Drodzy bracia
i siostry, zgromadzeni przy Eucharystycznym Sercu Jezusa w ciszy Oborskiego
Karmelu!
I
„Maria Magdalena zobaczyła kamień odsunięty od
grobu” (J 20, 1).
Św. Jan Apostoł i Ewangelista relacjonuje:
„A na miejscu, gdzie Go ukrzyżowano, był
ogród, w ogrodzie zaś nowy grób, w którym jeszcze nie złożono nikogo. Tam to
więc, ze względu na Żydowski dzień Przygotowania, złożono Jezusa, bo grób
znajdował się w pobliżu. A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy
jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu
i zobaczyła kamień odsunięty od grobu” (J 19, 41 – 42; 20, 1).
Ze wzruszeniem wspominam moje odwiedziny w
jerozolimskim Wieczerniku, gdzie Jezus sprawował ze swoimi uczniami Ostatnią
Wieczerzę. Byliśmy tam z pielgrzymami w Wielki Czwartek A. D. 2007. A w południe
Wielkiego Piątku wzięliśmy udział w nabożeństwie Drogi Krzyżowej wiodącej
wąskimi uliczkami Jerozolimy. Wieczorem w Bazylice Bożego Grobu odbyła się
niezwykle poruszająca i rzewna ceremonia - misterium pogrzebu Jezusa prowadzona
przez Ojców Franciszkanów na Golgocie. Jeden z braci trzymał krzyż z figurą
Chrystusa. Najpierw Ciało Pana Jezusa, po wyjęciu gwoździ, zostało zdjęte z
krzyża i owinięte w biały całun. Pamiętam, jak pielgrzymi z różnych części
świata, którym udało się wejść na Golgotę, starali się podejść, aby ucałować
lub choćby dotknąć Ciało Najsłodszego Odkupiciela. Następnie Ciało Chrystusa
owinięte w biały całun zostało po wąskich schodach zniesione z Golgoty i
złożone na kamiennej płycie namaszczenia. Po tym obrzędzie namaszczenia i
okadzenia Ciało Pana Jezusa zostało przeniesione do znajdującego się w pobliżu
Bożego Grobu. Jednak szczególnie głęboko wyryły się w mojej pamięci Msze
święte, które z daru Bożej Opatrzności, dane mi było sprawować na Golgocie przy
ołtarzu Ukrzyżowania Chrystusa i stojącym obok małym ołtarzu Matki Bolesnej
oraz w samym wnętrzu niewielkiej kaplicy – Bożego Grobu, na kamiennej płycie,
która przyjęła Ciało Ukrzyżowanego Pana. Od ponad dwóch tysięcy lat ten Pusty
Grób pozostaje cichym świadkiem zmartwychwstania Jezusa, który przychodzi do
naszych serc utajony w śnieżnobiałej Hostii. W tej niewielkiej kaplicy kapłan w
białym ornacie codziennie celebruje Mszę świętą o Zmartwychwstaniu Pańskim.
Najmilsi! Każda Msza święta jest
sakramentalnym uobecnieniem Misterium Paschalnego Chrystusa, Jego zbawczej Męki
i Śmierci na Krzyżu oraz chwalebnego Zmartwychwstania. Każda Msza święta to
Pascha Chrystusa i nasza, stajemy się w niej uczestnikami tego wszystkiego co
dokonało się blisko 2000 lat temu w Jerozolimie.
II
„Maria
Magdalena stała przed grobem płacząc” (J 20, 11)
Dzisiaj Zmartwychwstały Jezus pragnie spotkać
się z nami, tak jak spotkał się z Marią Magdaleną, w niedzielny poranek, gdy ta
stała przy pustym grobie i płakała. Nie rozumiała jeszcze wymowy pustego grobu.
Szukała ciała Ukrzyżowanego i płakała. Usłyszała wtedy głos Jezusa: „Niewiasto,
czemu płaczesz, kogo szukasz?”. Jednak w pierwszym momencie Go nie rozpoznała,
sadząc, że to jest ogrodnik. I wtedy usłyszała swoje imię – „Mario!”, wypowiedziane głosem
Tego, którego kochała i szukała. Rozpoznała Jego głos, oczy jej się otworzyły i
rozpoznała słodkie Oblicze Pana. (J 20, 11 – 18). „Rabbuni!” –
wykrzyknęła z radością. Upadła do nóg swego Mistrza, Pana i Zbawiciela i oddała
Mu pokłon.
Drodzy bracia i siostry! Jakże często i my,
nie rozpoznajemy zmartwychwstałego Jezusa, gdy do nas mówi, Jego pełnego
miłości Oblicza spoczywającego na nas – zwróconego ku nam nieustannie w każdym
tabernakulum, w każdej Mszy świętej, w każdej naszej komunii świętej. Tak
bardzo zajęci jesteśmy sobą, pozostajemy sami ze swoimi troskami, skupieni na
swojej chorobie, płaczemy nad naszym życiem nie widząc drogi wyjścia. Jednak z
każdego ołtarza zmartwychwstały Jezus z miłością wypowiada nasze imię, wyciąga
do nas swoją łagodną dłoń Dobrego Pasterza, ociera nasze łzy i powtarza:
„Odwagi! Nie bój się! Ja jestem z tobą.”.
Ojciec Emilien Tardif opowiada o wymownym
zdarzeniu ze swojej posługi ewangelizacyjnej w Dominikanie:
„Pewnego razu
jakaś kobieta bardzo płakała przed Najświętszym Sakramentem i pewien katechista
zapytał ją, co jej jest. Odpowiedziała mu, że właśnie prosi Pana, aby uzdrowił
ja z białych plam, jakie miała na twarzy, przez które wstydziła się nawet wyjść
na ulicę.
- Prosze pani
– powiedział jej katechista – ale o jakich plamach pani mówi?
Kobieta
odpowiedziała mu: - Nie widzi pan plam, jakie mam na ciele?
- Nie, niczego
nie widzę – odpowiedział jej katechista.
Wyszli oboje z
kaplicy i katecheta zaproponował, aby zobaczyła się w lustrze. Plamy całkowicie
zniknęły podczas półgodzinnej adoracji”.
To żywy i zmartwychwstały Jezus, ukryty w
świętej Hostii, ją uzdrowił.
Dlatego dzisiaj, najmilsi bracia i siostry,
pragnę wam powiedzieć: Sursum corda! – W górę serca! Spójrzmy na Pana! Jezus
jest tutaj z nami obecny w pokorze Świętej Hostii w tabernakulum ołtarza i
pragnie spotkać się z nami osobiście, tak jak spotkał się w niedzielny poranek
z Marią Magdaleną przy pustym grobie. On teraz, a szczególnie w komunii świętej
ociera nasze łzy, opatruje nasze rany, przemienia smutek w radość. Uzdrawia
nasze dusze i ciała. On podczas adoracji i w komunii świętej zwraca się do nas
po imieniu i ukazuje nam swoje pogodne Oblicze, jaśniejące nad nami łaską i miłosierdziem,
pokojem i nadzieją. On trzyma nas za rękę i mówi: „Nie lękaj się!
Zmartwychwstałem i zawsze jestem z tobą!”
Przypomina nam
o tym św. Jan Paweł II, gdy uczy: „W
tajemnicy eucharystycznej (...) Zmartwychwstały zechciał zamieszkać na zawsze
wśród nas, aby każdy człowiek mógł poznać Jego prawdziwe imię, Jego prawdziwe
oblicze, i doświadczyć Jego nieskończonego miłosierdzia” (Rozważanie
przed modlitwą Anioł Pański, 25 czerwca 2000 r.)
Drodzy Moi!
Zwróćmy także uwagę, jak spotkanie z Jezusem przy pustym grobie zmieniło Marię
Magdalenę. Pan przemienił jej smutek w radość. Ona pełna radości powróciła do
zalęknionych uczniów, oznajmiając im: „Widziałam Pana i to mi powiedział” (por.
J 20, 18). Przyniosła im światło nadziei, pokoju i wiary. Ewangelia mówi, że
podobnie inni uczniowie, którzy spotkali Żywego Jezusa, mówili: „Widzieliśmy
Pana!” (por. J 20, 25).
Bracia i
siostry! Te ewangeliczne przykłady pomagają nam zrozumieć, że dopiero nasze
osobiste spotkanie ze zmartwychwstałym Chrystusem, naszym Panem i Zbawicielem,
w cichej modlitwie serca, przemawiającym w Słowie Bożym, czekającym w osobie
kapłana przy kratkach konfesjonału, obecnym na ołtarzu w sakramencie Miłości,
czyni nas zdolnymi do dawania autentycznego świadectwa Dobrej Nowiny.
Wszyscy
jesteśmy wezwani do głoszenia własnym życiem dobrej nowiny o Jezusie
Zmartwychwstałym, jedynym Panu i Zbawicielu wszystkich ludzi. Mamy głosić Tego,
którego sami osobiście spotkaliśmy i przyjęliśmy, z którym żyjemy w głębokiej
przyjaźni. W mocy Ducha Świętego mamy wyznawać, miłować i wielbić Go całym
naszym życiem.
Spójrzmy na
Marię Magdalenę, idącą z wiarą za Jezusem i uważnie słuchającą głosu
Nauczyciela, a na koniec wiernie podążającą za Cierpiącym Mistrzem na Jego Via
Crucis i stojącą razem z Matką Bolesną pod Jego krzyżem na Kalwarii. Spójrzmy
jak pomaga w namaszczeniu i złożeniu Jego Ciała do grobu. Jak w niedzielny
poranek czuwa i płacze przy grobie, jak szuka i rozpoznaje chwalebne Oblicze
Umiłowanego, jak obejmuje za nogi i oddaje Mu pokłon, a potem pełna radości
biegnie do Apostołów i woła od drzwi Wieczernika: Nie smućcie się, nie
lękajcie! „Widziałam Pana!” (por. J 20, 18). On Żyje!
Bracia i
Siostry!
To także nasze
zadanie: Być prawdziwymi świadkami żyjącego Pana, którego osobiście spotkaliśmy
i przyjęliśmy do naszego serca w sakramencie Miłości.
Zmartwychwstały
Chrystus przynosi nam nadzieję i obdarowuje nas życiem wiecznym, otwiera nam
bramy Nieba. Otwórzmy się na Jego Miłość, bo tylko jej siłą możemy się
przemieniać, możemy przebaczać, możemy zaczynać ciągle od nowa.
Emilia z
Chwaszczyna, pielgrzymująca do Matki Bolesnej, napisała:
„Do 28 roku
życia byłam osobą bardzo błądzącą. W moim życiu bogiem stał się pieniądz,
wygląd i szukanie szczęścia w świecie. Tak bardzo pragnęłam miłości iż poddałam
się operacjom plastycznym myśląc iż jeśli zmienię to czy tamto w końcu osiągnę
szczęście. Idąc bez Pana Boga pogrążałam się tylko coraz bardziej. Mimo iż
patrząc z boku prowadziłam życie, którego niejedni mi zazdrościli, w moim sercu
panowała wielka rozpacz.
Pewnego dnia
zupełnie niespodziewanie Bóg postawił na mojej drodze dziewczynę. Jedna rozmowa
o Panu Bogu zmieniła moje życie. Kilka dni później udałam się do spowiedzi z
całego życia. Podczas tej spowiedzi czułam jak przyszedł do mnie sam Pan Jezus
mówiąc iż jestem tą zagubioną owieczką, której szukał”.
Drodzy bracia
i siostry!
„Pozwólmy się
odnowić przez miłosierdzie Boga, pozwólmy, aby Jezus nas kochał, niech moc Jego
miłości przekształci także nasze życie”. „Pozwólmy, aby Jego czułość i miłość
kierowały naszymi krokami, pozwólmy, aby uderzenie Jego serca przemieniło nasz
słaby puls” – zachęca papież Franciszek.
Niech przykład
i wstawiennictwo Św. Marii Magdaleny pomaga nam wypełnić misję do której
wszyscy zostaliśmy wezwani przez chrzest i bierzmowanie, aby stać się „miłą
wonią Chrystusową” (2 Kor 2,14), wonią Jego miłości, wonią Jego cnót i
świętości, radosnymi i odważnymi świadkami Zmartwychwstałego Pana prawdziwie
obecnego w Sakramencie Miłości.
Nie ma nic
piękniejszego jak pomóc innym spotkać Jezusa, Boskiego Ogrodnika ukrytego w
pokorze Świętej Hostii i doświadczyć Jego miłosiernej miłości dającej nowe
życie, prawdziwy pokój i radość.
W dniu naszego
chrztu „przyoblekliśmy się w Chrystusa” (por. Ga 3, 27), który rzekł: „Ja
jestem światłością świata”. A zatem mamy jaśnieć i promieniować wobec świata
nie swoim, ale Jego światłem – światłem Jezusa Zmartwychwstałego żyjącego w
nas, trwając w zjednoczeniu z Nim i podążając wiernie Jego śladami, ożywieni
Jego miłością i prowadzeni światłem Jego Ewangelii.
Bracia i
Siostry! Mamy misję, aby promieniować miłością Serca Jezusowego, aby stać się
przedłużeniem ramion Chrystusa, pragnącego zbawienia wszystkich ludzi. Miłość
Jezusa nikogo nie wyklucza. Jego Serce pozostaje domem otwartym dla każdego.
Tak było na początku chrześcijaństwa, kiedy poganie, jak pisze Tertulian,
nawracali się, widząc miłość, która królowała wśród chrześcijan: „Patrzcie –
mówili – jak oni się miłują” (por. Apologetico, 39, 7).
III
„Poszła Maria Magdalena oznajmiając
uczniom: Widziałam Pana i to mi powiedział” (J 20, 18).
Do grona
licznych świadkach Chrystusowej miłości należała z całą pewnością Św. Teresa z
Kalkuty. Wpatrzona w Jezusa Ukrzyżowanego i całkowicie oddana swemu Boskiemu
Oblubieńcowi, usłyszała w swoim sercu Jego wołanie: «Pragnę». To wołanie
Ukrzyżowanej Miłości poruszyło ją do głębi. Rozpoznała Cierpiącego Jezusa
spragnionego miłości – w bezdomnych nędzarzach, opuszczonych i odrzuconych
przez wszystkich, umierających z głodu i dotkniętych straszliwymi chorobami,
pozbawionych jakiejkolwiek pomocy i opieki.
Wyszła na
ulice Kalkuty ze światłem Chrystusowej miłości i zaczęła zbierać tych
umierających w domu, który otworzyła dla nich w jednej z dzielnic miasta. Od
tamtej chwili jedynym pragnieniem jej życia stało się zaspokajać głód miłości
Jezusa nie słowami, lecz konkretnymi czynami, a Jego oblicze, zeszpecone i
spragnione miłości, rozpoznawała w twarzach najuboższych z ubogich. Matka
Teresa wprowadzała w życie słowa Pana: «Wszystko, co uczyniliście jednemu z
tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili» (Mt 25, 40).
Założycielka
Misjonarek Miłości w jednym z wywiadów powiedziała: „Chciałabym podkreślić, że
nie byłybyśmy w stanie podejmować się takiej pracy, gdyby nie silniejsza moc,
której Bóg udziela nam ze swojego Serca na modlitwie. Dlatego nasze życie jest
ściśle powiązane z Eucharystią, z Chlebem życia”.
„Nasz dzień
rozpoczynamy Mszą św. i przyjęciem Jezusa w Komunii Świętej, a kończymy
godzinną adoracją Najświętszego Sakramentu. Nie mogę wyobrazić sobie nawet
jednego dnia bez Eucharystii.
Dotykam
Jezusa, kocham Go, służę Mu w biednych umacniana Jego miłością. Moją największą
miłością jest Jezus w Eucharystii. Właśnie w niej spotykam Go, otrzymuję Go,
kocham, a potem odkrywam Go i służę Mu w tych najuboższych z ubogich. Moje
życie byłoby puste, gdybym nie przyjmowała codziennie Komunii Świętej. Tylko
dzięki temu możemy żyć z Jezusem, dla Jezusa i dla naszych ubogich”.
W programie
dnia każdego domu Misjonarek Miłości Matki Teresy jest codzienna godzinna
adoracja Najświętszego Sakramentu. Jak wielką przywiązywała do niej wagę,
świadczyć może to, że niejednokrotnie na następny dzień nie pozwalała wychodzić
do pracy z ubogimi na mieście siostrze, której nie było poprzedniego wieczoru
na adoracji. Kiedy siostry lub inni współpracownicy skarżyli się, że mają
naprawdę dużo pracy i sugerowali, by adorację skrócić lub okresowo z niej
zrezygnować, była bardzo stanowcza.
Radziła wtedy,
by niejako „wbrew logice” poświęcić na nią więcej czasu. Jedna z sióstr
wspominała odpowiedź, jaką otrzymała od Matki przy takiej właśnie okazji: „Nie
masz czasu na godzinę adoracji? To adoruj dwie godziny”.
Matka Teresa
przeżywała tak wielką tęsknotę za Eucharystią, że zdarzało się, iż nie mogła
przez nią… spać. „Czasami Najświętszy Sakrament tak bardzo mnie pociągał. Nie
mogłam się doczekać Komunii Świętej. Noc po nocy sen mnie opuszczał i tylko
spędzałam te godziny, tęskniąc do Jego przyjścia. To się zaczęło w Asansolu w
lutym [1947 r.], a teraz co noc przez godzinę albo dwie ta sama tęsknota
przerywa mi sen” – pisała.
Nieżyjący już
biskup Jan Chrapek wspominał, jak podczas jednej z wizyt Matki w Polsce,
podczas podróży z Warszawy do Szczecina zepsuł się samochód, którym wspólnie
podróżowali. Naprawa zajęła kilka godzin i w przekonaniu świadków do usunięcia
awarii bardziej niż ingerencja mechanika przyczyniła się modlitwa samej Matki
Teresy.
Do celu
dotarli późnym wieczorem. Mimo to Matka uparła się, by biskup wystawił jej
Najświętszy Sakrament i modliła się przed Nim prawie dwie godziny. Ponieważ
następny dzień miał być wypełniony spotkaniami i zakończony kolejną długą
podróżą, zarządziła adorację z samego rana… o 4:30. Była głęboko przekonana, że
bez tej modlitwy nie będą miały najmniejszego sensu żadne działania jej samej
ani zgromadzenia.
Drodzy bracia
i siostry!
Jak wiele mówi
nam to świadectwo Św. Matki Teresy z Kalkuty. Papież Franciszek nieustannie
wskazywał nam otwarte na krzyżu Serce Zbawiciela, Serce Zmartwychwstałego
Jezusa obecnego w konsekrowanej Hostii – jako prawdziwe źródło miłości i mocy
naszego chrześcijańskiego świadectwa.
Papież
Franciszek podkreśla: „Eucharystia (…) jednoczy nas z Jezusem: sprawia, że
przyswajamy sobie Jego sposób życia, Jego zdolność do łamania siebie i dawania
siebie braciom (…). Daje nam odwagę, aby wyjść poza swoje ograniczenia i
pochylić się z miłością nad słabościami innych. Tak jak Bóg czyni to z nami.
Taka jest logika Eucharystii: przyjmujemy Jezusa, który nas kocha i leczy nasze
słabości, aby kochać innych i pomagać im w ich słabościach”.
Do Domu dla umierających w Kalighat, dzielnicy Kalkuty, przyszedł
kiedyś mężczyzna i wszedł prosto na oddział, gdzie przebywałam – mówi Matka
Teresa. Po jakimś czasie powiedział mi: – Przyszedłem tu z sercem pełnym
nienawiści, nienawiści do Boga i człowieka. Przyszedłem tu pusty, bez wiary i
zgorzkniały, lecz kiedy ujrzałem siostrę, która całą swoją uwagę poświęcała
pacjentowi, zrozumiałem, że Bóg wciąż żyje. Wychodzę stąd jako zmieniony
człowiek. Wierzę, że Bóg istnieje i że nas ciągłe kocha”.
Wystarczyło, że zobaczył jak ta mała pokorna siostra w białym sari
dotyka i opatruje z miłością rany cierpiącego brata, rozpoznając w nim umęczone
oblicze samego Jezusa.
Matka Teresa
wskazuje nam Jezusa obecnego w tabernakulum ołtarza i mówi: „Tutaj jest źródło
mojego życia, mojego powołania i poświęcenia się ludziom cierpiącym. On
jest moim życiem, moją miłością, moim wszystkim”. Amen.
o. Piotr
Męczyński O.Carm.
|