszę św. sprawowaną w Wielkim Tygodniu 2006 roku przy
małym ołtarzu Matki Bolesnej (Stabat Mater) na Golgocie w Bazylice Bożego Grobu
w Jerozolimie.
Św. Jan Paweł II naucza: „Z Kościołem i
jako Matka Kościoła, Maryja jest obecna w każdej z naszych celebracji
eucharystycznych. (...) W Eucharystii Kościół łączy się w pełni z Chrystusem i
z Jego ofiarą, utożsamiając się z duchem Maryi” (Ecclesia de Eucharistia,
57-58).
W Wielką Sobotę chrześcijanie jednoczą się
z Matką Bolesną w modlitewnym oczekiwaniu, adorując Najświętszy Sakrament
Ołtarza umieszczany przy symbolicznym Bożym Grobie. Pozostając w duchowej więzi
z Maryją wyznają: „zjednoczeni w miłości wspominamy śmierć Jego, z żywą
wiarą wyznajemy Jego zmartwychwstanie i z mocną nadzieją oczekujemy Jego
przyjścia w chwale” (por. 5. Prefacja Zwykła, Proklamacja misterium
Chrystusa).
Kościół codziennie jednoczy się z Maryją,
gdy sprawuje Eucharystię, pamiątkę śmierci i zmartwychwstania swojego Pana.
Można powiedzieć, że wiara, nadzieja i miłość Maryi Wielkiej Soboty znajduje
swoje przedłużenie w aklamacji jaką lud wypowiada po konsekracji: „Głosimy
śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego
przyjścia w chwale”.
„Ten aspekt „eschatologiczny” daje
Sakramentowi Eucharystii ogarniający nas dynamizm, który drodze
chrześcijańskiej nadaje wymiar nadziei” – uczy św. Jan Paweł II (Mane nobiscum
Domine, 15).
„Eucharystia kieruje do ostatecznego celu,
jest przedsmakiem pełni radości obiecanej przez Chrystusa (por. J 15,11); w
pewnym sensie jest antycypacją Raju – w niej „otrzymujemy zadatek przyszłej
chwały”. W Eucharystii wszystko wyraża pełne nadziei oczekiwanie „przyjścia
naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa”. Kto się karmi Chrystusem w Eucharystii,
nie potrzebuje wyczekiwać zaświatów, żeby otrzymać życie wieczne: posiada je
już na ziemi, jako przedsmak przyszłej pełni, która obejmie człowieka do końca.
W Eucharystii otrzymujemy także gwarancję zmartwychwstania ciał, które nastąpi
na końcu świata: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a
Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (J 6,54). Ta gwarancja przyszłego
zmartwychwstania wypływa z faktu, że Ciało Syna Bożego, pozostawione jako
pokarm, jest chwalebnym Ciałem Zmartwychwstałego. W Eucharystii – żeby tak
powiedzieć – staje się dostępna „tajemnica” zmartwychwstania. Dlatego też
słusznie św. Ignacy Antiocheński określał Chleb eucharystyczny jako „lekarstwo
nieśmiertelności, antidotum na śmierć (...) Patrząc na Maryję, poznajemy
przemieniającą moc, jaką posiada Eucharystia. W Niej dostrzegamy świat
odnowiony w miłości. Kontemplując Ją wziętą do Nieba z duszą i ciałem,
dostrzegamy skrawek „nowych niebios” i „nowej ziemi”, które otworzą się przed
naszymi oczyma wraz z powtórnym przyjściem Chrystusa. Tu na ziemi Eucharystia
stanowi ich „rękojmię” i, w pewnym sensie, antycypację: Veni, Domine Jezu! (Ap
22,20). W pokornym znaku chleba i wina, przemienionych w Jego Ciało i Jego
Krew, Chrystus wędruje razem z nami, jako nasza moc i nasz wiatyk, i czyni nas
świadkami nadziei dla wszystkich” (Jan Paweł II, Ecclesia de Eucharistia). Amen.
o. Piotr Męczyński OCarm.
Obory,
Wielka Sobota – 4 kwietnia A. D. 2026
|