05.02.2026
List do Wspólnoty PIETA na Wielki Post A. D. 2026 - część III


III

Największa Miłość

Drodzy w Sercu Jezusa, bracia i siostry!

„Musimy popatrzeć na Jezusa na krzyżu, żeby ponownie zrozumieć, czym jest Serce Boga” (o. Jan Chrzciciel Bashobora).

„Krzyż jest największym i najbardziej przekonywującym dowodem miłości Boga do człowieka. Bóg wyznał na krzyżu swoją miłość. Wyznał miłość nie słowem, lecz umęczonym ciałem; nie ustną deklaracją, lecz krwią płynącą z ran” (o. Mariusz Więckiewicz, redemptorysta).

Jak uczy papież św. Jan Paweł II właśnie Krzyż jest tym "uprzywilejowanym miejscem", na którym ukazała się nam miłość Boża. Na krzyżu spotyka się ludzka nędza i miłosierdzie Boga”.

Św. Augustyn mówi: „Chcesz wiedzieć, ile warta jest twoja dusza? Spójrz na krzyż! Chcesz poznać całą złość i powagę grzechu? Medytuj cierpienie i śmierć krzyżową Pana! Chcesz wiedzieć, jak bardzo Bóg nas kocha? Kontempluj krzyż Chrystusa”.

Bracia i Siostry!

Spójrzmy na Ukrzyżowanego i „dajmy się ogarnąć tym miłosierdziem, które wychodzi nam na spotkanie – wzywa papież Franciszek.

„Ramiona Jezusowe zawsze otwarte, ręce zawsze ku nam wyciągnięte, gotowe przytulić do Serca Swego każde serce, byle się w te Święte ramiona z zaufaniem i miłością rzuciło” (bł. Maria Karłowska).

Jezus właśnie w tym momencie, w chwili największego unicestwienia, objawia prawdziwe oblicze Boga, którym jest miłosierdzie. Przebacza swoim oprawcom, otwiera bramy raju skruszonemu łotrowi i kruszy serce setnika.

„Z wysokości krzyża miłość Boga spływa na człowieka i ogrzewa jak promienie słońca. Bóg dotyka miłością bolesnych ran ludzkiego życia. Człowiek doznaje przebaczenia, uzdrowienia, odpuszczenia grzechów za cenę ofiary Chrystusa” (o. Mariusz Więckiewicz).

Drogi bracie, droga siostro!

„Zbliż się przeto z ufnością i w rozwartych ramionach rozpoznaj wołającą cię miłość Ukrzyżowanego” (św. Bonawentura).

Bł. Stefan Wyszyński, Prymas Tysiąclecia, uczył, że „odnowa świata, o której tak dużo dzisiaj się mówi i pisze, polega na tym, abyśmy uwierzyli, że Bóg jest Miłością, i abyśmy z tej miłości, którą Bóg włożył w nasze istnienie i życie, czerpali dla braci”.

„Przykazanie miłości bliźniego musimy odnieść do wszystkich – mówił. Mniejsza z tym, czy wierzą czy nie wierzą, czy nas kochają czy nie. Wszyscy mają prawo do naszej miłości”.

Kard. Wyszyński mówił prawdę, ale z miłością tak wobec świeckich wiernych, politycznych rozmówców czy księży. I takiej postawy wobec świeckich uczył też duchownych. Warto przypomnieć fragment listu, który napisał do kapłanów w 1953 r., na pół roku przed aresztowaniem: „W głoszeniu prawdy Bożej zachowajcie miłość. Każdy ma odczuć: ten kapłan kocha ludzi! A więc nie jątrzyć, nie dzielić ludzi, nie przeciwstawiać ich sobie, nie wywoływać przygnębienia. Ale raczej godzić i uspokajać, jednoczyć i łączyć, zespalać w obliczu Boga, podnosić na duchu i dźwigać. (…) Kościół żyje przez dwadzieścia wieków na ziemi dzięki temu właśnie, że umiał skupiać wokół siebie ludzi i budować przyszłość, choćby na ostatnim kamieniu dobra, jaki pozostał jeszcze w duszy (…), że umiał stanąć przy człowieku, choćby ten stał pod szubienicą”. Wiedział, i mówił o tym księżom, że chory świat potrzebuje „bardziej absolwentów i doktorów miłości niż socjologów i polityków”.

Przede wszystkim to Chrystusowe wezwanie do miłości wzajemnej, mającej swoje źródło i wzór w osobie Najświętszego Odkupiciela, Ks. Prymas wypełniał i potwierdzał własnym życiem.

Wyszyński przez trzy lata był więziony i dręczony przez komunistów. W swoich „Zapiskach Więziennych" zanotował:

„Nie czuję uczuć nieprzyjaznych do nikogo z tych ludzi. Nie umiałbym zrobić im najmniejszej nawet przykrości. Wydaje mi się, że jestem w pełnej prawdzie, że nadal jestem w miłości, że jestem chrześcijaninem i dzieckiem mojego Kościoła, który nauczył mnie miłować ludzi, i nawet tych, którzy chcą uważać mnie za swego nieprzyjaciela".

Prymas Wyszyński wiele się w tym czasie modlił, prosząc, by Bóg uchronił go od nienawiści do krzywdzicieli i prześladowców. W wigilię Bożego Narodzenia poszedł z opłatkiem do strażników. Ktoś bardzo trafnie powiedział: „On właściwie nie walczył z żadnym ustrojem, ale w każdym ustroju walczył o człowieka”.

Uczył, że każdy człowiek ma wartość. Budził nadzieję, mówił: „Drogi kamień nie przestaje być sobą nawet wtedy, jeśli wpadnie w błoto. Błoto można oczyścić, a drogi kamień pozostanie sobą”.

Bracia i Siostry!

Jak znaleźć w sobie siłę do miłowania nieprzyjaciół? To naprawdę ogromnie trudne. Wydaje się czasem, że po ludzku niemożliwe. Jak zobaczyć człowieka w człowieku, który ma w oczach nienawiść? Bł. kard. Stefan Wyszyński, próbował kiedyś odpowiedzieć na tego typu pytania, przywołując fragment powieści „Wojna i pokój”. Powołał się na myśl, zawartą w powieści Tołstoja. „Miłować człowieka drogiego można ludzką miłością, ale wroga miłować można tylko Bożą miłością”. Spojrzeć na człowieka, który płonie nienawiścią, bez nienawiści we własnym sercu, można tylko z pomocą Boga. Odejście od Boga, to odejście od miłości człowieka. 

„A Bóg tę pomoc daje. Dzięki niej chrześcijaństwo daje rozwiązanie, którego żadna inna moc na ziemi dać nie może... Walczyć o to, aby obronić się przed naśladowaniem nieprzyjaciół owładniętych nienawiścią, aby nienawiścią nie zwalczać nienawiści – to najważniejsze zadanie chrześcijanina, otoczonego wrogami. Jest to zarazem najtrudniejsze zadanie. Ale też i najowocniejsze dzieło dla świata, bo nienawiść można uleczyć tylko z pomocą miłości” – mówił Prymas Tysiąclecia. 

Kardynał Wyszyński tak wiele w swoim życiu przeszedł. Można by rzec, że wrogowie otaczali go z każdej strony. Więziono go, gnębiono, a mimo wszystko, nie zdołano złamać jego ducha. Prymas Tysiąclecia siłę czerpał z modlitwy. Pokazał światu, że modlitwa za nieprzyjaciół jest siłą ogromną, siłą zwycięską. Nie jest to siła widoczna, ale bardzo skuteczna. Jak napisała Anna Rastawicka, świadek życia kardynała Wyszyńskiego, „to jest zwycięstwo miłości, potężniejszej niż największa nienawiść. (…) Miłość trudna, ale potrzebna światu. Dlaczego? Bo jak mówił kardynał, temu „światu potrzeba więcej wrażliwych serc, a mniej zimnej stali”. Jeśli nienawiść będziemy nakręcali nienawiścią, na „zimną stal” będziemy odpowiadać „stalą”, to dokąd to zaprowadzi świat? 

Czas wsłuchać się w przesłanie bł. kard. Wyszyńskiego. Bo światu potrzeba więcej miłości, aby coś się mogło zmienić na lepsze.  Nigdy nie wolno... rezygnować z serca. Nienawiść można uleczyć tylko z pomocą miłości.

Do tego wzywa nas Bł. Stefan Wyszyński mówiąc, że „świat współczesny coraz bardziej potrzebuje żywych przykładów miłości, zwycięzców Bożych, którzy będą szli przez ziemię w milczeniu i poszanowaniu innych, nie złorzecząc, nie wygrażając, nie bijąc i nie stosując przemocy, ale służąc i miłując”.

Prymas Tysiąclecia słowem i przykładem uczył, że „światu potrzeba ludzi nie tyle silnych pięścią, ile mocnych sercem, nie tyle potężnych, ile miłujących, nie tyle głośnych, ile uspokajających, którzy by umieli znieść zniewagę i cierpieć w nadziei, że ich cierpliwość i spokój więcej owocu przyniesie. Dziś potrzeba światu: przebaczania i ludzi umiejących przebaczać. Jakże trzeba być spokojnym, przytomnym i wyrozumiałym dla ludzi, dla ich chwilowych popędów, porywów i namiętności. Jakże musimy niejednego nie dosłyszeć, niejedno przebaczyć, by utrzymać pokój w sercu, w rodzinie, w mieście, w narodzie, w państwie, w Kościele, w całym świecie. Właśnie o takich ludziach Chrystus mówił i do takich się przyznaje: „Błogosławieni pokój czyniący, albowiem będą oni nazwani synami Bożymi”.

Drodzy bracia i siostry!

„Przebaczenie jest sercem życia chrześcijańskiego, jest świeżym powietrzem, którym oddycha chrześcijańska wspólnota”.

Bł. Stefan Wyszyński, który tak wiele doświadczył zła od komunistycznych władz, uczył, że przebaczenie jest potrzebne każdemu z nas, gdyż jest „przywróceniem sobie wolności, jest kluczem w naszym ręku do własnej celi więziennej. Zemsta zamyka duszę w więzieniu nienawiści”. Sam zawsze przebaczał swoim prześladowcom potwierdzając, że jest wolnym człowiekiem. W 1953 roku w „Zapiskach więziennych” pisał: „Nie zmuszą mnie niczym do tego, bym ich nienawidził”, a w 1969 r. w tzw. testamencie warszawskim, odnosząc się do działań władz państwowych, napisał: „Świadom wyrządzonych mi krzywd, przebaczam im z serca wszystkie oszczerstwa, którymi mnie zaszczycili”. 

Posłuchajmy też mądrych rad innych świadków: „Przebaczyć to znaczy: nie mścić się; nie odpłacać złem za zło, to znaczy kochać.” (Lew Tołstoj). „Kto sądzi swego bliźniego, może się zawsze pomylić. Kto mu przebacza, nie myli się nigdy.” (Karl Heinrich Waggerl). „Najpiękniejszy dar to przebaczenie. Tam, gdzie nie chce się przebaczyć, od razu powstaje mur. Od muru zaś zaczyna się więzienie.” (Phil Bosmans). „Wybaczenie jest podwójnym błogosławieństwem. Jest błogosławieństwem dla wybaczającego i dla tego, któremu się wybacza. (William Szekspir).

Drodzy bracia i siostry!

 „Życie we wspólnocie Kościoła jest oparte na nieustannym przebaczaniu sobie nawzajem. Odmawiać komuś przebaczenia to jak wtrącić go do więzienia, albo dusić, trzymając za gardło. „Przebaczenie z serca” sprawia, że nasze serce przestaje być ponurym więzieniem, w którym trzymamy swojego brata pod oskarżeniem. Zapomnienie doznanych krzywd w imię Boga jest królewskim darem, przez który czynimy możliwym święto komunii między nami”.

„Bycie razem we wspólnocie jest możliwe nie dlatego, że bracia nie popełniają błędów i grzechów przeciwko sobie, ale dlatego, że nieustannie udzielają sobie nawzajem przebaczenia! Dzięki temu zło pojawiające się między nami nie może nas podzielić i oddzielić od siebie; wręcz przeciwnie: staje się ono okazją do jeszcze większego pojednania i umocnienia w jedności” (ks. Józef Maciąg).

Św. Jan Paweł II uczy: „chrześcijańskie przebaczenie nie oznacza po prostu tolerancji, ale jest czymś więcej. Nie jest równoznaczne z zapomnieniem o złu ani też — co byłoby jeszcze gorsze — z zaprzeczeniem zła. Bóg nie przebacza zła, ale przebacza człowiekowi i uczy nas odróżniać sam zły czyn, który jako taki zasługuje na potępienie, od człowieka, który go popełnił, a któremu On daje możliwość przemiany. Podczas gdy człowiek skłonny jest utożsamiać grzesznika z grzechem, zamykając przed nim wszelką drogę wyjścia, Ojciec niebieski zesłał na świat swego Syna, aby otworzyć wszystkim drogę zbawienia. Tą drogą jest Chrystus: umierając na krzyżu odkupił nas z naszych grzechów.(…)

Potrzebne jest dziś chrześcijańskie przebaczenie, które daje nadzieję i ufność, a zarazem nie osłabia walki ze złem. Trzeba udzielać i przyjmować przebaczenie.

Człowiek jednak nie będzie zdolny przebaczyć, jeśli najpierw nie pozwoli, by Bóg mu przebaczył, i nie uzna, że potrzebuje Jego miłosierdzia. Będziemy gotowi odpuścić winy innym tylko wówczas, gdy uświadomimy sobie, jak wielka wina została odpuszczona nam samym”.

„Na kartach ewangelii zapisane jest wiele przypowieści o przebaczeniu (…)  Przypowieści te mówią jak wielką wagę przywiązuje Chrystus do wzajemnego przebaczenia. Sługę z przypowieści nazywa niegodziwym nie dlatego, że trwonił pieniądze, ale dlatego, że nie darował małego długu swemu współsłudze, podczas gdy pan darował mu dług nieporównywalnie większy... W Liście św. Jakuba czytamy, że Bóg przygotował "sąd nieubłagany dla tego, który nie czyni miłosierdzia" (2,13), bo "jeśli nie przebaczymy ludziom to i Ojciec nie przebaczy nam naszych przewinień" (Mt. 6,14-15). Brakiem miłosierdzia wobec braci krępujemy przebaczenie Boże wobec nas samych. "Nie zatrzymujmy nieprzyjaźni względem kogokolwiek w naszych sercach, bo gdy w sercu zbierze się dużo nienawiści, ono niszczeje" – mówi św. Augustyn. A św. Jan Chryzostom uczy: "nienawidząc - karzemy samych siebie, a miłując - sobie dobrze czynimy".

Powiązanie przebaczenia Bożego z uprzednim przebaczeniem sobie nawzajem ma szczególne miejsce w modlitwie "Ojcze nasz", gdzie modlimy się: "odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom". Aby móc z czystym sumieniem zawsze odmawiać tą piękną modlitwę, nie chowajmy w sercach urazu do nikogo, wytrwale walczmy z tym, co nas oddala do Chrystusa.

Św. Mateusz chce nas pouczyć o tym, co się dzieje w konfesjonale, kiedy przyjmujemy sakrament pokuty i pojednania. Bóg, przebaczając nam nasze grzechy, przywraca nam godność dziecka Bożego, tzn. stan naszego poniżenia i zniewolenia mocą zasług Męki i Śmierci swojego Syna przeobraża w stan synostwa Bożego, dziedzica nieba, człowieka wolnego. Ten sam wymiar przebaczenia, który dokonuje się w relacji Bóg - człowiek w konfesjonale ma dokonać się w relacji człowiek - człowiek. I to właśnie oznacza u św. Mateusz: przebaczyć „z serca” osobie, która mnie zraniła, ma ona na nowo odzyskać godność w moich oczach i sercu! Przebaczenie jest procesem. Nie dokonuje się często we mnie w jednym dniu. Należy ten proces jednak rozpocząć aktem woli w momencie poczucia zranienia i kontynuować w modlitwie tak długo, aż wewnętrznie dojdę do stanu miłowania tego człowieka! Trudna to rzecz, jak i trudne całe chrześcijaństwo, ale warto dla zbawienia własnej i czyjejś duszy podjąć tę - jak to św. Mateusz określa - „ciasną bramę” (por 7,13).

Tuż po Bożym Narodzeniu 1983 roku w rzymskim więzieniu Rebibbia miało miejsce niezwykłe wydarzenie. Jan Paweł II udał się tam, by spotkać się z człowiekiem, który 13 maja 1981 o godzinie 17.17 strzelał do Niego na Placu św. Piotra w Rzymie. Te odwiedziny zostały poprzedzone aktem publicznego przebaczenia - szczególnym świadectwem miłości bliźniego, a także niebywałego heroizmu Ojca Świętego. Już w dniu 17 maja 1981 roku Jan Paweł II leżąc ciężko  ranny i ciągle walcząc o życie w rzymskiej klinice Gemellego wypowiedział słowa transmitowane na Placu Św. Piotra: „Modlę się za brata, który mnie zranił, a któremu szczerze przebaczyłem…”. Te słowa wywarły na słuchaczach piorunujące wrażenie.

Papieski fotograf Arturo Mari wspominając późniejszą wizytę w więzieniu pisze:

„W celi Ojciec Święty wyciągnął do zamachowca rękę. Ali Agca pochylił się i pocałował rękę człowieka, którego chciał zabić!

Pomyślałem, że to jakaś nierealna scena. Kątem oka zarejestrowałem, że oddalają się obaj od drzwi w kierunku okna.  Usiedli, nie zwracając uwagi na pozostałe osoby i rozpoczęli cichą, intymną rozmowę, która mogła kojarzyć się tylko ze spowiedzią. W tej sytuacji wszystkie osoby, towarzyszące Papieżowi wyszły na korytarz. Nikt nie słyszał, o czym rozmawiali. Tylko oni dwaj wiedzą, co sobie powiedzieli! Spojrzałem na Ojca Świętego w momencie, gdy opuszczał celę, po raz drugi powiedziałem sobie: to niemożliwe. Jego oczy były pełne ciepła i spokoju. (…) Ali Agca witał Papieża jak gospodarz, czyniący „honory domu” – żegnał zaś z pokorą, jak syn, który zna już całą swoją winę”.

W lutym 1987 roku Jan Paweł II spotkał się z matką Agcy, Muzeyen Agca. Matce zamachowca ogromnie zależało na tym spotkaniu. Arturo Mari zwrócił baczną uwagę na sposób zachowania kobiety:

„Muzeyen Agca nie zachowywała się jak muzułmanka wobec „niewiernego”, tylko jak matka, której syn winny był zbrodni targnięcia się na życie drugiego człowieka. Natychmiast po przekroczeniu progu papieskich apartamentów, skłoniła się aż do ziemi. Szła ku Papieżowi z ręką na sercu i chyba już wtedy po jej policzkach płynęły łzy. Kiedy pochyliła się znowu bardzo nisko i ucałowała rękę Ojca Świętego, jej gesty i słowa świadczyły o wielkim bólu, ale i o wielkiej pokorze. Szkoda, że tłumacz streścił tylko w kilku słowach to, co ona płacząc, bardzo długo mówiła. Wszyscy obecni zapamiętali natomiast dokładnie słowa Ojca Świętego, który obejmował tę nieszczęsną, zapłakaną kobietę, głaskał ją po twarzy i zapewniał cichym, ciepłym głosem, że przebaczył jej synowi. I że się za niego modli.

Dwa słowa: przebaczenie i modlitwa – stały się głównym wątkiem ich rozmowy. Ta nieszczęsna matka tak rozpaczliwie pragnęła potwierdzenia, że Jan Paweł II przebaczył jej synowi, jakby od tego zależało także jej życie (…) Ojca Świętego poruszyło to cierpienie i modlił się za nią, a może raczej z nią…Z tą istotą ludzką, która cierpiała. To, że była matką człowieka, który chciał Go zabić, nie miało żadnego znaczenia! Czyż nie jest to postępowanie godne świętego?” – pisze w swoich wspomnieniach Arturo Mari.

Drodzy bracia i siostry!

W historii kościoła mamy wiele przykładów heroicznego przebaczenia.

Pozwólcie, że przywołam tutaj jeszcze świadectwo pani Marianny Popiełuszko, matki bł. ks. Jerzego, zamordowanego przez Służbę Bezpieczeństwa w październiku 1984 roku. Pani Marianna wyznała: „Przebaczyłam mordercom swojego syna. Teraz się za nich modlę. To morderstwo zostawiło we mnie wielką bolesną ranę, ale nie trzeba jej rozdrapywać. Niech im Pan Jezus daruje. Najbardziej bym się cieszyła, gdyby mordercy mojego syna się nawrócili”.

Drodzy Moi! Trzeba jasno powiedzieć, że sami nie jesteśmy zdolni do przebaczenia.

Przytoczmy w tym miejscu słowa ks. prof. Józefa Kudasiewicza: „Człowiek o własnych siłach nie jest w stanie przebaczyć. Nie jesteśmy sprawcami przebaczenia, lecz otrzymujemy je w darze. Otwierając się na tę przeobfitość Bożego przebaczenia, mogę hojnie rozdawać przebaczenie innym. Jezus wysłużył nam Ducha Świętego, który jest Bożą mocą przebaczenia. Tylko w Duchu Świętym możemy naśladować przebaczającego Ojca”.

 „Przebaczenie jest łaską, to znaczy dziełem Boga w nas. Tę łaskę otrzymuje się w pokornej modlitwie, i to często na klęcząco przed Najświętszym Sakramentem i przed najdroższym wizerunkiem Chrystusa Ukrzyżowanego. Trzeba nam wprowadzić w swój umysł i serce słowa Jezusa wypowiedziane na krzyżu, a zapisane tylko w Ewangelii św. Łukasza i nimi się modlić: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. (Łk 23, 34). Ojcze, przebacz, bo nie wiedzą, jak bardzo mnie zranili.

Jak często mamy tak się modlić? Zauważmy, iż modlitwa przebaczenia została przez Pana Jezusa wprowadzona do Modlitwy Pańskiej: Wy zatem tak się módlcie: „Ojcze nasz, (...); i przebacz nam nasze winy, tak jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili” (Mt 6, 8b-13). Po tej modlitwie św. Mateusz, dla podkreślenia ważności przebaczenia w życiu chrześcijańskim, doda: „Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień” (tamże 6, 14-15). Dlaczego św. Mateusz aż tak mocno akcentuje przebaczenie w modlitwie „Ojcze nasz”? Otóż modlitwa ta odmawiana jest przez nas codziennie, a nieraz nawet kilka razy w ciągu dnia. Stąd nasz Ewangelista chce podkreślić wagę przebaczenia oraz częstotliwość przebaczenia, niejako chce powiedzieć: jak często odmawiacie modlitwę „Ojcze nasz”, tak często nawzajem sobie przebaczajcie!

Drodzy w Sercu Jezusa, bracia i siostry!

Chciałem jeszcze powiedzieć o jednej ważnej sprawie. Otóż musimy być świadomi, że w sytuacji skrzywdzenia nas, uczucie złości, niechęci jest czymś naturalnym i to uczucie nie wyklucza aktu przebaczenia.

Mimo tych negatywnych uczuć musimy podjąć decyzję wybaczenia. Wybaczenie jest aktem woli. Nie znaczy to jednak, że gdy aktem woli powiem: wybaczam, to od razu pozbędę się uczucia zranienia, czy złości, to zajmie trochę czasu.

Ale jeżeli z Bożą pomocą wytrwam w tej woli przebaczenia to te negatywne emocje i wspomnienia nie będą już nade mną panować, nie będę ich niewolnikiem, ale stopniowo dzięki wytrwałej i ufnej modlitwie zostanę z nich uzdrowiony - mocą Bożej miłości, jaką Duch Święty rozlewa w naszych sercach – przynosząc pokój i radość.

Potrzebna jest pokorna i wytrwała modlitwa u stóp Ukrzyżowanej Miłości, która poprowadzi nas od przebaczenia do pełnego pojednania i uzdrowienia naszych relacji z bratem i siostrą, którzy nas zranili. W ten sposób – jak potwierdzają to liczne świadectwa – otrzymamy od Jezusa Niebieskiego Lekarza prawdziwy pokój i łaskę uzdrowienia wewnętrznego, a jeżeli będzie to zgodne z Jego wolą także uzdrowienia fizycznego.

Drodzy Moi! Tego uczy nas Matka Boża, Królowa Pokoju z Medjugorie, gdy w swoich matczynych orędziach wzywa:

Dzieci moje, dziś wzywam was w szczególny sposób, abyście wzięli krzyż w ręce i rozpamiętywali rany Jezusa. Proście Jezusa, aby uzdrowił wasze rany, których doznaliście, drogie dzieci, w ciągu waszego życia z powodu własnych grzechów lub grzechów waszych rodziców” (25.03.1997). ”Niech wasze cierpienia będą zjednoczone z Jego cierpieniem a miłość zwycięży, bo On, który jest miłością sam siebie wydał z miłości, aby zbawić każdego z was. Módlcie się, módlcie się, módlcie się, dopóki miłość i pokój nie zapanują w waszych sercach” (25.03.2013).

Pewna kobieta pisze: „Jezus mnie uwolnił od nieprzebaczenia, rozwiązał kajdany, które miałam w sobie. Jezus uwolnił i przemienił moje serce! Nie ma w nim żalu i goryczy, ani pretensji. Jest przepełnione radością i pokojem. Przebaczenie uzdrawia i uwalnia serce! Cudów w swym życiu doświadczysz, jeśli tylko innym przebaczysz! Chwała Panu za łaskę przebaczenia!”.

Św. Siostra Faustyna pisze: „Wtenczas jesteśmy najwięcej podobni do Boga, kiedy przebaczamy bliźnim. Bóg jest miłością, dobrocią i miłosierdziem… Kto umie przebaczać, ten gotuje sobie wiele łask od Boga” (Dz. 390).

Tego uczy nas w swoich matczynych przesłaniach Królowa Pokoju z Medjugorie: „Drogie dzieci! Módlcie się o dar miłości, albowiem miłość jest jedyną prawdą - ona wszystko wybacza, każdemu służy i w każdym widzi swojego brata” (2.08.2013). „Drogie dzieci! Miłość sprowadza mnie do was, ta miłość, której i was pragnę nauczyć – miłość prawdziwa. Miłość, którą Syn mój wam objawił umierając na krzyżu z miłości do was. Miłość, która jest zawsze gotowa wybaczyć i prosić o wybaczenie. Oddajcie mi swoje serca, a ja was poprowadzę. Nauczę was przebaczać, miłować  nieprzyjaciół swoich i żyć według mojego Syna. (…)” (2.02.2013). „Jestem z wami, aby przybliżyć was do mojego Serca i do Serca mojego Syna Jezusa” (25.08.1993). „Drogie dzieci! Nienawiść rodzi niezgodę i nie widzi nikogo i niczego. Wzywam was, byście zawsze przynosili pojednanie i pokój. Szczególnie, drogie dzieci, działajcie z miłością w miejscu, w którym żyjecie. Niechaj miłość będzie zawsze jedynym stosowanym przez was środkiem. Miłością skierujecie ku dobremu to wszystko, co szatan pragnie zniszczyć i opanować. Jedynie w ten sposób będziecie całkowicie moimi a ja będę mogła wam pomóc” (31.07.1986). „Wzywam was, byście się stali apostołami miłości i dobroci” (25.10.1993). Amen.

o. Piotr Męczyński O.Carm.


« Wszystkie wiadomości   « powrót  

 



  Klasztor karmelitów z XVII w. oraz Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach położone są 20 km od Golubia-Dobrzynia w diecezji płockiej. Jest to miejsce naznaczone szczególną obecnością Maryi w znaku łaskami słynącej figury Matki Bożej Bolesnej. zobacz więcej »


  Sobotnie Wieczerniki mają charakter spotkań modlitewno- ewangelizacyjnych. Gromadzą pielgrzymów u stóp MB Bolesnej. zobacz więcej »
 
     
 
  ©2006 Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej

  Obory 38; 87-645 Zbójno k. Rypina; tel. (0-54) 280 11 59; tel./fax (0-54) 260 62 10;
  oprzeor@obory.com.pl

  Opiekun Pielgrzymów: O. Piotr Męczyński; tel. (0-54) 280 11 59 w. 33; (0-606) 989 710;
  opiotr@obory.com.pl

 
KEbeth Studio