Drodzy
w Sercu Jezusa, bracia i siostry!
Coraz
bliżej święta Bożego Narodzenia. Dlatego liturgia Trzeciej Niedzieli Adwentu
rozpoczyna się wezwaniem: „Radujcie się w Panu!” (Gaudete in Domino!) i zachęca
nas „abyśmy przygotowali nasze serca i z radością mogli obchodzić wielką
tajemnicę naszego zbawienia” (Kolekta
Mszy świętej).
Apostoł
Paweł mówi nam, że powodem tej radości jest „przyjście Pana naszego Jezusa
Chrystusa” (1Tes 5, 23), obiecanego i oczekiwanego Zbawiciela świata.
Papież
Benedykt XVI podkreśla, że „prawdziwa radość nie jest zwykłym, przejściowym
stanem ducha ani czymś, co się osiąga w wyniku szczególnego wysiłku, ale jest
darem – rodzi się ze spotkania z żywą osobą Jezusa, z dania Mu miejsca w nas, z
przyjęcia Ducha Świętego, aby prowadził nasze życie. (…) Radość ta pozostaje
nie na powierzchni, lecz w głębi osoby, która zawierzyła się Bogu i w Nim
pokłada swą ufność”.
Podobnie
papież Franciszek w adhortacji Evangelii Gaudium pisze o radości tych, którzy „spotykają
się z Jezusem. Ci, którzy pozwalają, żeby ich zbawił, zostają wyzwoleni od
grzechu, od smutku, od wewnętrznej pustki, od izolacji. Z Jezusem Chrystusem
radość zawsze rodzi się i odradza. (…) Nasza chrześcijańska radość wypływa z
obfitego źródła Jego Serca”.
„Ilekroć
chrześcijanin zbliża się do Boga, tyle razy doświadcza tego owocu Ducha
Świętego, jakim jest radość. Dlatego gdy wstajemy od kratek konfesjonału, w
miejsce zawstydzenia grzechem pojawia się radość. Boża radość opromienia twarze
tych, którzy jednoczą się z Panem, przyjmując Go w komunii świętej. (…) Chrześcijańską
radość może zniszczyć jedynie grzech!” (ks.
prof. Marek Chmielewski).
Podejmijmy
więc szczerze i odważnie trud adwentowego przygotowania drogi dla Pana.
Prostujmy ścieżki naszego życia, pamiętajmy o sakramentalnej spowiedzi,
pojednajmy się z Bogiem i ludźmi.
Ksiądz
Jacek Bazarnik, kapelan Centrum Zdrowia Dziecka, był już o godz. 19.00
zmęczony. Schował Pana Jezusa do tabernakulum w szpitalnej kaplicy i odwrócił
się, żeby wyjść. Na drodze stał mu jednak młody mężczyzna. Ja
muszę się wyspowiadać - rzucił mężczyzna.
-
Nie dzisiaj, jestem bardzo zmęczony, proszę przyjść jutro - odpowiedział
kapelan. Jednak mężczyzna przerwał mu zdecydowanie: - Ale ja muszę. Ja księdza
przedtem nie wypuszczę.
-
Zapytałem tego pana o motyw, dlaczego mnie o tej porze trzyma w szpitalnej
kaplicy - wspomina dziś ks. Jacek. - Opowiedział mi o śnie jego córki Ewelinki,
która leżała w naszym szpitalu. Córka powiedziała mu, że przyszła do niej Matka
Boża i powiedziała: „jak twój tatuś się nawróci, to ja ci przywrócę zdrowie”.
Mężczyzna
po raz pierwszy od kilkunastu lat [przystąpił do spowiedzi i] przyjął Komunię
św. - No i się rozstaliśmy. Trzy dni później ten mężczyzna przyszedł do kaplicy
z kwiatami, ze łzami. Rezonans magnetyczny wykazał, że po nowotworze Ewelinki
nie ma śladu. To się zdarzyło rok temu. Nie wrócili już do nas, więc myślę, że
to uzdrowienie było trwałe - kończy ks. Jacek.
Drodzy
Uczestnicy Adwentowej Liturgii!
To
wzruszające świadectwo delikatnie oświetla tajemnicę ludzkiego cierpienia, każe
nam łączyć to cierpienie z krzyżem Chrystusa, z Jego pełnym miłości Sercem
Dobrego Pasterza szukającego zagubionych owiec. Niepojęta to Boża tajemnica,
jak wielu chorych pomaga poprzez swoją modlitwę i ofiarę cierpienia prostować
ludzkie ścieżki i przygotować Panu drogę do serca skruszonego grzesznika.
Aby
wraz z narodzinami Zbawiciela człowiek mógł prawdziwie radować się Jego
przyjściem, w przedświątecznej krzątaninie nie może zabraknąć uporządkowania
spraw wokół własnej duszy i sumienia. Bóg nam o tym przypomina i z miłością
napomina, także poprzez chore dzieci.
Tylko
Bóg może przemienić nasze serca oraz dusze „suche jak step” z powodu dotknięcia
grzechem i sprawić, że życie każdego z nas rozkwitnie jak majowa łąka, tętniąca
życiem i radością.
Dlatego
w dzisiejszej modlitwie po komunii świętej prosimy Pana, „aby oczyścił nas ze
złych skłonności i przygotował na zbliżające się święta”.
Bracia
i siostry, pamiętajmy, że „radość jest echem Bożego życia w nas” (Opat
Marmion). O tym przypomina nam Maryja, która była pełna radości, bo miała
Jezusa ukrytego pod sercem. Tą radość zaniosła do domu swojej krewnej Elżbiety
i wyśpiewała w cudownym hymnie Magnifikat, przypomnianym przed chwilą w psalmie
responsoryjnym. Tak jak Elżbieta, tak i my jesteśmy zaproszeni, aby stać się
uczestnikami tej radości i powtarzać za Maryją: „Duch mój się raduje w Bogu,
Zbawcy moim” (Refren).
Jak
mówi św. Urszula Ledóchowska: „Uśmiech na twarzy pogodnej mówi o szczęściu
wewnętrznym duszy złączonej z Bogiem, mówi o pokoju czystego sumienia, o
beztroskim oddaniu się w ręce Ojca Niebieskiego, który karmi ptaki niebieskie,
przyodziewa lilie polne i nigdy nie zapomina o tych, co Jemu bez granic ufają”.
Pewien
chłopczyk miał mieć operację serca. Operacja miała być poważna i była
przewidziana na kilka godzin. Chłopczyka przywieziono na salę operacyjną, na
której już czekali lekarze i osoby asystujące. Pani doktor anestezjolog
podeszła do Krzysia i spokojnym głosem powiedziała "Krzysiu teraz będziesz
miał operację serduszka, ale nie bój się nic, nic nie będziesz czuł, zaśniesz,
a potem gdy się obudzisz będzie już po wszystkim. Gdy wyzdrowiejesz będziesz
mógł biegać tak jak twoi koledzy i koleżanki". Operacja jest poważna, ale
nic się nie martw, zaraz podam ci lekarstwo, po którym zaśniesz. Chłopczyk
natychmiast zapytał, jak to ja mam zasnąć teraz, ale ja jeszcze nie pomodliłem
się, a ja zawsze modlę się przed spaniem. Czy na pewno będę spał? Pani doktor
potwierdziła, tak lekarstewko i zaśniesz. Wtedy Krzyś rezolutnie ukląkł na
obydwa kolanka na stole operacyjnym, powoli i dokładnie nakreślił znak Krzyża
wypowiadając w Imię Ojca i Syna i Ducha świętego, po czym odmówił powoli i
wyraźnie Ojcze nasz, któryś jest w niebie... i Zdrowaś Maryjo... i modlitwę do
Anioła Stróża. Kardiochirurg opowiada, że wszyscy obecni na sali poklękali
wokół stołu operacyjnego i płakali i modlili się z chłopczykiem. Operacja
minęła pomyślnie, a lekarz od tego dnia już nigdy więcej nie zapomniał odmówić
modlitwy przed zaśnięciem, czego nie robił przez wiele lat dorosłego życia.
Św.
Jan Paweł II przybywając 6 czerwca 1991 r. do szpitala pediatrycznego w
Olsztynie powiedział:
"Piękno
dziecka! Bądźmy wciąż wpatrzeni w piękno dziecka, my dorośli. Czy nam Pan Jezus
nie powiedział: „jeśli nie staniecie się jako
dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego” (Mt 18,3)? Dzieci są nam
potrzebne jako przewodnicy do Boga, do Królestwa Niebieskiego. A więc jest to
piękno tylu dzieci i to jeszcze w dodatku dzieci
chorych, które są szczególnie piękne. Mogłem się o tym przekonać odwiedzając
je".
Nasz
Święty Rodak podkreślał, że „Jezus (…) obdarzył ludzkość skarbem prawdziwej
radości (...). Jest to radość wewnętrzna, tajemnicza, niekiedy też zroszona
łzami, ale zawsze żywa, bo rodzi ją pewność miłości Boga, który zawsze jest
Ojcem, również w sytuacjach bolesnych i wśród przeciwności życia” (Watykan, 11.02.1983).
Z
kolei papież Franciszek uczy nas, że jedynie „zachowując się jak dzieci Boże,
nie zniechęcając się naszymi upadkami i naszymi grzechami, czując się kochanymi
przez Niego, nasze życie będzie nowe, ożywiane pogodą ducha i radością. Bóg
jest naszą mocą! Bóg jest naszą nadzieją!” (Katecheza
10.04.2013).
Drodzy
bracia i siostry! „Radość ściśle wiąże się z miłością. Tam gdzie jest miłość,
jest też i radość. Ileż razy zdumiewała nas pogoda ducha — owa nadprzyrodzona
radość chrześcijańska u ludzi cierpiących, kalekich, umierających, którzy
skupiali się nie na sobie i swoim cierpieniu, ale na tym, aby innym było z nimi
dobrze, aby innych uszczęśliwić, pomóc im darem swojego cierpienia i modlitwy”
(Ks. prof. Marek Chmielewski).
Święty
Ojciec Pio przypomina nam, że „radość jest dzieckiem miłości”.
Papież
Franciszek udziela nam cennej wskazówki, gdy mówi: „Różne wysiłki, trudy,
kłopoty i krzyże nie zniszczą naszej radości, jeśli je złączymy z miłością.
Dowodem na to są rodzice, którzy z miłością troszczą się o swoje dzieci.
„Pomyślcie o mamie czy ojcu – mówi Papież - ile wyrzeczeń! Ale dlaczego je
podejmują? Z miłości! Jak do nich podchodzą? Z radością, bo podejmują je dla
osób, które kochają. Krzyż Chrystusa, przyjęty z miłością, prowadzi nie do
smutku, lecz do radości!” (Homilia,
24.03.2013).
„Radość
jest naturalną konsekwencją płonącego serca – mówi bł. Matka Teresa z Kalkuty.
Jest to często peleryna, pod którą ukrywa się życie pełne poświęcenia w ciągłej
jedności z Bogiem. Niech każdy widzi dobroć w Twojej twarzy, w Twoich oczach i
w Twoim uśmiechu. Radość można wyczytać z oczu, pojawia się w słowie i geście.
Radości nie można zamknąć w sobie, zawsze przenika na zewnątrz. Radość jest
oznaką hojności. Kiedy jesteś pełen radości, poruszasz się szybciej i pragniesz
dzielić się dobrem ze wszystkimi. Nie możemy dać zbyt wiele, ale zawsze możemy
dać radość, która płynie z serca zakochanego w Bogu. Ten daje najwięcej, kto daje
z radością”.
Dlatego
papież Franciszek mówi, że „radości nie można zatrzymywać: musi iść naprzód.
Radość jest cnotą pielgrzymującą. (…) Chrześcijanin śpiewa z radością, i idzie
naprzód, niosąc ową radość”.
Jak
powiedział św. Franciszek Salezy: „Prawdziwy chrześcijanin jest najweselszym
człowiekiem ze wszystkich ludzi”.
Przykładem
takiej postawy może być nasz Święty Rodak z Wadowic. Papież Jan Paweł II dzielnie
znosił dolegliwości związane z pogarszającym się stanem zdrowia. Kiedy zaczął
podpierać się laską, żartował, że służy mu ona zarówno do podpierania się, jak i
do pilnowania swojej owczarni.
W
trackie swojego pontyfikatu wielokrotnie przebywał w rzymskiej klinice Gemelii,
będąc pod fachową opieką Służby Zdrowia. Personel szpitalny ze wzruszeniem
powtarzał, że Papież był bardzo łatwym i niezmiernie prostym w obejściu
pacjentem. Wiadomo, że bardzo cierpiał, ale znosił ból bez słowa skargi. Nosił
takie samo szpitalne ubranie jak wszyscy inni chorzy, nigdy o nic nie prosił.
W
listopadzie 1993 r. Papież przebywał w klinice po raz kolejny. Tym razem pobyt
w szpitalu był następstwem potknięcia się i upadku, kiedy schodził po stopniach
podium podczas audiencji w Rzymie. Doznał wówczas zwichnięcia prawego ramienia
i lekkiego pęknięcia panewki stawowej. Po badaniach radiologicznych Papieżowi
nastawiono zwichnięty staw barkowy i nałożono temblak, który nosił przez cztery
tygodnie. Mimo cierpienia żartował, że lewą ręką może błogosławić równie dobrze
jak prawą.
Św.
Jan Paweł II mówił, że: „chrześcijaństwo jest radością i ten, kto je wyznaje i
nim promieniuje w swoim życiu, ma obowiązek dawać świadectwo owej radości,
przekazywać ją i krzewić wokół siebie (...)”.
Drodzy
bracia i siostry! Szczególną okazją ku temu będzie czas świąt Bożego
Narodzenia.
Przypomina
nam o tym Ojciec Święty mówiąc:
„Tym
większa stanie się radość tych świąt, im bardziej będziemy umieli dzielić się
nią nie tylko w rodzinie i z przyjaciółmi, ale także z tymi, którzy oczekują od
nas konkretnego dowodu pamięci” (24 XII
2000).
Nie
wszystkie rodziny spędzą nadchodzące Święta Bożego Narodzenia w domowym
zaciszu. Co roku kilka tysięcy chorych dzieci z całej Polski pozostaje na sali
szpitalnej.
Matka
chorej Ani tak wspomina wigilijny wieczór:
„Bardzo
zapamiętałam nasze pierwsze Święta Bożego Narodzenia, a było to w 1999 roku. Po
raz pierwszy spędzaliśmy je w szpitalu, z dala od domu, od rodziny. Opłatek był
mokry od naszych łez, ale nie były to łzy smutku tylko szczęścia, że narodził
się Jezus i On doda nam nowych sił do walki o Anię. Ja nigdy nie dzieliłam się
opłatkiem z tyloma ludźmi jak wtedy na szpitalnym korytarzu, tam wszyscy
stanowiliśmy jedną dużą rodzinę nie zważając na tytuły czy pochodzenie, byliśmy
jednością złączeni tylko małym, białym okruchem opłatka. Wspomnienie tamtej
Wigilii pozostanie głęboko w mym sercu”.
Najmilsi
bracia i siostry! Jako jedna rodzina dzieci Bożych gromadzimy się dzisiaj przy
ołtarzu Chrystusa. Przez Serce Maryi prośmy Jezusa, aby uczynił nas radosnymi
głosicielami Ewangelii, apostołami nadziei i świadkami Jego czułej miłości
wobec wszystkich ludzi, a szczególnie wobec naszych drogich chorych i ubogich.
Zewnętrznym
przejawem radości jest uśmiech; kto jest pełen Bożej radości, ten jest pogodny,
częściej się uśmiecha.
Założycielka
Misjonarek Miłości mówi do nas: „Witajmy się zawsze uśmiechem – uśmiech to
początek miłości. Uśmiechajcie się do każdego. Uśmiechajcie się do żony, męża,
do dzieci, do każdego bez względu na to kim on jest. To właśnie pomoże wam
wzrastać we wzajemnej miłości”.
„Uśmiech
darowany bratu na ziemi jest uśmiechem dla Pana w niebie” (bp Józef Hlouch z Budziejowic), albowiem „Chrystus przychodzi do
nas w przebraniu strapionego” (bł. Matka
Teresa z Kalkuty).
Kardynał
Leon Suenens mówi: „Uśmiech to najskromniejszy dar, który możemy dać naszym
braciom. Nawet jeżeli nic nie posiadamy, nawet jeżeli nie możemy wyciągnąć
pomocnej ręki, w każdym przypadku możemy rozjaśniać ścieżki ludzkie uśmiechem.
Kto uśmiecha się, patrzy na bliźniego swego okiem Chrystusa. Uśmiech jest
promykiem światła, które bije z twarzy Boga, jest znakiem, że uważamy idącego
obok nas człowieka za brata (…) Kto uśmiecha się, zapomina o sobie i staje się
przeźroczysty dla Boga”.
Święta
Urszula Ledóchowska zachęcała do apostolstwa uśmiechu, mówiąc: „Uśmiech na twej
twarzy pozwala zbliżyć się bez obawy do ciebie, by cię o coś poprosić, o coś
zapytać - bo twój uśmiech już z góry obiecuje chętne spełnienie prośby. Nieraz
uśmiech twój wlać może do duszy zniechęconej jakby nowe życie, nadzieję, że
nastaną lepsze czasy, że nie wszystko stracone, że Bóg czuwa”.
„Naucz
mnie Panie miłości codziennej, co prosty uśmiech w dotyk Boga przemienia” –
pisze młoda karmelitanka bosa z Gdyni.
Uśmiech
ten będzie świadczyć, „że dusza twa czerpie w Sercu Bożym tę ciągłą pogodę
duszy, że umiesz zapomnieć o sobie, pragnąc być dla innych „promykiem
szczęścia” (św. Urszula Ledóchowska).
Pani
Jadwiga, pielęgniarka w szpitalu, mówi:
„Jak
wiele można się nauczyć od chorego człowieka. Czy cieszysz się chmurką, którą
widać przez okno? A jaka radość ze spokojnej nocy i usłyszanych słów:
Dziś po raz pierwszy od kilku dni przespałem całą noc. Ile nadziei, że kolejny
dzień będzie lepszy. Jak wiele u pacjentów wrażliwości i jaka
spostrzegawczość. Kiedyś w zamyśleniu zbliżałam się do pana Kazimierza
i usłyszałam: Dziś jeszcze siostra na mnie nie spojrzała. Miał rację,
ponieważ po wejściu na salę zajęłam się wykonywaniem zabiegu i dopiero
usłyszany wyrzut uświadomił mi to zaniedbanie. A ile uśmiechu
z porannego przekomarzania, że na męskich salach nikt nie jest ogolony
i niedługo ich nie rozpoznam. Po takich rozmowach kolejny dzień rozpoczyna
się wyczekiwaniem, czy zauważę zmianę w wyglądzie
i potwierdzę słowami uznania. Po przywitaniu są błyski radości
w naszych oczach. Jeszcze chwila na opowieści z poprzedniego dnia:
wnuczka przyniosła laurkę i bardzo tęskni za dziadkiem; córka była tylko
chwilkę po pracy, ale w sobotę przyjdzie cała rodzina; mam tak dobrą
sąsiadkę, bo choć sama chora, przyszła w odwiedziny i dba w domu
o kwiaty; syn obiecał, że przyjdzie po południu... Jest nadzieja
i oczekiwanie, poczucie bycia kochanym i potrzebnym. Jednak są
również osoby samotne. Nie spoglądają w stronę wejścia, ponieważ
nikogo się nie spodziewają. Często mają pretensje o wszystko: zupa była
niesmaczna, bolał zastrzyk, kroplówka źle kapie... Jednak gdy te wszystkie
uwagi przyjmie się ze zrozumieniem i otwartością, można usłyszeć: Siostra
to nigdy się nie denerwuje. Następnego dnia, stając w drzwiach, widzę
skierowany na mnie wzrok, wyrażający oczekiwanie, które stopniowo zmienia się
w ciągu następnych dni w uśmiech. Jestem wdzięczna chorym, że
obdarzają mnie zaufaniem, pytają o radę, dzielą się swoim niepokojem czy
osiągnięciami. Widząc ich wytrwałość w cierpieniu i walkę
o zdrowie, uczę się pokory. Gdy brakuje sił, kieruję wzrok w stronę
krzyża, by tam oddać to wszystko, co przygniata. Proszę o pomoc słowami
Matki Teresy: «Panie... spraw, abym dziś i każdego dnia widziała Ciebie
w osobach chorych i abym pielęgnując ich, posługiwała Tobie»".
Prof.
Władysław Sinkiewicz na spotkaniu lekarzy z kapelanami gdańskich
szpitali i hospicjów swoje wystąpienie zakończył słowami: „Dopiero wtedy,
gdy znajduję czas, gdy chcę wsłuchać się w drugiego człowieka – mogę mu towarzyszyć.
I w końcu, nie mniej ważne, bym chciał podarować choremu, nad którym się
pochylam, również swój uśmiech i pogodę ducha, która rodzi się w momencie jej
darowania.
Wiem
dobrze, jak pacjenci to cenią, jak obserwują przy wejściu na salę, z jakim wyrazem
twarzy do nich się zbliżam. I potrafią długo pamiętać każdy przyjazny gest,
dobre słowo, zwrócenie się do chorej z użyciem imienia podpatrzonego z karty
gorączkowej, np. „Pani Anno, Panie Stanisławie”.
Najmilsi
bracia i siostry, także i my, jako uczniowie Chrystusa, jesteśmy posłani, by
„głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych i pocieszać
wszystkich zasmuconych” (Iz 61, 1-2), by świadczyć o światłości Chrystusa (J
1,7-8), wobec tych, którzy są w ciemności, by nieść wszystkim niegasnącą
nadzieję, uśmiech serca i mówić: „Odwagi! Nie bójcie się! Oto nasz Bóg
przyjdzie, aby nas zbawić” (Antyfona na
Komunię).
Pięknie
zauważył Leopold Staff pisząc: „Dość się weseli serce, gdy daje i sobą się
dzieli”. Prośmy zatem o uśmiech serca, który rozpogadza twarze cierpiących,
wlewa nadzieję i mówi im: Odwagi. Pan jest blisko.
W
zapiskach 24 – letniej Joanny, pacjentki Centrum Onkologii w Warszawie,
czytamy: “Cały czas byłam naświetlana. Zaczęły się święta. Mama przywiozła z
domu dużo potraw. Był karp i nie tylko. Na Nowy Rok przyjechał Andrzej. Po raz
pierwszy od czasu, gdy zachorowałam, pocałował mnie”.
Drodzy
Moi! Niech głęboko zapiszą się w naszych sercach piękne słowa Błogosławionej
Misjonarki Miłości z Kalkuty:
„Zawsze ilekroć się uśmiechasz do
swojego brata i wyciągasz do niego rękę, zawsze wtedy jest Boże Narodzenie.
Zawsze ilekroć milkniesz by innych wysłuchać, zawsze kiedy dajesz odrobinę
nadziei załamanym, zawsze ilekroć pozwolisz, by Bóg pokochał innych przez
ciebie – zawsze wtedy jest Boże Narodzenie!”.
Do was, kochani chorzy, pragnę zwrócić się słowami
wyjętymi z listu świętego Ojca Pio do jednego z jego dzieci duchowych:
„Dziecię Jezus niech (…) się do ciebie uśmiechnie i
ożywi cię w dobrym przeżywaniu cierpienia. Niech cię umocni i pobłogosławi”.
Wam wszystkim, drodzy pielgrzymi i parafianie,
dedykuję słowa:
„Miłość
ma wyciągniętą rękę, bo chce ciągle dawać, bo chce przebaczać i błogosławić, bo
chce leczyć i czynić dobro, obejmować, podnosić, ochraniać”.
Wszystkim życzę radosnego i bogatego w łaski świętowania tajemnicy Bożego Narodzenia i
błogosławionego Nowego Roku pod czułą opieką naszej Oborskiej Matki, Przyczyny
naszej radości.
o.
Piotr Męczyński O. Carm.
|