05.02.2026
List do Wspólnoty PIETA na Wielki Post A. D. 2026 - część II


II

Uczniowie – Misjonarze Bożej Miłości

Drodzy w Sercu Jezusa, bracia i siostry!

Drodzy Przyjaciele Bożego Pokoju!

Maryja – Piękna Pani z Medjugorie w swoim matczynym orędziu do świata z 25 stycznia br. powiedziała: „Drogie dzieci! Dziś wzywam was, abyście byli modlitwą i błogosławieństwem dla wszystkich, którzy nie poznali miłości Bożej…”.

Bracia i Siostry! Spróbujmy dzisiaj wspólnie rozważyć, dobrze zrozumieć i żarliwym sercem odpowiedzieć na to matczyne wezwanie Królowej Pokoju.

W Nocie Nihil Obstat – Królowa Pokoju Watykańskiej Dykasterii Nauki Wiary z dnia 19 września 2024 roku czytamy: „W orędziach Matki Bożej z Medjugorie znajdujemy naglące wezwania do osobistego świadectwa. Ogólnie rzecz biorąc, są to wezwania do dawania świadectwa wiary i miłości swoim życiem. (…) W związku z tym (…) Gospa [czyli Pani] często zwraca się do wiernych, nazywając ich „apostołami Mojej miłości”:

„Drogie dzieci, jako Matka błagam was, abyście wytrwali jako Moi apostołowie [...]. Modlę się, abyście świadczyli o miłości Ojca Niebieskiego według Mojego Syna. Moje dzieci, wielka łaska została wam dana – być świadkami miłości Boga. Nie lekceważcie tej odpowiedzialności. Nie zasmucajcie Mojego matczynego Serca. Jako Matka pragnę polegać na Moich dzieciach, na Moich apostołach” (02.11.2012).

„Apostołowie Mojej miłości, Moje dzieci, bądźcie jak promienie słońca, które ciepłem miłości Mojego Syna ogrzewają wszystkich wokół siebie. Moje dzieci, świat potrzebuje apostołów miłości” (02.10.2018)”.

Drodzy w Sercu Jezusa, bracia i siostry!

Nasz wielki Rodak Św. Jan Paweł II w swojej pierwszej encyklice Redemptor hominis (Odkupiciel człowieka) napisał: "Człowiek nie może żyć bez miłości. Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa".

O tej Miłości Boga do człowieka mówi nam całe Pismo Święte i piękno stworzonego świata. Ta Miłość objawiła się najpełniej w tajemnicy Wcielenia Syna Bożego, naszego Pana Jezusa Chrystusa, a momentem kulminacyjnym tego objawienia Bożej Miłości było misterium paschalne Jego zbawczej męki, śmierci i chwalebnego zmartwychwstania.

Święty Jan Apostoł pisze: „W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu. W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy” (1J 4,9-10). Dzięki Jezusowi „myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam” (1 J 4, 16).

Tego właśnie osobistego spotkania z Miłosiernym Zbawicielem i doświadczenia Jego miłości oraz naszego chrześcijańskiego świadectwa, tak bardzo potrzebują wszyscy, którzy żyją w poczuciu doznanej krzywdy i odrzucenia, zamknięci lękiem i brakiem przebaczenia, owładnięci nienawiścią i żądzą zemsty, którzy pozostają zaślepieni i przegnieceni ciężarem własnych grzechów, oszukani i zwiedzeni przez ojca kłamstwa, którzy stracili wszelką nadzieję, poczucie sensu i celu własnego życia, którym brutalnie odebrano poczucie własnej godności i człowieczeństwa, oraz wiarę, że prawdziwe szczęście jest możliwe i przeznaczone także dla nich.

Jak mówi papież Franciszek: „W Jezusie Ojciec dał nam brata, który wychodzi, by nas szukać, kiedy jesteśmy zdezorientowani i zatracamy kierunek; wiernego przyjaciela, który jest zawsze blisko nas; dał nam swego Syna, który nam przebacza i podnosi z grzechu”.

W Jego „obliczu jaśnieje najwspanialsza z tajemnic: tajemnica Bożej miłości. Zaufajmy tej miłości i otwórzmy nasze serca Chrystusowi. Pozwólmy Mu przemienić nasze życie, napełnić je radością, nadzieją, i pokojem.” (Bp Aleksander Kaszkiewicz).

Jezus, Odwieczny Syn Boży, Miłosierny Zbawiciel, jedyna nadzieja schorzałej ludzkości, pragnie abyśmy się stali apostołami Jego Ewangelii i świadkami Jego miłości.

Drodzy Moi! Do tego właśnie od blisko 45 lat wzywa nas Królowa Pokoju w Medjugorie. W orędziu z 2 października 2015 roku Maryja powiedziała: „Drogie dzieci, Jestem tutaj pośród was, aby wam dodać odwagi, napełnić swoją miłością i ponownie wezwać was, abyście byli świadkami mojego Syna. Wiele dzieci nie ma nadziei, nie ma pokoju, nie ma miłości. Poszukują mojego Syna, ale nie wiedzą gdzie i jak Go znaleźć. Mój Syn otwiera im swoje ramiona, więc pomóżcie im znaleźć się w Jego objęciach. Drogie dzieci, z tego względu musicie modlić się o miłość. Musicie bardzo, bardzo dużo się modlić, abyście mieli jak najwięcej miłości, gdyż miłość zwycięża śmierć i sprawia, że życie trwa. Apostołowie mojej miłości, moje dzieci, szczerym i otwartym sercem, jednoczcie się na modlitwie, bez względu na to jak dalece jesteście od siebie oddaleni. Zachęcajcie się wzajemnie do duchowego wzrostu, podobnie jak ja was zachęcam. Czuwam nad wami i jestem z wami kiedykolwiek tylko o mnie pomyślicie”. „Drogie dzieci! Bądźcie moimi wyciągniętymi rękoma, rękoma miłości dla wszystkich zagubionych, którzy nie mają już wiary i nadziei” (25.11.2009).

Drodzy bracia i siostry! Mamy zatem żyć tak, aby nas rozpoznawano po miłości Chrystusa żyjącego w nas, w naszych rodzinach i we wspólnocie Kościoła. Mamy misję, aby promieniować miłością Serca Jezusowego, aby stać się przedłużeniem ramion Chrystusa, pragnącego zbawienia wszystkich ludzi. Miłość Jezusa nikogo nie wyklucza. Jego Serce pozostaje domem otwartym dla każdego. Tak było na początku chrześcijaństwa, kiedy poganie, jak pisze Tertulian, nawracali się, widząc miłość, która królowała wśród chrześcijan: „Patrzcie – mówili – jak oni się miłują” (por. Apologetico, 39, 7).

Papież Leon XIV w adhortacji Apostolskiej Dilexi Te pięknie napisał:

„Miłość chrześcijańska pokonuje wszelkie bariery, zbliża oddalonych, łączy obcych, czyni bliskimi nieprzyjaciół, przekracza przepaście po ludzku nie do pokonania, wnika w najskrytsze zakamarki społeczeństwa. Ze swej natury miłość chrześcijańska jest prorocza, dokonuje cudów, nie ma granic: jest dla tego, co niemożliwe. Miłość jest przede wszystkim sposobem pojmowania życia, sposobem jego przeżywania. Otóż Kościół, który nie stawia miłości żadnych granic, który nie zna wrogów, z którymi trzeba walczyć, lecz tylko mężczyzn i kobiety, których należy miłować – to Kościół, którego potrzebuje dziś świat” (Pap. Leon XIV, Adhortacja Ap. Dilexi Te).

Ojciec Święty w orędziu na zbliżający się XXXIV Światowy Dzień Chorego (obchodzony tradycyjnie 11 lutego) napisał: „Prawdziwym lekarstwem na rany człowieka jest życie ugruntowane na miłości braterskiej, która znajduje swoje źródło w miłości Boga. (…) Rozpaleni tą Bożą miłością, będziemy mogli naprawdę poświęcić się wszystkim cierpiącym, zwłaszcza naszym braciom chorym, starszym i uciśnionym”.

Drodzy bracia i siostry! Myślę, że także do nas odnoszą się słowa które papież Benedykt XVI skierował w jednym z orędzi do młodzieży:

„Drodzy młodzi, pragnę was zachęcić, byście się «odważyli na miłość», to znaczy, byście nie pragnęli w waszym życiu niczego innego, jak tylko pięknej i głębokiej miłości, zdolnej sprawić, że całe życie będzie radosnym ofiarowaniem siebie w darze Bogu i braciom, na wzór Tego, który przez miłość zwyciężył na zawsze nienawiść i śmierć (por. Ap 5, 13). Miłość jest jedyną siłą zdolną przemienić serce człowieka oraz całą ludzkość, sprawić, że relacje między ludźmi, między bogatymi i ubogimi, między kulturami i cywilizacjami będą przynosiły pożytek. Świadczy o tym życie świętych, prawdziwych przyjaciół Boga, w których wyraziła się owa pierwotna miłość i którzy są jej odblaskiem. Starajcie się poznać ich lepiej, powierzajcie się ich wstawiennictwu, starajcie się żyć jak oni. Przypomnę tylko – mówi papież – Matkę Teresę, która pośpiesznie odpowiadając na wołanie [ukrzyżowanego] Chrystusa: «Pragnę», które poruszyło ją do głębi, zaczęła zbierać umierających na ulicach Kalkuty w Indiach. Od tamtej chwili jedynym pragnieniem jej życia stało się zaspokajać głód miłości Jezusa nie słowami, lecz konkretnymi czynami, a Jego oblicze, zeszpecone i spragnione miłości, rozpoznawała w twarzach najuboższych z ubogich. Matka Teresa wprowadzała w życie słowa Pana: «Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili» (Mt 25, 40). Jej orędzie pokornego świadka miłości Bożej rozeszło się po całym świecie.

Drodzy przyjaciele, każdy z nas może się wznieść na te wyżyny miłości, ale pod warunkiem, że będziemy korzystać z nieodzownej pomocy Bożej łaski. Tylko z pomocą Pana zdołamy bowiem oprzeć się rezygnacji, która może nas ogarniać wobec ogromu tego zadania, i znajdziemy odwagę, by realizować to, co po ludzku jest nie do pomyślenia. Zwłaszcza Eucharystia jest wielką szkołą miłości. Kiedy regularnie i pobożnie uczestniczymy we Mszy św., kiedy spotykamy eucharystycznego Jezusa spędzając długie chwile na adoracji, łatwiej jest pojąć długość, szerokość, wysokość i głębokość Jego miłości, przewyższającej wszelkie poznanie (por. Ef 3, 17-18). Dzieląc Chleb eucharystyczny z braćmi ze wspólnoty Kościoła, czujemy potrzebę przekładać «w pośpiechu», jak uczyniła to Maryja Dziewica wobec Elżbiety, miłość Chrystusa na ofiarną służbę braciom”.

Matka Teresa mówiąc w jednym z wywiadów o posłudze Sióstr Misjonarek Miłości podkreślała znaczenie modlitwy, adoracji i komunii świętej. Powiedziała: „Owocem naszej więzi i żywej relacji z Jezusem i Maryją jest nasza praca, wychodzenie z miłością Boga do naszych bliźnich spotykanych w codzienności. Chciałabym podkreślić, że nie byłybyśmy w stanie podejmować się takiej pracy, gdyby nie silniejsza moc, której Bóg udziela nam ze swojego Serca na modlitwie. Dlatego nasze życie jest ściśle powiązane z Eucharystią, z Chlebem życia. Jezus Eucharystyczny oraz Jezus obecny w ubogich pomaga nam stawać się kontemplatywnymi w świecie, jesteśmy blisko Niego 24 godziny na dobę”.

Innym razem Matka Teresa mówiła: „Jeśli będziemy adorować Chrystusa ukrytego w Eucharystii, będziemy umieli dostrzec Go w zaniedbanych ciałach ubogich. Nasz dzień rozpoczynamy mszą św. i przyjęciem Jezusa w Komunii Świętej, a kończymy godzinną adoracją Najświętszego Sakramentu. Nie mogę wyobrazić sobie nawet jednego dnia bez Eucharystii.

Dotykam Jezusa, kocham Go, służę Mu w biednych umacniana Jego miłością. Moją największą miłością jest Jezus w Eucharystii. Właśnie w niej spotykam Go, otrzymuję Go, kocham, a potem odkrywam Go i służę Mu w tych najuboższych z ubogich. Moje życie byłoby puste, gdybym nie przyjmowała codziennie Komunii Świętej. Tylko dzięki temu możemy żyć z Jezusem, dla Jezusa i dla naszych ubogich”.

Kiedy Matkę Teresę pytano (a robiono to wielokrotnie), w jaki sposób udaje jej się i skąd bierze siłę, by czynić tak wiele dla innych, odpowiadała: „Moją tajemnicą jest Jezus, Jego wielka miłość do nas, ludzi, modlitwa, medytacja, codzienna godzinna adoracja Najświętszego Sakramentu…”.

Codzienna godzinna adoracja pod koniec dnia. Jak wielką przywiązywała do niej wagę, świadczyć może to, że niejednokrotnie na następny dzień nie pozwalała wychodzić do pracy z ubogimi na mieście siostrze, której nie było poprzedniego wieczoru na adoracji. Kiedy siostry lub inni współpracownicy skarżyli się, że mają naprawdę dużo pracy i sugerowali, by adorację skrócić lub okresowo z niej zrezygnować, była bardzo stanowcza.

Radziła wtedy, by niejako „wbrew logice” poświęcić na nią więcej czasu. Jedna z sióstr wspominała odpowiedź, jaką otrzymała ponoć od Matki przy takiej właśnie okazji: „Nie masz czasu na godzinę adoracji? To adoruj dwie godziny”.

Matka Teresa przeżywała tak wielką tęsknotę za Eucharystią, że zdarzało się, iż nie mogła przez nią… spać. „Czasami Najświętszy Sakrament tak bardzo mnie pociągał. Nie mogłam się doczekać Komunii Świętej. Noc po nocy sen mnie opuszczał i tylko spędzałam te godziny, tęskniąc do Jego przyjścia. To się zaczęło w Asansolu w lutym [1947 r.], a teraz co noc przez godzinę albo dwie ta sama tęsknota przerywa mi sen” – pisała.

Nieżyjący już biskup Jan Chrapek wspominał, jak podczas jednej z wizyt Matki w Polsce, podczas podróży z Warszawy do Szczecina zepsuł się samochód, którym wspólnie podróżowali. Naprawa zajęła kilka godzin (i ponoć ostatecznie nie nastąpiła w wyniku ingerencji mechanika, ale modlitwy Matki, która nawet biskupowi wydała się wówczas „przesadą”).

Do celu dotarli późnym wieczorem. Mimo to Matka uparła się, by biskup wystawił jej Najświętszy Sakrament i modliła się przed Nim prawie dwie godziny. Ponieważ następny dzień miał być wypełniony spotkaniami i zakończony kolejną długą podróżą, zarządziła adorację z samego rana… o 4:30. Była głęboko przekonana, że bez tej modlitwy nie będą miały najmniejszego sensu żadne działania jej samej ani zgromadzenia.

Warto wiedzieć, że Misjonarki Miłości mają też gałąź kontemplacyjną, której siostry poświęcają się wyłącznie modlitwie. Ta stanowi „duchowe zaplecze” i „magazyn sił” dla wszystkich sióstr i współpracowników.

Drodzy bracia i siostry!

Jak wiele mówi nam to świadectwo Św. Matki Teresy z Kalkuty. Papież Franciszek nieustannie wskazywał nam otwarte na krzyżu Serce Zbawiciela, Serce Zmartwychwstałego Jezusa obecnego w konsekrowanej Hostii – jako prawdziwe źródło miłości i mocy naszego chrześcijańskiego świadectwa.

Ojciec Święty mówił: „Z rany boku Chrystusa nadal płynie to źródło, które nigdy się nie wyczerpuje, nie przemija, zawsze ofiarowuje się na nowo temu, kto chce kochać. Tylko Jego miłość sprawi, że nowa ludzkość będzie możliwa” (Encyklika Dilexit nos).

Powróćmy jeszcze do wydarzeń w Medjugorie. Od 2 sierpnia 1987 roku do 2 marca 2020 roku Matka Boża objawiała się każdego 2 – go dnia miesiąca Mirjanie Dragicević – Soldo i modliła razem z widzącą za niewierzących. Matka Boża jednak nigdy nie użyła słowa „niewierzący”, ale zawsze mówiła „o tych, którzy nie doświadczyli jeszcze Bożej miłości”. I to powtarzało się każdego drugiego dnia miesiąca w różnych miejscach, najczęściej przy ”Niebieskim Krzyżu” u stóp góry Podbrdo. W modlitwie tej brali udział liczni pielgrzymi odmawiając wspólnie Różaniec (kolejne dziesiątki w różnych językach) przeplatany śpiewem pieśni.

Mirjana, kiedy zwraca się do pielgrzymów mówi w ten sposób: „Gdybyście widzieli łzy w oczach Matki Bożej, kiedy mówi o swoich dzieciach, które nie mają doświadczenia miłości Bożej, od razu, natychmiast byście zaczęli modlić się z Nią. (...)

Wierzę, iż Gospa (czyli Pani) pragnie w ten sposób przekonać, jak ważną rzeczą jest w tych czasach ostatecznych rozstrzygnięć – jak je nazywa – modlić się za naszych braci i siostry, którzy nie mieli jeszcze szczęścia, tak jak my, doznać Bożej miłości”.

Królowa Pokoju mówi: „Wzywam was, abyście wzrastali w miłości Bożej jak kwiat, który czuje ciepłe promienie wiosny. Tak i wy kochane dzieci, wzrastajcie w miłości Bożej i nieście ją wszystkim, którzy są daleko od Boga” (25.04.2008). „Drogie dzieci, módlcie się szczególnie za tych, którzy jeszcze nie poznali miłości Bożej i nie szukają Boga Zbawiciela. Wy, drogie dzieci, bądźcie moimi wyciągniętymi ramionami i własnym przykładem przybliżcie ich do mojego Serca i do Serca mojego Syna” (25.11.2004).

Ojciec Slavko Barbarić OFM (zmarły 24 listopada 2000 r.), franciszkanin z Medjugorie, wielki apostoł Królowej Pokoju, podkreśla, że „niewierzącymi w tej modlitwie nie są ci, którzy nie wiedzą o istnieniu Boga, ale ci, którzy wiedzą, że Bóg istnieje, znają Jego słowo, ale nie mają siły, aby żyć wedle tego słowa, gdyż brakuje im doświadczenia Bożej miłości. Dlatego też intencja modlitwy za niewierzących jest to prawdziwie intencja o doświadczenie Bożej miłości. Gdyż wszyscy dobrze wiemy, że jeżeli człowiek coś kocha, wtedy on znajdzie siłę i będzie robił to, co chce ta osoba, którą on kocha. Maryja nie osądza nas, że nie ma w nas wystarczająco miłości. Ale modli się z jedną z wizjonerek (Mirjaną) i wzywa nas wszystkich, abyśmy się również modlili. Byśmy się modlili o doświadczenie Bożej miłości. Gdyż miłość jest ostatnim warunkiem pokoju. I tego ponownie powinniśmy się wszyscy nauczyć – mówi ojciec Slavko. To jest to, czego powinni się nauczyć wszyscy: politycy, dyplomaci i żołnierze.

W czasie wojny w naszej ojczyźnie, w Chorwacji, obserwowaliśmy tych, którzy zbierali się poszukując rozwiązań pokojowych. Wielokrotnie byliśmy rozczarowani, gdyż widzieliśmy, że nie znajdują żadnego rozwiązania pokojowego. Dlatego, że brakowało miłości. Przypominam sobie jednego człowieka, który powiedział: – Należałoby zebrać tylko dwie matki, które mają swoich synów na froncie, po przeciwnych stronach, one na pewno znalazłyby zaraz rozwiązanie. Dzisiaj mamy wystarczającą ilość wiedzy, wystarczającą siłę. Mamy wystarczającą ilość wszelakich komisji, mamy wszystko, mamy teraz również demokrację i wolność. Maryja modli się o to żebyśmy w naszym sercu mieli doświadczenie Bożej miłości. Gdyż bez doświadczenia Bożej miłości nie będziemy zdolni, aby żyć pokojem. Sami widzicie i wiecie, jak wiele przemocy panuje na świecie, nawet jeżeli nie ma wojny, i tak przemoc panuje. Przemoc się szerzy. I nie zatrzymuje się jedynie na życiu już istniejącym, ale przesuwa się nawet na życie nienarodzone. Bez miłości przemocy nie można opanować. Bez miłości pokój nie może wrócić do serca.

Dlatego Bracia i Siostry, tak ważne jest pojąć, że potrzeba nam miłości, aby pokój mógł powrócić (...). Maryja prosi nas, abyśmy się modlili o doświadczenie miłości, które da nam siłę, abyśmy wybaczali (...) I to jest jedyna droga do pokoju (...).

Prośmy dziś Boga, abyśmy wierzyli w Jego miłość. Gdyż On kocha nas takimi, jakimi jesteśmy, byśmy byli lepsi. Byśmy i my zdecydowali się kochać ludzi takimi, jakimi oni są, byśmy im pomogli, aby byli lepsi. A nasz egoizm często nas oszukuje. Chcemy, aby ludzie najpierw byli dobrzy, a potem my będziemy ich kochać. A to jest egoizm. Prośmy, żeby Bóg wyzwolił nas od tego, żebyśmy całym sercem mogli życzyć drugiej osobie dobra, tak samo jak i Jezus życzy nam dobra w trakcie Mszy świętej. Gdyż On oddaje za nas swoje życie”.

Papież Franciszek pomaga nam zrozumieć dlaczego tak ważne jest to doświadczenie Bożej miłości mówiąc: „Miłość, którą otrzymujemy od Pana jest siłą, która przemienia nasze życie: poszerza nasze serca i uzdalnia nas do miłości. Możemy dokonywać wyborów i spełniać gesty miłości w każdej sytuacji i wobec każdego brata i siostry, których spotykamy, ponieważ jesteśmy miłowani i mamy siłę, by kochać.” (15 maja 2022).

Do tego wzywa nas dzisiaj Piękna Pani z Medjugorie mówiąc: „Drogie dzieci. Z nieskończonej miłości Bożej przychodzę do was i wytrwale zapraszam was w objęcia mojego Syna. Matczynym sercem proszę was, ale i przypominam moje dzieci, że na pierwszym miejscu powinna być wasza troska o tych, którzy nie poznali mojego Syna. Nie dopuście, aby oni, patrząc na was i wasze życie, nie zapragnęli Go poznać. Proście Ducha Świętego, aby mój Syn znalazł w was swoje odbicie” (2 marca 2012 r.).

Podczas jednego z objawień widząca Marija Pavlović – Lunetti zapytała Matkę Bożą: – Maryjo, czy masz coś konkretnie dla mnie do przekazania? Usłyszała wtedy odpowiedź: – Daję ci swoją miłość, abyś nią obdzielała innych!

O. Slavko Barbarić OFM wspomina: „Pewnego razu zapytałem tę samą widzącą, które z orędzi uważa za najbardziej trudne, a zarazem najpiękniejsze. Po krótkim namyśle przytoczyła swoje pytanie i odpowiedź, jaką wtedy otrzymała od Matki Bożej. Drążyłem dalej, pragnąc dowiedzieć się, dlaczego właśnie to przesłanie uważa za najtrudniejsze i najpiękniejsze. Widząca odpowiedziała: «Doświadczenie piękna miłości Matki Bożej i zyskanie pewności, że ta miłość jest tobie podarowana, jest czymś najpiękniejszym w życiu. Lecz kiedy ja sama próbuję kochać innych i dać tę miłość innym, wtedy czuję jak bardzo jest to trudne. W świetle wszechogarniającej matczynej miłości często odczuwam zawstydzenie z powodu mojej, tak bardzo niedostatecznej, miłości». – Co więc możemy uczynić? – zapytałem. – «Ja codziennie modlę się o coraz większe otwarcie się na miłość Matki Bożej, abym mogła przekazywać ją innym, aby i oni mogli tę miłość odczuć i dalej ją przekazywać. My nie potrafimy kochać się wzajemnie, a to jest znak, że jesteśmy bardzo oddaleni od miłości Bożej. Im bliżej będziemy Bożej miłości, tym łatwiejsze stanie się nasze życie, a sami staniemy się świadectwem dla innych». Wierzę, że dla nas wszystkich nie ma innej, lepszej drogi niż codzienna modlitwa o dar miłości, abyśmy mogli przeżyć to, co najpiękniejsze i abyśmy mogli zrealizować to, co w życiu najtrudniejsze”.

Najmilsi bracia i siostry! Wsłuchując się razem z wami w matczyne wezwanie Królowej Pokoju życzę każdemu z was, „tego, co najpiękniejsze i zarazem najtrudniejsze” – czyli głębokiego osobistego doświadczenia miłości Jezusa i Maryi, naszej Niebieskiej Matki, które da nam siłę do radosnego, cierpliwego i wytrwałego dzielenia się tą miłością ze wszystkimi ludźmi, podobnie jak podczas wigilii paschalnej dzielimy się światłem zapalonym od Paschału, symbolizującego zmartwychwstałego Chrystusa.

Pięknym przykładem może być dla nas wspomniana wcześniej św. Teresa z Kalkuty o której Papież Leon XIV napisał, że „stała się powszechną ikoną miłości miłosiernej, przeżywanej do granic możliwości dla dobra najuboższych, odrzuconych przez społeczeństwo. Założycielka Misjonarek Miłości (…) przygarniała odrzuconych, obmywała ich rany i towarzyszyła im aż do chwili śmierci z czułością, będącą modlitwą. Jej miłość do najuboższych z ubogich sprawiła, że nie zajmowała się tylko ich potrzebami materialnymi, ale głosiła im dobrą nowinę Ewangelii: „Chcemy głosić ubogim dobrą nowinę, że Bóg ich miłuje, że my ich kochamy, że są dla nas kimś ważnym, że oni również zostali stworzeni przez tę samą miłującą rękę Boga, aby kochać i być kochanym. Nasi ubodzy są wspaniałymi ludźmi, są bardzo kochani, nie potrzebują naszego współczucia i litości, potrzebują naszej wyrozumiałej miłości. Potrzebują naszego szacunku, potrzebują, abyśmy traktowali ich w sposób godny” (zob. Leon XIV, Adhortacja Ap. Dilexi Te).

„W Melbourne spotkałam starca – opowiada Matka Teresa. Był trochę zaniedbany, a nawet brudny. Poprosiłam go: – Proszę się zgodzić, żebym posprzątała pana dom i uprała ubrania. Odparł: – Nie, dziękuję, jakoś sobie radzę. – Ale lepiej się pan poczuje, jeśli upiorę pana rzeczy. W końcu wszystko mu wyprałam. W kącie pokoju zauważyłam piękną lampę, ale bardzo zabrudzoną, więc zapytałam: – Czy zapala pan jeszcze tę lampę? Odpowiedział mi: – Dla kogo? Od lat nikt do mnie nie przyszedł. Znowu go zapytałam: – Czy zapali ją pan, jeśli odwiedzą tu pana moje siostry? Siostry zaczęły odwiedzać go co wieczór i lampa zawsze świeciła. Dwa lata później przesłał do mnie wiadomość: – Proszę powiedzieć mojej przyjaciółce, że światło, które zapaliła w moim życiu, jeszcze świeci”.

Drodzy Moi! Pamiętajmy, że i my mamy dla kogo zanieść orędzie Bożej miłości i zapalić światło nadziei. Jako uczniowie – misjonarze Zmartwychwstałego Pana, pamiętajmy nieustannie o Jego słowach: „Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13, 35), „tak jak Ja was umiłowałem” (J 15, 12). Amen.

o. Piotr Męczyński O.Carm


« Wszystkie wiadomości   « powrót  

 



  Klasztor karmelitów z XVII w. oraz Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach położone są 20 km od Golubia-Dobrzynia w diecezji płockiej. Jest to miejsce naznaczone szczególną obecnością Maryi w znaku łaskami słynącej figury Matki Bożej Bolesnej. zobacz więcej »


  Sobotnie Wieczerniki mają charakter spotkań modlitewno- ewangelizacyjnych. Gromadzą pielgrzymów u stóp MB Bolesnej. zobacz więcej »
 
     
 
  ©2006 Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej

  Obory 38; 87-645 Zbójno k. Rypina; tel. (0-54) 280 11 59; tel./fax (0-54) 260 62 10;
  oprzeor@obory.com.pl

  Opiekun Pielgrzymów: O. Piotr Męczyński; tel. (0-54) 280 11 59 w. 33; (0-606) 989 710;
  opiotr@obory.com.pl

 
KEbeth Studio