III
Największa Miłość
Drodzy w Sercu Jezusa, bracia i siostry!
„Musimy
popatrzeć na Jezusa na krzyżu, żeby ponownie zrozumieć, czym jest Serce Boga” (o. Jan Chrzciciel Bashobora).
„Krzyż jest
największym i najbardziej przekonywującym dowodem miłości Boga do człowieka.
Bóg wyznał na krzyżu swoją miłość. Wyznał miłość nie słowem, lecz umęczonym
ciałem; nie ustną deklaracją, lecz krwią płynącą z ran” (o. Mariusz Więckiewicz, redemptorysta).
Jak uczy
papież św. Jan Paweł II właśnie Krzyż jest tym "uprzywilejowanym
miejscem", na którym ukazała się nam miłość Boża. Na krzyżu spotyka się
ludzka nędza i miłosierdzie Boga”.
Św. Augustyn
mówi: „Chcesz wiedzieć, ile warta jest twoja dusza? Spójrz na krzyż! Chcesz
poznać całą złość i powagę grzechu? Medytuj cierpienie i śmierć krzyżową Pana!
Chcesz wiedzieć, jak bardzo Bóg nas kocha? Kontempluj krzyż Chrystusa”.
Bracia i
Siostry!
Spójrzmy na
Ukrzyżowanego i „dajmy się ogarnąć tym miłosierdziem, które wychodzi nam na
spotkanie – wzywa papież Franciszek.
„Ramiona
Jezusowe zawsze otwarte, ręce zawsze ku nam wyciągnięte, gotowe przytulić do
Serca Swego każde serce, byle się w te Święte ramiona z zaufaniem i miłością
rzuciło” (bł. Maria Karłowska).
Jezus właśnie
w tym momencie, w chwili największego unicestwienia, objawia prawdziwe oblicze
Boga, którym jest miłosierdzie. Przebacza swoim oprawcom, otwiera bramy raju
skruszonemu łotrowi i kruszy serce setnika.
„Z wysokości
krzyża miłość Boga spływa na człowieka i ogrzewa jak promienie słońca. Bóg
dotyka miłością bolesnych ran ludzkiego życia. Człowiek doznaje przebaczenia,
uzdrowienia, odpuszczenia grzechów za cenę ofiary Chrystusa” (o. Mariusz Więckiewicz).
Drogi bracie,
droga siostro!
„Zbliż się
przeto z ufnością i w rozwartych ramionach rozpoznaj wołającą cię
miłość Ukrzyżowanego” (św. Bonawentura).
Bł. Stefan
Wyszyński, Prymas Tysiąclecia, uczył, że „odnowa świata, o której tak dużo
dzisiaj się mówi i pisze, polega na tym, abyśmy uwierzyli, że Bóg jest
Miłością, i abyśmy z tej miłości, którą Bóg włożył w nasze istnienie i życie,
czerpali dla braci”.
„Przykazanie
miłości bliźniego musimy odnieść do wszystkich – mówił. Mniejsza z tym, czy
wierzą czy nie wierzą, czy nas kochają czy nie. Wszyscy mają prawo do naszej
miłości”.
Kard.
Wyszyński mówił prawdę, ale z miłością tak wobec świeckich wiernych,
politycznych rozmówców czy księży. I takiej postawy wobec świeckich uczył też
duchownych. Warto przypomnieć fragment listu, który napisał do kapłanów w 1953
r., na pół roku przed aresztowaniem: „W głoszeniu prawdy Bożej zachowajcie
miłość. Każdy ma odczuć: ten kapłan kocha ludzi! A więc nie jątrzyć, nie
dzielić ludzi, nie przeciwstawiać ich sobie, nie wywoływać przygnębienia. Ale
raczej godzić i uspokajać, jednoczyć i łączyć, zespalać w obliczu Boga,
podnosić na duchu i dźwigać. (…) Kościół żyje przez dwadzieścia wieków na ziemi
dzięki temu właśnie, że umiał skupiać wokół siebie ludzi i budować przyszłość,
choćby na ostatnim kamieniu dobra, jaki pozostał jeszcze w duszy (…), że umiał
stanąć przy człowieku, choćby ten stał pod szubienicą”. Wiedział, i mówił o tym
księżom, że chory świat potrzebuje „bardziej absolwentów i doktorów miłości niż
socjologów i polityków”.
Przede
wszystkim to Chrystusowe wezwanie do miłości wzajemnej, mającej swoje źródło i
wzór w osobie Najświętszego Odkupiciela, Ks. Prymas wypełniał i potwierdzał
własnym życiem.
Wyszyński
przez trzy lata był więziony i dręczony przez komunistów. W swoich „Zapiskach
Więziennych" zanotował:
„Nie czuję
uczuć nieprzyjaznych do nikogo z tych ludzi. Nie umiałbym zrobić im
najmniejszej nawet przykrości. Wydaje mi się, że jestem w pełnej prawdzie, że
nadal jestem w miłości, że jestem chrześcijaninem i dzieckiem mojego Kościoła,
który nauczył mnie miłować ludzi, i nawet tych, którzy chcą uważać mnie za
swego nieprzyjaciela".
Prymas
Wyszyński wiele się w tym czasie modlił, prosząc, by Bóg uchronił go od
nienawiści do krzywdzicieli i prześladowców. W wigilię Bożego Narodzenia
poszedł z opłatkiem do strażników. Ktoś bardzo trafnie powiedział: „On
właściwie nie walczył z żadnym ustrojem, ale w każdym ustroju walczył o
człowieka”.
Uczył, że
każdy człowiek ma wartość. Budził nadzieję, mówił: „Drogi kamień nie przestaje
być sobą nawet wtedy, jeśli wpadnie w błoto. Błoto można oczyścić, a drogi
kamień pozostanie sobą”.
Bracia i
Siostry!
Jak znaleźć w
sobie siłę do miłowania nieprzyjaciół? To naprawdę ogromnie trudne. Wydaje
się czasem, że po ludzku niemożliwe. Jak zobaczyć człowieka w człowieku, który
ma w oczach nienawiść? Bł. kard. Stefan Wyszyński, próbował kiedyś odpowiedzieć
na tego typu pytania, przywołując fragment powieści „Wojna i pokój”.
Powołał się na myśl, zawartą w powieści Tołstoja. „Miłować człowieka
drogiego można ludzką miłością, ale wroga miłować można tylko Bożą miłością”.
Spojrzeć na człowieka, który płonie nienawiścią, bez nienawiści we własnym
sercu, można tylko z pomocą Boga. Odejście od Boga, to odejście od miłości
człowieka.
„A Bóg tę
pomoc daje. Dzięki niej chrześcijaństwo daje rozwiązanie, którego żadna inna
moc na ziemi dać nie może... Walczyć o to, aby obronić się przed naśladowaniem
nieprzyjaciół owładniętych nienawiścią, aby nienawiścią nie zwalczać nienawiści
– to najważniejsze zadanie chrześcijanina, otoczonego wrogami. Jest to zarazem
najtrudniejsze zadanie. Ale też i najowocniejsze dzieło dla świata, bo
nienawiść można uleczyć tylko z pomocą miłości” – mówił Prymas
Tysiąclecia.
Kardynał
Wyszyński tak wiele w swoim życiu przeszedł. Można by rzec, że wrogowie
otaczali go z każdej strony. Więziono go, gnębiono, a mimo wszystko, nie
zdołano złamać jego ducha. Prymas Tysiąclecia siłę czerpał z modlitwy. Pokazał
światu, że modlitwa za nieprzyjaciół jest siłą ogromną, siłą zwycięską. Nie
jest to siła widoczna, ale bardzo skuteczna. Jak napisała Anna Rastawicka,
świadek życia kardynała Wyszyńskiego, „to jest zwycięstwo miłości,
potężniejszej niż największa nienawiść. (…) Miłość trudna, ale potrzebna
światu. Dlaczego? Bo jak mówił kardynał, temu „światu potrzeba więcej
wrażliwych serc, a mniej zimnej stali”. Jeśli nienawiść będziemy nakręcali
nienawiścią, na „zimną stal” będziemy odpowiadać „stalą”, to dokąd to
zaprowadzi świat?
Czas wsłuchać
się w przesłanie bł. kard. Wyszyńskiego. Bo światu potrzeba więcej miłości, aby
coś się mogło zmienić na lepsze. Nigdy nie wolno... rezygnować z
serca. Nienawiść można uleczyć tylko z pomocą miłości.
Do tego wzywa
nas Bł. Stefan Wyszyński mówiąc, że „świat współczesny coraz bardziej
potrzebuje żywych przykładów miłości, zwycięzców Bożych, którzy będą szli przez
ziemię w milczeniu i poszanowaniu innych, nie złorzecząc, nie wygrażając, nie
bijąc i nie stosując przemocy, ale służąc i miłując”.
Prymas
Tysiąclecia słowem i przykładem uczył, że „światu potrzeba ludzi nie tyle
silnych pięścią, ile mocnych sercem, nie tyle potężnych, ile miłujących, nie
tyle głośnych, ile uspokajających, którzy by umieli znieść zniewagę i cierpieć
w nadziei, że ich cierpliwość i spokój więcej owocu przyniesie. Dziś potrzeba
światu: przebaczania i ludzi umiejących przebaczać. Jakże trzeba być spokojnym,
przytomnym i wyrozumiałym dla ludzi, dla ich chwilowych popędów, porywów i
namiętności. Jakże musimy niejednego nie dosłyszeć, niejedno przebaczyć, by
utrzymać pokój w sercu, w rodzinie, w mieście, w narodzie, w państwie, w
Kościele, w całym świecie. Właśnie o takich ludziach Chrystus mówił i do takich
się przyznaje: „Błogosławieni pokój czyniący, albowiem będą oni nazwani synami
Bożymi”.
Drodzy bracia
i siostry!
„Przebaczenie
jest sercem życia chrześcijańskiego, jest świeżym powietrzem, którym oddycha
chrześcijańska wspólnota”.
Bł. Stefan
Wyszyński, który tak wiele doświadczył zła od komunistycznych władz, uczył, że przebaczenie jest potrzebne
każdemu z nas, gdyż jest „przywróceniem sobie wolności, jest kluczem w naszym
ręku do własnej celi więziennej. Zemsta zamyka duszę w więzieniu nienawiści”.
Sam zawsze przebaczał swoim prześladowcom potwierdzając, że jest wolnym
człowiekiem. W 1953 roku w „Zapiskach więziennych” pisał: „Nie zmuszą mnie
niczym do tego, bym ich nienawidził”, a w 1969 r. w tzw. testamencie
warszawskim, odnosząc się do działań władz państwowych, napisał: „Świadom
wyrządzonych mi krzywd, przebaczam im z serca wszystkie oszczerstwa, którymi
mnie zaszczycili”.
Posłuchajmy
też mądrych rad innych świadków: „Przebaczyć to znaczy: nie mścić się; nie
odpłacać złem za zło, to znaczy kochać.” (Lew Tołstoj). „Kto sądzi swego bliźniego, może się zawsze pomylić.
Kto mu przebacza, nie myli się nigdy.” (Karl Heinrich Waggerl). „Najpiękniejszy
dar to przebaczenie. Tam, gdzie
nie chce się przebaczyć, od razu powstaje mur. Od muru zaś zaczyna się
więzienie.” (Phil Bosmans).
„Wybaczenie jest podwójnym błogosławieństwem. Jest błogosławieństwem dla
wybaczającego i dla tego, któremu się wybacza. (William Szekspir).
Drodzy bracia
i siostry!
„Życie we wspólnocie
Kościoła jest oparte na nieustannym przebaczaniu sobie nawzajem. Odmawiać komuś
przebaczenia to jak wtrącić go do więzienia, albo dusić, trzymając za gardło.
„Przebaczenie z serca” sprawia, że nasze serce przestaje być ponurym więzieniem,
w którym trzymamy swojego brata pod oskarżeniem. Zapomnienie doznanych krzywd w
imię Boga jest królewskim darem, przez który czynimy możliwym święto komunii
między nami”.
„Bycie razem
we wspólnocie jest możliwe nie dlatego, że bracia nie popełniają błędów i
grzechów przeciwko sobie, ale dlatego, że nieustannie udzielają sobie nawzajem
przebaczenia! Dzięki temu zło pojawiające się między nami nie może nas
podzielić i oddzielić od siebie; wręcz przeciwnie: staje się ono okazją do
jeszcze większego pojednania i umocnienia w jedności” (ks. Józef Maciąg).
Św. Jan Paweł
II uczy: „chrześcijańskie przebaczenie nie oznacza po prostu tolerancji, ale
jest czymś więcej. Nie jest równoznaczne z zapomnieniem o złu ani też — co
byłoby jeszcze gorsze — z zaprzeczeniem zła. Bóg nie przebacza zła, ale
przebacza człowiekowi i uczy nas odróżniać sam zły czyn, który jako taki
zasługuje na potępienie, od człowieka, który go popełnił, a któremu On daje
możliwość przemiany. Podczas gdy człowiek skłonny jest utożsamiać grzesznika z
grzechem, zamykając przed nim wszelką drogę wyjścia, Ojciec niebieski zesłał na
świat swego Syna, aby otworzyć wszystkim drogę zbawienia. Tą drogą jest
Chrystus: umierając na krzyżu odkupił nas z naszych grzechów.(…)
Potrzebne jest
dziś chrześcijańskie przebaczenie, które daje nadzieję i ufność, a zarazem nie
osłabia walki ze złem. Trzeba udzielać i przyjmować przebaczenie.
Człowiek
jednak nie będzie zdolny przebaczyć, jeśli najpierw nie pozwoli, by Bóg mu
przebaczył, i nie uzna, że potrzebuje Jego miłosierdzia. Będziemy gotowi
odpuścić winy innym tylko wówczas, gdy uświadomimy sobie, jak wielka wina
została odpuszczona nam samym”.
„Na kartach
ewangelii zapisane jest wiele przypowieści o przebaczeniu (…) Przypowieści te mówią jak wielką wagę
przywiązuje Chrystus do wzajemnego przebaczenia. Sługę z przypowieści nazywa
niegodziwym nie dlatego, że trwonił pieniądze, ale dlatego, że nie darował
małego długu swemu współsłudze, podczas gdy pan darował mu dług
nieporównywalnie większy... W Liście św. Jakuba czytamy, że Bóg przygotował
"sąd nieubłagany dla tego, który nie czyni miłosierdzia" (2,13), bo
"jeśli nie przebaczymy ludziom to i Ojciec nie przebaczy nam naszych
przewinień" (Mt. 6,14-15). Brakiem miłosierdzia wobec braci krępujemy
przebaczenie Boże wobec nas samych. "Nie zatrzymujmy nieprzyjaźni względem
kogokolwiek w naszych sercach, bo gdy w sercu zbierze się dużo nienawiści, ono
niszczeje" – mówi św. Augustyn. A św. Jan Chryzostom uczy:
"nienawidząc - karzemy samych siebie, a miłując - sobie dobrze
czynimy".
Powiązanie
przebaczenia Bożego z uprzednim przebaczeniem sobie nawzajem ma szczególne
miejsce w modlitwie "Ojcze nasz", gdzie modlimy się: "odpuść nam
nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom". Aby móc z czystym
sumieniem zawsze odmawiać tą piękną modlitwę, nie chowajmy w sercach urazu do
nikogo, wytrwale walczmy z tym, co nas oddala do Chrystusa.
Św. Mateusz
chce nas pouczyć o tym, co się dzieje w konfesjonale, kiedy przyjmujemy
sakrament pokuty i pojednania. Bóg, przebaczając nam nasze grzechy, przywraca
nam godność dziecka Bożego, tzn. stan naszego poniżenia i zniewolenia mocą
zasług Męki i Śmierci swojego Syna przeobraża w stan synostwa Bożego, dziedzica
nieba, człowieka wolnego. Ten sam wymiar przebaczenia, który dokonuje się w
relacji Bóg - człowiek w konfesjonale ma dokonać się w relacji człowiek -
człowiek. I to właśnie oznacza u św. Mateusz: przebaczyć „z serca” osobie,
która mnie zraniła, ma ona na nowo odzyskać godność w moich oczach i sercu!
Przebaczenie jest procesem. Nie dokonuje się często we mnie w jednym dniu.
Należy ten proces jednak rozpocząć aktem woli w momencie poczucia zranienia i
kontynuować w modlitwie tak długo, aż wewnętrznie dojdę do stanu miłowania tego
człowieka! Trudna to rzecz, jak i trudne całe chrześcijaństwo, ale warto dla
zbawienia własnej i czyjejś duszy podjąć tę - jak to św. Mateusz określa -
„ciasną bramę” (por 7,13).
Tuż po Bożym
Narodzeniu 1983 roku w rzymskim więzieniu Rebibbia miało miejsce niezwykłe
wydarzenie. Jan Paweł II udał się tam, by spotkać się z człowiekiem, który 13
maja 1981 o godzinie 17.17 strzelał do Niego na Placu św. Piotra w Rzymie. Te
odwiedziny zostały poprzedzone aktem publicznego przebaczenia - szczególnym
świadectwem miłości bliźniego, a także niebywałego heroizmu Ojca Świętego. Już
w dniu 17 maja 1981 roku Jan Paweł II leżąc ciężko ranny i ciągle walcząc o życie w rzymskiej
klinice Gemellego wypowiedział słowa transmitowane na Placu Św. Piotra: „Modlę
się za brata, który mnie zranił, a któremu szczerze przebaczyłem…”. Te słowa
wywarły na słuchaczach piorunujące wrażenie.
Papieski
fotograf Arturo Mari wspominając późniejszą wizytę w więzieniu pisze:
„W celi Ojciec
Święty wyciągnął do zamachowca rękę. Ali Agca pochylił się i pocałował rękę
człowieka, którego chciał zabić!
Pomyślałem, że
to jakaś nierealna scena. Kątem oka zarejestrowałem, że oddalają się obaj od
drzwi w kierunku okna. Usiedli, nie zwracając uwagi na pozostałe osoby i
rozpoczęli cichą, intymną rozmowę, która mogła kojarzyć się tylko ze
spowiedzią. W tej sytuacji wszystkie osoby, towarzyszące Papieżowi wyszły na
korytarz. Nikt nie słyszał, o czym rozmawiali. Tylko oni dwaj wiedzą, co sobie
powiedzieli! Spojrzałem na Ojca Świętego w momencie, gdy opuszczał celę, po raz
drugi powiedziałem sobie: to niemożliwe. Jego oczy były pełne ciepła i spokoju.
(…) Ali Agca witał Papieża jak gospodarz, czyniący „honory domu” – żegnał zaś z
pokorą, jak syn, który zna już całą swoją winę”.
W lutym 1987
roku Jan Paweł II spotkał się z matką Agcy, Muzeyen Agca. Matce zamachowca
ogromnie zależało na tym spotkaniu. Arturo Mari zwrócił baczną uwagę na sposób
zachowania kobiety:
„Muzeyen Agca
nie zachowywała się jak muzułmanka wobec „niewiernego”, tylko jak matka, której
syn winny był zbrodni targnięcia się na życie drugiego człowieka. Natychmiast
po przekroczeniu progu papieskich apartamentów, skłoniła się aż do ziemi. Szła
ku Papieżowi z ręką na sercu i chyba już wtedy po jej policzkach płynęły łzy.
Kiedy pochyliła się znowu bardzo nisko i ucałowała rękę Ojca Świętego, jej
gesty i słowa świadczyły o wielkim bólu, ale i o wielkiej pokorze. Szkoda, że
tłumacz streścił tylko w kilku słowach to, co ona płacząc, bardzo długo mówiła.
Wszyscy obecni zapamiętali natomiast dokładnie słowa Ojca Świętego, który
obejmował tę nieszczęsną, zapłakaną kobietę, głaskał ją po twarzy i zapewniał
cichym, ciepłym głosem, że przebaczył jej synowi. I że się za niego modli.
Dwa słowa:
przebaczenie i modlitwa – stały się głównym wątkiem ich rozmowy. Ta
nieszczęsna matka tak rozpaczliwie pragnęła potwierdzenia, że Jan Paweł II
przebaczył jej synowi, jakby od tego zależało także jej życie (…) Ojca Świętego
poruszyło to cierpienie i modlił się za nią, a może raczej z nią…Z tą istotą
ludzką, która cierpiała. To, że była matką człowieka, który chciał Go zabić,
nie miało żadnego znaczenia! Czyż nie jest to postępowanie godne świętego?” –
pisze w swoich wspomnieniach Arturo Mari.
Drodzy bracia
i siostry!
W historii
kościoła mamy wiele przykładów heroicznego przebaczenia.
Pozwólcie, że
przywołam tutaj jeszcze świadectwo pani Marianny Popiełuszko, matki bł.
ks. Jerzego, zamordowanego przez Służbę Bezpieczeństwa w październiku 1984
roku. Pani Marianna wyznała: „Przebaczyłam mordercom swojego syna. Teraz się za
nich modlę. To morderstwo zostawiło we mnie wielką bolesną ranę, ale nie trzeba
jej rozdrapywać. Niech im Pan Jezus daruje. Najbardziej bym się cieszyła, gdyby
mordercy mojego syna się nawrócili”.
Drodzy Moi!
Trzeba jasno powiedzieć, że sami nie jesteśmy zdolni do przebaczenia.
Przytoczmy w
tym miejscu słowa ks. prof. Józefa Kudasiewicza: „Człowiek o własnych siłach
nie jest w stanie przebaczyć. Nie jesteśmy sprawcami przebaczenia, lecz
otrzymujemy je w darze. Otwierając się na tę przeobfitość Bożego przebaczenia,
mogę hojnie rozdawać przebaczenie innym. Jezus wysłużył nam Ducha
Świętego, który jest Bożą mocą przebaczenia. Tylko w Duchu Świętym możemy
naśladować przebaczającego Ojca”.
„Przebaczenie jest łaską, to znaczy dziełem
Boga w nas. Tę łaskę otrzymuje się w pokornej modlitwie, i to często na
klęcząco przed Najświętszym Sakramentem i przed najdroższym wizerunkiem
Chrystusa Ukrzyżowanego. Trzeba nam wprowadzić w swój umysł i serce słowa
Jezusa wypowiedziane na krzyżu, a zapisane tylko w Ewangelii św. Łukasza i nimi
się modlić: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. (Łk 23, 34). Ojcze,
przebacz, bo nie wiedzą, jak bardzo mnie zranili.
Jak często
mamy tak się modlić? Zauważmy, iż modlitwa przebaczenia została przez Pana
Jezusa wprowadzona do Modlitwy Pańskiej: Wy zatem tak się módlcie: „Ojcze nasz,
(...); i przebacz nam nasze winy, tak jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw
nam zawinili” (Mt 6, 8b-13). Po tej modlitwie św. Mateusz, dla podkreślenia
ważności przebaczenia w życiu chrześcijańskim, doda: „Jeśli bowiem przebaczycie
ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie
przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień”
(tamże 6, 14-15). Dlaczego św. Mateusz aż tak mocno akcentuje przebaczenie w
modlitwie „Ojcze nasz”? Otóż modlitwa ta odmawiana jest przez nas codziennie, a
nieraz nawet kilka razy w ciągu dnia. Stąd nasz Ewangelista chce podkreślić
wagę przebaczenia oraz częstotliwość przebaczenia, niejako chce powiedzieć: jak
często odmawiacie modlitwę „Ojcze nasz”, tak często nawzajem sobie
przebaczajcie!
Drodzy w Sercu
Jezusa, bracia i siostry!
Chciałem
jeszcze powiedzieć o jednej ważnej sprawie. Otóż musimy być świadomi, że w
sytuacji skrzywdzenia nas, uczucie złości, niechęci jest czymś naturalnym i to
uczucie nie wyklucza aktu przebaczenia.
Mimo tych
negatywnych uczuć musimy podjąć decyzję wybaczenia. Wybaczenie jest aktem woli.
Nie znaczy to jednak, że gdy aktem woli powiem: wybaczam, to od razu pozbędę
się uczucia zranienia, czy złości, to zajmie trochę czasu.
Ale jeżeli z
Bożą pomocą wytrwam w tej woli przebaczenia to te negatywne emocje i
wspomnienia nie będą już nade mną panować, nie będę ich niewolnikiem, ale
stopniowo dzięki wytrwałej i ufnej modlitwie zostanę z nich uzdrowiony - mocą
Bożej miłości, jaką Duch Święty rozlewa w naszych sercach – przynosząc pokój i
radość.
Potrzebna jest
pokorna i wytrwała modlitwa u stóp Ukrzyżowanej Miłości, która poprowadzi nas
od przebaczenia do pełnego pojednania i uzdrowienia naszych relacji z bratem i
siostrą, którzy nas zranili. W ten sposób – jak potwierdzają to liczne
świadectwa – otrzymamy od Jezusa Niebieskiego Lekarza prawdziwy pokój i łaskę
uzdrowienia wewnętrznego, a jeżeli będzie to zgodne z Jego wolą także
uzdrowienia fizycznego.
Drodzy Moi!
Tego uczy nas Matka Boża, Królowa Pokoju z Medjugorie, gdy w swoich matczynych
orędziach wzywa:
„Dzieci moje,
dziś wzywam was w szczególny sposób, abyście wzięli krzyż w ręce i
rozpamiętywali rany Jezusa. Proście Jezusa, aby uzdrowił wasze rany, których
doznaliście, drogie dzieci, w ciągu waszego życia z powodu własnych grzechów
lub grzechów waszych rodziców” (25.03.1997). ”Niech wasze cierpienia będą
zjednoczone z Jego cierpieniem a miłość zwycięży, bo On, który jest miłością
sam siebie wydał z miłości, aby zbawić każdego z was. Módlcie się, módlcie się,
módlcie się, dopóki miłość i pokój nie zapanują w waszych sercach”
(25.03.2013).
Pewna kobieta
pisze: „Jezus mnie uwolnił od nieprzebaczenia, rozwiązał kajdany, które miałam
w sobie. Jezus uwolnił i przemienił moje serce! Nie ma w nim żalu i goryczy,
ani pretensji. Jest przepełnione radością i pokojem. Przebaczenie uzdrawia
i uwalnia serce! Cudów w swym życiu doświadczysz, jeśli tylko innym
przebaczysz! Chwała Panu za łaskę przebaczenia!”.
Św. Siostra
Faustyna pisze: „Wtenczas jesteśmy najwięcej podobni do Boga, kiedy
przebaczamy bliźnim. Bóg jest miłością, dobrocią i miłosierdziem… Kto umie
przebaczać, ten gotuje sobie wiele łask od Boga” (Dz. 390).
Tego uczy nas
w swoich matczynych przesłaniach Królowa Pokoju z Medjugorie: „Drogie dzieci!
Módlcie się o dar miłości, albowiem miłość jest jedyną prawdą - ona wszystko
wybacza, każdemu służy i w każdym widzi swojego brata” (2.08.2013). „Drogie
dzieci! Miłość sprowadza mnie do was, ta miłość, której i was pragnę nauczyć
– miłość prawdziwa. Miłość, którą Syn mój wam objawił umierając na krzyżu
z miłości do was. Miłość, która jest zawsze gotowa wybaczyć i prosić o
wybaczenie. Oddajcie mi swoje serca, a ja was poprowadzę. Nauczę was
przebaczać, miłować nieprzyjaciół swoich i żyć według mojego Syna. (…)”
(2.02.2013). „Jestem z wami, aby przybliżyć was do mojego Serca i do Serca
mojego Syna Jezusa” (25.08.1993). „Drogie dzieci! Nienawiść rodzi niezgodę i
nie widzi nikogo i niczego. Wzywam was, byście zawsze przynosili pojednanie i
pokój. Szczególnie, drogie dzieci, działajcie z miłością w miejscu, w którym
żyjecie. Niechaj miłość będzie zawsze jedynym stosowanym przez was środkiem.
Miłością skierujecie ku dobremu to wszystko, co szatan pragnie zniszczyć i opanować.
Jedynie w ten sposób będziecie całkowicie moimi a ja będę mogła wam pomóc”
(31.07.1986). „Wzywam was, byście się stali apostołami miłości i dobroci”
(25.10.1993). Amen.
o. Piotr
Męczyński O.Carm.
|