31.03.2010
List do Wspólnoty na Wielkanoc i Święto Bożego Miłosierdzia 2010


Droga Rodzino Matki Bolesnej, Najmilsi Bracia i Siostry!

Niech Jezus Zmartwychwstały, Boski Samarytanin, błogosławi na każdą chwilę ziemskiej wędrówki i dodaje sił, abyśmy umieli dawać świadectwo o Jego miłosiernej miłości i nadziei życia wiecznego.

Życzę – za św. Faustyną, aby Jezus Zmartwychwstały udzielił wam swej wszechmocnej miłości, bo z nią wszystko przetrwać można i tylko ona ma znaczenie w życiu człowieka. Nie wielkość czynu stanowi bowiem naszą wartość, ale wielkość miłości. Niech więc w dniu tym nowy płomień miłości wybuchnie z serca ku Bogu, niech każdy ruch serca – wyrażany naszą cichą posługą - będzie uwielbieniem Pana. Czerpiąc duchowe siły i żar miłości z Eucharystii, bądźmy świadkami miłosierdzia Jezusa, Boskiego Samarytanina wobec wszystkich chorych i cierpiących. Bo jak uczy błogosławiony ks. Michał Sopoćko: „Bez miłości Bożej jest rzeczą niemożliwą być miłosiernym prawdziwie jak ów Samarytanin. (…) Tylko kto kocha Boga, wesprze czynnie bliźniego, nawiąże z cierpiącym stosunek przyjaźni, pomocnej miłości i będzie z całej duszy życzyć i czynić mu dobrze. Bo biedny potrzebuje nie tylko jałmużny, lecz przyjaciela”.

Święty Jan Maria Vianney, Patron Roku Kapłańskiego, nawiązując do Chrystusowej przypowieści o miłosiernym Samarytaninie uczył:

„Ewangelia mówi nam, bracia, o nieszczęsnym wędrowcu, śmiertelnie pobitym i porzuconym przy drodze do Jerycha.

Tu nie chodzi, bracia, o wasze ciała, lecz o wasze dusze, śmiertelnie zranione grzechem. Kim jest ów miłosierny Samarytanin, który zalał wasze dusze winem i oliwą? To sam Pan Jezus Chrystus, który zstąpił z nieba. Dokąd was zabrał? Nie do żadnej gospody, lecz do Kościoła. I czyjej opiece was powierzył? Kapłana, któremu rzekł: „Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał” (Łk 10,35). Kiedy nastąpi ów powrót [Pana]? Stanie się to przy końcu świata, kiedy dobry Bóg przyjdzie dać nagrodę dobrym, a złym wymierzyć karę. (…) Wszyscy jesteśmy w takim samym położeniu jak ów wędrowiec, zbity na śmierć i pozostawiony przy drodze. Pozwólmy zaprowadzić się do gospody Kościoła świętego, aby tam otrzymać lekarstwa i opiekę, o którą zadbał miłosierny Samarytanin”.

Chrystus nieustannie pochyla się nad naszą nędzą, podnosi i opatruje nasze zranione serca w sakramencie pokuty. Ks. Sopoćko, który był także spowiednikiem s. Faustyny, mówi: „Gdy chorujemy fizycznie, leczymy się nieraz przez czas dłuższy z nakładem kosztów wielkich, poddajemy się bolesnym operacjom, uciążliwej diecie, przyjmujemy gorzkie lekarstwa i udajemy się do kosztownych uzdrowisk. Na uzdrowienie zaś duszy Pan Jezus ustanowił sakrament pokuty, przez który w tak łatwy sposób grzesznik odzyskuje zdrowie ducha, a nawet dawne zasługi. Jest to rzeczywiście sakrament miłosierdzia Bożego, w którym człowiek przekształca się, na nowo stwarza i odradza wewnętrznie, staje się z grzesznika dzieckiem Bożym i nową, zupełnie odmienną istotą. (…) Ileż to załamanych dusz beznadziejnych grzeszników Pan Jezus podniósł w tym sakramencie, kojąc ich niespokojne sumienie! Ile rodzin, ile parafii znalazło w nim pokój i zgodę! (…) Jest to wielki bezcenny skarb, zostawiony nam przez Pana Jezusa, skarb prawdziwie błogosławiony, z którego każdy człowiek dobrej woli może czerpać i korzystać tylekroć, ilekroć tylko zechce. Jest to ustawiczne rozdawnictwo zasług męki i śmierci Zbawiciela naszego, - jest to balsam na rany duchowe Jego wyznawców”.

Ks. Sopoćko nawiązując do przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, mówi: „Zbawiciel (…) daje nam przykład miłosierdzia swym poświęceniem dla rodzaju ludzkiego, obrabowanego z darów nadprzyrodzonych, okrytego tysiącznymi ranami i duchowo umarłego. Nikt nie chciał i nie mógł dopomóc, a tylko On, Arcykapłan najwyższy miał litość, by zstąpić i okazać swe miłosierdzie. On wlał oliwę łaski w rany, zadane grzechem, On przeniósł nas do gospody, jaką jest Kościół, On ponosi tu koszt leczenia naszego, ofiarując się za nas ustawicznie Ojcu niebieskiemu”.    

Drodzy bracia i siostry! Doświadczając Bożego miłosierdzia, szczególnie w sakramencie pojednania sprawowanym przez kapłanów, wezwani jesteśmy do naśladowania Chrystusa i świadczenia miłosierdzia wobec bliźnich. Pan Jezus kończąc przypowieść o miłosiernym Samarytaninie mówi do swego rozmówcy: „Idź, i ty czyń podobnie!” (Łk 10,37). To wezwanie Chrystusa skierowane jest do wszystkich.

Sługa Boży Jan Paweł II w Liście Apostolskim ‘Salvifici Dolores” pisze:

„Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie (…) wskazuje, jaki winien być stosunek każdego z nas do cierpiących bliźnich. Nie wolno nam ich „mijać”, przechodzić mimo z obojętnością, ale winniśmy przy nich „zatrzymywać się”. Miłosiernym Samarytaninem jest każdy człowiek, który zatrzymuje się przy cierpieniu drugiego człowieka, jakiekolwiek by ono było. Owo zatrzymanie się nie oznacza ciekawości, ale gotowość. Jest to otwarcie jakiejś wewnętrznej dyspozycji serca, które ma także swój wyraz uczuciowy. Miłosiernym Samarytaninem jest każdy człowiek wrażliwy na cudze cierpienie, człowiek, który „wzrusza się” nieszczęściem bliźniego. Jeżeli Chrystus, znawca wnętrza ludzkiego, podkreśla owo wzruszenie, to znaczy, że jest ono również ważne dla całej naszej postawy wobec cudzego cierpienia. Trzeba więc w sobie pielęgnować ową wrażliwość serca, która świadczy o współczuciu z cierpiącym. Czasem owo współczucie pozostaje jedynym lub głównym wyrazem naszej miłości i solidarności z cierpiącym człowiekiem.

Jednakże miłosierny Samarytanin z Chrystusowej przypowieści nie poprzestaje na samym wzruszeniu i współczuciu. Staje się ono dla niego bodźcem do działań, które mają na celu przyniesienie pomocy poranionemu człowiekowi. Miłosiernym Samarytaninem jest więc ostatecznie ten, kto świadczy pomoc w cierpieniu, jakiejkolwiek byłoby ono natury. Pomoc, o ile możności, skuteczną. W tę pomoc wkłada swoje serce, nie żałuje również środków materialnych. Można powiedzieć, że daje siebie, swoje własne „ja”, otwierając to „ja” dla drugiego. Dotykamy w tym miejscu jednego z kluczowych punktów całej chrześcijańskiej antropologii. „Człowiek... nie może odnaleźć się w pełni inaczej, jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego”. Miłosierny Samarytanin — to człowiek zdolny do takiego właśnie daru z siebie samego.

(…) Wymowa przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, jak też i całej Ewangelii, jest w szczególności ta, że człowiek musi się poczuć powołany niejako w pierwszej osobie do świadczenia miłości w cierpieniu. Instytucje są bardzo ważne i nieodzowne, jednakże żadna instytucja sama z siebie nie zastąpi ludzkiego serca, ludzkiego współczucia, ludzkiej miłości, ludzkiej inicjatywy, gdy chodzi o wyjście naprzeciw cierpieniu drugiego człowieka. Odnosi się to do cierpień fizycznych; o ileż bardziej jeszcze, gdy chodzi o różnorodne cierpienia moralne, gdy przede wszystkim cierpi dusza.

Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie należy niewątpliwie do ewangelii cierpienia i razem z tą ewangelią idzie przez dzieje Kościoła, chrześcijaństwa, przez dzieje człowieka i ludzkości. Świadczy ona o tym, że objawienie zbawczego sensu cierpienia przez Chrystusa nie utożsamia się żadną miarą z postawą bierności. Wręcz przeciwnie. Ewangelia jest zaprzeczeniem bierności wobec cierpienia. Sam Chrystus w tej dziedzinie jest nade wszystko czynny. W ten sposób urzeczywistnia mesjański program swego posłannictwa, stosownie do słów Proroka: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie, abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana”. Chrystus ten mesjański program swego posłannictwa wypełnia ponadobficie. Przechodzi „dobrze czyniąc” — a dobro Jego uczynków uwydatniło się nade wszystko wobec ludzkiego cierpienia. Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie pozostaje w najgłębszej harmonii z postępowaniem samego Chrystusa”.

Jan Paweł II w Orędziu na Światowy Dzień Chorego 2000 roku zapraszał „do kontemplacji oblicza Jezusa, Boskiego Samarytanina, leczącego dusze i ciała. Idąc za przykładem swego Boskiego Założyciela, Kościół «ze stulecia w stulecie (...) wciąż od nowa pośród ogromnej rzeszy chorych i cierpiących pisze ewangeliczną przypowieść o miłosiernym Samarytaninie, objawiając i przekazując uzdrawiającą i pocieszającą miłość Jezusa Chrystusa. (…)

Przykład Chrystusa Dobrego Samarytanina winien kształtować postawę chrześcijanina, skłaniając go, aby stawał się bliźnim cierpiących braci i sióstr, okazując im szacunek, zrozumienie, akceptację, dobroć, współczucie i bezinteresowność. Trzeba walczyć z obojętnością, która każe jednostkom i społecznościom zamykać się we własnym egoizmie. (…) Dla człowieka wierzącego ta ludzka wrażliwość zawiera się w agape, to znaczy w nadprzyrodzonej miłości, która każe miłować bliźniego z miłości do Boga. Dlatego też gdy Kościół wiedziony wiarą otacza troskliwą opieką ludzi dotkniętych cierpieniem, rozpoznaje w nich oblicze swojego ubogiego i cierpiącego Założyciela i stara się nieść Mu pomoc w potrzebie, pomny Jego słów: «byłem chory, a odwiedziliście Mnie» (Mt 25, 36).

Przykład Jezusa Dobrego Samarytanina każe nie tylko opiekować się chorym, ale także czynić wszystko co możliwe, aby na powrót włączyć go w życie społeczeństwa. Według Chrystusa bowiem uzdrawiać znaczy zarazem przywracać na łono społeczeństwa: podczas gdy choroba wyłącza człowieka ze wspólnoty, uzdrowienie powinno mu pozwolić na odzyskanie swego miejsca w rodzinie, w Kościele i w społeczeństwie.

Do wszystkich, którzy pracują zawodowo lub jako wolontariusze w służbie zdrowia, zwracam się z serdeczną zachętą – mówi papież, by skierowali wzrok ku Boskiemu Samarytaninowi, ażeby ich posługa mogła się stać zapowiedzią ostatecznego zbawienia i zwiastowaniem nowego nieba i nowej ziemi, «w których będzie mieszkała sprawiedliwość» (2 P 3, 13).

Jezus nie tylko leczył i uzdrawiał chorych, ale przez swoją zbawczą obecność, nauczanie i czyny niestrudzenie szerzył zdrowie wokół siebie. Jego miłość do człowieka wyrażała się w relacjach pełnych ludzkich uczuć, które pozwalały Mu rozumieć innych, okazywać im współczucie i nieść pociechę, łączyć harmonijnie czułą dobroć i moc. Jezus wzruszał się pięknem natury, był wrażliwy na ludzkie cierpienie, zwalczał zło i niesprawiedliwość. Negatywne aspekty ludzkiego doświadczenia podejmował z odwagą i znał ich ciężar, budząc w innych pewność nadejścia nowego świata. W Nim ludzka natura ujawniła swe odkupione oblicze i spełniły się najgłębsze ludzkie pragnienia.

Tę harmonijną pełnię życia Jezus pragnie przekazać dzisiejszemu człowiekowi. Celem Jego zbawczego działania jest nie tylko złagodzenie nędzy człowieka, ofiary własnych ograniczeń i błędów, ale także podtrzymanie go w dążeniu do pełnej realizacji samego siebie. Jezus otwiera przed człowiekiem perspektywę życia samego Boga: «Ja przyszedłem po to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości» (J 10, 10). Kościół, który ma kontynuować misję Jezusa, winien stać się głosicielem harmonii i pełni życia dla wszystkich”.

Drodzy bracia i siostry, „Na poboczach naszych dróg, przebywanych każdego dnia, spotykamy ludzi w różnym stanie duszy i ciała. Raczej bardzo rzadko spotykamy ludzi dosłownie pobitych i na pół martwych. Ale dużo widać ludzi „pobitych” przez smutek i beznadziejność (np. w miejskich autobusach widać tyle smutku i zatroskania na twarzach ludzi). Dużo widać ludzi pobitych przez brak życzliwości, przez własne słabości, przez nałogi, przez ludzkie języki i urabianie sobie wzajemnie złej opinii; ludzi pobitych przez błędne wychowanie (nie tylko w rodzinach dysfunkcyjnych czy patologicznych); ludzi pobitych przez pychę, żywioną zazdrość czy nienawiść; ludzi zmaltretowanych przez choroby i lęk przed przemijaniem oraz śmiercią. Jak my na tych ludzi patrzymy? Czy ja ich zauważam? Czy chcę ich zauważać? Czy budzi się we mnie, jak w dobrym Samarytaninie, współczucie i pragnienie okazania pomocy potrzebującym? Ta pomoc może przybrać kształt przyjaznego spojrzenia, uśmiechu, dobrego słowa, aktu strzelistego posłanego wprost do Boga Ojca, ofiarowania swoich trudów i cierpień za tych, którzy cierpią bardziej niż my... Czy w pewnych sytuacjach gotowi bylibyśmy zdobyć się na takie czyny jak Samarytanin? Tak konkretne i kosztowne. Na widok ran ciała jest się w miarę łatwo wzruszyć i okazać pomoc. Pewno też łatwiej jest zdobyć się na uczynki miłosierne co do ciała. Niektóre z nich są dość skutecznie zinstytucjonalizowane. Mamy sieć szpitali, tysiące lekarzy, różne pogotowia ratunkowe... Prawdopodobnie trudniej jest dostrzec rany serca, rany duszy; trudniej jest się głęboko wzruszyć i ponieść konieczne ofiary – by opatrzyć rany serc jakoś złamanych. Leczenie ran psychiki i ducha wymaga na ogół dłuższego czasu” (o. Krzysztof Osuch SJ).

Wzorem tej prawdziwie samarytańskiej postawy, tej ofiarnej miłości wobec bliźnich, niech będzie dla nas przyszły błogosławiony, Sługa Boży ks. Jerzy Popiełuszko, o którym pisałem w rozważaniu zatytułowanym „Leczył rany zbolałych serc”. 

Drodzy bracia i siostry! To sam Jezus Chrystus jest dla nas najlepszym, miłosiernym Samarytaninem! Niech zbliżające się Triduum Paschalne i Święto Miłosierdzia Bożego na nowo pozwolą doświadczyć nam tego w sposób szczególnie głęboki. Z ufnością zbliżmy się do otwartego na krzyżu Serca Zbawiciela i pozwólmy ogarnąć się ramionami Jego miłosiernej miłości. Uczestnicząc w procesji rezurekcyjnej, z wdzięcznością wyśpiewujmy Mu radosne Alleluja! Całym sercem wyśpiewujmy chwałę Zmartwychwstałego Pana i idźmy przez życie śladami Boskiego Samarytanina.

 

Akt Zawierzenia Jezusowi Miłosiernemu

wszystkich chorych i cierpiących oraz wspólnoty „Pieta”

 

Panie Jezu, Boski Samarytaninie,

z wdzięczną miłością składamy Ci nasze serca w ofierze

i zawierzamy Twojemu miłosierdziu

naszą cichą posługę oraz wszystkich chorych i cierpiących na drogach świata,

aby objawiło się w nich Twoje współczucie i miłosierdzie,

zbawcza moc Twojego krzyża i chwała Twojego zmartwychwstania.

Uczyń nas świadkami Twojej miłosiernej miłości

opatrującej rany serca, duszy i ciała,

i radosnymi strażnikami wielkanocnego poranka,

wytrwale niosącymi pochodnię niegasnącej nadziei  

zmartwychwstania i życia wiecznego. Amen.

 

Z darem Chrystusowego błogosławieństwa od ołtarza Matki Bożej Bolesnej

dla wszystkich chorych i cierpiących oraz całej Wspólnoty „Pieta”

wasz oddany - o. Piotr O. Carm.

.

« Wszystkie wiadomości   « powrót  

 



  Klasztor karmelitów z XVII w. oraz Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach położone są 20 km od Golubia-Dobrzynia w diecezji płockiej. Jest to miejsce naznaczone szczególną obecnością Maryi w znaku łaskami słynącej figury Matki Bożej Bolesnej. zobacz więcej »


  Sobotnie Wieczerniki mają charakter spotkań modlitewno- ewangelizacyjnych. Gromadzą pielgrzymów u stóp MB Bolesnej. zobacz więcej »
 
     
 
  ©2006 Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej

  Obory 38; 87-645 Zbójno k. Rypina; tel. (0-54) 280 11 59; tel./fax (0-54) 260 62 10;
  oprzeor@obory.com.pl

  Opiekun Pielgrzymów: O. Piotr Męczyński; tel. (0-54) 280 11 59 w. 33; (0-606) 989 710;
  opiotr@obory.com.pl

 
KEbeth Studio