15.03.2026
16.03.2026 - ostatnia aktualizacja
Oczy wiary


Drodzy w Sercu Jezusa, bracia i siostry, zgromadzeni na Oborskiej Kalwarii w Domu Matki Bolesnej!

Przeżywamy IV Niedzielę Wielkiego Postu. Stajemy dzisiaj wobec tajemnicy Chrystusowego krzyża i ludzkiego cierpienia. Wobec daru i tajemnicy działania miłującego Boga, tak jak było to w przypadku niewidomego z dzisiejszej Ewangelii. Ten znany wszystkim w okolicy żebrak, ślepy od urodzenia, został cudownie uzdrowiony przez Chrystusa, jakby narodził się na nowo, gdy obmył swoje oczy przy sadzawce Siloam – tak jak polecił mu Nauczyciel z Nazaretu.

Działania Chrystusa, aby przywrócić wzrok niewidomemu są pełne symboliki. W pierwszej kolejności miesza ziemię ze śliną i nakłada powstałe błoto na jego oczy. Ten gest przypomina fragment z księgi Rodzaju, w którym opowiada się o stworzeniu człowieka jako o ulepieniu go przez Boga z prochu ziemi i nadania mu życia poprzez boże tchnienie (por. Rdz 2,7). Pan Jezus, uzdrawiając tego człowieka, dokonuje nowego stworzenia. Ten niewidomy od urodzenia, narodzi się na nowo, rozpocznie nowe życie, ponieważ zacznie widzieć.

Następnie Pan Jezus mówi mu, aby poszedł obmyć się w sadzawce Siloam, i on idzie tam, obmywa się i odzyskuje wzrok. Woda z tej sadzawki, która obmywa jego oczy jest symbolem wody chrzcielnej, która czyni nas zdolnymi do widzenia oczami wiary. Ewangelista zwraca uwagę, biorąc pod uwagę czytelników, którzy nie znają hebrajskiego, że Siloam oznacza „posłany”, ale przede wszystkim czyni to, aby zaznaczyć, że Pan Jezus jest tym Posłanym przez Boga, który, kiedy się do niego przychodzi, w sposób szczególny poprzez włączenie w jego śmierć i zmartwychwstanie w wodach chrztu, czyni nas zdolnymi, aby widzieć.

Zwróćmy też uwagę, że Jezus Boski Lekarz prowadził niewidomego stopniowo, z miłością i łagodnością, do poznania prawdy o sobie jako obiecanym i oczekiwanym Mesjaszu i wyznania wiary w Niego.

Niewidomy nie spotkał Go wcześniej. Dlatego mówił o swoim Dobroczyńcy: „Człowiek, zwany Jezusem”, „prorok” aż wreszcie przy powtórnym spotkaniu gdy „Jezus (…) rzekł do niego: «Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?» On odpowiedział: «A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?» Rzekł do niego Jezus: «Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie». On zaś odpowiedział: «Wierzę, Panie!» i oddał Mu pokłon”.

Oczami wiary rozpoznał, wargami wyznał i nowym życiem oddał chwałę swemu Panu i Zbawcy. Wiedział, że odtąd jego życie i wieczność są w rękach Tego, który łaskawie rozpromienił nad nim swoje Oblicze i powiedział o sobie: „Ja jestem światłością świata, kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światło życia”. Wiedział, że sam teraz jest posłany, aby innym nieść światło Chrystusowej Ewangelii i głosić wszystkim „niewidomym przejrzenie”.

Drodzy bracia i siostry! Drodzy uczestnicy wielkopostnej liturgii!

Prefacja dzisiejszej Mszy Świętej przypomina nam, że Jezus Chrystus „przez sakrament chrztu świętego uwalnia nas od ciemności grzechu, abyśmy byli dziećmi światłości”.

Tradycja mówi o św. Otylii (ur. ok. 660), patronce ślepych, że będąc niewidomą od urodzenia, odzyskała wzrok podczas chrztu.

Kościół starożytny nazywał sakrament chrztu oświeceniem. Spotkanie z Chrystusem w czasie chrztu otwiera oczy, oświeca i wprowadza w duchową rzeczywistość – w intymną więź z Bogiem. Wiara to nowy sposób widzenia. Poprzez nią odkrywamy Boga we wszystkim – w stworzeniach, w ludziach, w nas samych, w zdarzeniach naszego życia.

W tym świętym czasie nawrócenia, jesteśmy wezwani, aby spotkać się osobiście z Jezusem, który w sakramentalnej spowiedzi obmywa nas z nędzy grzechu i uzdrawia z duchowej ślepoty.

"Dopóki nie spotkam Boga, jestem niewidomy, żyję życiem połowicznym. Odradzam się do pełni życia dopiero wtedy, kiedy spotkam się z Bogiem, kiedy stanę przed Nim w prawdzie, pokażę Mu się takim, jaki jestem, niczego nie ukrywając. Bóg jest światłością świata – i moją. Pokaże to noc paschalna, która zajaśnieje pełnią światła" (O. prof. Zdzisław Kijas). 

Pewna kobieta pisze: „Od wielu lat jestem chora na cukrzycę, co jest przyczyną tego, że zaczęłam tracić wzrok. Miałam już osiem zabiegów, które miały powstrzymać utratę wzroku ale choroba dalej postępowała. Mieszkam sama w Niemczech, do kościoła chodziłam rzadko, bo mam bardzo daleko, a mój słaby wzrok ograniczał moje możliwości samodzielnego poruszania się. Będąc na odwiedzinach w Polsce, dzieci zabrały mnie na spotkanie modlitewne. Ze spotkania i modlitwy wyniosłam bardzo ważną naukę „Bogu trzeba zaufać”. W maju przyjechałam ponownie i zdecydowałam się na spowiedź generalną. Po spowiedzi, modląc się w kaplicy, stopniowo zaczęłam widzieć szczegóły krzyża nad ołtarzem, przecierałam kilkakrotnie oczy i za każdym razem widziałam więcej. Najpierw głowę Jezusa, potem postać do połowy, aż w końcu zobaczyłam całego Jezusa na krzyżu. Zostałam uzdrowiona! Wcześniej w tej kaplicy byłam dwa razy i widziałam tylko czarny krzyż. Szlochając, zaczęłam dziękować Bogu za uzdrowienie. Teraz, każdego dnia, kiedy wstaję i spoglądam na świat dziękuję Bogu za uzdrowienie i wiem, że Jezus jest ze mną”.

Drodzy bracia i siostry!

Okres Wielkiego Postu jest nam dany przez dobroć i miłosierdzie Boga, abyśmy ponownie zapatrzyli się w najdroższy wizerunek Chrystusa Ukrzyżowanego, towarzyszyli Mu w Jego kalwaryjskiej drodze, jest czasem osobistego nawrócenia i pokuty za grzechy, pojednania z Bogiem i ludźmi, oczyszczenia serca z pychy i nieuporządkowanych grzesznych przywiązań, wszelkich nałogów, oraz tego wszystkiego co czyni nas duchowymi ślepcami.

Do tego wszystkich nas, którzy przez chrzest staliśmy się uczniami Chrystusa, zachęca dzisiaj św. Paweł mówiąc: „Bracia: Niegdyś byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości. Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda. Badajcie, co jest miłe Panu”.

Drodzy bracia i siostry!

W tym roku obchodzimy 150 – rocznicę urodzin błogosławionej Matki Elżbiety Róży Czackiej, prekursorki polskiej tyflologii, założycielki Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi oraz Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża, którego charyzmatem jest troska o osoby niewidome.

Róża Czacka przyszła na świat w rodzinie arystokratycznej 22 października 1876 r. w Białej Cerkwi (leżącej na terenie obecnej Ukrainy) jako czwarte i najmłodsze z dzieci hrabiego Feliksa Czackiego i Zofii z Ledóchowskich.

Od dzieciństwa miała problemy ze wzrokiem. Do ostatecznej jego utraty przyczynił się niefortunny upadek z konia. Rodzice nie mogli się pogodzić, że ich najmłodsza córka, która dopiero wchodzi w życie, traci wzrok.

Róża miała wtedy 22 lata. Czaccy wozili córkę po Europie od jednej sławy okulistycznej do drugiej. Przed wyjazdem na kolejną operację Róża poszła do znanego jej okulisty doktora Bolesława Gepnera i spytała wprost, czy ma to sens.

„Niech pani nie pozwoli wozić się do żadnych sław zagranicznych, bo tu już nie ma nic do zrobienia, stan wzroku jest beznadziejny” – powiedział lekarz, przyznając, iż będzie widziała najwyżej trzy miesiące.

Dodał też jeszcze jedno ważne zdanie: „Niech hrabianka zajmie się niewidomymi w Polsce, których jest dużo i nikt się nimi nie opiekuje. Hrabianka te możliwości ma”.

Po powrocie do pałacu Róża na trzy dni zamknęła się w swoim pokoju. Wspominała potem, że był to czas modlitwy. Nie wiemy, co jej dusza wówczas przechodziła, ale wiemy, że wyszła z mocnym postanowieniem zajęcia się niewidomymi, zachowując dla doktora Gepnera ogromną wdzięczność i szacunek za ukazanie jej prawdy. Powiadomiła też najbliższych, że pragnie wyjechać zagranicę, by nauczyć się, jak pomagać niewidzącym.

Jej głęboka i żarliwa wiara sprawiła, że ten wielki cios przyjęła jako dar Boży – znak osobistego powołania życiowego. Przezwyciężając swój osobisty dramat zyskała mądrość serca, która nie pozwala koncentrować się na sobie. Oddała je zgodnie z wysuniętą przez lekarza propozycją tym, którzy żyli w nędzy i na marginesie społeczeństwa.

Przez dziesięć lat hrabianka Róża podróżowała po Francji, Belgii, Szwajcarii, Austrii i Niemczech, gdzie w ośrodkach dla niewidomych zdobywała wiedzę. Początkowo pomagała pojedynczym osobom, które wyszukiwała w szpitalach. Finansowała im koszty leczenia, jeżeli była szansa uratowania resztek wzroku. W 1910 r. założyła pierwszy zakład dla niewidomych dziewcząt, gdzie otrzymywały pełne utrzymanie, edukowały się i zdobywały zawód. Róża osobiście uczyła je czytania i pisania systemem Braille’a. W 1910 r. założyła Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi, którego statut władze carskie zatwierdziły w maju 1911 r.

„Róża starała się przekonać społeczeństwo, że wyedukowany niewidomy może być cennym obywatelem, a także samych niewidzących, iż są zdolni do samodzielnej pracy. I choć życie przynosiło jej bardzo bolesne doświadczenia, zaskakiwała otoczenie pogodą ducha i dobrocią. Przekraczała granice niemożliwego, łamała stereotypy, tworzyła rzeczy nowe” – mówi s. Alberta Chorążyczewska.

W 1915 r. Róża udała się w odwiedziny do swojego brata na Wołyniu. Tam zatrzymały ją działania wojenne. Zdecydowała się pozostać w Żytomierzu, gdzie spędziła trzy lata. Były one czasem szczególnych rekolekcji. Rozpoczęła samotnie nowicjat w III Zakonie św. Franciszka, rezygnując z hrabiowskich przyzwyczajeń. Zamieszkała w skromnych warunkach i zaczęła żyć bardzo ubogo. Po roku złożyła pierwsze śluby zakonne, potem wieczyste, przyjmując habit franciszkański i imię Elżbieta. Kiedy tylko pojawiła się szansa, pierwszym pociągiem wróciła do Warszawy. Wkrótce zamieszkała wśród niewidomych, w ciasnym zakładzie przy ul. Polnej, opuszczając na zawsze pałac Czackich.

S. Elżbieta podjęła starania w kurii warszawskiej o otworzenie w zakładzie kaplicy i pozwolenie na założenie zgromadzenia zakonnego.

„Jako hrabianka wcześniej była tu mile widziana, ale jako niewidoma zakonnica, stała się natrętem. «Zachciało się ślepej babie zakon zakładać» – powiedział jeden z kurialistów. Dzięki pokorze i wytrwałości wkrótce otrzymała od kard. Kakowskiego ustne pozwolenie na przyjmowanie kandydatek do nowego zgromadzenia. 1 grudnia 1918 r. przyjmuje się jako datę założenia Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża, którego charyzmatem jest służba niewidomym na duszy i na ciele, oraz wynagradzanie za duchową ślepotę świata”.

W 1922 r., dzięki otrzymanej darowiźnie trzech mórg nieużytków w Laskach, Matka Elżbieta rozpoczęła budowę zakładu dla niewidomych.

Pragnęła przygotować niewidomych do pełnowartościowego życia w społeczeństwie ludzi widzących, ale przede wszystkim poprzez wzmocnienie wiary w Boga chciała przywrócić im sens życia i otwartość na innych ludzi.

Ośrodek w Laskach pod Warszawą, założony i kierowany przez Matkę Czacką, stał się nowoczesną placówką przygotowującą niewidomych do samodzielnego życia w poczuciu własnej wartości i przywracającą im ludzką godność. Matka - sama niewidoma - realnie umiała ocenić trud dźwigania krzyża ślepoty, a jednocześnie dostrzegała wartość tego cierpienia.

Nasza Błogosławiona uczyła, że najważniejszym sposobem pomocy w dźwiganiu krzyża ślepoty jest przybliżanie niewidomych do Boga, do rozumienia Krzyża Chrystusowego.

Drodzy bracia i siostry, tak bardzo potrzebne nam jest światło wiary, aby się nie załamać w godzinie próby, ale widzieć we wszystkim Święte Oblicze Boga spoczywające na nas nieustannie, Serce Ojca czuwające nad nami, Jego prawicę która nas chroni i podtrzymuje zawsze i wszędzie, Jego czułą miłość i słodką Opatrzność, która wszystko obejmuje i z mądrością kieruje dla naszego zbawienia.

Jeden z kapucynów napisał: „Spotkałem kiedyś człowieka, którego krzyżem było to, że urodził się niewidomy. Gdy podczas szczerej rozmowy zapytałem go o sens tego krzyża, odpowiedział mi: „Myślę, że Bóg dopuścił ten krzyż po to, abym mógł być człowiekiem wierzącym. Moi rodzice byli ateistami. Gdybym urodził się zdrowy wychowaliby mnie na ateistę. Skoro jednak byłem niewidomy od urodzenia, oddali mnie do zakładu u sióstr zakonnych w Laskach. Tam nie tylko nauczyłem się czytać i pisać oraz zdobyłem zawód, ale także usłyszałem o Jezusie Chrystusie i stałem się człowiekiem wierzącym. Wbrew temu, co myślą niektórzy, Bóg dając mi ten krzyż wyświadczył mi wielkie dobro, okazał mi swoją miłość i za to Mu dzisiaj dziękuję”.

Matka Czacka mówiła: "Wiara sprawia, że człowiek przyjmuje każde cierpienie z głębokim przeświadczeniem, że Bóg je dopuszcza dla jego uświęcenia. Chociaż bardzo cierpi, z miłością zwraca się ku Bogu, bo wie, że za tym cierpieniem jest miłosierna Opatrzność Boża, która chce jedynie jego dobra. (…) Cierpienie przyjęte przez nas z poddaniem się Woli Boga i z miłości ku Niemu zlewa na duszę pokój i radość, te dwa owoce Ducha Świętego, których świat nie daje i dać nie może”.

Kilka lat temu Oborskie Sanktuarium nawiedził Witek z Koła, niewidomy od urodzenia.

Podczas Mszy świętej czytał lekcję. Oczy wszystkich zwrócone były na niego, a on stał przy ołtarzu, trzymając dłonie na księdze i czytał głośno Słowo Boże, zapisane Brailleam. To był wzruszający widok... i ta cisza w kościele. Potem mówił o sobie.

Od chwili urodzenia był w domu, wśród swoich, tylko przez pierwsze 8 lat. Musiał wyjechać, ponieważ na miejscu nie było specjalnej szkoły dla niewidomych. Przyjeżdżał do domu jedynie na Boże Narodzenie i Wielkanoc. W sumie 24 lata los rzucał go po kraju. Po 1989 roku stracił pracę. Obecnie przebywa w domu z rodziną, która do niedawna jeszcze była rodziną katolicką. Niestety jego najbliżsi związali się z sektą, która spotyka się w jego domu w każdy czwartek. Jestem katolikiem, pragnę nim być – mówi Witek. Raz już mnie świadkowie Jehowy chcieli w swoje szeregi wciągnąć. Nie dałem się im.

Od szkolnych lat nigdy nie spędzałem świąt Bożego Narodzenia, czy Wielkanocy z dala od domu. Teraz niestety muszę wyjeżdżać, bo świąt po katolicku wśród swoich nie ma.

W ostatnich latach Witek spędza je z Siostrami Orionistkami w Kole, gdzie tak jak w Oborach staje przy ołtarzu w ich domowej kaplicy i czyta Słowo Boże zapisane Brajlem.

Znamienne są jego słowa: Może ktoś jest od urodzenia ociemniały lub w inny sposób poszkodowany przez los lub ma kogoś takiego wśród swoich najbliższych lub znajomych, to niech się nie załamuje, bo ja chociaż jestem potworny nerwus, gdybym miał się załamać, to już dawno bym na tym świecie nie był. A znam jednego człowieka, który mimo tego, że zna mnie od dziecka i wie, że nie widzę od urodzenia – straciwszy wzrok na skutek cukrzycy się załamał.

Bł. Elżbieta Czacka, Niewidoma Matka Niewidomych, uczyła, że „jedynie religia Krzyża  i Zmartwychwstania daje wytłumaczenie sensu cierpienia (…). Jedynie niewidomy głęboko wierzący, posiadający pełnię życia Bożego nie ugnie się pod ciężarem kalectwa. Lecz przyjąwszy je w pełni, przemieni na swoją siłę.”

Bracia i Siostry! Światło wiary, otrzymanej w darze na chrzcie świętym, wiary rozwijanej i nieustannie umacnianej poprzez codzienną modlitwę, słuchanie Słowa Bożego i sakramenty święte, pozwala nam coraz głębiej jednoczyć się z Chrystusem przez miłość, patrzeć oczami Jezusa na tych, których spotykamy, widzieć wszystko w świetle ostatecznego celu i z pogodną nadzieją pośród bolesnych doświadczeń naszego życia podążać razem śladami Pana – „przez krzyż do Nieba”.

Bł. Matka Elżbieta zaprasza nas dzisiaj do wejścia na drogę pokuty i nawrócenia, do obmycia z duchowej ślepoty w wodzie Bożego miłosierdzia i ufnego podążania śladami Jezusa z radosnym śpiewem na ustach:

„Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie (…) Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną”.

Drodzy bracia i siostry!

Zwróćmy jeszcze uwagę, że dzisiejsza Ewangelia rozpoczyna się słowami: „Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia”. To Jezus pierwszy go ujrzał i zbliżył się do niego. Prośmy o to spojrzenie Jezusa dla nas, prośmy o serce widzące, zawsze otwarte, wychodzące na spotkanie i gotowe do nawiązania bliskiej relacji oraz udzielenia pomocy, podobnie jak uczynił to miłosierny Samarytanin z Chrystusowej przypowieści.

Nasz Wielki Rodak Święty Jan Paweł II przemawiając do lekarzy powiedział:

„Przekonujecie się namacalnie, że w waszej pracy nie wystarcza sama terapia medyczna i środki techniczne, nawet jeśli są stosowane z wzorową kompetencją zawodową. Potrzebna jest umiejętność ofiarowania choremu także owego szczególnego lekarstwa duchowego, którym jest autentyczna, serdeczna relacja międzyludzka”.

Przykładem może być tutaj bł. Władysław Strattmann, węgierski okulista, nazywany lekarzem ubogich.

- Kiedy jakiś pacjent do mnie przychodzi, jeszcze zanim go zobaczę, myślę o nim jak o przyjacielu - powiedział kiedyś. To dlatego starał się znaleźć wystarczająco dużo czasu, aby każdego ze swoich pacjentów cierpliwie wysłuchać, a tych, którzy leżeli w jego szpitalu, podnieść na duchu łagodnym uściskiem dłoni. Był to u niego całkiem naturalny odruch. Czuł się narzędziem Boga, miał świadomość, że jako lekarz chce przywracać zdrowie nie tylko ciała, ale i duszy. Ten ceniony okulista swój dzień pracy zawsze zaczynał i kończył modlitwą w przydomowej kaplicy.

We wspomnieniach rodziny można znaleźć opowieść jednej z ciotek Władysława o pewnym biednym robotniku, który poparzył sobie oczy wapnem. Jedno oko stracił od razu i wszystko wskazywało na to, że drugiego również nie da się uratować. Wówczas lekarz z całą swoją liczną rodziną modlili się o ocalenie wzroku dla biedaka. Kiedy Bóg wysłuchał ich próśb i udało się zapobiec utracie drugiego oka, chory przyszedł pożegnać się ze swoim lekarzem. Wzruszony upadł na kolana przed swoim dobroczyńcą. Ukląkł również Władysław i tak znalazła ich reszta rodziny, jak klęcząc naprzeciw siebie, dziękowali Bogu za pomoc. Zanim się rozstali, lekarz obdarował jeszcze robotnika nowymi butami i ubraniem.

W swoim pamiętniku napisał: "Nawet jeśli urodziłbym się tysiąc razy, tysiąc razy powiedziałbym mojemu Bogu: Panie, pozwól mi znowu zostać lekarzem, abym mógł pracować dla Ciebie i Twojej chwały".

Drodzy bracia i  siostry! „Wielki Post jest czasem leczenia naszej duchowej ślepoty. Jest czasem nawrócenia i intensywnej formacji naszego sumienia, które jest okiem duszy. (…) Prośmy Jezusa, aby przywrócił nam dar wewnętrznego widzenia tego, co dobre, piękne i prawdziwe. Prośmy, abyśmy umieli patrzeć na siebie, bliźnich i cały świat oczami Boga, pełnymi miłości i miłosierdzia” (o. Roman Jan Hernoga OCD).

Warto, abyśmy pamiętali, że „Pan widzi serce” i „całe nasze życie tyle jest warte, ile jest w nim miłości” (bł. Stefan Wyszyński). Amen.

o. Piotr Męczyński O.Carm.

Obory, 15 marca A. D. 2026

« Wszystkie wiadomości   « powrót  

 



  Klasztor karmelitów z XVII w. oraz Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach położone są 20 km od Golubia-Dobrzynia w diecezji płockiej. Jest to miejsce naznaczone szczególną obecnością Maryi w znaku łaskami słynącej figury Matki Bożej Bolesnej. zobacz więcej »


  Sobotnie Wieczerniki mają charakter spotkań modlitewno- ewangelizacyjnych. Gromadzą pielgrzymów u stóp MB Bolesnej. zobacz więcej »
 
     
 
  ©2006 Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej

  Obory 38; 87-645 Zbójno k. Rypina; tel. (0-54) 280 11 59; tel./fax (0-54) 260 62 10;
  oprzeor@obory.com.pl

  Opiekun Pielgrzymów: O. Piotr Męczyński; tel. (0-54) 280 11 59 w. 33; (0-606) 989 710;
  opiotr@obory.com.pl

 
KEbeth Studio