10.02.2026
Widziałam Pana (J 20, 18)


Drodzy bracia i siostry, zgromadzeni przy Eucharystycznym Sercu Jezusa w ciszy Oborskiego Karmelu!

I

„Maria Magdalena zobaczyła kamień odsunięty od grobu” (J 20, 1).

Św. Jan Apostoł i Ewangelista relacjonuje:

„A na miejscu, gdzie Go ukrzyżowano, był ogród, w ogrodzie zaś nowy grób, w którym jeszcze nie złożono nikogo. Tam to więc, ze względu na Żydowski dzień Przygotowania, złożono Jezusa, bo grób znajdował się w pobliżu. A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu” (J 19, 41 – 42; 20, 1).

Ze wzruszeniem wspominam moje odwiedziny w jerozolimskim Wieczerniku, gdzie Jezus sprawował ze swoimi uczniami Ostatnią Wieczerzę. Byliśmy tam z pielgrzymami w Wielki Czwartek A. D. 2007. A w południe Wielkiego Piątku wzięliśmy udział w nabożeństwie Drogi Krzyżowej wiodącej wąskimi uliczkami Jerozolimy. Wieczorem w Bazylice Bożego Grobu odbyła się niezwykle poruszająca i rzewna ceremonia - misterium pogrzebu Jezusa prowadzona przez Ojców Franciszkanów na Golgocie. Jeden z braci trzymał krzyż z figurą Chrystusa. Najpierw Ciało Pana Jezusa, po wyjęciu gwoździ, zostało zdjęte z krzyża i owinięte w biały całun. Pamiętam, jak pielgrzymi z różnych części świata, którym udało się wejść na Golgotę, starali się podejść, aby ucałować lub choćby dotknąć Ciało Najsłodszego Odkupiciela. Następnie Ciało Chrystusa owinięte w biały całun zostało po wąskich schodach zniesione z Golgoty i złożone na kamiennej płycie namaszczenia. Po tym obrzędzie namaszczenia i okadzenia Ciało Pana Jezusa zostało przeniesione do znajdującego się w pobliżu Bożego Grobu. Jednak szczególnie głęboko wyryły się w mojej pamięci Msze święte, które z daru Bożej Opatrzności, dane mi było sprawować na Golgocie przy ołtarzu Ukrzyżowania Chrystusa i stojącym obok małym ołtarzu Matki Bolesnej oraz w samym wnętrzu niewielkiej kaplicy – Bożego Grobu, na kamiennej płycie, która przyjęła Ciało Ukrzyżowanego Pana. Od ponad dwóch tysięcy lat ten Pusty Grób pozostaje cichym świadkiem zmartwychwstania Jezusa, który przychodzi do naszych serc utajony w śnieżnobiałej Hostii. W tej niewielkiej kaplicy kapłan w białym ornacie codziennie celebruje Mszę świętą o Zmartwychwstaniu Pańskim.

Najmilsi! Każda Msza święta jest sakramentalnym uobecnieniem Misterium Paschalnego Chrystusa, Jego zbawczej Męki i Śmierci na Krzyżu oraz chwalebnego Zmartwychwstania. Każda Msza święta to Pascha Chrystusa i nasza, stajemy się w niej uczestnikami tego wszystkiego co dokonało się blisko 2000 lat temu w Jerozolimie.

II

„Maria Magdalena stała przed grobem płacząc” (J 20, 11)

Dzisiaj Zmartwychwstały Jezus pragnie spotkać się z nami, tak jak spotkał się z Marią Magdaleną, w niedzielny poranek, gdy ta stała przy pustym grobie i płakała. Nie rozumiała jeszcze wymowy pustego grobu. Szukała ciała Ukrzyżowanego i płakała. Usłyszała wtedy głos Jezusa: „Niewiasto, czemu płaczesz, kogo szukasz?”. Jednak w pierwszym momencie Go nie rozpoznała, sadząc, że to jest ogrodnik. I wtedy usłyszała swoje imię – „Mario!”, wypowiedziane głosem Tego, którego kochała i szukała. Rozpoznała Jego głos, oczy jej się otworzyły i rozpoznała słodkie Oblicze Pana. (J 20, 11 – 18). „Rabbuni!” – wykrzyknęła z radością. Upadła do nóg swego Mistrza, Pana i Zbawiciela i oddała Mu pokłon.

Drodzy bracia i siostry! Jakże często i my, nie rozpoznajemy zmartwychwstałego Jezusa, gdy do nas mówi, Jego pełnego miłości Oblicza spoczywającego na nas – zwróconego ku nam nieustannie w każdym tabernakulum, w każdej Mszy świętej, w każdej naszej komunii świętej. Tak bardzo zajęci jesteśmy sobą, pozostajemy sami ze swoimi troskami, skupieni na swojej chorobie, płaczemy nad naszym życiem nie widząc drogi wyjścia. Jednak z każdego ołtarza zmartwychwstały Jezus z miłością wypowiada nasze imię, wyciąga do nas swoją łagodną dłoń Dobrego Pasterza, ociera nasze łzy i powtarza: „Odwagi! Nie bój się! Ja jestem z tobą.”.

Ojciec Emilien Tardif opowiada o wymownym zdarzeniu ze swojej posługi ewangelizacyjnej w Dominikanie:

„Pewnego razu jakaś kobieta bardzo płakała przed Najświętszym Sakramentem i pewien katechista zapytał ją, co jej jest. Odpowiedziała mu, że właśnie prosi Pana, aby uzdrowił ja z białych plam, jakie miała na twarzy, przez które wstydziła się nawet wyjść na ulicę.

- Prosze pani – powiedział jej katechista – ale o jakich plamach pani mówi?

Kobieta odpowiedziała mu: - Nie widzi pan plam, jakie mam na ciele?

- Nie, niczego nie widzę – odpowiedział jej katechista.

Wyszli oboje z kaplicy i katecheta zaproponował, aby zobaczyła się w lustrze. Plamy całkowicie zniknęły podczas półgodzinnej adoracji”.

To żywy i zmartwychwstały Jezus, ukryty w świętej Hostii, ją uzdrowił.

Dlatego dzisiaj, najmilsi bracia i siostry, pragnę wam powiedzieć: Sursum corda! – W górę serca! Spójrzmy na Pana! Jezus jest tutaj z nami obecny w pokorze Świętej Hostii w tabernakulum ołtarza i pragnie spotkać się z nami osobiście, tak jak spotkał się w niedzielny poranek z Marią Magdaleną przy pustym grobie. On teraz, a szczególnie w komunii świętej ociera nasze łzy, opatruje nasze rany, przemienia smutek w radość. Uzdrawia nasze dusze i ciała. On podczas adoracji i w komunii świętej zwraca się do nas po imieniu i ukazuje nam swoje pogodne Oblicze, jaśniejące nad nami łaską i miłosierdziem, pokojem i nadzieją. On trzyma nas za rękę i mówi: „Nie lękaj się! Zmartwychwstałem i zawsze jestem z tobą!”

Przypomina nam o tym św. Jan Paweł II, gdy uczy: „W tajemnicy eucharystycznej (...) Zmartwychwstały zechciał zamieszkać na zawsze wśród nas, aby każdy człowiek mógł poznać Jego prawdziwe imię, Jego prawdziwe oblicze, i doświadczyć Jego nieskończonego miłosierdzia” (Rozważanie przed modlitwą Anioł Pański, 25 czerwca 2000 r.)

Drodzy Moi! Zwróćmy także uwagę, jak spotkanie z Jezusem przy pustym grobie zmieniło Marię Magdalenę. Pan przemienił jej smutek w radość. Ona pełna radości powróciła do zalęknionych uczniów, oznajmiając im: „Widziałam Pana i to mi powiedział” (por. J 20, 18). Przyniosła im światło nadziei, pokoju i wiary. Ewangelia mówi, że podobnie inni uczniowie, którzy spotkali Żywego Jezusa, mówili: „Widzieliśmy Pana!” (por. J 20, 25).

Bracia i siostry! Te ewangeliczne przykłady pomagają nam zrozumieć, że dopiero nasze osobiste spotkanie ze zmartwychwstałym Chrystusem, naszym Panem i Zbawicielem, w cichej modlitwie serca, przemawiającym w Słowie Bożym, czekającym w osobie kapłana przy kratkach konfesjonału, obecnym na ołtarzu w sakramencie Miłości, czyni nas zdolnymi do dawania autentycznego świadectwa Dobrej Nowiny.

Wszyscy jesteśmy wezwani do głoszenia własnym życiem dobrej nowiny o Jezusie Zmartwychwstałym, jedynym Panu i Zbawicielu wszystkich ludzi. Mamy głosić Tego, którego sami osobiście spotkaliśmy i przyjęliśmy, z którym żyjemy w głębokiej przyjaźni. W mocy Ducha Świętego mamy wyznawać, miłować i wielbić Go całym naszym życiem.

Spójrzmy na Marię Magdalenę, idącą z wiarą za Jezusem i uważnie słuchającą głosu Nauczyciela, a na koniec wiernie podążającą za Cierpiącym Mistrzem na Jego Via Crucis i stojącą razem z Matką Bolesną pod Jego krzyżem na Kalwarii. Spójrzmy jak pomaga w namaszczeniu i złożeniu Jego Ciała do grobu. Jak w niedzielny poranek czuwa i płacze przy grobie, jak szuka i rozpoznaje chwalebne Oblicze Umiłowanego, jak obejmuje za nogi i oddaje Mu pokłon, a potem pełna radości biegnie do Apostołów i woła od drzwi Wieczernika: Nie smućcie się, nie lękajcie! „Widziałam Pana!” (por. J 20, 18). On Żyje!

Bracia i Siostry!

To także nasze zadanie: Być prawdziwymi świadkami żyjącego Pana, którego osobiście spotkaliśmy i przyjęliśmy do naszego serca w sakramencie Miłości.

Zmartwychwstały Chrystus przynosi nam nadzieję i obdarowuje nas życiem wiecznym, otwiera nam bramy Nieba. Otwórzmy się na Jego Miłość, bo tylko jej siłą możemy się przemieniać, możemy przebaczać, możemy zaczynać ciągle od nowa.

Emilia z Chwaszczyna, pielgrzymująca do Matki Bolesnej, napisała:

„Do 28 roku życia byłam osobą bardzo błądzącą. W moim życiu bogiem stał się pieniądz, wygląd i szukanie szczęścia w świecie. Tak bardzo pragnęłam miłości iż poddałam się operacjom plastycznym myśląc iż jeśli zmienię to czy tamto w końcu osiągnę szczęście. Idąc bez Pana Boga pogrążałam się tylko coraz bardziej. Mimo iż patrząc z boku prowadziłam życie, którego niejedni mi zazdrościli, w moim sercu panowała wielka rozpacz.

Pewnego dnia zupełnie niespodziewanie Bóg postawił na mojej drodze dziewczynę. Jedna rozmowa o Panu Bogu zmieniła moje życie. Kilka dni później udałam się do spowiedzi z całego życia. Podczas tej spowiedzi czułam jak przyszedł do mnie sam Pan Jezus mówiąc iż jestem tą zagubioną owieczką, której szukał”.

Drodzy bracia i siostry!

„Pozwólmy się odnowić przez miłosierdzie Boga, pozwólmy, aby Jezus nas kochał, niech moc Jego miłości przekształci także nasze życie”. „Pozwólmy, aby Jego czułość i miłość kierowały naszymi krokami, pozwólmy, aby uderzenie Jego serca przemieniło nasz słaby puls” – zachęca papież Franciszek.

Niech przykład i wstawiennictwo Św. Marii Magdaleny pomaga nam wypełnić misję do której wszyscy zostaliśmy wezwani przez chrzest i bierzmowanie, aby stać się „miłą wonią Chrystusową” (2 Kor 2,14), wonią Jego miłości, wonią Jego cnót i świętości, radosnymi i odważnymi świadkami Zmartwychwstałego Pana prawdziwie obecnego w Sakramencie Miłości.

Nie ma nic piękniejszego jak pomóc innym spotkać Jezusa, Boskiego Ogrodnika ukrytego w pokorze Świętej Hostii i doświadczyć Jego miłosiernej miłości dającej nowe życie, prawdziwy pokój i radość.

W dniu naszego chrztu „przyoblekliśmy się w Chrystusa” (por. Ga 3, 27), który rzekł: „Ja jestem światłością świata”. A zatem mamy jaśnieć i promieniować wobec świata nie swoim, ale Jego światłem – światłem Jezusa Zmartwychwstałego żyjącego w nas, trwając w zjednoczeniu z Nim i podążając wiernie Jego śladami, ożywieni Jego miłością i prowadzeni światłem Jego Ewangelii.

Bracia i Siostry! Mamy misję, aby promieniować miłością Serca Jezusowego, aby stać się przedłużeniem ramion Chrystusa, pragnącego zbawienia wszystkich ludzi. Miłość Jezusa nikogo nie wyklucza. Jego Serce pozostaje domem otwartym dla każdego. Tak było na początku chrześcijaństwa, kiedy poganie, jak pisze Tertulian, nawracali się, widząc miłość, która królowała wśród chrześcijan: „Patrzcie – mówili – jak oni się miłują” (por. Apologetico, 39, 7).

III

„Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: Widziałam Pana i to mi powiedział” (J 20, 18).

Do grona licznych świadkach Chrystusowej miłości należała z całą pewnością Św. Teresa z Kalkuty. Wpatrzona w Jezusa Ukrzyżowanego i całkowicie oddana swemu Boskiemu Oblubieńcowi, usłyszała w swoim sercu Jego wołanie: «Pragnę». To wołanie Ukrzyżowanej Miłości poruszyło ją do głębi. Rozpoznała Cierpiącego Jezusa spragnionego miłości – w bezdomnych nędzarzach, opuszczonych i odrzuconych przez wszystkich, umierających z głodu i dotkniętych straszliwymi chorobami, pozbawionych jakiejkolwiek pomocy i opieki.

Wyszła na ulice Kalkuty ze światłem Chrystusowej miłości i zaczęła zbierać tych umierających w domu, który otworzyła dla nich w jednej z dzielnic miasta. Od tamtej chwili jedynym pragnieniem jej życia stało się zaspokajać głód miłości Jezusa nie słowami, lecz konkretnymi czynami, a Jego oblicze, zeszpecone i spragnione miłości, rozpoznawała w twarzach najuboższych z ubogich. Matka Teresa wprowadzała w życie słowa Pana: «Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili» (Mt 25, 40).

Założycielka Misjonarek Miłości w jednym z wywiadów powiedziała: „Chciałabym podkreślić, że nie byłybyśmy w stanie podejmować się takiej pracy, gdyby nie silniejsza moc, której Bóg udziela nam ze swojego Serca na modlitwie. Dlatego nasze życie jest ściśle powiązane z Eucharystią, z Chlebem życia”.

„Nasz dzień rozpoczynamy Mszą św. i przyjęciem Jezusa w Komunii Świętej, a kończymy godzinną adoracją Najświętszego Sakramentu. Nie mogę wyobrazić sobie nawet jednego dnia bez Eucharystii.

Dotykam Jezusa, kocham Go, służę Mu w biednych umacniana Jego miłością. Moją największą miłością jest Jezus w Eucharystii. Właśnie w niej spotykam Go, otrzymuję Go, kocham, a potem odkrywam Go i służę Mu w tych najuboższych z ubogich. Moje życie byłoby puste, gdybym nie przyjmowała codziennie Komunii Świętej. Tylko dzięki temu możemy żyć z Jezusem, dla Jezusa i dla naszych ubogich”.

W programie dnia każdego domu Misjonarek Miłości Matki Teresy jest codzienna godzinna adoracja Najświętszego Sakramentu. Jak wielką przywiązywała do niej wagę, świadczyć może to, że niejednokrotnie na następny dzień nie pozwalała wychodzić do pracy z ubogimi na mieście siostrze, której nie było poprzedniego wieczoru na adoracji. Kiedy siostry lub inni współpracownicy skarżyli się, że mają naprawdę dużo pracy i sugerowali, by adorację skrócić lub okresowo z niej zrezygnować, była bardzo stanowcza.

Radziła wtedy, by niejako „wbrew logice” poświęcić na nią więcej czasu. Jedna z sióstr wspominała odpowiedź, jaką otrzymała od Matki przy takiej właśnie okazji: „Nie masz czasu na godzinę adoracji? To adoruj dwie godziny”.

Matka Teresa przeżywała tak wielką tęsknotę za Eucharystią, że zdarzało się, iż nie mogła przez nią… spać. „Czasami Najświętszy Sakrament tak bardzo mnie pociągał. Nie mogłam się doczekać Komunii Świętej. Noc po nocy sen mnie opuszczał i tylko spędzałam te godziny, tęskniąc do Jego przyjścia. To się zaczęło w Asansolu w lutym [1947 r.], a teraz co noc przez godzinę albo dwie ta sama tęsknota przerywa mi sen” – pisała.

Nieżyjący już biskup Jan Chrapek wspominał, jak podczas jednej z wizyt Matki w Polsce, podczas podróży z Warszawy do Szczecina zepsuł się samochód, którym wspólnie podróżowali. Naprawa zajęła kilka godzin i w przekonaniu świadków do usunięcia awarii bardziej niż ingerencja mechanika przyczyniła się modlitwa samej Matki Teresy.

Do celu dotarli późnym wieczorem. Mimo to Matka uparła się, by biskup wystawił jej Najświętszy Sakrament i modliła się przed Nim prawie dwie godziny. Ponieważ następny dzień miał być wypełniony spotkaniami i zakończony kolejną długą podróżą, zarządziła adorację z samego rana… o 4:30. Była głęboko przekonana, że bez tej modlitwy nie będą miały najmniejszego sensu żadne działania jej samej ani zgromadzenia.

Drodzy bracia i siostry!

Jak wiele mówi nam to świadectwo Św. Matki Teresy z Kalkuty. Papież Franciszek nieustannie wskazywał nam otwarte na krzyżu Serce Zbawiciela, Serce Zmartwychwstałego Jezusa obecnego w konsekrowanej Hostii – jako prawdziwe źródło miłości i mocy naszego chrześcijańskiego świadectwa.

Papież Franciszek podkreśla: „Eucharystia (…) jednoczy nas z Jezusem: sprawia, że przyswajamy sobie Jego sposób życia, Jego zdolność do łamania siebie i dawania siebie braciom (…). Daje nam odwagę, aby wyjść poza swoje ograniczenia i pochylić się z miłością nad słabościami innych. Tak jak Bóg czyni to z nami. Taka jest logika Eucharystii: przyjmujemy Jezusa, który nas kocha i leczy nasze słabości, aby kochać innych i pomagać im w ich słabościach”.

Do Domu dla umierających w Kalighat, dzielnicy Kalkuty, przyszedł kiedyś mężczyzna i wszedł prosto na oddział, gdzie przebywałam – mówi Matka Teresa. Po jakimś czasie powiedział mi: – Przyszedłem tu z sercem pełnym nienawiści, nienawiści do Boga i człowieka. Przyszedłem tu pusty, bez wiary i zgorzkniały, lecz kiedy ujrzałem siostrę, która całą swoją uwagę poświęcała pacjentowi, zrozumiałem, że Bóg wciąż żyje. Wychodzę stąd jako zmieniony człowiek. Wierzę, że Bóg istnieje i że nas ciągłe kocha”.

Wystarczyło, że zobaczył jak ta mała pokorna siostra w białym sari dotyka i opatruje z miłością rany cierpiącego brata, rozpoznając w nim umęczone oblicze samego Jezusa.

Matka Teresa wskazuje nam Jezusa obecnego w tabernakulum ołtarza i mówi: „Tutaj jest źródło mojego życia, mojego powołania i poświęcenia się ludziom cierpiącym. On jest moim życiem, moją miłością, moim wszystkim”. Amen.

o. Piotr Męczyński O.Carm.


« Wszystkie wiadomości   « powrót  

 



  Klasztor karmelitów z XVII w. oraz Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach położone są 20 km od Golubia-Dobrzynia w diecezji płockiej. Jest to miejsce naznaczone szczególną obecnością Maryi w znaku łaskami słynącej figury Matki Bożej Bolesnej. zobacz więcej »


  Sobotnie Wieczerniki mają charakter spotkań modlitewno- ewangelizacyjnych. Gromadzą pielgrzymów u stóp MB Bolesnej. zobacz więcej »
 
     
 
  ©2006 Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej

  Obory 38; 87-645 Zbójno k. Rypina; tel. (0-54) 280 11 59; tel./fax (0-54) 260 62 10;
  oprzeor@obory.com.pl

  Opiekun Pielgrzymów: O. Piotr Męczyński; tel. (0-54) 280 11 59 w. 33; (0-606) 989 710;
  opiotr@obory.com.pl

 
KEbeth Studio