Drodzy w Sercu Jezusa, bracia i siostry,
zgromadzeni na Oborskiej Kalwarii w Domu Matki Bolesnej!
Przeżywamy
IV Niedzielę Wielkiego Postu. Stajemy dzisiaj wobec tajemnicy Chrystusowego
krzyża i ludzkiego cierpienia. Wobec daru i tajemnicy działania miłującego
Boga, tak jak było to w przypadku niewidomego z dzisiejszej Ewangelii. Ten
znany wszystkim w okolicy żebrak, ślepy od urodzenia, został cudownie
uzdrowiony przez Chrystusa, jakby narodził się na nowo, gdy obmył swoje oczy
przy sadzawce Siloam – tak jak polecił mu Nauczyciel z Nazaretu.
Działania Chrystusa, aby przywrócić wzrok
niewidomemu są pełne symboliki. W pierwszej kolejności miesza ziemię ze śliną i
nakłada powstałe błoto na jego oczy. Ten gest przypomina fragment z księgi
Rodzaju, w którym opowiada się o stworzeniu człowieka jako o ulepieniu go przez
Boga z prochu ziemi i nadania mu życia poprzez boże tchnienie (por. Rdz 2,7).
Pan Jezus, uzdrawiając tego człowieka, dokonuje nowego stworzenia. Ten
niewidomy od urodzenia, narodzi się na nowo, rozpocznie nowe życie, ponieważ
zacznie widzieć. Następnie Pan Jezus mówi mu, aby poszedł obmyć się w
sadzawce Siloam, i on idzie tam, obmywa się i odzyskuje wzrok. Woda z tej
sadzawki, która obmywa jego oczy jest symbolem wody chrzcielnej, która czyni
nas zdolnymi do widzenia oczami wiary. Ewangelista zwraca uwagę, biorąc pod
uwagę czytelników, którzy nie znają hebrajskiego, że Siloam oznacza „posłany”,
ale przede wszystkim czyni to, aby zaznaczyć, że Pan Jezus jest tym Posłanym
przez Boga, który, kiedy się do niego przychodzi, w sposób szczególny poprzez
włączenie w jego śmierć i zmartwychwstanie w wodach chrztu, czyni nas zdolnymi,
aby widzieć.
Zwróćmy
też uwagę, że Jezus Boski Lekarz prowadził niewidomego stopniowo, z miłością i
łagodnością, do poznania prawdy o sobie jako obiecanym i oczekiwanym Mesjaszu i
wyznania wiary w Niego.
Niewidomy
nie spotkał Go wcześniej. Dlatego mówił o swoim Dobroczyńcy: „Człowiek, zwany
Jezusem”, „prorok” aż wreszcie przy powtórnym spotkaniu gdy „Jezus (…) rzekł do
niego: «Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?» On odpowiedział: «A któż to jest,
Panie, abym w Niego uwierzył?» Rzekł do niego Jezus: «Jest nim Ten, którego
widzisz i który mówi do ciebie». On zaś odpowiedział: «Wierzę, Panie!» i oddał
Mu pokłon”.
Oczami
wiary rozpoznał, wargami wyznał i nowym życiem oddał chwałę swemu Panu i
Zbawcy. Wiedział, że odtąd jego życie i wieczność są w rękach Tego, który łaskawie
rozpromienił nad nim swoje Oblicze i powiedział o sobie: „Ja jestem światłością
świata, kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał
światło życia”. Wiedział, że sam teraz jest posłany, aby innym nieść światło
Chrystusowej Ewangelii i głosić wszystkim „niewidomym przejrzenie”.
Drodzy
bracia i siostry! Drodzy uczestnicy wielkopostnej liturgii!
Prefacja
dzisiejszej Mszy Świętej przypomina nam, że Jezus Chrystus „przez sakrament
chrztu świętego uwalnia nas od ciemności grzechu, abyśmy byli dziećmi
światłości”. Tradycja mówi o św. Otylii (ur. ok. 660), patronce ślepych, że będąc niewidomą od urodzenia, odzyskała wzrok podczas chrztu.
Kościół starożytny nazywał sakrament chrztu oświeceniem. Spotkanie z Chrystusem w czasie chrztu otwiera oczy, oświeca
i wprowadza w duchową rzeczywistość – w intymną więź z Bogiem. Wiara to
nowy sposób widzenia. Poprzez nią odkrywamy Boga we wszystkim – w
stworzeniach, w ludziach, w nas samych, w zdarzeniach naszego życia. W
tym świętym czasie nawrócenia, jesteśmy wezwani, aby spotkać się osobiście z
Jezusem, który w sakramentalnej spowiedzi obmywa nas z nędzy grzechu i uzdrawia
z duchowej ślepoty.
"Dopóki nie spotkam Boga, jestem niewidomy, żyję życiem
połowicznym. Odradzam się do pełni życia dopiero wtedy, kiedy spotkam
się z Bogiem, kiedy stanę przed Nim w prawdzie, pokażę Mu się takim,
jaki jestem, niczego nie ukrywając. Bóg jest światłością świata – i
moją. Pokaże to noc paschalna, która zajaśnieje pełnią światła" (O. prof. Zdzisław Kijas). Pewna
kobieta pisze: „Od wielu lat jestem chora na cukrzycę, co jest przyczyną tego,
że zaczęłam tracić wzrok. Miałam już osiem zabiegów, które miały powstrzymać
utratę wzroku ale choroba dalej postępowała. Mieszkam sama w Niemczech, do
kościoła chodziłam rzadko, bo mam bardzo daleko, a mój słaby wzrok ograniczał
moje możliwości samodzielnego poruszania się. Będąc na odwiedzinach w Polsce,
dzieci zabrały mnie na spotkanie modlitewne. Ze spotkania i modlitwy wyniosłam
bardzo ważną naukę „Bogu trzeba zaufać”. W maju przyjechałam ponownie i
zdecydowałam się na spowiedź generalną. Po spowiedzi, modląc się w kaplicy,
stopniowo zaczęłam widzieć szczegóły krzyża nad ołtarzem, przecierałam
kilkakrotnie oczy i za każdym razem widziałam więcej. Najpierw głowę Jezusa,
potem postać do połowy, aż w końcu zobaczyłam całego Jezusa na krzyżu. Zostałam
uzdrowiona! Wcześniej w tej kaplicy byłam dwa razy i widziałam tylko czarny
krzyż. Szlochając, zaczęłam dziękować Bogu za uzdrowienie. Teraz, każdego dnia,
kiedy wstaję i spoglądam na świat dziękuję Bogu za uzdrowienie i wiem, że Jezus
jest ze mną”.
Drodzy bracia i siostry!
Okres
Wielkiego Postu jest nam dany przez dobroć i miłosierdzie Boga, abyśmy ponownie
zapatrzyli się w najdroższy wizerunek Chrystusa Ukrzyżowanego, towarzyszyli Mu
w Jego kalwaryjskiej drodze, jest czasem osobistego nawrócenia i pokuty za
grzechy, pojednania z Bogiem i ludźmi, oczyszczenia serca z pychy i
nieuporządkowanych grzesznych przywiązań, wszelkich nałogów, oraz tego
wszystkiego co czyni nas duchowymi ślepcami.
Do
tego wszystkich nas, którzy przez chrzest staliśmy się uczniami Chrystusa,
zachęca dzisiaj św. Paweł mówiąc: „Bracia: Niegdyś byliście ciemnością, lecz
teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości. Owocem
bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda. Badajcie, co
jest miłe Panu”.
Drodzy bracia i siostry!
W tym roku obchodzimy 150 – rocznicę urodzin błogosławionej
Matki Elżbiety Róży Czackiej, prekursorki polskiej tyflologii, założycielki
Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi oraz Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek
Służebnic Krzyża, którego charyzmatem jest troska o osoby niewidome.
Róża Czacka przyszła na świat w rodzinie arystokratycznej 22
października 1876 r. w Białej Cerkwi (leżącej na terenie obecnej Ukrainy) jako
czwarte i najmłodsze z dzieci hrabiego Feliksa Czackiego i Zofii z
Ledóchowskich.
Od dzieciństwa miała problemy ze wzrokiem. Do ostatecznej jego
utraty przyczynił się niefortunny upadek z konia. Rodzice nie mogli się
pogodzić, że ich najmłodsza córka, która dopiero wchodzi w życie, traci wzrok.
Róża miała wtedy 22 lata. Czaccy wozili córkę po Europie od jednej
sławy okulistycznej do drugiej. Przed wyjazdem na kolejną operację Róża poszła
do znanego jej okulisty doktora Bolesława Gepnera i spytała wprost, czy ma to
sens.
„Niech pani nie pozwoli wozić się do żadnych sław zagranicznych,
bo tu już nie ma nic do zrobienia, stan wzroku jest beznadziejny” – powiedział
lekarz, przyznając, iż będzie widziała najwyżej trzy miesiące.
Dodał też jeszcze jedno ważne zdanie: „Niech hrabianka zajmie się
niewidomymi w Polsce, których jest dużo i nikt się nimi nie opiekuje. Hrabianka
te możliwości ma”.
Po powrocie do pałacu Róża na trzy dni zamknęła się w swoim
pokoju. Wspominała potem, że był to czas modlitwy. Nie wiemy, co jej dusza
wówczas przechodziła, ale wiemy, że wyszła z mocnym postanowieniem zajęcia się
niewidomymi, zachowując dla doktora Gepnera ogromną wdzięczność i szacunek za
ukazanie jej prawdy. Powiadomiła też najbliższych, że pragnie wyjechać
zagranicę, by nauczyć się, jak pomagać niewidzącym.
Jej głęboka i żarliwa wiara sprawiła, że ten wielki cios przyjęła
jako dar Boży – znak osobistego powołania życiowego. Przezwyciężając swój
osobisty dramat zyskała mądrość serca, która nie pozwala koncentrować się na
sobie. Oddała je zgodnie z wysuniętą przez lekarza propozycją tym, którzy żyli
w nędzy i na marginesie społeczeństwa.
Przez dziesięć lat hrabianka Róża podróżowała po Francji, Belgii,
Szwajcarii, Austrii i Niemczech, gdzie w ośrodkach dla niewidomych zdobywała
wiedzę. Początkowo pomagała pojedynczym osobom, które wyszukiwała w szpitalach.
Finansowała im koszty leczenia, jeżeli była szansa uratowania resztek wzroku. W
1910 r. założyła pierwszy zakład dla niewidomych dziewcząt, gdzie otrzymywały
pełne utrzymanie, edukowały się i zdobywały zawód. Róża osobiście uczyła je
czytania i pisania systemem Braille’a. W 1910 r. założyła Towarzystwo Opieki
nad Ociemniałymi, którego statut władze carskie zatwierdziły w maju 1911 r.
„Róża starała się przekonać społeczeństwo, że wyedukowany
niewidomy może być cennym obywatelem, a także samych niewidzących, iż są zdolni
do samodzielnej pracy. I choć życie przynosiło jej bardzo bolesne
doświadczenia, zaskakiwała otoczenie pogodą ducha i dobrocią. Przekraczała
granice niemożliwego, łamała stereotypy, tworzyła rzeczy nowe” – mówi s.
Alberta Chorążyczewska.
W 1915 r. Róża udała się w odwiedziny do swojego brata na Wołyniu.
Tam zatrzymały ją działania wojenne. Zdecydowała się pozostać w Żytomierzu,
gdzie spędziła trzy lata. Były one czasem szczególnych rekolekcji. Rozpoczęła
samotnie nowicjat w III Zakonie św. Franciszka, rezygnując z hrabiowskich
przyzwyczajeń. Zamieszkała w skromnych warunkach i zaczęła żyć bardzo ubogo. Po
roku złożyła pierwsze śluby zakonne, potem wieczyste, przyjmując habit
franciszkański i imię Elżbieta. Kiedy tylko pojawiła się szansa, pierwszym
pociągiem wróciła do Warszawy. Wkrótce zamieszkała wśród niewidomych, w ciasnym
zakładzie przy ul. Polnej, opuszczając na zawsze pałac Czackich.
S. Elżbieta podjęła starania w kurii warszawskiej o otworzenie w
zakładzie kaplicy i pozwolenie na założenie zgromadzenia zakonnego.
„Jako hrabianka wcześniej była tu mile widziana, ale jako
niewidoma zakonnica, stała się natrętem. «Zachciało się ślepej babie zakon
zakładać» – powiedział jeden z kurialistów. Dzięki pokorze i wytrwałości
wkrótce otrzymała od kard. Kakowskiego ustne pozwolenie na przyjmowanie
kandydatek do nowego zgromadzenia. 1 grudnia 1918 r. przyjmuje się jako datę
założenia Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża, którego
charyzmatem jest służba niewidomym na duszy i na ciele, oraz wynagradzanie za
duchową ślepotę świata”.
W 1922 r., dzięki otrzymanej darowiźnie trzech mórg nieużytków w
Laskach, Matka Elżbieta rozpoczęła budowę zakładu dla niewidomych.
Pragnęła przygotować niewidomych do pełnowartościowego życia w
społeczeństwie ludzi widzących, ale przede wszystkim poprzez wzmocnienie wiary
w Boga chciała przywrócić im sens życia i otwartość na innych ludzi.
Ośrodek
w Laskach pod Warszawą, założony i kierowany przez Matkę Czacką, stał się
nowoczesną placówką przygotowującą niewidomych do samodzielnego życia w
poczuciu własnej wartości i przywracającą im ludzką godność. Matka - sama
niewidoma - realnie umiała ocenić trud dźwigania krzyża ślepoty, a jednocześnie
dostrzegała wartość tego cierpienia.
Nasza
Błogosławiona uczyła, że najważniejszym sposobem pomocy w dźwiganiu krzyża
ślepoty jest przybliżanie niewidomych do Boga, do rozumienia Krzyża
Chrystusowego.
Drodzy
bracia i siostry, tak bardzo potrzebne nam jest światło wiary, aby się nie
załamać w godzinie próby, ale widzieć we wszystkim Święte Oblicze Boga
spoczywające na nas nieustannie, Serce Ojca czuwające nad nami, Jego prawicę
która nas chroni i podtrzymuje zawsze i wszędzie, Jego czułą miłość i słodką
Opatrzność, która wszystko obejmuje i z mądrością kieruje dla naszego
zbawienia.
Jeden
z kapucynów napisał: „Spotkałem kiedyś człowieka, którego krzyżem było to, że
urodził się niewidomy. Gdy podczas szczerej rozmowy zapytałem go o sens tego
krzyża, odpowiedział mi: „Myślę, że Bóg dopuścił ten krzyż po to, abym mógł być
człowiekiem wierzącym. Moi rodzice byli ateistami. Gdybym urodził się zdrowy
wychowaliby mnie na ateistę. Skoro jednak byłem niewidomy od urodzenia, oddali
mnie do zakładu u sióstr zakonnych w Laskach. Tam nie tylko nauczyłem się
czytać i pisać oraz zdobyłem zawód, ale także usłyszałem o Jezusie Chrystusie i
stałem się człowiekiem wierzącym. Wbrew temu, co myślą niektórzy, Bóg dając mi
ten krzyż wyświadczył mi wielkie dobro, okazał mi swoją miłość i za to Mu
dzisiaj dziękuję”.
Matka Czacka mówiła: "Wiara sprawia, że człowiek
przyjmuje każde cierpienie z głębokim przeświadczeniem, że Bóg je dopuszcza dla
jego uświęcenia. Chociaż bardzo cierpi, z miłością zwraca się ku Bogu, bo wie,
że za tym cierpieniem jest miłosierna Opatrzność Boża, która chce jedynie jego
dobra. (…) Cierpienie przyjęte przez nas z poddaniem się Woli Boga i z miłości
ku Niemu zlewa na duszę pokój i radość, te dwa owoce Ducha Świętego, których
świat nie daje i dać nie może”.
Kilka
lat temu Oborskie Sanktuarium nawiedził Witek z Koła, niewidomy od urodzenia.
Podczas
Mszy świętej czytał lekcję. Oczy wszystkich zwrócone były na niego, a on
stał przy ołtarzu, trzymając dłonie na księdze i czytał głośno Słowo Boże,
zapisane Brailleam. To był wzruszający widok... i ta cisza
w kościele. Potem mówił o sobie.
Od
chwili urodzenia był w domu, wśród swoich, tylko przez pierwsze 8 lat.
Musiał wyjechać, ponieważ na miejscu nie było specjalnej szkoły dla
niewidomych. Przyjeżdżał do domu jedynie na Boże Narodzenie i Wielkanoc.
W sumie 24 lata los rzucał go po kraju. Po 1989 roku stracił pracę.
Obecnie przebywa w domu z rodziną, która do niedawna jeszcze była
rodziną katolicką. Niestety jego najbliżsi związali się z sektą, która spotyka
się w jego domu w każdy czwartek. Jestem katolikiem, pragnę nim
być – mówi Witek. Raz już mnie świadkowie Jehowy chcieli w swoje
szeregi wciągnąć. Nie dałem się im.
Od
szkolnych lat nigdy nie spędzałem świąt Bożego Narodzenia, czy Wielkanocy
z dala od domu. Teraz niestety muszę wyjeżdżać, bo świąt po katolicku
wśród swoich nie ma.
W ostatnich
latach Witek spędza je z Siostrami Orionistkami w Kole, gdzie tak jak
w Oborach staje przy ołtarzu w ich domowej kaplicy i czyta Słowo
Boże zapisane Brajlem.
Znamienne
są jego słowa: Może ktoś jest od urodzenia ociemniały lub w inny sposób
poszkodowany przez los lub ma kogoś takiego wśród swoich najbliższych lub
znajomych, to niech się nie załamuje, bo ja chociaż jestem potworny nerwus,
gdybym miał się załamać, to już dawno bym na tym świecie nie był. A znam
jednego człowieka, który mimo tego, że zna mnie od dziecka i wie, że nie
widzę od urodzenia – straciwszy wzrok na skutek cukrzycy się załamał.
Bł. Elżbieta Czacka, Niewidoma Matka Niewidomych, uczyła, że „jedynie
religia Krzyża i Zmartwychwstania daje wytłumaczenie sensu cierpienia
(…). Jedynie niewidomy głęboko wierzący, posiadający pełnię życia Bożego nie
ugnie się pod ciężarem kalectwa. Lecz przyjąwszy je w pełni, przemieni na swoją
siłę.”
Bracia i Siostry! Światło wiary, otrzymanej w darze na chrzcie
świętym, wiary rozwijanej i nieustannie umacnianej poprzez codzienną modlitwę,
słuchanie Słowa Bożego i sakramenty święte, pozwala nam coraz głębiej jednoczyć
się z Chrystusem przez miłość, patrzeć oczami Jezusa na tych, których
spotykamy, widzieć wszystko w świetle ostatecznego celu i z pogodną nadzieją
pośród bolesnych doświadczeń naszego życia podążać razem śladami Pana – „przez
krzyż do Nieba”.
Bł. Matka Elżbieta zaprasza nas dzisiaj do wejścia na drogę pokuty
i nawrócenia, do obmycia z duchowej ślepoty w wodzie Bożego miłosierdzia i
ufnego podążania śladami Jezusa z radosnym śpiewem na ustach:
„Pan
jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie (…) Chociażbym przechodził przez
ciemną dolinę, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną”.
Drodzy bracia i siostry!
Zwróćmy jeszcze uwagę, że dzisiejsza Ewangelia rozpoczyna się
słowami: „Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od
urodzenia”. To Jezus pierwszy go ujrzał i zbliżył się do niego. Prośmy o to
spojrzenie Jezusa dla nas, prośmy o serce widzące, zawsze otwarte, wychodzące
na spotkanie i gotowe do nawiązania bliskiej relacji oraz udzielenia pomocy,
podobnie jak uczynił to miłosierny Samarytanin z Chrystusowej przypowieści.
Nasz Wielki Rodak Święty Jan Paweł II przemawiając do lekarzy
powiedział:
„Przekonujecie się namacalnie, że w waszej pracy nie wystarcza
sama terapia medyczna i środki techniczne, nawet jeśli są stosowane z wzorową
kompetencją zawodową. Potrzebna jest umiejętność ofiarowania choremu także
owego szczególnego lekarstwa duchowego, którym jest autentyczna, serdeczna
relacja międzyludzka”.
Przykładem może być tutaj bł. Władysław Strattmann, węgierski
okulista, nazywany lekarzem ubogich.
- Kiedy jakiś pacjent do mnie przychodzi, jeszcze zanim go
zobaczę, myślę o nim jak o przyjacielu - powiedział kiedyś. To dlatego starał
się znaleźć wystarczająco dużo czasu, aby każdego ze swoich pacjentów
cierpliwie wysłuchać, a tych, którzy leżeli w jego szpitalu, podnieść na duchu
łagodnym uściskiem dłoni. Był to u niego całkiem naturalny odruch. Czuł się
narzędziem Boga, miał świadomość, że jako lekarz chce przywracać zdrowie nie
tylko ciała, ale i duszy. Ten ceniony okulista swój dzień pracy zawsze zaczynał
i kończył modlitwą w przydomowej kaplicy.
We wspomnieniach rodziny można znaleźć opowieść jednej z ciotek
Władysława o pewnym biednym robotniku, który poparzył sobie oczy wapnem. Jedno
oko stracił od razu i wszystko wskazywało na to, że drugiego również nie da się
uratować. Wówczas lekarz z całą swoją liczną rodziną modlili się o ocalenie
wzroku dla biedaka. Kiedy Bóg wysłuchał ich próśb i udało się zapobiec utracie
drugiego oka, chory przyszedł pożegnać się ze swoim lekarzem. Wzruszony upadł
na kolana przed swoim dobroczyńcą. Ukląkł również Władysław i tak znalazła ich
reszta rodziny, jak klęcząc naprzeciw siebie, dziękowali Bogu za pomoc. Zanim
się rozstali, lekarz obdarował jeszcze robotnika nowymi butami i ubraniem.
W swoim pamiętniku napisał: "Nawet jeśli urodziłbym się
tysiąc razy, tysiąc razy powiedziałbym mojemu Bogu: Panie, pozwól mi znowu
zostać lekarzem, abym mógł pracować dla Ciebie i Twojej chwały".
Drodzy bracia i siostry! „Wielki
Post jest czasem leczenia naszej duchowej ślepoty. Jest czasem nawrócenia i
intensywnej formacji naszego sumienia, które jest okiem duszy. (…) Prośmy
Jezusa, aby przywrócił nam dar wewnętrznego widzenia tego, co dobre, piękne i
prawdziwe. Prośmy, abyśmy umieli patrzeć na siebie, bliźnich i cały świat
oczami Boga, pełnymi miłości i miłosierdzia” (o. Roman Jan Hernoga OCD).
Warto, abyśmy pamiętali, że „Pan widzi serce” i „całe nasze życie
tyle jest warte, ile jest w nim miłości” (bł. Stefan Wyszyński). Amen.
o. Piotr Męczyński O.Carm.
Obory, 15
marca A. D. 2026
|