II
Uczniowie – Misjonarze Bożej Miłości
Drodzy w Sercu
Jezusa, bracia i siostry!
Drodzy Przyjaciele
Bożego Pokoju!
Maryja –
Piękna Pani z Medjugorie w swoim matczynym orędziu do świata z 25 stycznia br.
powiedziała: „Drogie dzieci! Dziś wzywam was, abyście byli modlitwą i
błogosławieństwem dla wszystkich, którzy nie poznali miłości Bożej…”.
Bracia i
Siostry! Spróbujmy dzisiaj wspólnie rozważyć, dobrze zrozumieć i żarliwym
sercem odpowiedzieć na to matczyne wezwanie Królowej Pokoju.
W Nocie Nihil
Obstat – Królowa Pokoju Watykańskiej Dykasterii Nauki Wiary z dnia 19
września 2024 roku czytamy: „W orędziach Matki Bożej z Medjugorie znajdujemy
naglące wezwania do osobistego świadectwa. Ogólnie rzecz biorąc, są to wezwania
do dawania świadectwa wiary i miłości swoim życiem. (…) W związku z tym (…) Gospa
[czyli Pani] często zwraca się do wiernych, nazywając ich „apostołami Mojej
miłości”:
„Drogie
dzieci, jako Matka błagam was, abyście wytrwali jako Moi apostołowie [...].
Modlę się, abyście świadczyli o miłości Ojca Niebieskiego według Mojego Syna.
Moje dzieci, wielka łaska została wam dana – być świadkami miłości Boga. Nie
lekceważcie tej odpowiedzialności. Nie zasmucajcie Mojego matczynego Serca.
Jako Matka pragnę polegać na Moich dzieciach, na Moich apostołach”
(02.11.2012).
„Apostołowie
Mojej miłości, Moje dzieci, bądźcie jak promienie słońca, które ciepłem miłości
Mojego Syna ogrzewają wszystkich wokół siebie. Moje dzieci, świat potrzebuje
apostołów miłości” (02.10.2018)”.
Drodzy w Sercu
Jezusa, bracia i siostry!
Nasz wielki
Rodak Św. Jan Paweł II w swojej pierwszej encyklice Redemptor hominis
(Odkupiciel człowieka) napisał: "Człowiek nie może żyć bez miłości.
Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione
sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli
jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej
żywego uczestnictwa".
O tej Miłości Boga do człowieka mówi nam całe Pismo Święte i piękno
stworzonego świata. Ta Miłość objawiła się najpełniej w tajemnicy Wcielenia
Syna Bożego, naszego Pana Jezusa Chrystusa, a momentem kulminacyjnym tego
objawienia Bożej Miłości było misterium paschalne Jego zbawczej męki, śmierci i
chwalebnego zmartwychwstania.
Święty Jan Apostoł pisze: „W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że
zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu. W
tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas
umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy” (1J
4,9-10). Dzięki
Jezusowi „myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam” (1 J 4, 16).
Tego właśnie
osobistego spotkania z Miłosiernym Zbawicielem i doświadczenia Jego miłości
oraz naszego chrześcijańskiego świadectwa, tak bardzo potrzebują wszyscy,
którzy żyją w poczuciu doznanej krzywdy i odrzucenia, zamknięci lękiem i
brakiem przebaczenia, owładnięci nienawiścią i żądzą zemsty, którzy pozostają
zaślepieni i przegnieceni ciężarem własnych grzechów, oszukani i zwiedzeni
przez ojca kłamstwa, którzy stracili wszelką nadzieję, poczucie sensu i celu
własnego życia, którym brutalnie odebrano poczucie własnej godności i
człowieczeństwa, oraz wiarę, że prawdziwe szczęście jest możliwe i przeznaczone
także dla nich.
Jak mówi
papież Franciszek: „W Jezusie Ojciec dał nam brata, który wychodzi, by nas
szukać, kiedy jesteśmy zdezorientowani i zatracamy kierunek; wiernego
przyjaciela, który jest zawsze blisko nas; dał nam swego Syna, który nam
przebacza i podnosi z grzechu”.
W Jego
„obliczu jaśnieje najwspanialsza z tajemnic: tajemnica Bożej miłości. Zaufajmy
tej miłości i otwórzmy nasze serca Chrystusowi. Pozwólmy Mu przemienić nasze
życie, napełnić je radością, nadzieją, i pokojem.” (Bp Aleksander Kaszkiewicz).
Jezus,
Odwieczny Syn Boży, Miłosierny Zbawiciel, jedyna nadzieja schorzałej ludzkości,
pragnie abyśmy się stali apostołami Jego Ewangelii i świadkami Jego miłości.
Drodzy Moi! Do
tego właśnie od blisko 45 lat wzywa nas Królowa Pokoju w Medjugorie. W orędziu
z 2 października 2015 roku Maryja powiedziała: „Drogie dzieci, Jestem tutaj
pośród was, aby wam dodać odwagi, napełnić swoją miłością i ponownie wezwać
was, abyście byli świadkami mojego Syna. Wiele dzieci nie ma nadziei, nie
ma pokoju, nie ma miłości. Poszukują mojego Syna, ale nie wiedzą gdzie i jak Go
znaleźć. Mój Syn otwiera im swoje ramiona, więc pomóżcie im znaleźć się w Jego
objęciach. Drogie dzieci, z tego względu musicie modlić się o miłość. Musicie
bardzo, bardzo dużo się modlić, abyście mieli jak najwięcej miłości, gdyż
miłość zwycięża śmierć i sprawia, że życie trwa. Apostołowie mojej miłości, moje
dzieci, szczerym i otwartym sercem, jednoczcie się na modlitwie, bez względu na
to jak dalece jesteście od siebie oddaleni. Zachęcajcie się wzajemnie do
duchowego wzrostu, podobnie jak ja was zachęcam. Czuwam nad wami i
jestem z wami kiedykolwiek tylko o mnie pomyślicie”. „Drogie dzieci! Bądźcie
moimi wyciągniętymi rękoma, rękoma miłości dla wszystkich zagubionych, którzy
nie mają już wiary i nadziei” (25.11.2009).
Drodzy bracia
i siostry! Mamy zatem żyć tak, aby nas rozpoznawano po miłości Chrystusa
żyjącego w nas, w naszych rodzinach i we wspólnocie Kościoła. Mamy misję, aby
promieniować miłością Serca Jezusowego, aby stać się przedłużeniem ramion
Chrystusa, pragnącego zbawienia wszystkich ludzi. Miłość Jezusa nikogo nie
wyklucza. Jego Serce pozostaje domem otwartym dla każdego. Tak było na początku
chrześcijaństwa, kiedy poganie, jak pisze Tertulian, nawracali się, widząc
miłość, która królowała wśród chrześcijan: „Patrzcie – mówili – jak oni się
miłują” (por. Apologetico, 39, 7).
Papież Leon
XIV w adhortacji Apostolskiej Dilexi Te pięknie napisał:
„Miłość
chrześcijańska pokonuje wszelkie bariery, zbliża oddalonych, łączy obcych,
czyni bliskimi nieprzyjaciół, przekracza przepaście po ludzku nie do pokonania,
wnika w najskrytsze zakamarki społeczeństwa. Ze swej natury miłość
chrześcijańska jest prorocza, dokonuje cudów, nie ma granic: jest dla tego, co
niemożliwe. Miłość jest przede wszystkim sposobem pojmowania życia, sposobem
jego przeżywania. Otóż Kościół, który nie stawia miłości żadnych granic, który
nie zna wrogów, z którymi trzeba walczyć, lecz tylko mężczyzn i kobiety,
których należy miłować – to Kościół, którego potrzebuje dziś świat” (Pap.
Leon XIV, Adhortacja Ap. Dilexi Te).
Ojciec Święty
w orędziu na zbliżający się XXXIV Światowy Dzień Chorego (obchodzony
tradycyjnie 11 lutego) napisał: „Prawdziwym lekarstwem na rany człowieka jest
życie ugruntowane na miłości braterskiej, która znajduje swoje źródło w miłości
Boga. (…) Rozpaleni tą Bożą miłością, będziemy mogli naprawdę poświęcić się
wszystkim cierpiącym, zwłaszcza naszym braciom chorym, starszym i uciśnionym”.
Drodzy bracia
i siostry! Myślę, że także do nas odnoszą się słowa które papież Benedykt XVI
skierował w jednym z orędzi do młodzieży:
„Drodzy
młodzi, pragnę was zachęcić, byście się «odważyli na miłość», to znaczy, byście
nie pragnęli w waszym życiu niczego innego, jak tylko pięknej i głębokiej
miłości, zdolnej sprawić, że całe życie będzie radosnym ofiarowaniem siebie w
darze Bogu i braciom, na wzór Tego, który przez miłość zwyciężył na zawsze
nienawiść i śmierć (por. Ap 5, 13). Miłość jest jedyną siłą zdolną przemienić
serce człowieka oraz całą ludzkość, sprawić, że relacje między ludźmi, między
bogatymi i ubogimi, między kulturami i cywilizacjami będą przynosiły pożytek.
Świadczy o tym życie świętych, prawdziwych przyjaciół Boga, w których wyraziła
się owa pierwotna miłość i którzy są jej odblaskiem. Starajcie się poznać ich
lepiej, powierzajcie się ich wstawiennictwu, starajcie się żyć jak oni.
Przypomnę tylko – mówi papież – Matkę Teresę, która pośpiesznie odpowiadając na
wołanie [ukrzyżowanego] Chrystusa: «Pragnę», które poruszyło ją do głębi,
zaczęła zbierać umierających na ulicach Kalkuty w Indiach. Od tamtej chwili
jedynym pragnieniem jej życia stało się zaspokajać głód miłości Jezusa nie
słowami, lecz konkretnymi czynami, a Jego oblicze, zeszpecone i spragnione
miłości, rozpoznawała w twarzach najuboższych z ubogich. Matka Teresa
wprowadzała w życie słowa Pana: «Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci
moich najmniejszych, Mnieście uczynili» (Mt 25, 40). Jej orędzie pokornego
świadka miłości Bożej rozeszło się po całym świecie.
Drodzy
przyjaciele, każdy z nas może się wznieść na te wyżyny miłości, ale pod
warunkiem, że będziemy korzystać z nieodzownej pomocy Bożej łaski. Tylko z
pomocą Pana zdołamy bowiem oprzeć się rezygnacji, która może nas ogarniać wobec
ogromu tego zadania, i znajdziemy odwagę, by realizować to, co po ludzku jest
nie do pomyślenia. Zwłaszcza Eucharystia jest wielką szkołą miłości. Kiedy
regularnie i pobożnie uczestniczymy we Mszy św., kiedy spotykamy
eucharystycznego Jezusa spędzając długie chwile na adoracji, łatwiej jest pojąć
długość, szerokość, wysokość i głębokość Jego miłości, przewyższającej wszelkie
poznanie (por. Ef 3, 17-18). Dzieląc Chleb eucharystyczny z braćmi ze wspólnoty
Kościoła, czujemy potrzebę przekładać «w pośpiechu», jak uczyniła to Maryja
Dziewica wobec Elżbiety, miłość Chrystusa na ofiarną służbę braciom”.
Matka Teresa
mówiąc w jednym z wywiadów o posłudze Sióstr Misjonarek Miłości podkreślała
znaczenie modlitwy, adoracji i komunii świętej. Powiedziała: „Owocem naszej
więzi i żywej relacji z Jezusem i Maryją jest nasza praca, wychodzenie z
miłością Boga do naszych bliźnich spotykanych w codzienności. Chciałabym
podkreślić, że nie byłybyśmy w stanie podejmować się takiej pracy, gdyby nie
silniejsza moc, której Bóg udziela nam ze swojego Serca na modlitwie. Dlatego
nasze życie jest ściśle powiązane z Eucharystią, z Chlebem życia. Jezus
Eucharystyczny oraz Jezus obecny w ubogich pomaga nam stawać się
kontemplatywnymi w świecie, jesteśmy blisko Niego 24 godziny na dobę”.
Innym razem Matka
Teresa mówiła: „Jeśli będziemy adorować Chrystusa ukrytego w Eucharystii,
będziemy umieli dostrzec Go w zaniedbanych ciałach ubogich. Nasz dzień
rozpoczynamy mszą św. i przyjęciem Jezusa w Komunii Świętej, a kończymy
godzinną adoracją Najświętszego Sakramentu. Nie mogę wyobrazić sobie nawet
jednego dnia bez Eucharystii.
Dotykam
Jezusa, kocham Go, służę Mu w biednych umacniana Jego miłością. Moją największą
miłością jest Jezus w Eucharystii. Właśnie w niej spotykam Go, otrzymuję Go,
kocham, a potem odkrywam Go i służę Mu w tych najuboższych z ubogich. Moje
życie byłoby puste, gdybym nie przyjmowała codziennie Komunii Świętej. Tylko
dzięki temu możemy żyć z Jezusem, dla Jezusa i dla naszych ubogich”.
Kiedy Matkę
Teresę pytano (a robiono to wielokrotnie), w jaki sposób udaje jej się i skąd
bierze siłę, by czynić tak wiele dla innych, odpowiadała: „Moją tajemnicą jest
Jezus, Jego wielka miłość do nas, ludzi, modlitwa, medytacja, codzienna
godzinna adoracja Najświętszego Sakramentu…”.
Codzienna
godzinna adoracja pod koniec dnia. Jak wielką przywiązywała do niej wagę,
świadczyć może to, że niejednokrotnie na następny dzień nie pozwalała wychodzić
do pracy z ubogimi na mieście siostrze, której nie było poprzedniego wieczoru
na adoracji. Kiedy siostry lub inni współpracownicy skarżyli się, że mają
naprawdę dużo pracy i sugerowali, by adorację skrócić lub okresowo z niej
zrezygnować, była bardzo stanowcza.
Radziła wtedy,
by niejako „wbrew logice” poświęcić na nią więcej czasu. Jedna z sióstr
wspominała odpowiedź, jaką otrzymała ponoć od Matki przy takiej właśnie okazji:
„Nie masz czasu na godzinę adoracji? To adoruj dwie godziny”.
Matka Teresa
przeżywała tak wielką tęsknotę za Eucharystią, że zdarzało się, iż nie mogła
przez nią… spać. „Czasami Najświętszy Sakrament tak bardzo mnie pociągał. Nie
mogłam się doczekać Komunii Świętej. Noc po nocy sen mnie opuszczał i tylko
spędzałam te godziny, tęskniąc do Jego przyjścia. To się zaczęło w Asansolu w
lutym [1947 r.], a teraz co noc przez godzinę albo dwie ta sama tęsknota
przerywa mi sen” – pisała.
Nieżyjący już
biskup Jan Chrapek wspominał, jak podczas jednej z wizyt Matki w Polsce,
podczas podróży z Warszawy do Szczecina zepsuł się samochód, którym wspólnie
podróżowali. Naprawa zajęła kilka godzin (i ponoć ostatecznie nie nastąpiła w
wyniku ingerencji mechanika, ale modlitwy Matki, która nawet biskupowi wydała
się wówczas „przesadą”).
Do celu
dotarli późnym wieczorem. Mimo to Matka uparła się, by biskup wystawił jej
Najświętszy Sakrament i modliła się przed Nim prawie dwie godziny. Ponieważ
następny dzień miał być wypełniony spotkaniami i zakończony kolejną długą
podróżą, zarządziła adorację z samego rana… o 4:30. Była głęboko przekonana, że
bez tej modlitwy nie będą miały najmniejszego sensu żadne działania jej samej
ani zgromadzenia.
Warto
wiedzieć, że Misjonarki Miłości mają też gałąź kontemplacyjną, której siostry
poświęcają się wyłącznie modlitwie. Ta stanowi „duchowe zaplecze” i „magazyn
sił” dla wszystkich sióstr i współpracowników.
Drodzy bracia
i siostry!
Jak wiele mówi
nam to świadectwo Św. Matki Teresy z Kalkuty. Papież Franciszek nieustannie
wskazywał nam otwarte na krzyżu Serce Zbawiciela, Serce Zmartwychwstałego
Jezusa obecnego w konsekrowanej Hostii – jako prawdziwe źródło miłości i mocy
naszego chrześcijańskiego świadectwa.
Ojciec Święty
mówił: „Z rany boku Chrystusa nadal płynie to źródło, które nigdy się nie
wyczerpuje, nie przemija, zawsze ofiarowuje się na nowo temu, kto chce kochać.
Tylko Jego miłość sprawi, że nowa ludzkość będzie możliwa” (Encyklika
Dilexit nos).
Powróćmy jeszcze do wydarzeń w Medjugorie. Od 2 sierpnia 1987 roku do 2
marca 2020 roku Matka Boża objawiała się każdego 2 – go dnia miesiąca Mirjanie
Dragicević – Soldo i modliła razem z widzącą za niewierzących. Matka Boża
jednak nigdy nie użyła słowa „niewierzący”, ale zawsze mówiła „o tych, którzy
nie doświadczyli jeszcze Bożej miłości”. I to powtarzało się każdego drugiego
dnia miesiąca w różnych miejscach, najczęściej przy ”Niebieskim Krzyżu” u stóp
góry Podbrdo. W modlitwie tej brali udział liczni pielgrzymi odmawiając
wspólnie Różaniec (kolejne dziesiątki w różnych językach) przeplatany śpiewem
pieśni.
Mirjana, kiedy zwraca się do pielgrzymów mówi w ten sposób: „Gdybyście
widzieli łzy w oczach Matki Bożej, kiedy mówi o swoich dzieciach, które nie
mają doświadczenia miłości Bożej, od razu, natychmiast byście zaczęli modlić
się z Nią. (...)
Wierzę, iż Gospa (czyli Pani) pragnie w ten sposób przekonać, jak ważną
rzeczą jest w tych czasach ostatecznych rozstrzygnięć – jak je nazywa – modlić
się za naszych braci i siostry, którzy nie mieli jeszcze szczęścia, tak jak my,
doznać Bożej miłości”.
Królowa Pokoju mówi: „Wzywam was, abyście wzrastali w miłości Bożej jak kwiat, który czuje
ciepłe promienie wiosny. Tak i wy kochane dzieci, wzrastajcie w miłości Bożej i
nieście ją wszystkim, którzy są daleko od Boga” (25.04.2008). „Drogie dzieci,
módlcie się szczególnie za tych, którzy jeszcze nie poznali miłości Bożej i nie
szukają Boga Zbawiciela. Wy, drogie dzieci, bądźcie moimi wyciągniętymi
ramionami i własnym przykładem przybliżcie ich do mojego Serca i do Serca
mojego Syna” (25.11.2004).
Ojciec Slavko Barbarić OFM (zmarły 24 listopada 2000 r.), franciszkanin
z Medjugorie, wielki apostoł Królowej Pokoju, podkreśla, że „niewierzącymi w
tej modlitwie nie są ci, którzy nie wiedzą o istnieniu Boga, ale ci, którzy
wiedzą, że Bóg istnieje, znają Jego słowo, ale nie mają siły, aby żyć wedle
tego słowa, gdyż brakuje im doświadczenia Bożej miłości. Dlatego też intencja
modlitwy za niewierzących jest to prawdziwie intencja o doświadczenie Bożej
miłości. Gdyż wszyscy dobrze wiemy, że jeżeli człowiek coś kocha, wtedy on
znajdzie siłę i będzie robił to, co chce ta osoba, którą on kocha. Maryja nie
osądza nas, że nie ma w nas wystarczająco miłości. Ale modli się z jedną z
wizjonerek (Mirjaną) i wzywa nas wszystkich, abyśmy się również modlili. Byśmy
się modlili o doświadczenie Bożej miłości. Gdyż miłość jest ostatnim warunkiem
pokoju. I tego ponownie powinniśmy się wszyscy nauczyć – mówi ojciec Slavko. To
jest to, czego powinni się nauczyć wszyscy: politycy, dyplomaci i żołnierze.
W czasie wojny w naszej ojczyźnie, w Chorwacji, obserwowaliśmy tych,
którzy zbierali się poszukując rozwiązań pokojowych. Wielokrotnie byliśmy
rozczarowani, gdyż widzieliśmy, że nie znajdują żadnego rozwiązania pokojowego.
Dlatego, że brakowało miłości. Przypominam sobie jednego człowieka, który
powiedział: – Należałoby zebrać tylko dwie matki, które mają swoich synów na
froncie, po przeciwnych stronach, one na pewno znalazłyby zaraz rozwiązanie.
Dzisiaj mamy wystarczającą ilość wiedzy, wystarczającą siłę. Mamy wystarczającą
ilość wszelakich komisji, mamy wszystko, mamy teraz również demokrację i
wolność. Maryja modli się o to żebyśmy w naszym sercu mieli doświadczenie Bożej
miłości. Gdyż bez doświadczenia Bożej miłości nie będziemy zdolni, aby żyć
pokojem. Sami widzicie i wiecie, jak wiele przemocy panuje na świecie, nawet
jeżeli nie ma wojny, i tak przemoc panuje. Przemoc się szerzy. I nie zatrzymuje
się jedynie na życiu już istniejącym, ale przesuwa się nawet na życie
nienarodzone. Bez miłości przemocy nie można opanować. Bez miłości pokój nie
może wrócić do serca.
Dlatego Bracia i Siostry, tak ważne jest pojąć, że potrzeba nam
miłości, aby pokój mógł powrócić (...). Maryja prosi nas, abyśmy się modlili o
doświadczenie miłości, które da nam siłę, abyśmy wybaczali (...) I to jest
jedyna droga do pokoju (...).
Prośmy dziś Boga, abyśmy wierzyli w Jego miłość. Gdyż On kocha nas
takimi, jakimi jesteśmy, byśmy byli lepsi. Byśmy i my zdecydowali się kochać
ludzi takimi, jakimi oni są, byśmy im pomogli, aby byli lepsi. A nasz egoizm
często nas oszukuje. Chcemy, aby ludzie najpierw byli dobrzy, a potem my
będziemy ich kochać. A to jest egoizm. Prośmy, żeby Bóg wyzwolił nas od tego,
żebyśmy całym sercem mogli życzyć drugiej osobie dobra, tak samo jak i Jezus
życzy nam dobra w trakcie Mszy świętej. Gdyż On oddaje za nas swoje życie”.
Papież
Franciszek pomaga nam zrozumieć dlaczego tak ważne jest to doświadczenie Bożej
miłości mówiąc: „Miłość, którą otrzymujemy od Pana jest siłą, która przemienia
nasze życie: poszerza nasze serca i uzdalnia nas do miłości. Możemy dokonywać
wyborów i spełniać gesty miłości w każdej sytuacji i wobec każdego brata i
siostry, których spotykamy, ponieważ jesteśmy miłowani i mamy siłę, by kochać.”
(15 maja 2022).
Do tego wzywa
nas dzisiaj Piękna Pani z Medjugorie mówiąc: „Drogie dzieci. Z nieskończonej
miłości Bożej przychodzę do was i wytrwale zapraszam was w objęcia mojego Syna.
Matczynym sercem proszę was, ale i przypominam moje dzieci, że na pierwszym
miejscu powinna być wasza troska o tych, którzy nie poznali mojego Syna. Nie
dopuście, aby oni, patrząc na was i wasze życie, nie zapragnęli Go poznać.
Proście Ducha Świętego, aby mój Syn znalazł w was swoje odbicie” (2 marca 2012
r.).
Podczas jednego z objawień widząca Marija Pavlović – Lunetti zapytała
Matkę Bożą: – Maryjo, czy masz coś konkretnie dla mnie do przekazania?
Usłyszała wtedy odpowiedź: – Daję ci swoją miłość, abyś nią obdzielała innych!
O. Slavko Barbarić OFM wspomina: „Pewnego razu zapytałem tę samą
widzącą, które z orędzi uważa za najbardziej trudne, a zarazem najpiękniejsze.
Po krótkim namyśle przytoczyła swoje pytanie i odpowiedź, jaką wtedy otrzymała
od Matki Bożej. Drążyłem dalej, pragnąc dowiedzieć się, dlaczego właśnie to
przesłanie uważa za najtrudniejsze i najpiękniejsze. Widząca odpowiedziała:
«Doświadczenie piękna miłości Matki Bożej i zyskanie pewności, że ta miłość
jest tobie podarowana, jest czymś najpiękniejszym w życiu. Lecz kiedy ja sama
próbuję kochać innych i dać tę miłość innym, wtedy czuję jak bardzo jest to
trudne. W świetle wszechogarniającej matczynej miłości często odczuwam
zawstydzenie z powodu mojej, tak bardzo niedostatecznej, miłości». – Co więc
możemy uczynić? – zapytałem. – «Ja codziennie modlę się o coraz większe
otwarcie się na miłość Matki Bożej, abym mogła przekazywać ją innym, aby i oni
mogli tę miłość odczuć i dalej ją przekazywać. My nie potrafimy kochać się
wzajemnie, a to jest znak, że jesteśmy bardzo oddaleni od miłości Bożej. Im
bliżej będziemy Bożej miłości, tym łatwiejsze stanie się nasze życie, a sami
staniemy się świadectwem dla innych». Wierzę, że dla nas wszystkich nie ma
innej, lepszej drogi niż codzienna modlitwa o dar miłości, abyśmy mogli przeżyć
to, co najpiękniejsze i abyśmy mogli zrealizować to, co w życiu
najtrudniejsze”.
Najmilsi
bracia i siostry! Wsłuchując się razem z wami w matczyne wezwanie Królowej
Pokoju życzę każdemu z was, „tego, co najpiękniejsze i zarazem najtrudniejsze”
– czyli głębokiego osobistego doświadczenia miłości Jezusa i Maryi, naszej
Niebieskiej Matki, które da nam siłę do radosnego, cierpliwego i wytrwałego
dzielenia się tą miłością ze wszystkimi ludźmi, podobnie jak podczas wigilii
paschalnej dzielimy się światłem zapalonym od Paschału, symbolizującego
zmartwychwstałego Chrystusa.
Pięknym
przykładem może być dla nas wspomniana wcześniej św. Teresa z Kalkuty o której
Papież Leon XIV napisał, że „stała się powszechną ikoną miłości miłosiernej,
przeżywanej do granic możliwości dla dobra najuboższych, odrzuconych przez
społeczeństwo. Założycielka Misjonarek Miłości (…) przygarniała odrzuconych,
obmywała ich rany i towarzyszyła im aż do chwili śmierci z czułością, będącą
modlitwą. Jej miłość do najuboższych z ubogich sprawiła, że nie zajmowała się
tylko ich potrzebami materialnymi, ale głosiła im dobrą nowinę Ewangelii:
„Chcemy głosić ubogim dobrą nowinę, że Bóg ich miłuje, że my ich kochamy, że są
dla nas kimś ważnym, że oni również zostali stworzeni przez tę samą miłującą
rękę Boga, aby kochać i być kochanym. Nasi ubodzy są wspaniałymi ludźmi, są
bardzo kochani, nie potrzebują naszego współczucia i litości, potrzebują naszej
wyrozumiałej miłości. Potrzebują naszego szacunku, potrzebują, abyśmy
traktowali ich w sposób godny” (zob. Leon XIV, Adhortacja Ap. Dilexi Te).
„W Melbourne
spotkałam starca – opowiada Matka Teresa. Był trochę zaniedbany, a nawet
brudny. Poprosiłam go: – Proszę się zgodzić, żebym posprzątała pana dom i
uprała ubrania. Odparł: – Nie, dziękuję, jakoś sobie radzę. – Ale lepiej się
pan poczuje, jeśli upiorę pana rzeczy. W końcu wszystko mu wyprałam. W kącie
pokoju zauważyłam piękną lampę, ale bardzo zabrudzoną, więc zapytałam: – Czy
zapala pan jeszcze tę lampę? Odpowiedział mi: – Dla kogo? Od lat nikt do mnie
nie przyszedł. Znowu go zapytałam: – Czy zapali ją pan, jeśli odwiedzą tu pana
moje siostry? Siostry zaczęły odwiedzać go co wieczór i lampa zawsze świeciła.
Dwa lata później przesłał do mnie wiadomość: – Proszę powiedzieć mojej
przyjaciółce, że światło, które zapaliła w moim życiu, jeszcze świeci”.
Drodzy Moi!
Pamiętajmy, że i my mamy dla kogo zanieść orędzie Bożej miłości i zapalić
światło nadziei. Jako uczniowie – misjonarze Zmartwychwstałego Pana, pamiętajmy
nieustannie o Jego słowach: „Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami
moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13, 35), „tak jak Ja
was umiłowałem” (J 15, 12). Amen. o. Piotr Męczyński O.Carm.
|